Blog > Komentarze do wpisu

-> Był sobie blues… i Maleńczuk (cz.1)

To już po raz piąty Tarnowskie Centrum Kultury zorganizowało plenerowe koncerty muzyki bluesowej na tarnowskim Rynku. Letni Festiwal Bluesa "Był sobie blues..." to w sumie trzy koncertowe wieczory. W piątek 13 i 20 oraz w sobotę 28 sierpnia na scenie pod TCK zaprezentuje się w sumie 8 wykonawców: Maciej Maleńczuk, Przytuła & Kruk, Romek Puchowski, Boogie Boys, Szósta Zero Dwie, Blue Sounds, Devil Sounds i oczywiście główny animator całego przedsięwzięcia Wojtek Klich w towarzystwie swoich muzycznych pretorian Jerzego Drobota i Bartka Rojka. Jak z powyższego anonsu wynika, zaprezentują się zarówno starzy, znani „wyjadacze” bluesa, jak i młode blues – rockowe formacje. W rolę gospodarza tradycyjnie wciela się znany tarnowski muzyk Wojtek Klich, wielopokoleniowy guru wyznawców jazzu i bluesa. W programie festiwalu znajdują się ponadto kameralne jam sessions, które po koncertach odbywać się będą w Piwnicach TCK, gdzie każdy zainteresowany będzie mógł wystąpić na jednej scenie obok zawodowych muzyków.  Gośćmi Jam Session będą m.in. Gienia Loska (Seven B) oraz wykonawcy biorący udział w koncertach festiwalowych. Niekwestionowaną gwiazdą pierwszego festiwalowego wieczoru był charyzmatyczny muzyk Maciej Maleńczuk, który pomimo ponad godzinnego spóźnienia został entuzjastycznie przyjęty przez prawdziwe tłumy jego tarnowskich fanów. Mało kto wie, że ten popularny krakowski artysta od  kilku lat mieszka wraz z rodziną w… Jodłowej koło Pilzna, leżącej z dala od głównych szlaków poddębickiej wsi, gdzie jest bardzo lubiany i szanowany. Zawsze miło jest posłuchać fajnej muzyki w pięknym miejscu. Szkoda tylko, że Maleńczuk zagrał zaledwie niewiele ponad czterdzieści minut – to tylko niektóre z komentarzy, jakie można było usłyszeć po tej pierwszej festiwalowej odsłonie. Że artysta to niepokorny i osobny, z podziwu godną maestrią od lat balansujący na granicy sztuki i kiczu, komercyjnej szmiry i muzycznych „odlotów”, najlepiej świadczą jego liczne wypowiedzi. Psychodancing to lepsi Püdelsi, a Homo Twist powoli odchodzi w niepamięć. Z Waglewskim już nie chce grać. Nergala obsłużył za darmo, a Doda musiałaby mu zapłacić. Zagłosował na Tuska, bo Kaczyński uosabia stereotyp ciapowatego Polaka. Woli Festiwal w Opolu od Jarocina, bo nie lubi bydła. Nie żałuję, że nazwał żonę dziwką i chce być zapamiętany jako poeta – to tylko niektóre z pozornie szokujących i mocno kontrowersyjnych poglądów Macieja Maleńczuka na życie i sztukę. To wypadkowa jego nietuzinkowej biografii, kontestatora i pacyfisty, nie stroniącego od alkoholu i narkotyków, ale też utalentowanego wokalisty, kompozytora i poety, muzycznego samouka i jednego z ponad pokoleniowych idoli, by nie rzec ikon popkultury. A tak zaczynał:
Lata 70-te - Młody Maciek nie uczy się, uczęszcza do kilku szkół podstawowych, powtarza szóstą klasę. Potem była jeszcze zawodówka (ślusarz-spawacz - ukończona w więzieniu) i liceum zawodowe o specjalności obróbka skrawaniem. Oczywiście nieukończone. Odnotować należy, że była to szkoła sportowa i Maleńczuk miał nawet mistrzostwo okręgu w skoku przez płotki. Skakał też wzwyż. Słuchał w tym czasie Led Zeppelin, The Doors, Black Sabath, Hendrixa. Również jazzu.
Rok 1981 - odmawia służby wojskowej w jednostce "Zielone otoki" za co zostaje skazany na dwa lata pozbawienia wolności. Wtedy pierwszy raz można było zobaczyć jego nazwisko na murach. Organizacja Wolność i Pokój rozwieszała ulotki "Uwolnić Maleńczuka! Czy Chrystus przyjąłby kartę powołania do wojska?". Hippisujący wtedy Maleńczuk trafił do więzienia gdzie spędził w sumie półtora roku (4 miesiące w Gdańsku, resztę w Stargardzie Szczecińskim). W więzieniu zaczął grać bluesa przy prasie hydraulicznej.
W roku 1983 - Po wyjściu z więzienia postanawia wyjść na ulicę i grać tam na gitarze zarabiając w ten sposób na życie. Grał tam w sumie 7 lat.
Poniżej publikujemy fragmenty internetowych wywiadów artysty.





Bałeś się iść do więzienia, po tym jak na festiwalu w Opolu znieważyłeś policjantów nazywając ich szmaciarzami, pedałami, Goebbelsami i gnojami, a później dobrowolnie poddając się karze grzywny?
MACIEJ MALEŃCZUK: Zdecydowanie dobrowolnie poddałem się grzywnie. Nie myślałem siedzieć tych 100 dni. Gdyby nie przyjęto mojej grzywny lub gdybym nie mógł jej wpłacić, to zostałbym osadzony na te 100 dni.
 
Ale siedziałeś w więzieniu już kilka razy?
No pewnie! [śmiech] To nie był pierwszy raz. 
 
Wróciłeś na opolski festiwal, na którym kilka lat wcześniej wygwizdano Cię i wytupano, a Ty obraziłeś tamtejszą publiczność mówiąc o mniejszościach niemieckich i pytając: „czy są tu jeszcze jacyś Polacy?".
Tylko krowa nie zmienia poglądów. Nigdy się nie zastanawialiśmy dlaczego ten polski festiwal jest organizowany właśnie tam. Może to ma jakieś podwójne dno?

Wolisz pojechać do Opola, czy do Jarocina?
Zdecydowanie do Opola! Nie jestem fanem Jarocina i nigdy nie byłem.

Nie lubisz punków?
Nie lubię tego bydła. Nie mówię, że punk to bydło, ale ogólnie nie lubię bydła, a festiwal w Jarocinie niejednokrotnie obrzucał wykonawców błotem i kamieniami. Pluli nawet na Republikę.

Czyli wolisz niemiecką mniejszość opolską od jarocińskiego bydła?
Niemiecka mniejszość opolska, to jest poza show-biznesowy temat.

A jakby Festiwal w Opolu zaprosił cię na recital, recital Maćka Maleńczuka?
Zastanawialiśmy się, robiąc "Medley" na nową płytę Psychodancingu, że nie mamy ani jednej niemieckiej piosenki i czy w ogóle w Polsce była jakakolwiek piosenka niemiecka, która wpisała się jako przebój w nasze umysły. Chodziło o to, żeby umieścić jakąś piosenkę po niemiecku w "Medley" i niczego takiego nie wymyśliliśmy poza Haili Hailo. To trochę mało.

Porozmawiajmy o płycie, która wyszła bardzo szybko, bo raptem rok po pierwszej płycie Psychodancingu.
Po pierwsze wygrałem Opole. Po drugie i tak miałem ustalony termin studia, miałem cały repertuar gotowy i miałem też premiery. Wiedziałem czego chcę i wiedzieliśmy jak ta płyta będzie wyglądała, a i tak wymknęło się nam to spod kontroli. Nie starałem się, żeby trzecia płyta wyszła w tym samym tempie, bo chciałem żeby były na niej same premiery. Łatwo jest wydać płytę, na której jest siedem coverów. A ja jestem twórczy i napisałem szybko kilka nowych piosenek i zrobiliśmy je.

Na ogół sequel jest gorszy od oryginału. Ta płyta jest lepsza od poprzedniej?
Jest na pewno ciekawsza, bardziej premierowa, odkrywcza i dziwnie świeża, mimo czasem starych utworów.

Niektóre utwory brzmią jak utwory Püdelsów z czasu "Psychopopu", a piosenka "Taka bieda" zaczyna się jak Tom Waits…
… a kończy jak King Crimson. Niektóre utwory wymknęły się nam spod kontroli [śmiech].
  
Płyta jest mniej dancingowa i pierwsze piosenki z albumu mogą zmylić tych, którym spodobała się pierwsza płyta Psychodancingu, oprócz kończącego album "Medley" - prawie 10-minutowego zbioru utworów w stylu obciachowego disco.
Tak "Medley" to wszystkim wynagrodzi [śmiech]. "Medley" jest szalone, a był pomysł żeby zrobić taką całą płytę, albo żeby zrobić na każdej następnej pycie "Medley". 10 razy "Medley" na płycie, to byłoby ku**a nie do wytrzymania. Tego by już nikt nie przeżył.

To najlepiej nagrana i wykonana płyta ze wszystkich albumów w Twojej karierze. Brzmi lepiej od pierwszej, a muzycy są chyba najlepszymi instrumentalistami z jakimi dotychczas grałeś?
No widzisz, uczymy się. Zespół się nie rozpadł i postanowił się rozwijać. Chwała Panu. Dobrze, że jednocześnie chłopcy mają doświadczenie dancingowe, ale mam wrażenie, że udało mi się w tym skostniałym poznańskim klezmerze wzbudzić też twórcę. Technicznie chłopcy na pewno są najlepsi, a mentalnie to się niewiele różni.

W "Cichej wodzie" występuje 91–letni Zbigniew Kurtycz, który swinguje i śpiewa scatem.
To obecnie najstarszy polski czynny wykonawca, który spopularyzował w Polsce utwór "Cicha woda" i jakoś tak się stało, że staliśmy się kolegami. Pomyślałem, że to byłoby naprawdę śmieszne, żeby wpuścić tutaj na solo Kurtycza, a on rzeczywiście dał się namówić. Mamy teraz 91-letniego wokalistę, który daje nam normalny scat. W związku z tym zaprosiłem jego i najmłodszą nadzieję polskiego rock'n'rolla, czyli Paulinę Lendę i to jest proszę pana taki diapazon. Od najstarszego do najmłodszego. Oddaję szacunek starym tuzom show-biznesu i jednocześnie zapraszam kogoś młodego. Na tej gałęzi, na której ja siedzę jest jeszcze trochę miejsca.

Maciej Maleńczuk już definitywnie "robi w popie"?
Już od dawna. Nie jestem taki głupi, żeby siedzieć w undergroundzie. Na tym polega całe psycho, żeby wchodzić na salony, grać dancing, ale cały czas pamiętać skąd się wzięliśmy. Największym osiągnięciem Psychodancingu jest to, że w pewnym sensie można wziąć to za jazz. W "Medleyu" też jest jazz. Bo zgrać 15 kawałków w stylu disco, to nie jest jazz, ale zagrać te kawałki w różnych rytmach, w różnych językach i w różnych stylach, to już jest jazz.

Co powiedzą twoi starzy fani na Psychodancing i np. na "Medley"?
Moi starzy fani już powoli gryzą ziemię. Mam teraz nowych fanów. Czasem są to tak naprawdę starsi ludzie. Wydaje mi się, że tamci fani nie są już fanami i poszukali sobie nowych idoli [śmiech]. Po prostu. Chyba, że rozumieją mój rozwój i są razem ze mną. Jeśli oczywiście uważają, że to jest rozwój, bo niektórzy pewnie myślą, że to jest degrengolada.

Pewnie niektórzy fani Homo Twist uznają, że Psychodancing to właśnie Twoja degrengolada. Nie boisz się, że polecą kamienie?
Ale skąd mają polecieć kamienie? Z dancingu? Nie polecą, bo ludzie mają zajęte ręce i tańczą. A Homo Twist odchodzi powoli w niepamięć.



piątek, 20 sierpnia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -