Blog > Komentarze do wpisu

-> Wyborcze igrzyska

Mirosława Poświatowskiego krzywym okiem…

No i wreszcie ruszyła kampania wyborcza do samorządów, owe demokratyczne igrzyska dostarczające uciechy wyborcom i satyrykom, zwłaszcza gdy rządzące ugrupowanie oddelegowało tych ostatnich akurat do obśmiewania opozycyjnej konkurencji - choć z drugiej strony rzecz biorąc, specjalnych delegacji do tego nie trzeba, skoro o wszystkim decyduje znajdujący się wiadomo gdzie pieniądz, polityczna poprawność, telewizorniane kontrakty, zamówienia, zaproszenia i salony – oraz wytresowana przez media publiczność, „młodych, wykształconych, z wielkich miast”. Najwięcej bodaj radości sprawia patrzenie na te wybory przez pryzmat symbolizmu – tego głębokiego, tego powierzchownego i tego naciąganego. Skoro więc możemy póki co choć patrzeć - no to popatrzmy: na inauguracyjnej konferencji wyborczej kandydatki na prezydenta Tarnowa Anny Czech (PiS) rozdawano dziennikarzom pen-drivy z nazwiskiem kandydatki. Zaszachowano nas także teczkami, na szczęście pustymi, takoż nazwiskiem opatrzonymi. Z kolei na briefingu prasowym podsumowującym cztery lata kadencji prezydenta Ryszarda Ścigały (Tarnowianie) zgromadzeni otrzymali budowlane kaski. Ze względu na te kaski, w które wyposażony został preferencyjnie dziennikarski światek, aż boję się pomyśleć, jak mógłby wyglądać Tarnów drugiej kadencji Ryszarda S. Z tej symbolicznej perspektywy wolę już Tarnów z pen-drivami, czyli miasto, w którym nowoczesność staje się standardem, niż potencjalne groźby budowlanych nieszczęść czy innych bombardowań dotykających Tarnów, jakoż i odbiorów inwestycji, które nie zostały zrealizowane (patrz głośne na całą Polskę boisko do „wrzutów do kosza” przy Westerplatte, które niedawno gościło także i bodaj w I programie Polskiego Radia, jak mi to sygnalizował telefonicznie kolega z Warszawy (mówią o was!).) Ale w tyle za tymi kandydatami nie pozostawał również kandydat Jakub Kwaśny (SLD)...

Kandydat Kwaśny w poniedziałek o 7:45 pod I LO organizuje happening zatytułowany „Cytryna jest Kwaśna”. Wprawdzie przepisy zabraniają zdaje się agitacji w szkołach, no ale to w końcu tylko happening i tylko pod szkołą. Ze względu na okoliczność, iż kandydat zapowiedział wspólną degustację cytryn, należy się spodziewać, że prezydentura Jakuba Kwaśnego byłaby kwaśna. Może nawet jak Kwach. Przypomina mi się tu pisane cyrylicą SLD złośliwe hasło „LSD i tylko dwie kalorie”. No sam już nie wiem, czy wolę te cytryny, kalorie, czy inne „kwaśne” transcendentalne doznania, czy może otrzymany wiele lat temu z rąk Jakuba szkolny plan lekcji, z uśmiechającym się zeń Krzysztofem Janikiem odzianym w strażacki kask.
Nie wiem natomiast, co rozdawało PO – na tej akurat konferencji prasowej nie byłem. W odróżnieniu od Jakuba Kwaśnego zamierzającego rozdawać cytryny, a rozdającego kiedyś prezerwatywy, swego czasu radny Robert Wardzała rozdawał przynajmniej cukierki. Jeżeli więc politycy Platformy nie rozdawali jakichś miniaturowych platform, pozostawiając dziennikarzom domysły, czy są to platformy do skoku na głęboką wodę, do kariery, czy może dla samobójców, to cukierki mogłyby tu być jak znalazł. A to ze względu na niezdrowe zamiłowanie PO do dzieci, które z pomocą głośno oprotestowanej ustawy mają być odbierane rodzicom. Takiego totalitarnego gniota chyba nie było nawet za PRL, więc powiedzenie „chcesz cukierka, idź do Gierka” tym bardziej wydaje się być zasadne. Co więcej - cukierki uzasadniałaby również osoba posłanki Urszuli Augustyn, stręczącej nam niegdyś ustawę, wedle której wkrótce wszyscy będziemy zmuszeni do posyłania „naszych kochanych milusińskich” w wieku lat sześciu do szkół. W tej sytuacji, posłanka Augustyn swoje poparcie dla poszczególnych kandydatów powinna kierować przede wszystkim do sześciolatków i ich rodziców. W końcu przecie, „wszystkie dzieci nasze są”! A już zwłaszcza „nasi milusińscy” (cytat z niegdysiejszej konferencji prasowej). Zważywszy na niegdysiejszą wypowiedź pani poseł do ogólnopolskiego medium, stwierdzającej że w zakresie homofobii jeszcze nie jesteśmy wystarczająco wyedukowani oraz mając na uwadze ogólnoeuropejskie, postępowe tendencje wychowawcze i powyższe ustawy, zainteresowanym pozostaje mi zaproponować obejrzenie filmu „Defilada” Fidyka - dokumentu z wizyty w Korei.

Ale przecie są jeszcze i inne komitety wyborcze, co jeden prześcigający się w umiłowaniu Tarnowa. Najbardziej nasze miasto kocha ugrupowanie „Kocham Tarnów”, jak plotka niesie powiązane z lubianą przeze mnie Prawicą Rzeczpospolitej, ale nie tylko. Owo „nie tylko” zapewne tyczy się  brylującego na liście dr Marka Ciesielczyka, niestrudzonego kandydata startującego we wszystkich chyba możliwych konkursach na różne stanowiska, tropiciela korupcji, obecnie dyrektora Centrum Polonii. Ta sama plotka głosi, że kandydatem na prezydenta ma być jakiś współczesny „Stan Tymiński”, przywieziony tu z samej Hameryki. Natomiast gdyby nie inny okręg, chętnie zagłosowałbym na startującego z tej listy Andrzeja Króla z Wojnicza, znakomitego erudyty, publicysty, którego mogli państwo podziwiać w kolejnych satyrycznych szopkach Tarnowskiej Artystycznej Konfraterni i portalu inTARnet, w roli narratora, wraz z niżej podpisanym. Z Andrzejem Królem łączy mnie wspólnota poglądów – mianowicie marzy mi się królestwo, czy może raczej przywrócenie w Polsce monarchii, a to m.in. ze względu na fakt, iż stan polskiego państwa przypomina obecnie stan „Rzeczpospolitej Szlacheckiej” - i to w okresie tuż przed zawiązaniem Konfederacji Targowickiej, a może nawet zaraz po niej, na co wskazuje nie tylko nasza współczesna magnateria i różne elitarne powiązania z niekoniecznie naszymi służbami specjalnymi, ale sam fakt ratyfikacji Traktatu z Lizbony, czyniącego z Unii Europejskiej, póki co quasi – państwo oraz sposób prowadzenia śledztwa w sprawie niespodziewanej tragedii w Smoleńsku, która przebiegła nadspodziewanie dobrze.

Pisząc o rozpoczynającej się kampanii wyborczej nie sposób nie wspomnieć, na razie przynajmniej symbolicznie, o plakatach. W zakresie kampanii, niekoniecznie wyborczych, w przeszłości mieliśmy już i „piwo – hmmm... - bezalkoholowe”, i „Mariolę OKOCIM spojrzeniu” i „łódkę Bols”... W ten trend zdają się wpisywać plakaty m.in. z Ryszardem Ścigałą zachęcającym – a jakże – jedynie do udziału w wyborach, a wszystko to jeszcze przed zarejestrowaniem list. Ale wszystko jest legalne, to tylko takie oczko, puszczone przez niepartyjnego kandydata z plakatu opatrzonego partyjnym logiem PO. Z plakatów tych spozierała na nas także buźka jeszcze innego kandydata, obecnie radnego, któremu więcej uwagi poświęcę innym razem.

Wybory to także kuluary oraz kulisy konferencji prasowych. Ale po kolei... Pewne niszowe czasopismo dokonując lustracji osób publicznych, swego czasu wyróżniło również i mnie, zauważając moją nieskromną osobę i przy opisie ubioru, w który się odziewam, użyto słów, bodajże „niechlujna nonszalancja”. Cóż, dziękuję za komplement, staram się jak mogę sprostać temu image, nie tylko w zakresie ubioru, ale i zachowań – właśnie zwłaszcza podczas konferencji prasowych. Jako że znany fotoreporter Paweł Topolski zaczął się odchudzać, musiałem jakoś wypełnić powstałą w ten sposób pustkę, przejmując jego nieformalne obowiązki w zakresie konsumpcji podczas różnych briefingów i śniadań prasowych. Wprawdzie nie zawsze przy takich okazjach wiem, co jem, ale potrafię już rozpoznać, który, niekoniecznie tarnowski lokal, catering taki przygotowywał. W każdym razie: muszę przyznać że z wielkim trudem przychodzi mi sprostać swojemu wizerunkowi w zakresie konsumpcji. Społeczną tą funkcję pełnię jednak z pełnym poświęceniem, albowiem tylko dany w ten sposób dobry przykład, ośmiela innych dziennikarzy do sięgnięcia w głąb półmisków, zwłaszcza gdy nie ma w pobliżu towarzyszącego mi zwykle przy takich okazjach „dziekana korpusu dziennikarskiego”, czyli Wiesława Szczupaka („Ekstra Galicja”). Spełniana przez nas w ten sposób dziejowa misja jest tym istotniejsza, iż – o czym większość spośród Państwa nie zdaje sobie sprawy – zawód dziennikarza bardzo się spauperyzował, wszyscy my, biedactwa chodzimy przez to głodni, pracujemy do późna, a na konferencję o godz. 9 rano skusić nas może tylko śniadanie prasowe. Nie odbiegamy zresztą w ten sposób zbytnio od reszty tej części społeczeństwa polskiego, która podobnie jak my, aspirując do miana ludzi kulturalnych, pojawia się na wernisażach w BWA, przyjmując podczas nich strategiczne pozycje w okolicach plastikowych kubków z winem i innych darów sztuki ołtarza, by drobnym kroczkiem, niby przypadkiem, w stosownym momencie „od niechcenia” ku temu ołtarzowi zacząć się przybliżać – a wszystko to z ogromnym samozaparciem, którego niewątpliwie wymaga obcowanie z czymś, czego nie ośmieliłby się nazwać inaczej jak „sztuczką współczesną”. Przy czym my przynajmniej nie pakujemy „koreczków” do torebek, z czego z kolei wniosek wypływa taki, że przynajmniej emeryci są grupą społeczną o mniejszych niż my dochodach. Dlatego też, tak na marginesie, korzystając z okazji, chciałbym przeprosić Ryszarda Zaprzałkę za zacytowaną w jednym z poprzednich felietonów wypowiedź Habiego: „widzisz tego dziadygę za ladą – to jest właśnie twoja przyszłość”, albowiem „dziadyga” ten, nawet jeśli mi nie zapłaci, to przynajmniej wyposaży mnie na Burku w nowe spodnie, przez co moja nonszalancja ma szansę stać się mniej „niechlujna”.

No ale powróćmy do polityki. Otóż najmizerniej zaopatrzone stoły towarzyszą konferencjom prasowym PiS (czym tłumaczę sobie nieobecność podczas nich słynnego fotoreportera Pawła T. Jeśli Paweł T. jest Państwu wizualnie nieznany, to tylko dlatego, że: a) od obcowanie z ludźmi wolicie obcowanie z telewizorem; b) jest on autorem większości zdjęć jakie oglądacie Państwo w tarnowskich mediach, a więc sam sobie zdjęcia zrobić nie może.) Tak czy owak: przy tak rozbisurmanionych podniebieniach uciskanej kasty dziennikarzy i nadwornego fotoreportera, paluszki i kawa nie wystarczą. Życzliwi twierdzą, że owe paluszki - to ze strony Prawa i Sprawiedliwości wynik ascezy, złośliwi – że ugrupowanie to, odkąd straciło władzę, jest bardzo wyposzczone i nie stać go na cymesy, na które pozwolić sobie mogą ci, którzy są obecnie, zwłaszcza w Tarnowie, przy władzy. Niemniej, jako że lepiej z mądrym zgubić, niż z głupi znaleźć, takoż i ważne jest towarzystwo, w którym przebiega konsumpcja, nie zaś sama jakość tejże – i cokolwiek złego by nie można było powiedzieć o „pisiorach”, to jednak atmosfera panuje tu znacznie swobodniejsza niż gdzie indziej (nie licząc Starostwa Powiatowego pod wodzą Mieczysława Krasa) o ile nie zakłócają jej wykonujący akurat za szybą remont elewacji panowie, instalujący przy okazji „pisiorom” aparaturę podsłuchową – a taki przynajmniej w mym zakutym łbie narodził się wniosek, wysnuty z teorii, że w znajdującym się dokładnie naprzeciw biurze Ministra Skarbu z PO Aleksandra Grada, przy ulicy Wałowej, najwyraźniej nie tylko balkon zaczął się sypać. A może sypać.

Zresztą – nieważne, wszak mówimy o wyborach samorządowych, więc dajmy pokój ministerialnym gabinetom, choćby nawet dochodziło do wyciszanych w mediach sytuacji, w których z gabinetu Ministra Finansów, po salwie głośnych okrzyków, wychodzi guru Balcerowicz z potłuczonymi okularami, a wkrótce potem uruchamia zegar długu publicznego, by w ten sposób zaprotestować przeciwko procesom przez niego samego zapoczątkowanym. Po co więc mam pisać o polityce. Przecież to tylko wybory samorządowe. Jakieś „niepartyjne” komitety, Popierane mniej lub bardziej oficjalne przez partie polityczne. Tylko jakimś dziwnym trafem liczba niepartyjnych komitetów z roku na rok maleje. Największe szanse mają bowiem ci, którzy przyłączą się do „bandy czworga” - PO, PiS, PSL, SLD – bandy rządzącej w formie różnych mutacji w Polsce od czasów, kiedy w 1989 roku komunistyczny reżim oddał władzę, by przekazać ją samemu sobie. Tak mamy skonstruowaną ordynację wyborczą, preferującą nie demokratyczny głos ludu, ale większe ugrupowania (metoda d'Hondta). Ordynacja ta bez mała przypomina to sytuację z dowcipu, w którym „możecie wybrać sobie Państwo samochód dowolnego koloru, byle był czarny”. I to jest prawie cała prawda o wyborach w Polsce...


Mirosław Poświatowski



niedziela, 24 października 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -