Blog > Komentarze do wpisu

-> Jan Bielatowicz

Był taki moment w listopadzie na początku, kiedy Janek znów dostał takiej strasznej arytmii i wtedy powiedział – zawołaj panią Dziejską, ja chcę jechać do szpitala… Tam był tydzień, jeden dzień na wspólnej sali, potem przeniesiono go… Kotkowski bardzo mi pomógł, wystarał się w polskiej ambasadzie o jakieś zasiłki, dzięki nim mogłam Jankowi pomnik wystawić… Byłam tej nocy, kiedy był już bardzo chory, już ostatnie lekarstwa dostawał, nie chciał ich wziąć, a w końcu zgodził się… i usnął, ja także, bo poprzednią noc w fotelu siedziałam, to też usnęłam i obudziła mnie lekarka, że on już nie żyje. – Irena Bielatowicz. Noc z 26 na 27 listopada 1965 roku.
Jan Bolesław Bielatowicz urodził się w Nisku 16 listopada 1913 roku. Jego ojciec Marian, będąc człowiekiem nad wyraz ciekawym świata, zmieniał miejsca zamieszkania – był cenionym lekarzem – i być może to nagromadziło w Janie, przyszłym pisarzu, tyle różnorodnych wspomnień z okresu wczesnej młodości. Gdy miał lat dziewięć Bielatowicze osiedlili się w Tarnowie na stałe, gdzie ojciec otrzymał posadę lekarza powiatowego.




Młodość, a właściwie dzieciństwo Jana, to niewątpliwie nieustanne wędrówki po zaułkach Tarnowa, miłość do babki Florentyny Chodzińskiej, która była dla ciekawskiego nastolatka swoistym mentorem i wyznacznikiem wszystkiego dobrego i złego – co bardzo często opisywał w swoich opowiadaniach. Uczęszczał do I Gimnazjum, szkoły przepełnionej wielowiekowymi tradycjami, duchem Szujskiego, Brodzińskiego, Jaracza i wielu innych uczniów, którzy wynieśli imię tej starej uczelni na karty wielkiej historii. Często zaznaczał, że w murach Brodzińskiego nauczył się wszystkiego co pomogło mu w późniejszych latach przetrwać wojnę i trudy emigracji. W wieku dziesięciu lat założył swoje pisemko „Dunajec”, w którym publikował pierwsze teksty krytyczne i nieporadne próby literackie. Jednak, na poważniejsze próby pisarskie, odważył się za kilka lat, gdy związał się z międzyszkolnym pismem młodzieży tarnowskiej „Czyn”, do którego pisał felietony, będąc jeszcze studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jan Bielatowicz nie był typem młodego i natchnionego literata, chadzającego własnymi drogami, zamyślonego i zamkniętego w innym świecie. Jego wesołe i towarzyskie usposobienie, skłonność do wdawania się w różne awantury i ciągłe poszukiwanie nowych przygód, często sprowadzały na krewkiego młodzieńca poważne kłopoty, kończące się nawet w sądzie. Znany był w kręgach studenckiego Krakowa z odważnych wystąpień na wiecach i manifestacjach, ale też z dziwnej powagi jaką emanował w felietonach literackich. Śmiał się z tego, że ma rude włosy, a jednocześnie współczuł „rudzielcom”. Ta dwoistość natury Bielatowicza pozostała przy nim aż do śmierci, przechodząc przez wiele życiowych prób i zamieniając po drodze tylko nazwy biegunów, które dzieliły go na pół. Na uniwersytecie, gdzie studiował polonistykę, związał się z narodową demokracją i był aktywnym działaczem Młodzieży Wszechpolskiej, co tłumaczy publikowanie tekstów najczęściej w pismach katolickich. Jego wiersze, szkice i recenzje literackie drukowane były na łamach "Głosu Podhala", krakowskiego tygodnika "Powściągliwość i Praca", żywieckiego kwartalnika "Gronie", ukazującego się w Poznaniu studenckiego pisma "Głos", tygodnika "Wielka Polska" i wspomnianego wcześniej "Czynu".
W 1937 uzyskał tytuł magistra polonistyki. Pracował dalej jako dziennikarz. Publikował w takich pismach jak: "Głos Narodu", "Prosto z Mostu", "Orędownik". Opracował i wydał antologię poezji ludowej, do której słowo wstępne napisał profesor Stanisław Pigoń. W kwietniu 1939 roku ożenił się z Ireną Drożdżówną, pierwszą miłością z lat gimnazjalnych.
Po wybuchu wojny przeszedł całą gehennę polskiego żołnierza – tułacza, od węgierskich obozów karnych, poprzez Jugosławię i Turcję, Armię Polską na Bliskim Wschodzie, Monte Cassino i Tobruk. W 1946 roku osiadł na stałe w Anglii, spoglądając z wielka nostalgią, do końca, w stronę umiłowanego Tarnowa. Tuż przed śmiercią wydawnictwo emigracyjne Veritas wydało znamienną dla Tarnowa „Książeczkę” Jana Bielatowicza, która z powodów czysto politycznych nie trafiła pod polskie strzechy i przeleżała wiele lat w zupełnym zapomnieniu. Pytany o powód małej popularności książki, autor z nieodłącznym, figlarnym uśmiechem powiedział – Rzecz jest wspominkarska, drobnomieszczańska. Nie nowoczesna, nie freudowska, nie kafkowska, ani nawet nie naśladująca Gombrowicza. Najchętniej sprzedałbym 200 egzemplarzy tej książki za sto funtów jakiemuś mecenasowi z Tarnowa. Zbiór opowiadań powstawał wiele lat i nietrudno w tych mini powieściach, pełnych tarnowskiego klimatu nie dostrzec po części Wańkowicza – Tędy i owędy i Gomulickiego – Wspomnienia niebieskiego mundurka. W 1986 roku Stanisław Mysona, jeden z przyjaciół Jana Bielatowicza napisał – Skąd mogę powiedzieć o narodzinach „Książeczki”? Nim zaczął ją pisać (Jan Bielatowicz), napisał list do swojej siostry Anuli Bielatowiczowej, żeby przyszła do mnie i żebym jej wyrysował ulice i nazwy tarnowskie, bo on sobie wszystko zapomniał. Tak się rodziła ta „Książeczka”, nie z samej głowy, nie z pamięci. W tym czasie – opowiadała - był u mnie pewien inżynier, który powiada tak – proszę pani, po co rysować plan? Ja jutro przyniosę mapę Tarnowa z monografii Simchego, wydrę z książki i poślę to pani. – Co się potem narobiło! Za kilka dni spotykam w Tatrzańskiej znajomego profesora ze Szkoły Ogrodniczej, tej samej, w której uczyła pani Anna Bielatowicz – Niesiołowska, najstarsza siostra Jaśka. Odwołuje mnie na bok i mówi – Coś pan narobił, panie. Zrobiliśmy zebranie grona profesorskiego, nie dopuściliśmy do tego, żeby nasza koleżanka wysłała do Anglii plan Tarnowa, pan chce ją narazić na straszny proces.
Kilka lat po wydaniu angielskim „Książeczka” ukazała się w Tarnowie, jako nieoficjalne wydawnictwo, dosłownie z powielacza tarnowskich księży Filipinów. Dopiero w 1986 roku wydawnictwo PAX  wydało dzieło Bielatowicza jako podwójny zbiór „Książeczki” i „Opowiadania starego kaprala”. Ciężko chory, na wpół sparaliżowany walczył do końca. Czterdzieści pięć lat temu już nie miał siły podpisywać egzemplarzy książki i po cichu poprosił by najbliżsi pochowali go bez przemówień i w milczeniu.
Szkoda, że Bielatowicz bardzo rzadko jest wspominany i uwzględniany w krajowych podręcznikach literatury, antologiach krytyki i historii literatury. Być może dlatego, że pisał staromodnym, pełnym stylistycznych archaizmów językiem i że jego erudycja oraz wartościowanie wynikały z przekonania o istnieniu podstawowego, niezbywalnego kanonu etycznego dla wszystkich – napisał krytyk Przeglądu Polskiego, Jerzy Gizela, w 2003 roku. Czy tak było w istocie? Na pewno tarnowskie opowiadania Bielatowicza zaistniały w naszym mieście na stałe, bo jak napisał o autorze Melchior Wańkowicz – I znowuż kiedy ukazywała się w jakiejś knajpce, w którymś z miast, jego pulchna postać, wydająca okrzyki na widok butelki whisky, kiedy zastanawiał się, w którym miejscu we Włoszech najlepiej oceniają wieprzowinę i rozczulał się nad miłym obyczajem Włochów pojadania w podróży, znowuż się przeobrażał w brata – łatę, kompana lubego, który zjechał tu z Tarnowa. Tarnów bowiem jest w pojęciach tego gawędziarza regionalisty pękiem świata… Jak Tarnów w Polsce, tak w wojsku pępkiem wszystkiego był jego trzeci batalion, od biedy jego Brygada Karpacka.
/za Zielony Jasiek – Jacek Głomb/


Jerzy Reuter
(Gazeta Krakowska)



wtorek, 17 sierpnia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

Komentarze
Gość: Krystyna Drozd, *.is.net.pl
2010/08/18 22:32:11
Pierwszą miłością, tą młodzieńcza, za którą na rowerze z Tarnowa do Zakopanego pędził, była niewątpliwie Irena, ale Szafrańska. Drożdzównę poznał dopiero na studiach, w Krakowie.


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -