Blog > Komentarze do wpisu

-> O stadnie koni raz jeszcze...

O tej bulwersującej sprawie pisaliśmy już dwukrotnie, piórem Jerzego Reutera, który na łamach Gazety Tarnowskiej (GK) szeroko opisywał pogmatwane dzieje klikowskiej stadniny oraz przeprowadził wywiad z dotychczasowym kierownikiem Stada w Klikowej Andrzejem Gorausem. Obecnie przedstawiamy, niejako w formie suplementu, rozmowę z nowym gospodarzem stadniny Mariolą Dalczyńską – Wardzała, prezesem Ludowego Klubu Jeździeckiego Klikowa, jaką przeprowadził Marek Baran z Dziennika Polskiego. A oto podstawowe fakty związane z tą zasłużoną instytucją, na trwale wpisaną w historyczny pejzaż Tarnowa. „W latach świetności, ok. 150 ogierów znajdowało się w stajniach klikowskich. Dzisiaj stoją puste. Od 1955 roku do niedawna Klikowa była głównym ośrodkiem hodowli koni i jeździectwa w Polsce południowo-wschodniej. W wyniku reorganizacji, straciła w 2003 roku samodzielność na rzecz Stada Ogierów w Białce na Lubelszczyźnie. W 2009, ziemię i budynki należące do Stada Ogierów Klikowa przejęła Agencja Nieruchomości Rolnych, która w tym roku ogłosiła trzy przetargi (ostatni w lipcu) na dzierżawę SO. Małopolski samorząd wojewódzki zrezygnował z udziału w nich. Jego zdaniem, propozycja Agencji Nieruchomości Rolnych była "skrajnie niekorzystna pod względem ekonomiczno-finansowym i prawnym". Władze wojewódzkie nie zaakceptowały projektu umowy dzierżawy. Ich zastrzeżenie budziła m.in. konieczność wykupienia majątku ruchomego, a także krótki, 10-letni okres dzierżawy klikowskiego majątku.”

Woskowe figury w klikowskiej powozowni

Rozmowa z MARIOLĄ DALCZYŃSKĄ-WARDZAŁĄ, prezes Ludowego Klubu Jeździeckiego Klikowa


Mariola Dalczyńska w towarzystwie kawalerzysty Tarnowskiego Oddziału Jazdy im. 5 Pułku Strzelców Konnych. Fot. Marek Baran

- Słychać głosy, że zarząd Ludowego Klubu Jeździeckiego wziął udział w przetargu na dzierżawę gruntów i obiektów byłego Stada Ogierów w Klikowej bez wiedzy członków klubu...
- Istotnie, decyzję o udziale w przetargu, ogłoszonym przez Agencję Nieruchomości Rolnych, podjął zarząd LKJ bez zasięgania opinii wszystkich jego członków. To była swego rodzaju wyższa konieczność. Uznaliśmy, że sytuacja wymaga pewnej poufności, a ewentualne spory i dyskusje mogą zniweczyć szanse uratowania Klikowej. W Klubie stowarzyszonych jest ponad 50 osób, a uchwałę o uczestnictwie w przetargu podjął jednogłośnie 11-osobowy zarząd. A więc jedna piąta klubowiczów, czyli całkiem spore grono. Statut obowiązujący od początku istnienia klubu daje zresztą zarządowi takie kompetencje.

- Jakimi motywami kierowało się to grono podejmując uchwałę o przystąpieniu do przetargu?
- Nie ma co ukrywać, ta ryzykowna decyzja była w dużej mierze podyktowana strachem o przyszłość naszego klubu, działającego długie lata przy Stadzie Ogierów. Mój np. związek z klubem i klikowskim ośrodkiem trwa już blisko trzydzieści lat. Czy mogłam biernie przyglądać się jego upadkowi? Wraz z innymi nie chcemy zaprzepaścić dorobku sportowego i dobrych tradycji hippicznych, stąd decyzja naszej grupki zapaleńców. Zebraliśmy 20 tysięcy złotych na wadium, zgłosiliśmy się do przetargu i szczęśliwie nasza oferta wygrała. Od dwóch miesięcy to my jesteśmy dzierżawcami i gospodarzami Klikowej. Czujemy się odpowiedzialni za jej bliższą i dalszą przyszłość. Przypominam, że w ostatnim przetargu wzięły udział, oprócz nas, także cztery osoby prywatne. Każda z nich, w razie wygranej, mogła realizować dowolne cele, najpewniej odległe od naszych oczekiwań. Właściciela interesuje tylko wyskość czynszu dzierżawnego. My jesteśmy gwarantem, że ośrodek w Klikowej zachowa, na ile to możliwe, swój koński charakter.

- Co składa się na przejęty przez klub majątek? W jakim stanie znajdują się obiekty i infrastruktura byłego Stada Ogierów?
- Dzierżawimy od Agencji Nieruchomości Rolnych 60 hektarów ziemi, budynki stajenne, gospodarcze i budynek biurowy. Tereny zielone i obiekty znajdują się, delikatnie mówiąc, w fatalnym stanie. Wstydem napawa wygląd powozowni i stan zabytkowych pojazdów konnych, uprzęży i tym podobnych akcesoriów. Na każdym kroku widać grzech zaniechania koniecznych prac remontowych, konserwatorskich, porządkowych i innych. Nie było też pomysłu na racjonalne wykorzystanie ziemi uprawnej i w ostatnim roku leżała już ugorem. W minionej dekadzie majątek ulegał przyspieszonej degradacji. I nie jest to przesadne stwierdzenie.

- Od dwóch miesięcy LKJ jest dzierżawcą byłego SO. Czy, zapisany w umowie, 10-letni okres dzierżawy wystarczy na ożywienie klikowskiego ośrodka, na przywrócenie mu świetności?
- W tym czasie można zrobić bardzo wiele i można też go zmarnotrawić. Myślę, że dokonamy w tym okresie zauważalnych pozytywnych zmian. Poprawimy bilans ekonomiczny ośrodka w Klikowej na tyle, że będziemy partnerem w rozmowach o dalszym jego statusie, że będziemy współdecydować o jego losie. Jestem przekonana, że nie zmarnujemy danego nam czasu i udowodnimy jak bardzo jesteśmy zdeterminowani.

- Jaka zatem jest Pani wizja klikowskiego ośrodka? Jakich zmian w jego funkcjonowaniu należy oczekiwać?
- Nie chcę roztaczać wizji szklanych domów, ale chciałabym, aby Klikowa stała się dla Tarnowa i regionu popularnym ośrodkiem rekreacyjno-hippicznym i edukacyjnym. Już dzisiaj zapraszamy zainteresowanych do odwiedzin i współpracy. Zapraszamy dzieci i starszych pragnących zajrzeć do naszych stajni, gdzie stoi kilka koni. W naszej ofercie znajdują się już: nauka jazdy konnej, rekreacyjne przejażdżki bryczką, obsługa szkolnych wycieczek itp. Dla nich urządzamy też małe zoo m.in. ze zwierzętami gospodarskimi. To może być nie lada atrakcja. Zwłaszcza dla najmłodszych mieszkańców miast, którzy będą mogli pooglądać z bliska króliki, owieczki, kozy, kury i inne zwierzęta. Od kilku tygodni Klikowa stoi codziennie otworem i dla każdego gościa znajdziemy czas. Z przyjemnością pokażemy, co interesującego już mamy. Sukcesywnie kierujemy oferty do różnych instytucji, nawiązujemy kontakty z biurami turystycznymi, m.in. w Warszawie. Dzięki uprzejmości władz Tarnowa, nasza oferta trafiła do szkół na terenie miasta. Marzy mi się teraz udostępnienie do zwiedzania zabytkowej kolekcji pojazdów konnych, zamkniętych dotąd w powozowni. Myślę o przestrzennej ekspozycji, z wykorzystaniem multimedialnych prezentacji. Już nad tym projektem pracujemy. Wcześniej, rzecz jasna, musimy ponaprawiać i odnowić zniszczone powozy. W dalszej perspektywie, chcielibyśmy odkupić te kilkadziesiąt pojazdów konnych, będących dzisiaj własnością Agencji Nieruchomości Rolnych i Stada Ogierów w Białce.

- Podobno w powozowni stanąć mają woskowe figury koni, a na kozłach zasiądą woskowi stangreci...
- To być może zaskakujący dla wielu pomysł, ale jak najbardziej realny. Jeśli się zmaterializuje, będzie prawdziwym przebojem Klikowej. Już planujemy, przy współpracy z plastycznymi szkołami, rzeźbiarski plener. W jego efekcie, mam nadzieję, powstaną rzeźby, z których zrobimy potrzebne odlewy. Liczę, że na realizację tego oryginalnego projektu otrzymamy dotacje. Sztuczne konie i woźnice stanowić będą atrakcyjne uzupełnienie zbiorów powozowni. Zwiedzający będą mogli dotknąć zabytkowych eksponatów, zrobić sobie zdjęcia z woskowym stangretem, przeżyć swoistą podróż historyczną. Nie wykluczamy też możliwości przejażdżki ekskluzywnymi powozami. Zrobimy wszystko, aby to nasze marzenie zrealizować, aby stworzyć atrakcyjne w odbiorze przestrzenne muzeum.

- A skąd fundusze na realizację tak niezwykłych zamierzeń? Na jakich sojuszników możecie liczyć?
- Wypróbowanych zwolenników mamy jeszcze niewielu, musimy przede wszystkim liczyć na siebie. Częściej spotykamy się z nieufnością i próbami dyskredytowania naszej działalności. Składano nam też, nie do przyjęcia, propozycje, straszono nawet unieważnieniem przetargu. Nie zamierzamy, w każdym razie, ustępować przed szantażem i groźbami.

- Ktoś Wam groził?
- Nie chcemy tego dziś ujawniać. Wierzymy, w każdym razie, że nasz wysiłek przyniesie spodziewane efekty i przekona niedowiarków. A pieniądze znajdziemy. Mamy do wykorzystania dotacje Urzędu Miasta, liczymy na celowe fundusze z zewnątrz, o które będziemy zabiegać, na dopłaty do gruntów, dochód z działalności usługowej, wpływy z całorocznych reklam instalowanych na terenie klikowskiego ośrodka itd.

- Przy Stadzie Ogierów afiliowane były stowarzyszenia: Związek Hodowców Konia Huculskiego i Tarnowski Oddział Jazdy im. 5 Pułku Strzelców Konnych. Jaki los ich czeka?
- Skierowałam ofertę współpracy do wszystkich związków hodowców koni i jak dotąd nie mam praktycznie odpowiedzi. Milczy też Związek Hodowców Konia Huculskiego, który ma siedzibę w... Klikowej. Nie wiem, co o tym sądzić. Porozumiałam się natomiast z płk Zbigniewem Radoniem, dowódcą Tarnowskiego Oddziału Jazdy i kawalerzyści otrzymali u nas kącik dla siebie. Trzymają w naszej stajni konia za niższą cenę; ponadto, w razie potrzeby, udostępniamy im bezpłatnie inne pomieszczenia. Stowarzyszenia muszą się nawzajem wspierać...

- Czy uda się przywrócić w Klikowej hodowlę koni? Mówi się często o potrzebie odtworzenia rasy konia małopolskiego. Czy w Klikowej istnieją ku temu warunki?
- Warunki oczywiście są, ale wszystko musi odbywać się na zasadach rynkowych. Gdyby powstała koncepcja tworzenia stada koni np. małopolskich i chciałby to robić związek hodowców, to bardzo proszę. Jesteśmy otwarci na każdą racjonalną propozycję, ale opartą na ekonomicznym rachunku. Nas nie stać, jak niektórym się wydaje, na dopłacanie do podobnych przedsięwzięć i utrzymywanie stadniny. Nie chcemy też wchodzić w spółki z innymi, w których rozmywa się odpowiedzialność za całość. A tak przy okazji, warto zwrócić uwagę na nieco paradoksalną sytuację. Otóż siedziba Związku Hodowców Konia Małopolskiego znajduje się w Białce na Lubelszczyźnie. Podobnie rzecz ma się z koniem huculskim pochodzącym z Podkarpacia. Związek Hodowców Konia Huculskiego ulokował się z kolei w Tarnowie.

- Wróćmy do bieżących spraw. Od tygodni trwają w Klikowej prace remontowo-porządkowe. Co "grupce zapaleńców" udało się do tej pory zrobić?
- To prawda, nie próżnujemy. Od pierwszego dnia przystąpiliśmy do koniecznych robót, a jest ich cała masa. Stanowimy zespół zaangażowanych osób, gotowych do pracy w każdy wolny dzień i godzinę. Jesteśmy grupą ludzi, którzy mogą na siebie liczyć i mają świadomość, że inwestują też we własną przyszłość. Stąd nasze poświęcenie. Na co dzień korzystamy m.in. z pomocy kilku więźniów, skierowanych do pracy w Klikowej przez Zakład Karny przy ul. Konarskiego. W krótkim czasie, wymalowaliśmy stajnię z zewnątrz, wyremontowaliśmy boksy dla zwierząt, w każdym są już poidła. Zadbaliśmy o wygląd trawników i krzewów, odnowiliśmy zewnętrzne lampy, które nie widziały farby od... 40 lat. Na większe inwestycje nie porywamy się, to domena właściciela Stada Ogierów w Klikowej. Agencja Nieruchomości Rolnych dostrzegła w nas rzetelnego partnera i niebawem przystąpi do wymiany dziurawych dachów eternitowych na budynku powozowni i szopie. Możemy też liczyć na nowy kocioł centralnego ogrzewania. Zdajemy sobie sprawę, że czeka nas długa, konsekwentna praca, niemal od podstaw. Ale wiemy, że sukces sam do nas nie przyjdzie. Zmiany na lepsze już widać; myślę, że w przyszłym roku zaskoczymy tarnowian wyglądem Klikowej i ofertą spędzenia wolnego czasu.


Jerzy Baran
(Dziennik Polski)



czwartek, 23 września 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -