Blog > Komentarze do wpisu

-> Więcej niż chemia (cz.1)

Zygmunt „Muniek” Staszczyk (ur. 1963) -  muzyk i wokalista,  jest liderem zespołu T. Love, wokalistą, autorem tekstów. 15 marca ukazała się jego solowa płyta „Muniek”. Jest żonaty, ma dwoje dzieci.


Nie będę się kłócić z facetem, który mi wystawia dowody na nieistnienie Boga, ani z tym, który mnie oskarża, że modlę się z tchórzostwa. Tak samo nie pomyślę nigdy, że skoro wierzę, to jestem od kogoś lepszy. Tomasz Ponikło: Nie wyglądasz jak celebryta. 

Zygmunt „Muniek” Staszczyk: Bywam w różnym towarzystwie, wcale nie samych artystów, więc mam dystans do snobizmu, zresztą nigdy nie kategoryzowałem ludzi po wyglądzie. Ale mam też znajomych, którzy mówią: „Muniek, zadbaj o siebie, przecież cię stać”. Zbywam to.

A Twoja mama? Matki chcą, żeby synowie dobrze wyglądali. 

Nie róbmy jaj, Zygmuś jest dorosły, ma 47 lat. Mamie zdarza się powiedzieć, że mam niezasznurowane buty, tyle. Jest ze mnie dumna i to jest najważniejsze.

Tata? 

Tata wariuje na punkcie swojego hobby: zbiera krawaty, ma ich całą szafę. Nie odziedziczyłem po nim pasji, żeby się dobrze ubrać, a on bardzo lubi komplementy na ten temat.

Często odwiedzasz rodziców? 

Raz to ja się u nich zatrzymuję, np. jadąc na koncert, a raz, chyba częściej, rodzice do mnie przyjeżdżają. Lubię to, bo w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że czas naprawdę ucieka. Paru moich przyjaciół już wtedy mi mówiło: „Stary, trzeba się z rodzicami spotykać, bo potem nie wiadomo, co i jak. Ja teraz żałuję, bo ich już nie ma i szkoda mi straconej szansy”. Więc kilka dobrych lat temu, kiedy osiągnąłem stabilność finansową, zacząłem im fundować wakacje, żeby, wychowani w peerelu, zobaczyli więcej świata niż tylko Bułgarię i Węgry. Ale potem stwierdziłem: „Fajnie, bo byli już tu i tam, ale jedźmy kiedyś razem”. I od razu myśl, że się pewnie zanudzimy. Trzy lata temu pojechaliśmy na Kretę, w zeszłym roku byliśmy na Malcie, w tym roku w Egipcie...

Twoi rodzice i Ty ze swoją rodziną? 

Z żoną i dziećmi jeżdżę na wakacje osobno, z rodzicami osobno. Oni biorą pokój dwójkę, ja jedynkę, każdy robi, co chce, i w efekcie dużo czasu spędzamy wspólnie. Mama mówi, że ma szczęśliwą jesień życia, a była kierowniczką sklepu w czasach kartek, ojciec pracował w hucie jako pracownik fizyczny. Rodzina robotnicza, więc emerytura też robotnicza. A ja się cieszę, że mam jeszcze okazję z nimi normalnie funkcjonować, dać im szczęście.

Odkupujesz jakieś dawne winy? 

Nie, nie było nigdy między nami wielkiego oddalenia. Jestem jedynakiem i był czas, kiedy – po tym, jak wybyłem z domu i przez następne lata byłem w kontrapunkcie – nasza relacja się ochłodziła. Rodzice chcą zawsze dobrze dla swojego syna, bali się, co będzie, w domu nie było tradycji muzycznych, chcieli przede wszystkim, żebym zdał maturę, jak się dostałem na polonistykę, myśleli, że może zostanę nauczycielem. Ale kiedy ruszyłem z T. Love, kibicowali mi. Teraz o tym gadamy na luzie, dobrze, że się udało, ale rodzice przeżyli kupę nerwów. Zbliżyliśmy się dopiero jakieś 10 lat temu.

Patrząc na nich dzisiaj myślisz, że są udanym małżeństwem? 

Rodzice się kłócą, mama zrzędzi, tata nudzi, wiadomo, ale są ze sobą. I dzisiaj, kiedy są po siedemdziesiątce, chcą być ze sobą tak samo jak wtedy, kiedy sobie powiedzieli, że chcą się razem zestarzeć.
Związek dwojga ludzi to trudna sprawa. Mało znam par, które są ze sobą od początku, większość znajomych jest po rozwodzie. Życie to rzeka, nie da się go zamknąć w sesji zdjęciowej, powiedzieć ludziom dzisiaj: „przeżywam kryzys”, a jutro: „mam renesans miłości”. Nikogo nie oceniam, ale życie jest jedno. Liczy się konsekwencja, a kiedy dzieją się różne rzeczy, to trzeba z nich wyciągać wnioski. Jak masz kasę, wszystko możesz zmieniać, zostawić żonie mieszkanie, samemu kupić nowe.
Moi rodzice mieszkają w bloku – jeśli wiesz, co to znaczy, to wiesz też, że świadomość bytu jest wtedy inna. Ktoś, kto ciężko pracuje na chleb, nie myśli o tym, żeby mieć szesnaście kochanek, bo nie jest rozpasany.
Sam jestem z kobietą od 25 lat po wielu, wielu burzach. Jesteśmy razem, bo jesteśmy przyjaciółmi. Niektórzy mówią, że ze strachu. „Bo człowiek boi się samotności”. Ci samotni mówią, że chcieliby mieć rodzinę, ci, co mają rodziny, że chcieliby poszaleć, ci, co poszaleli, że marzą o spokoju, i że ja też tak gadam, bo sam jestem ten, co poszalał.
Ale trzeba dorosnąć, potraktować serio słowa przysięgi małżeńskiej, mówisz je tylko raz, tylko jednej osobie, one są ważne już zawsze. Nie wiem, czy wytrwam w tym związku, choć mam nadzieję, że tak. Bo co mi da przepiękna 20-latka? Wszystko super, a starzenie się? Wspólne problemy? A cierpienie? Cierpienie nie jest do końca złą rzeczą, wiele cię uczy, pokazuje prawdziwą wartość myślenia „moje, moje, moje”.

I zostaje, jak śpiewasz, „popiół w moim domu”. 

Wielu ludzi nie walczy o związek. Kiedy są na krawędzi, odpuszczają, mówią: „Wypaliło się”. Mówią: „Mam nową kobietę, jest dobrze”. Zdarzają się pomyłki, to osobna sprawa, ale nawet jak jest bardzo źle, zawsze trzeba powalczyć o tę drugą osobę. Nie da się budować na nowo bez dawnych obciążeń.
Nie mogę powiedzieć, że czegoś specjalnie żałuję. Robiłem głupoty, popełniałem błędy, wiele z nich pewnie będę popełniać nadal. Nagrałem gorsze płyty, miałem gorsze dni, krzywdziłem ludzi. Ale też dawałem radość. Tak samo jest w moim związku, i tak samo w związku moich rodziców. Człowiek jest słabą istotą, nie może się wciąż bić po klacie, bo upadał wiele razy. Choć dzisiaj jest szał, że wszystko musi być perfekcyjne.
A co to znaczy, że związek jest perfekcyjny, albo czy da się perfekcyjnie wychować dzieci? I co to znaczy „rodzina dysfunkcyjna”? Każda rodzina jest dysfunkcyjna. Piszą w książkach psychologicznych jak zaklęcie: „dysfunkcyjna, dysfunkcyjna”. Jakbyś przeczytał je wszystkie, to byś stwierdził, że masz cały katalog takich dysfunkcji. Po prostu na człowieka czyhają różne rzeczy, małżeństwo od nich nie chroni. A ja jak każdy: upadam, podnoszę się, upadam, podnoszę się.
Trend w mediach jest taki: „Masz jedno życie, nachap się jak najbardziej, dziewczynę wymień na młodszą, bla, bla, bla”. Wiem, o co chodzi, bo mam te pokusy i pozbyć się ich wcale nie jest łatwo. Tylko że tutaj zawsze ktoś zostaje skrzywdzony. „Ale jak dzieci są dorosłe, to już można”. Tak sobie tłumaczysz, a potem idziesz już serią: i następne, i następne. Wmawiasz sobie, że może wcale nie krzywdzisz, że może tak naprawdę dopiero teraz znajdujesz szczęście...

Możesz być szczęśliwy kosztem czyjegoś nieszczęścia? 

Nie, ale ludzie to wypierają, mówią, że to się w ogóle nie dzieje. Dużo zależy od światopoglądu, chociaż znam ateistów, którzy są bardziej miłosierni od wielu ultrakatolików, lecz nie oceniam teraz, gdzie znajdujesz Boga, bo nie to jest w tej sprawie punktem odniesienia. Po prostu jestem przekonany, że nie możesz zbudować szczęścia na ranie. Chociaż i tak się wciąż ranimy, chociaż wciąż coś zawalamy. Kołakowski mówił wręcz, że życie zawsze kończy się klęską, ale ja się pod tym nie podpisuję.
O wiele więcej dowiemy się po śmierci. Nie będę się kłócić z facetem, który mi wystawia dowody na nieistnienie Boga, ani z tym, który mnie oskarża, że modlę się z tchórzostwa. Tak samo nie pomyślę nigdy, że skoro wierzę, to jestem od kogoś lepszy. Kumpel mówi mi ostatnio agresywnie: „Prawdziwa odwaga to jest powiedzieć, że Boga nie ma, a wierzyć, że jest – to tchórzostwo”. „Spoko, człowieku – odpowiadam. – Kiedyś się o wszystkim przekonamy, po co mnie obrażasz, nie jestem twoim wrogiem”.
Zwątpienie zawsze towarzyszy człowiekowi, zwątpienie jest elementem wiary. Nigdy nie mówię, że coś już odkryłem – wiem tylko jedno: tak naprawdę fajny jest spokój i harmonia, czasem zdarza mi się tego doświadczyć. A zamęt wiąże się ze wszystkim, co z pewnością nie pochodzi od Boga, ale od człowieka. Zamęt to jest 15 sms-ów, to są chętne kobiety, biznes, show-biznes. Wiadomo, że nie zostanę farmerem ani nie pojadę na Alaskę. Świat mnie tutaj otacza i to jest mój świat, w którym muszę znaleźć własną przestrzeń.
A wiara – ja tę wiarę po prostu gdzieś w sobie mam. Wiara to dla mnie nie kwestia intelektualna, ale emocjonalna, wręcz dziecięca. I kilka razy tę Obecność poczułem. A ktoś mi zaraz mówi: „To jest tylko chemia, wszystko odbywa się w twoim mózgu, wytłumaczę ci ten proces...”.

I co Ty na to? 

Że mówię tylko o własnym, ważnym dla mnie doświadczeniu. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że kilkakrotnie odczułem obecność Boga.

Jak? 

Nic mi się nie ukazało. 

Przez ludzi, przez sytuacje? 

Przez ciąg zdarzeń. Kiedyś otrzymałem to, o co prosiłem, wyszedłem z sytuacji bez wyjścia. Nie chcę robić za świętoszka, bo jestem człowiekiem zagubionym, więc nikogo nie pouczam. Ale powiem ci jedno: kiedy naprawdę – ale tak n a p r a w d ę – poprosisz o coś Chrystusa, to wszystko będzie dobrze. Tylko dużo zależy od ciebie, bo nie możesz dać ciała. I bądź, do cholery, cierpliwy. To nie jest pan na posyłki, a modlitwa to nie biznes. Wierzę, że Bóg jest i dlatego życie przyjmuję jako dar. Ze wszystkiego chcę wyciągać wnioski, z upadania na pysk też.
Pytasz, czy Bóg przychodzi przez ludzi. Idę do spowiedzi, przyzwyczajony, że młodzi, wyrozumiali księża wszystko, co mówią, to: „Pracuj nad sobą”. Trafiam na starego księdza w swoim kościele, którego znałem z porannych Mszy, chodzę zwykle na 8.00, nie dlatego, że się wstydzę, bo już dawno przestałem się wstydzić chodzić do kościoła – po prostu lubię poranki. Sądząc z kazań ksiądz nie był za mądry. W konfesjonale mówi, że nie da mi rozgrzeszenia, a ja myślę: „Co za beton”. Poczułem się jak banita. Siedzę w kościele i myślę: „Koleś mnie totalnie poniżył, wykluczył mnie”. I dalej: „Sam pewnie nie lepszy, co z niego za kapłan, powinien zrozumieć, debil, i takie głupie kazania gada”. Ale to pozwoliło mi jedną bardzo ważną rzecz zmienić na lepsze, bo musiałem zacząć działać. „Cholera, on miał rację”. Dlaczego na niego trafiłem?
Często sam Bóg daje człowiekowi prztyczka, żeby uniknąć pułapki nawrócenia, kiedy stajesz się neofitą, chodzisz, gadasz, zakochujesz się w Chrystusie. Taki jesteś gorący, a wciąż dajesz ciała. Masz paru znajomych, w tym kilku księży, i to takich niegłupich, bo dzielisz ich na głupich i niegłupich, idziesz z tym pytaniem do nich. „To chleb powszedni, musisz iść dalej”. Idę, zbliżam się, o, jak się zbliżyłem... – a robię w życiu jeszcze większy syf niż wtedy, kiedy byłem oddalony.



piątek, 13 sierpnia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -