Blog > Komentarze do wpisu

-> Wybraliśmy (innego) prezydenta

Zakończyły się wybory prezydenckie. Według oficjalnych wyników wygrał je różnicą 6 punktów procentowych Bronisław Komorowski. Realne wyniki wyborów w Małopolsce są jednak inne. Zdecydowana większość mieszkańców naszego województwa, gdzie była też jedna z najwyższych frekwencji (59,02 %) głosowała na Jarosława Kaczyńskiego. Nie inaczej było w subregionie tarnowskim. W zależności od gmin, na lidera PiS głosowało od 60 do blisko 87 % uprawnionych do głosowania. Jedynie w Tarnowie, podobnie jak w I turze, wygrał marszałek sejmu, na którego zagłosowało 52,47 % mieszkańców miasta. Poniżej publikujemy w ślad za portalem inTARnet.pl powyborczy komentarz redaktora Mirosława Poświatowskiego, interesujący, i jak zwykle u tego autora, mocno kontrowersyjny.

wyn

Im gorzej, tym lepiej

Na początku była instynktowna, naiwna (głupia?) „walka z systemem”, czy też może raczej ostentacyjnie wyrażany - niekoniecznie logiczny - brak akceptacji dla niego i systemu tego ignorowanie. Takie swoiste „nie daj się wciągnąć” w karuzelę kłamstw generowanych przez polityków, w iluzję, że na coś masz wpływ, we wzbudzane sztucznie podziały i emocje. Niestety, mimo iż ja, jako nastolatek ignorowałem w ten sposób po swojemu „system”, to jednak „system” bynajmniej nie ignorował mnie. Mimo to dzielnie się trzymałem, programowo nie uczestnicząc w żadnych wyborach (z jednym wyjątkiem uczynionym dla wyborów samorządowych, gdy głosowałem na znaną mi osobiście osobę).

Mój instynktowny sprzeciw z czasem stał się bardziej racjonalny – jak można legitymizować „demokrację”, skoro raz, że wskutek ordynacji wyborczej głosujemy tak naprawdę na listy, na partie, a uczciwy człowiek nie może nigdzie kandydować jak się pod jakieś ugrupowanie polityczno-mafijne nie „podepnie”, dwa – że wszelkie oddolne inicjatywy zablokowane zostały przez finansowanie partii z budżetu państwa, czyli pieniędzy podatnika, a więc moich – oczywiście te partie, które jako „banda czworga” okupują polską scenę polityczną ułożoną w 1989 roku przez generała Kiszczaka i jego ludzi. I wreszcie trzeci powód, obrazujący głupotę współczesnej „demokracji” - otóż głos idioty, których siłą rzeczy jest w większości, waży tyle samo ile głos człowieka mądrego, a uważając się samolubnie za mądrego, nie mam zamiaru startować w zawodach z idiotami. Obawiam się jednak, że większość Polaków głosuje idiotycznie i to niezależnie od tego na kogo oddaje głos, a to chociażby dlatego, że nie zna programów poszczególnych ugrupowań i w swoim wyborze nie kieruje się żadnymi merytorycznymi, racjonalnymi przesłankami. Mając to wszystko na uwadze, ale widząc jednak skalę degrengolady i rozkładu państwa polskiego (Ojczyzna w potrzebie!), postanowiłem jednak ten jeden raz zacisnąć zęby, złamać swoje zasady i wstąpić w progi lokalu wyborczego...
Do wyborów poszedłem poruszony do głębi niezliczonymi sukcesami i niewzruszoną mocarstwowością Polski:
Zaiste bowiem, wielki to kraj, który boi się przeprowadzić suwerenne śledztwo w sprawie niespodziewanej katastrofy samolotu, której to katastrofy konsekwencje przebiegły „nadspodziewanie dobrze”, a w której zginął prezydent i najważniejsze osoby w państwie. Oczywiście, by nie urazić „Braci Moskali” z którymi mamy się „jednać”. Już za sam sposób prowadzenia śledztwa, premier, marszałek sejmu i minister obrony narodowej powinni być postawieni przed Trybunałem Stanu i skazani.
Zaiste, wielki to kraj, którego premier nieustannie sabotował na arenie międzynarodowej działania demokratycznie wybranego, w odróżnieniu od niego, prezydenta, służąc jako chłopiec na posyłki dla Putina i Angeli Merkel.
Zaprawdę, wielki to i suwerenny kraj, który nie może mieć własnych stoczni i produkować cukru ile chce.
Wielki to kraj, którego prawo w 80 procentach stanowione jest poza jego granicami, w Brukseli, a głównym zadaniem rodzimego parlamentu jest „implementowanie” tego prawa na rodzimym podwórku.
Zaiste, potężny to kraj, w którym bezkarnie morduje się generałów policji, a świadkowie w najważniejszych śledztwach seryjnie popełniają samobójstwa w monitorowanych celach więziennych.
Napawa mnie dumą kraj, w którym w 21 lat po słynnej „transformacji ustrojowej”, kiedy to „siły jasności zwyciężyły nad siłami ciemności”, a upadający reżim oddał władzę, by przekazać ją samemu sobie, czerwona (nie w sensie ideowym bynajmniej, bo wzmacniana pragmatycznymi SB-manami) mafia wciąż - wbrew prawu a niekiedy z jego przyzwolenia - okupuje spółdzielnie mieszkaniowe.
Jestem dumny z kraju, którego część wymiaru sprawiedliwości umaczana jest we współpracę z bezpieką PRL.
Raduje mnie fakt, że gdy chcę być działkowcem, muszę zapisać się do Polskiego Związku Działkowców, a moje odprowadzone tam składki pójdą na kampanię wyborczą SLD, co jest wielce konstytucyjne.
Podziwiam też polski Trybunał Konstytucyjny, który sprawdza zgodność prawa polskiego nie z konstytucją RP, ale z prawem unijnym, co zresztą wskazuje, gdzie znajduje się prawdziwa konstytucja.
Szczycę się polskimi parlamentarzystami, którzy przekazali większość kompetencji do Brukseli, przyjmując eurokonstytucję zwaną Traktatem z Lizbony ponad głowami narodu – konstytucyjnego suwerena. Jestem dumny, że uczynili to traktatu tego nie czytając (jak to w przypływie szczerości wyznała np. posłanka Augustyn Urszula).
Moje serce rośnie, gdy słyszę, że chcemy wyzbyć się narodowej waluty.
Zachwyt mnie ogarnia, gdy polski rząd i parlament uprawiają kreatywną księgowość, za którą, w przypadku przedsiębiorstwa, poszliby siedzieć, a polegającą na wirtualnym wypychaniu długów poza budżet.
Wielki to kraj, w którym najważniejsze osoby w państwie oraz w mediach w przeszłości zarejestrowane były jako „Tajni Współpracownicy”, włączając w to nawet prezydentów; wielki to kraj, którego „niezawisłe” sądy skazują ludzi za mówienie tej udokumentowanej prawdy.
Zaprawdę, wielki to kraj, który zalewany co chwila „powodziami stulecia” nie potrafi wyciągnąć z nich wniosków i woli wydawać większe pieniądze na usuwanie strat i naprawianie szkód, niż mniejsze pieniądze na przeciwpowodziowe inwestycje.
Zachwyt i podziw wyrywają mi się z gardła, gdy aktualny program i poglądy rządzącego ugrupowania zmieniane są z chwili na chwilę pod dyktat sondażu, co wydaje się wskazywać, że to ludzie bez poglądów, do wynajęcia, a jedynym łączącym ich spoidłem jest kasa. W kraju tym godna podziwu jest sytuacja, gdy ugrupowanie rządzące nie zrealizowało nic ze swego liberalnego programu, a nawet się go wstydzi (prywatyzacja służby zdrowia) i z opresji muszą ratować je niezawisłe sądy orzekające, że w programie ugrupowania rządzącego nie ma tego, co w nim jest.
Zaiste, wielki to kraj, którego jeden z najpoważniejszych kandydatów na prezydenta, nie wie czym jest dług publiczny.
Taaak, ta mocarstwowość musi napawać dumą! A jej atrybuty można mnożyć w nieskończoność.

Tak więc kierowany tymi przesłankami, zdecydowałem się jednak wziąć udział w wyborach prezydenckich, mimo łajdackiej ordynacji wyborczej, łajdackiego systemu finansowania partii z pieniędzy podatnika i mimo faktu, iż poza wetem, które tak nie podoba się Platformie, że chciałaby je zlikwidować (oczywiście tylko wtedy gdy prezydent będzie z PiS) – prezydent tak naprawdę niewiele może. Zwłaszcza prezydent takiego mocarstwa.
Z bólem serca zdecydowałem się więc zagłosować na Jarosława Kaczyńskiego, mimo iż program Platformy Obywatelskiej jest mi bliższy, a socjalizm PiS (wcale nie udawany na użytek przeciągania lewicowego elektoratu, ale od dawna głoszony !) mierzi i uwiera.
Zagłosowałem na Kaczyńskiego, ponieważ rządy PO okazały się pokazem przerażającej niekompetencji pod każdym względem, działaniem na szkodę polskiego państwa, nie mającym w dodatku nic wspólnego z liberalizmem, którego PO się dziś wstydzi.
Platforma poszła wyraźnie w ślady swej poprzedniczki, Unii Wolności – tyle, że jest jeszcze bardziej arogancka, mentorska i palikotowo chamska, w dodatku wyraźnie zezująca w stronę różowego salonu michnikowszczyzny. Zagłosowałem na Kaczyńskiego (choć znacznie bliższy byłby mi Janusz Korwin Mikke czy Marek Jurek), kierując się przekonaniem, że Jarosław Kaczyński ma największe szanse, by postawić tamę niebezpiecznemu – szczególnie w polskich warunkach - zawłaszczeniu państwa przez bezideowe PO.
Wybrałem z bólem serca PiS, bo boję się „Polski” Wajdów, Michników, Kiszczaków, Komorowskich, Tusków... Sądząc bowiem po osobach udzielających poparcia Platformie, jej statystyczny ale świadomy (bo, o większościowym tabunie idiotów, głosujących na obrazki, tu nie wspominam) wyborca jawi mi się jako albo beneficjent PRL, dla którego autorytetem moralnym jest „TW” lub jego obrońca albo beneficjent „postępowej” III RP, dobrze radzący sobie w – skądinąd zwielokrotnionym od czasów komuny - biurokratycznym gąszczu i przyjmujący jako życiową konieczność nabycie umiejętności swobodnego poruszania się w ramach takiego, czy innego „układu”. Tacy wyborcy nie chcą dostrzegać lub dziś kompletnie już bagatelizują gigantyczne patologie słabego państwa, których symbolami są afera Rywina i sprawa Olewnika. Taki statystyczny wyborca niewiele różni się od wyborcy SLD, które paradoksalnie jest największym zwycięzcą I tury tegorocznych wyborów, tak jak PSL największym przegranym. Wyborca Platformy w swoich wyborach kieruje się wytycznymi „Gazety Wyborczej” i „naszych” telewizji, jak objawił to pan Andrzej Wajda na konwencie wyborczym Bronisława Komorowskiego. Wyborca Platformy brzydzi się „polowaniem na czarownice” uważając za normalny stan, w którym osoby współpracujące z peerelowską bezpieką lub wręcz jej funkcjonariusze zajmują kluczowe stanowiska tam, gdzie trzeba, wydając na pastwę obcych służb polskie państwo. Od mediów („nasze” TVN i Polsat) poczynając, a kończąc niedaleko, czyli wszędzie tam, gdzie są pieniądze i wpływy. Dlatego nie powinien dziwić entuzjazm niektórych mediów – wszak Bronisław Komorowski był przeciwnikiem likwidacji WSI.
Statystyczny wyborca PO to człowiek uważający, że to dobrze, gdy nas „za granicą” po ramieniu poklepują i chwalą. Statystyczny wyborca PO czy SLD dostrzega i docenia po 89 roku historyczny fakt uwolnienia się od nakazów Wielkiego Wschodniego Brata, ale w przejawach wyrzekania się niedawno odzyskanej suwerenności na rzecz Zachodu nie dostrzega już żadnego zagrożenia. Patrzy już bowiem na Polskę nie z perspektywy polskiej – ale tej lepszej, nowocześniejszej, bo „europejskiej”. Wszystko co „europejskie” jest jak prawda objawiona - lepsze, mądrzejsze, bardziej cywilizowane. Tak samo jak wówczas przed stuleciami, czy na początku XIX wieku, gdy wypadało tylko „po francusku” mówić.
Dla statystycznego wyborcy PO najważniejsza jest zatem doraźna pełność miski; co zresztą pokazują budżetowe poczynania Platformy. Pojęcie długofalowego interesu (racji stanu) rozmywanej w Europie Rzeczpospolitej Polskiej, tej Rzeczpospolitej, dla której umierali dziadkowie statystycznego wyborcy PO, w ogóle już dla niego nie istnieje. W najlepszym wypadku wprowadza się ją, stosując jakąś "nowoczesną", europejską - a jakże - definicję.
A ta właśnie Polska, o którą walczyły pokolenia, a którą PO najwyraźniej gardzi – jest moją Polską.



poniedziałek, 12 lipca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -