Blog > Komentarze do wpisu

-> Gipsowa ręka Chopina

Czyli 16 obrazów na XVI Konkurs Chopinowski


Największą gwiazdą dotychczasowych konkursów chopinowskich był Krystian Zimerman, zwycięzca z 1975 roku. Fot. archiwum

Od lat wzbudza emocje. Kreuje bohaterów, ale wskazuje też przegranych. Dla niektórych artystów stał się początkiem wielkiej kariery, dla innych miażdżącą porażką. Zdarzało się, że tłum melomanów, którym nie udało się zdobyć biletów, potrafił zdemolować drzwi Filharmonii i wedrzeć się siłą na salę. Młodzież po koncertach nosiła ulubionych pianistów na rękach, a publiczność wygwizdywała niepomyślne dla niej werdykty jurorów. Na widowni często pojawiały się królowe: belgijskie - Elżbieta i Fabiola, hiszpańska Zofia, a także przedstawiciele rządu i międzynarodowego korpusu dyplomatycznego.

Odbywający się co pięć lat w Warszawie Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina jest jednym z najstarszych konkursów muzycznych na świecie. Wśród jego laureatów znajdują się wielcy pianiści: Witold Małcużyński, Jan Ekier, Halina Czerny-Stefańska, Władimir Aszkenazy, Fou-Ts'ong, Maurizio Pollini, Martha Argerich, Garrick Ohlsson, Eugene Indjic, Krystian Zimerman, Dang Thai Son, Stanislav Bunin, Kevin Kenner.

Właśnie rozpoczyna się ostatnia odsłona, 16. edycji Konkursu Chopinowskiego.

1. ZAWODY

W latach 20. prof. Jerzy Żurawlew - pianista i profesor Wyższej Szkoły Muzycznej im. Fryderyka Chopina - postanowił zorganizować konkurs. "Czasy się zmieniły. Kult Chopina jakby przygasł. Na estrady wkroczyła muzyka z wielkiego świata. O Chopinie zaczęto mówić, że jest za mało nowoczesny, przesubtelniony (...). Zacząłem zastanawiać się jak temu przeciwdziałać, co zrobić, aby zainteresować społeczeństwo, a zwłaszcza młodzież, Chopinem. Obserwując młodzież, jej zainteresowania, jej zapał do wyczynów sportowych, zrozumiałem, że jedynie impreza o charakterze szlachetnej rywalizacji ma szansę zjednania młodych adeptów do muzyki Chopina. A więc konkurs. To było nowum w owych czasach" - pisał Jerzy Żurawlew.

2. KARIERA

Pomysł Jerzego Żurawlewa podchwyciła muzyczna młodzież. Na I Konkurs Chopinowski zgłosiło się 26 pianistów z 8 krajów. Do II konkursu stanęło 89 pianistów z 18 krajów świata, zaś w III konkursie choć wystąpiło mniej pianistów - 79 - to aż z 21 krajów świata, po raz pierwszy z Anglii i Japonii. Popularność konkursów wśród uczestników ciągle rosła. Pięć lat temu zgłosiło się aż 350 osób i trzeba było wprowadzić eliminacje. "To świadczy, że Konkurs Chopinowski nadal jest atrakcyjny dla młodych, nadal pomaga im w karierze" - mówił prof. Andrzej Jasiński, przewodniczący jury.

3. BIS

Wielu niewidomych pianistów brało udział w Konkursie Chopinowskim. Pierwszy z nich pojawił się już w II edycji, w 1932 roku. "Gazeta Polska" podawała: "Sensacją całkiem niebywałą (...) stał się ślepy pianista węgierski Imre Ungar. (...) publiczność powitała niewidomego artystę brawem serdecznej zachęty i jakby politowania. Brawo to po odegraniu tak trudnej i obszernej Sonaty h-moll przemieniło się w burzę oklasków, w której pierwszy raz wbrew regulaminowi wziął udział cały skład sędziowskiego stołu. (...) Dyrektor Wieniawski zmuszony był na nalegania publiczności dopuścić do tego, że p. Ungar bisował". Co było precedensem.

4. MIŁOŚĆ

Podczas III konkursu, który odbył się w 1937 roku, wiele uwagi zwracano na piękną parę, "jaką stworzyli młoda pianistka francuska Colette Gaveau i Witold Małcużyński. Bo dużo się o tym plotkowało, jak to się oni w sobie zakochali od pierwszego wejrzenia, a także snuto domysły, czy coś z tego będzie trwalszego i czy na długo. A oni wkrótce potem, kiedy zawarli w Warszawie znajomość owego roku 1937, zostali małżeństwem szczęśliwym i oddanym aż do samej przedwczesnej śmierci Witolda" - pisał po latach Jerzy Waldorff. Warto dodać, że Witold Małcużyński zdobył wówczas III nagrodę.

5. BOSKI ADAŚ

Był piękny i utalentowany: Adam Harasiewicz, zwycięzca konkursu z 1955 roku, wzbudzał zachwyt przez technikę gry, urok i wdzięk. Artysta wspominał dziesięć lat temu: "Trudno powiedzieć, że się bałem konkursu. Banie się to nie jest dobre słowo. Długo się przecież do tego konkursu przygotowywałem. Nie myślałem broń Boże o nagrodach. Nie lubiłem jak ktoś na ten temat mówił, szczególnie po II etapie. (...) Myślałem tylko, aby się skupić i dobrze zagrać. (...) O zwycięstwie dowiedziałem się od Andrzeja Czajkowskiego. Zadzwonił do mnie i powiedział: Jesteś pierwszy. Przeżyłem szok, zastanawiałem się, czy to prawda.".

6. JURY

Międzynarodowe jury złożone na ogół z kilku do 28 osób, wśród których można odnaleźć pedagogów i koncertujących artystów, ocenia każdego pianistę, stosując system punktowy. O wybraniu laureatów decyduje średnia arytmetyczna. Przez lata różne były systemy pracy proponowane jurorom: na estradzie blisko grających, na widowni, a nawet za zasłoną, by nie wiadomo było, kto gra. W końcu ustalono, że jurorzy zasiadają na balkonie w dwóch pierwszych rzędach i tak trwa do dziś.

7. PĄCZKI

"Cztery warszawskie firmy cukiernicze - Blikle, Wróbel, Gajewski i Pomianowski współzawodniczyły w dostarczaniu słodyczy dla jury na przerwy w przesłuchaniach. Szczególnym powodzeniem cieszyły się pączki i torty od Bliklego, które pobiły wszelkie rekordy wykwintnego smaku. Ale prawdziwe rekordy bił Artur Rubinstein, zjadając po 7-11 pączków na jedno posiedzenie. Swój zachwyt wyraził w krótkim wywiadzie telewizyjnym, kiedy powiedział, że należałoby w czasie konkursu ustanowić jeszcze jedną nagrodę dla pana Bliklego" - pisał Zygmunt Mycielski w "Ruchu Muzycznym" w 1960 roku.

8. RUBINSTEIN

Artur Rubinstein, będąc jurorem VI konkursu w 1960 roku, zrekompensował klęskę Michela Blocka, faworyta publiczności, któremu jury nie dało nawet wyróżnienia, przyznając mu własną, prywatną nagrodę. Gest słynnego jurora wzbudził wiele emocji. W kulisach nawet szeptano, że ten, podobny do Rubinsteina, rudy Meksykanin, jest jego nieślubnym synem. "Ogromnie lubię Rubinsteina, jednak to posunięcie uznałem za niestosowne. W przyszłości Block rozczarował wszystkich (...), nie wyłączając fundatora nagrody" - pisał Jerzy Żurawlew.

9. WIELKA MARTHA

"Trudno grać Chopina - mówiła 23-letnia Martha Argerich po zwycięstwie w VII konkursie w 1965 roku. - Niełatwo utrzymać pełną dyspozycję muzyczną przez cztery etapy aż do finału. Konkurs Chopinowski trwał bardzo długo, za długo. Był bardziej męczący niż inne". Zdzisław Sierpiński w "Słowie Ludu" pisał: "U Argentynki Marthy Argerich muzyka jest wspaniała, a charakterystycznym dla jej obrazu elementem jest żarliwość i to wyjątkowe ciepło, którym podświetlony zdaje się być każdy dźwięk bez mała". A Lucjan Kydryński na łamach "Dziennika Polskiego" podkreślał, że Argerich była rewelacją konkursu.

10. ZIMERMAN

Największą gwiazdą dotychczasowych konkursów chopinowskich był Krystian Zimerman, zwycięzca z 1975 roku. "Krystian Zimerman, talent wyjątkowy, największy, jaki narodził się w powojennej Polsce. Od pierwszych taktów zawojował wszystkich, zarówno publiczność, jak i jury. Posiadał wszystkie cechy wspaniałej organizacji artystycznej: znakomity i niezawodny warsztat, piękny nośny dźwięk, ogromną muzykalność, wyczucie formy i stylu Chopina a co najważniejsze - komunikatywność. Rzadko słyszy się i widzi artystów tak swobodnych, z niezwykłym wdziękiem i radością młodzieńczą przekazujących swoje myśli muzyczne i uczucia. Już po I etapie nie tylko publiczność oszalała na punkcie Zimermana. Eugen List, juror z USA, rzucił mu się na szyję z okrzykiem: On jest fantastyczny, ja już mu daję I miejsce" - pisał prof. Żurawlew.

11.SKRZYWDZENI

W historii konkursu wielu artystów zostało skrzywdzonych przez jurorów, lecz znacznie mniej przez publiczność. Do tych drugich należy Elżbieta Tarnawska, polska pianistka, która brała udział w IX konkursie w 1975 roku. Powodem był ulubieniec publiczności Kanadyjczyk John Hendrickson, który grając znakomicie, mimo nogi w gipsie skręconej w II etapie, nie znalazł się w finale, do którego przeszła Elżbieta Tarnawska. Decyzja jury spowodowała, że polska pianistka była nękana listami, telegramami i telefonami. Gdy miała wyjść na estradę w finale, publiczność mruczała nieprzyjaźnie, a kiedy na widownię wszedł kulejąc Hendrickson, publiczność zgotowała mu owację. Elżbieta Tarnawska nie miała odwagi stawić czoła nieprzyjaznej dla niej atmosferze. Nie wyszła na scenę. Zrezygnowała z grania.

12. SKANDALE

Najsłynniejszy związany był z Ivo Pogorelićem w 1980 roku. Ten jugosłowiański pianista, ulubienic publiczności, wzbudzający wzruszenie, zachwyt i fascynację, grający w białej "romantycznej" koszuli, nie przeszedł do finału. Nawet jurorzy nie mogli się pogodzić z tym werdyktem. "Prawie wszyscy zgadzali się, że jest to największa indywidualność spośród 180 uczestników konkursu, różnili się w tylko w opinii, jaką winien zająć lokatę. (...) Wielu dałoby mu chętnie I nagrodę, inni uważali, że powinien zostać wyeliminowany po I etapie. Louis Kentner wyjechał podobno na znak protestu, że Pogorelić przeszedł do II etapu (...), natomiast Martha Argerich uczyniła to samo dlatego, że tenże pianista nie znalazł się wśród laureatów" - pisał Tadeusz Kaczyński w "Literaturze" z 1980 roku.

13. SUŁTANOW

Aleksiej Sułtanow, rosyjski pianista obdarzony charyzmą i zdolnościami showmena, już od pierwszego etapu stał się bohaterem konkursu w 1995 roku. Słuchacze go wielbili, wydawało się, że to on jest zwycięzcą. Lecz jurorzy nie podzielali tego zdania: I miejsca nie przyznano, a drugie Aleksiej Sułtanow podzielił z Francuzem Philippe Giusiano. Publiczność przyjęła werdykt gwizdami i tupaniem nóg. Sułtanow obraził się i opuścił salę Filharmonii. Nie pojawił się także na uroczystości wręczenia nagród ani na koncercie laureatów. Po Filharmonii krążyła odbitka listu artysty skierowanego do publiczności: "Bardzo mi przykro, że nie mogę dziś tutaj być. Ale już wkrótce wrócę, aby grać dla mojej ukochanej warszawskiej publiczności. Proszę o zrozumienie i dziękuję za wasze poparcie".

14. BLECHACZ

5 lat temu, 20-letni Rafał Blechacz był cichym faworytem konkursu. Nie udzielał się w mediach, nie słuchał rywali, przyjeżdżał do Warszawy na przesłuchania i szybko wracał do rodzinnego Nakła. Po ogłoszeniu wyników przyjaciele odśpiewali zwycięskiemu Rafałowi "Sto lat". Zapytany, jak się czuje w tej sytuacji, odpowiadał krótko: "To jest najszczęśliwszy dzień w moim życiu". A kiedy po koncercie laureatów zobaczył, że publiczność dla niego wstaje, złapał się za głowę. Krystian Zimerman, który śledził przebieg konkursu w Szwajcarii, napisał list do Rafała. Czytamy w nim m.in.: "od tego momentu Twoje życie będzie się dzieliło na dwie części, przed i po konkursie". Na koniec napisał "(...) No to narozrabiałeś bracie".

15. PRZEMYSŁ

Konkurs to także wielki przemysł. Na stoiskach w Filharmonii Narodowej można kupić niemal wszystko, co związane jest z Chopinem. Od książek, nut i nagrań poprzez koszulki i kubki z podobizną kompozytora, srebrne znaczki wpinane w klapę, długopisy, plakaty, monety, aż po gipsową maskę pośmiertną i odlew dłoni pianisty, który cieszy się ogromnym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród Japończyków.

16. BILETY

Zawsze jest ich za mało. Dawniej ustawiały się po nie kilometrowe kolejki; trzeba było stać czasem całą noc. Teraz za pośrednictwem internetu sprzedawane są na wiele miesięcy naprzód, a te najlepsze znikają w ciągu paru godzin. W tym roku karnet na wszystkie imprezy Konkursu Chopinowskiego kosztował blisko 4 tys. zł.


Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz

Dziennik Polski


poniedziałek, 18 października 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -