Blog > Komentarze do wpisu

-> Andrzej Benesz i jego sznurki…

Przez dwieście lat w rodzinie Beneszów przekazywana była tajemnicza historia skarbu Inków, ukrytego na zamku w Niedzicy, nad dzisiejszym zalewem czorsztyńskim. Do 1946 roku przechodziła z ojca na syna, ale obwarowana więzami tragicznej historii, nie wypłynęła na światło dzienne. Dopiero Andrzej Benesz, urodzony w Tarnowie powojenny polityk upublicznił dwuwiekową tajemnicę swojego rodu. Tuż po II wojnie zorganizował grupę poszukiwaczy i zgodnie ze wskazówkami legendy rodzinnej spenetrował stojący w tym czasie w zupełnej ruinie zamek. 31 lipca w asyście kilku osób odnalazł w górnym zamku, pod progiem bramy wejściowej, wiązkę skórzanych sznurków zakończonych złotymi blaszkami; były na nich wygrawerowane napisy: Dunajecz (Niedzica), Vigo, Titicaca.

   

Historia owa zaczęła się dokładnie 18 maja 1780 roku w Cusko. W tym dniu Tupac Amaru II, a właściwie José Gabriel Condorcanqui y Noguera, przywódca wielkiego powstania peruwiańskich Indian, został przyprowadzony przez hiszpańskich gwardzistów na główny plac Plaza de Armas, gdzie miał zostać, zgodnie z wyrokiem, rozerwany końmi. Dzień wcześniej zmuszono go do przyglądania się egzekucji swojej żony i najstarszego syna. Po kilku próbach okazało się, że konie nie są w stanie rozerwać ciała Tupaka, więc na rozkaz hiszpańskiego dowódcy został poćwiartowany na kilka kawałków. Młodszy, ocalały z hiszpańskiej rzezi, bratanek Tupaka Amaru, spłodził Miguela Clemente Condorcanqui, a ten był ojcem Antonio Condorcanqui, inaczej Antonio Inkas, a po adopcji w 1797 roku Antoni Benesz. Protoplastą polskiego rodu, który na skutek powinowactwa, adopcji i tragicznych wydarzeń historycznych, stał się dziedzicem królewskiej dynastii peruwiańskich Inków, był Sebastian Benesz. Urodzony na Wołyniu w 1698 roku prowadził bardzo awanturnicze życie, wiecznie podróżował po świecie i imał się różnych zawodów – najczęściej wojaczki. W dzieciństwie przeżył napad na rodzinną posiadłość i spalenie dobytku. Wtedy zmarła jego matka, która została ciężko ranna w trakcie napadu, a ojciec kilka lat po tym zniknął bez wieści. Sebastian Benesz podpisywał się Benesz z Berzeviczy i pieczętował się tytułem barona Dondangen. Po wielu latach tułaczki, głównie po krajach Europejskich, postanowił wyprawić się dalej i popłynął do Ameryki Południowej. Czego tam szukał? Jako wytrawny i zaprawiony w wojaczce najemnik, być może zjawił się na kontynencie opanowanym przez wojny, bunty i powstania, by szukać sławy żołnierskiej i pieniędzy. Będąc w Peru pomagał Tupakowi Amaru w organizacji powstania, a nawet ożenił się z piękną księżniczką inkaską, z którą miał córkę Uminę. Córkę Uminę wydał za bratanka Tupaka Miguela Clemente, a z tego związku urodził się w Wenecji Antonio, późniejszy Antoni Benesz. Powstanie, które
wybuchło 4 listopada 1780 roku, było krwawe i trwało dwa lata. Zdawało się, że szala przeważy na korzyść Indian, ale tak się nie stało. Jeszcze raz zwyciężyli Hiszpanie. Odwet hiszpańskich władz był bezwzględny, a represje w swoim okrucieństwie przewyższały wszystkie poprzednie. Hiszpanie postanowili wyciąć w pień całą rodzinę przywódcy powstania i konsekwentnie wytępić wszystkich, którzy mogliby w przyszłości legitymować się pochodzeniem od inkaskiej szlachty. Sebastian zorientował się w porę co się dzieje, w 1786 roku zabrał Uminę z jej mężem, oraz kilku Indian i zorganizował ucieczkę z Peru do Włoch. Hiszpański wywiad po kilku latach wytropił zbiegów w Wenecji. W 1796 roku zginął zasztyletowany i wrzucony do jednego z kanałów mąż Uminy, jedyny legalny spadkobierca inkaskiej korony i inkaskich skarbów. Wtedy uciekinierzy szybko zmienili miejsce pobytu, w lutym lub marcu 1796 roku porzucając Wenecję. Sebastian powiódł ich nad Dunajec do Niedzicy. Chciał ich ulokować w zamku zbudowanym w XIV wieku przez Berzeviczych – miał nadzieję odkupić go od obecnych właścicieli, od rodziny Palocsayów. Umina była wtedy matką kilkumiesięcznego syna – Antonia, urodzonego w Wenecji. Po śmierci ojca on teraz był spadkobiercą Inków. Kolejny dramat rodziny rozegrał się już na zamku w Niedzicy. Hiszpański wywiad odkrył miejsce ukrywania się inkaskiej rodziny i wysłał do nich swoich agentów. Któregoś dnia na środku dziedzińca zamkowego zasztyletowana została Umina, matka Antonia, a on sam cudem uniknął śmierci. Sebastian aby całkowicie zmylić pogoń i zatrzeć wszelkie ślady oddał małego Antonia Beneszom, rodzinie swoich krewniaków z Moraw i błagał, by przyjęli dziecko za swego syna. Na niedzickim zamku został spisany testament dotyczący dalszych losów Antonia. 21 czerwca 1797 roku, w dniu największego święta Inków, Święta Słońca, podpisany został akt adopcyjny. Dokument spisał proboszcz z Frydmana, posiadacz jednej z największej biblioteki w Galicji. Podstarzały już wtedy Sebastian tłumaczył treść woli z języka keczua na polski, a proboszcz na łacinę. Podpis pod testamentem złożył, zaprzysiężony wcześniej pod krucyfiksem, przedstawiciel Beneszów z Moraw, Wacław. W akcie adopcyjnym zapisano między innymi:
„Quinto: Grób Uminy, Sebastyanowej córki a Antonia matki, pod basztą kapliczną w czułej mieć opiece, wystawienie Epitaphium do sposobniejszych dni zachowując.
Septimo: Takiż dokument drugi, spisany w lingua kiczua podpisać i takoż dotrzymać, a zawierzony mi egzemplarz z największą troską i ostrożnością, a nie w domu, zachowywać.
Zaprzysiężony wobec wzwyż wymienionych Anno Domini 1797 Die 21 Juny w kaplicy na
zamku Dunajecz. Wacław Benesz de Berzeviczy Baron de Dondangen. Manu Propria.”.
W niecały rok później umarł w klasztorze Augustianów w Krakowie Sebastian Benesz de Berzeviczy. Został tam przywieziony ciężko ranny w jakimś pojedynku, lub ulicznym napadzie. Wacław Benesz, przybrany ojciec Antonia, zabrał chłopca do Morawskiego Krumlowa, a po roku wpisał go do ksiąg parafialnych, jako swojego syna. Odtąd Antonio figurował jako syn Wacława i Anny Benesz Berzeviczy. Przybysze z Peru rozjechali się po świecie i ślad po nich zaginął. Synem Antonia był Ernest, który spłodził Jana, a ten z kolei był ojcem Andrzeja. Ernest nie interesował się odkrywaniem tajemnic rodzinnych i raczej poświęcał się swojej pracy nafciarza. Jan Benesz był zawodowym wojskowym i dopiero Andrzej Benesz żywo zajął się rozwikłaniem owej zagadki. Urodził się w Tarnowie w 1918 roku. Po przeniesieniu ojca oficera do innej jednostki, Beneszowie zamieszkali w Bochni, gdzie Andrzej ukończył szkołę średnią. Był posłem na sejm PRL przez kilka kadencji, a pod koniec życia wicemarszałkiem sejmu z ramienia SD. W 1946 roku rozpoczął poszukiwania pamiątek rodzinnych, a znalazł zagadkową śmierć wielu towarzyszących w poszukiwaniach osób i w efekcie swoją. „Pierwsi zginęli wopiści, którzy byli świadkami wydobycia kipu spod progu zamku. Kolejną ofiarą był kustosz niedzickiego zamku, który ponoć wpadł na ślad ukrytego tutaj skarbu – pochłonęły go fale rzeki. Potem, w 1976 roku, była śmierć Andrzeja Benesza. Wieczorem, w wigilię szesnastych urodzin swojego jedynaka, jadł kolację w rodzinnym gronie i zapowiadał, że, jak nakazuje tradycja, następnego dnia przekaże mu tajemnicę od czterech pokoleń przechodzącą w rodzinie z ojca na syna. Następnego dnia zginął na szosie w wypadku samochodowym. Kolejna śmierć pochłonęła dwoje z rodziny Salamonów. Przyjechali z Węgier i zaczęli poszukiwania na niedzickim zamku.” – pisał Aleksander Rowiński. Obecnie nie wiadomo, gdzie znajduje się wydobyte spod stopni niedzickiego zamku inkaskie kipu. Sam Benesz stwierdził u konserwatora wojewódzkiego – a świadczy o tym protokół – iż wysłał kipu do Ameryki Południowej dla dokonania odpowiednich studiów. Natomiast wdowa po Andrzeju Beneszu, pani Janina tajemniczo mówi: „Mąż nie trzymał tych sznurków w domu, schowane są w górach.”


Jerzy Reuter
(Gazeta Krakowska)



piątek, 19 listopada 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -