Blog > Komentarze do wpisu

-> Smoleńsk – miasto złowrogich cieni

Nazwa tego miasta na styku granic i kultur pojawiała się po 10 kwietnia w polskich mediach częściej niż dominująca dotąd Bruksela, może nawet częściej niż Warszawa. Żeby zrozumieć pewne kwestie zasadnicze dla życia naszej Ojczyzny i dziwne zwroty w jej najnowszych dziejach, trzeba przyjechać też tu, do 300-tysięcznego miasta obwodowego na zachodnim skraju Federacji Rosyjskiej. Znaleźliśmy tu o wiele więcej niż ruiny imperialnej potęgi pokryte sadzą komunistycznej szmiry i dewastacji.

W Smoleńsku jest więcej miejsc ze słowem "królewski" w nazwie niż "carski". Ten król to oczywiście zdobywca miasta z 1611 roku, Zygmunt III Waza. Został po nim zabytkowy bastion, największa budowla wśród wspaniałych umocnień obronnych Starego Miasta. Nawet Rosjanie przyznają, że lata polskiego władania dobrze przysłużyły się grodowi nad Dnieprem. Miasto było wielokrotnie w historii oblegane i zdobywane i widziało nieopodal swoich murów wiele bitew. W świadomości rosyjskiej najsławniejsze są te z 1812 roku, gdy odparto najazd Napoleona. Jego pogromca, generał Michaił Kutuzow, obdarzony tytułem księcia smoleńskiego, jest tu czczony do dzisiaj, ma kilka pomników i ulicę.

Ulice chwały i grozy
Właśnie ulica Kutuzowa, biegnąca w kierunku Moskwy, omija od wschodu lotnisko wojskowe Siewiernyj. Zarośla, na które runął Tu-154M, są teraz najważniejszym miejscem związanym z Polską w Smoleńsku. Ale nie jedynym. Złowieszczych śladów dawnej i nowszej historii jest tu więcej. Kiedy z Polką pamiętającą dobrze czasy komunistycznych represji idziemy ulicą Dzierżyńskiego, nagle przechodzi ona na drugą stronę, nie chce zbliżyć się do budynku pod numerem 13. Od rewolucji mieści się w nim siedziba organów bezpieczeństwa.
W tym budynku funkcjonariusze NKWD 70 lat temu wykonali decyzję Stalina i Biura Politycznego Partii Komunistycznej z 5 marca 1940 roku o rozstrzelaniu polskich oficerów - jeńców obozu w Kozielsku. Część Polaków rozstrzelano w samym Smoleńsku, w gmachu przy Dzierżyńskiego, innych wysadzano na stacji kolejowej w Gniezdowie, skąd trafiali do lasu pod Katyniem. Nikt nie policzy cierpienia ludzi więzionych i torturowanych w tym niepozornym budynku przez dziesiątki lat komunizmu. W smoleńskiej "Łubiance" nadal zresztą mieści się siedziba organów bezpieczeństwa państwowego, nikt pewnie nie myśli o zmianie nazwy ulicy...
Nie tylko tej. W administracji obwodowej (odpowiednik naszego województwa) urzędnicy mówią o nowej Rosji, nowoczesnej, otwartej, o przełamywaniu stereotypów i uprzedzeń. Jak jednak uwierzyć, że wiatr historii zmienił coś w mentalności człowieka, który urzęduje w gmachu przy placu Lenina z wielkim pomnikiem tegoż na samym środku? Od placu odchodzą ulice Lenina, Marksa, Rewolucji, Komunistyczna.
W szkołach dzieci rosyjskie uczą się, że ich ojczyzną jest Rosja. Już nie mówi się im, że jej historia zaczęła się w 1917 roku. Ale wciąż 17 września 1939 r. to data wyzwolenia zachodniej Białorusi i Ukrainy. II wojnę światową nazywają Wielką Wojną Ojczyźnianą, która rozpoczęła się w 1941 roku atakiem niemieckich faszystów na Związek Sowiecki, a zakończyła wyzwoleniem Polski i Europy Wschodniej. Z jaką postacią świadomości zbiorowej historycznej, kulturowej i politycznej identyfikuje się zatem młody Rosjanin? Czy jego idolem jest Kutuzow, Lenin czy może Putin?

"Dom" bez domu
Czy ciężko żyć Polakowi świadomemu swoich korzeni w takim mieście? Mieście złowrogich cieni - mieście, które zawsze będzie się kojarzyć z nagłą śmiercią. Tutejsi Polacy podejmują to wyzwanie. Spośród kilkuset naszych rodaków mieszkających na Smoleńszczyźnie około setki aktywnie działa w Stowarzyszeniu "Dom Polski". Organizacja istnieje od siedemnastu lat. Największym jej problemem jest brak własnej siedziby. Musi korzystać z pomieszczeń miejscowego domu kultury albo odpłatnie wynajmować sale na większe spotkania.
Ludzie, którzy obecnie odnajdują swoje polskie korzenie, często mówią tylko po rosyjsku lub też bardzo słabo po polsku. Stąd największym wyzwaniem jest dla "Domu Polskiego" nauczanie naszego ojczystego języka. W lekcjach odbywających się przez cały rok szkolny uczestniczą dzieci i dorośli. Organizacja integruje Polaków, podtrzymuje ich więź z macierzą. Naszą kulturą i językiem interesują się też Rosjanie.
Znaczącą inicjatywą społeczności polskiej są coroczne Dni Kultury Polskiej, wielka impreza ogłaszana w mediach i otwarta dla wszystkich. Odbywają się koncerty, pokazy, wieczory poetyckie, wystawy, konkursy. - Ciągle się rozwijamy, młodzież ma nowe pomysły, nie rezygnujemy z tego, co już mamy, a jeszcze dodajemy - mówi Rościsława Tymań, obecna prezes "Domu Polskiego". - Na dni polskie nie wystarcza już tydzień, trwają 10 dni. Zaczyna się od Mszy św., jeden z wieczorów poświęcamy Janowi Pawłowi II. Także wielu Rosjan przychodzi na nasze imprezy, a nawet przedstawiciele władz - mówi nasza rozmówczyni.
Organizacje mniejszościowe nie mogą liczyć na pomoc finansową ze strony administracji miejskiej ani obwodowej. - Ale na szczęście nie przeszkadzają, możemy działać otwarcie, a nawet wyróżnić się pozytywnie na tle innych - zapewnia pani Rościsława. Jej stowarzyszenie stara się podtrzymywać polskie tradycje, organizować wieczory z okazji świąt narodowych i kościelnych. Organizuje wyjazdy dla młodzieży, wspomaga chcących się uczyć w Polsce.

"Jednak jestem Polakiem"
Różne koleje losów rzuciły Polaków do tego miasta. Często, tak jak w przypadku pani Stanisławy Afanasiewy, założycielki i pierwszej prezes stowarzyszenia, był to wydany przez władze nakaz pracy w mieście odległym od rodzinnego domu. Tego rodzaju decyzje sowieckich decydentów były skutkiem świadomej polityki dezintegracji społeczności polskiej na terenach należących przed II wojną światową do Rzeczypospolitej. Dążąc do rozproszenia Polaków po całym ogromnym państwie, rozdzielano rodziny, zmuszano do zmiany pracy, domu i sposobu życia.
Ale jest też wielu Polaków, którzy znaleźli się w granicach ZSRS po 1945 roku i z różnych powodów przenosili się z miejsca na miejsce na obszarze wielkiego państwa sowieckiego, a w końcu trafili do Smoleńska. Sami albo ich potomkowie. Jerzy Komornicki, który mieszka tu dopiero od 2000 roku, wcześniej mieszkał pod Lwowem. Opowiada o swoim życiu pełnym dziwnych splotów, ale zapewnia łamaną na razie polszczyzną: "Jestem Polakiem, tak się czuję. Staram się aktywnie uczestniczyć w życiu polskiej społeczności, uczę się języka". Wspomina, jak kiedyś określenie "Polak" było obrazą, ten język i pochodzenie zamykały drogę do kariery. - Teraz to wszystko nadrabiam, uzupełniam - mówi wzruszony.
Jeszcze inną, wyższą niż kulturalna i narodowa, jest duchowa sfera życia ludzkiego. W Smoleńsku posługuje ojciec Ptolemeusz Kuczmik pochodzący z Katowic. Głęboka integracja tutejszych Polaków i ich stosunkowo wysoka pozycja w smoleńskim życiu społecznym to także jego zasługa. Leczenie ran w duszach ludzi, którzy znaleźli się tu nie zawsze z własnej woli, ludzi ze skomplikowaną historią i doświadczeniami, danie im wsparcia i pociechy to misja, którą od 18 lat pełni skromny franciszkanin. Też boryka się z problemami. W zabranym przez komunistów kościele Niepokalanego Poczęcia NMP wciąż mieści się miejskie archiwum, a Msza św. odprawiana jest w kaplicy. Jednak widać, że o. Ptolemeusz jest tu dobrym gospodarzem i przewodnikiem duchowym dla kilkuset katolików z całego obwodu obejmującego też miejsca kaźni w Katyniu.

Dwie czarne plamy
Nie da się uciec od mrocznej historii. Jesteśmy tak blisko Katynia, przyjeżdża tu mnóstwo Polaków, są grupy zorganizowane i podróżujący indywidualnie. - Chcemy wszystkim pomagać. Jesteśmy takim pośrednikiem między władzami miasta a Polską. Polskie grupy, a bywa ich nawet kilka dziennie, zwracają się do nas o różnoraką pomoc: hotel, dojazd, oprowadzenie po Katyniu, Smoleńsku. Bywa, że brakuje już rąk i czasu. Trzeba chyba pomyśleć o jakimś oddzielnym stowarzyszeniu "Dom Katyński", tylko w tym celu - opowiada Rościsława Tymań.
Przedstawiciele polskiej społeczności przybyli też do Katynia pamiętnego 10 kwietnia. - Był przygotowany program, występ dzieci. Bardzo czekaliśmy na prezydenta, na panią prezydentową. Byli tu już przecież kilka razy. Wspominamy ich bardzo dobrze, byli tacy ludzcy. Miało być specjalne spotkanie z miejscowymi Polakami. To było dla nas takie ważne, że prezydent przyjeżdża także do nas - wspomina pani Rościsława Tymoń. Teraz przyjeżdża tu jeszcze więcej gości, którzy oglądają miejsce tragedii i pytają: "Dlaczego?".
To samo pytanie zadają także miejscowi Polacy. Prezes "Domu Polskiego" mówi, że to pytanie "jakoś tak krąży i męczy": - Dlaczego Smoleńsk znowu jest czarną plamą? Już się te stosunki miały polepszyć i Katyń miał zbliżyć nasze narody. A tak, znów ten Smoleńsk, i Rosja...
Nad miastem góruje wielki prawosławny Sobór Uspieński z cudowną ikoną Matki Bożej Smoleńskiej. Sposób ukazania Maryi i Chrystusa przypomina wizerunek z Jasnej Góry. Takie przedstawienie Najświętszej Maryi Panny wskazującej ręką na Dzieciątko Jezus nazywa się "Hodigitria" - wskazująca drogę. Któż inny mógłby lepiej wskazać drogę do ostatecznego, trwałego i dobrego ułożenia stosunków naszych narodów.


Piotr Falkowski
(Nasz Dziennik)



niedziela, 12 września 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -