Blog > Komentarze do wpisu

-> Wybraliśmy (innego) prezydenta [cz.2]

Wybrałem więc z bólem serca PiS i Jarosława Kaczyńskiego jako mniejsze zło – albowiem o ile „fachowcy” obu ugrupowań są tak samo niekompetentni i chciwi, o tyle przynajmniej PiS ma jakąś ideę, wizję Polski, do której się odwołuje i którą lepiej lub gorzej stara się realizować. Wizję, w której Polska nie jest klientem lub wstydzącym się samego siebie petentem na arenie międzynarodowej; nie ma nic gorszego, niż gdy w stosunkach międzynarodowych, czy w ogóle w stosunkach z drugim człowiekiem prezentuje się sobą kompleks niższości, wyrażający się tym, że należy siedzieć i słuchać, nie wychylać się i nie walczyć o swoje, bo wtedy „starsi i mądrzejsi” nas pochwalą i dadzą odczuć, że może nie jesteśmy europejczykami pełną gębą, ale prawie... Taką postawę zaś wydają się reprezentować zarówno politycy PO, jak i „internacjonaliści” z SLD.
Platforma, która tak mnie rozczarowała, jawi się mi dziś jako partia „trzymania władzy pod szyldem idei”, nie zaś - partia idei. Czasem nie można mieć wszystkiego i pewnie przyjąłbym ten platformiany pragmatyzm i skuteczność, gdybyśmy faktycznie mieli z nim do czynienia. Niechby nawet zatriumfowały słowa Napoleona (Łysiak) „złodziejstwo jest wybaczalne – głupota nie!”. Tyle, że ławka „fachowców” PO okazała się bardzo krótka i wychodzi na to, że chłopcy z boiska jedynie wykonali skok na kasę, obsadzając swoimi wszystko wszędzie tam, gdzie wcześniej swoimi obsadzało PiS, a jeszcze wcześniej SLD. Tyle, że „chłopcy z boiska” jedynie administrowali dotąd krajem (może to i lepiej dla nas ?); "chłopcy z boiska" nie mają bowiem żadnej wizji i drogi do jej realizacji, nie wykazują żadnej w tej mierze konsekwencji, nie realizują swojego programu wyborczego, a nawet się go wstydzą – i to przez cały okres sprawowania władzy, a nie tylko przed wyboram i!
Wydaje się mi więc, że choć zarówno PiS jak i SLD to w moich oczach socjaliści, to jednak SLD bliżej jest właśnie do swojskiej, zachowawczej, przewidywalnej, różowej Platformy, z którą można się ułożyć. I sądzę, że elektorat SLD w drugiej turze wyborów prędzej zagłosuje na Bronisława Komorowskiego, niż Jarosława Kaczyńskiego.

Kiedy patrzę na wyborców Platformy, odnoszę wrażenie (niektórzy to zresztą jawnie deklarują), że dla nich Polska może sobie być pod obcym zaborem - może inni lepiej nam podyktują co dobre ? Polska nie musi być suwerenna – ważne by teraz miska była pełna. Lata tresury zrobiły swoje. Ja wyznaję nieco inne wartości. Są rzeczy, których za pełność miski się nie sprzedaje. W świecie wyznawanych przeze mnie wartości, pełność miski nie zajmuje pierwszego miejsca, choć w dalszej perspektywie oczywiste jest, że szansę na pełność miski stwarza tylko pełna suwerenność. Warunkiem dobrobytu jest samostanowienie. Chyba, że właśnie uznajemy, iż wymagamy specjalnej troski i inni lepiej się nami zajmą, bo my jesteśmy małymi dziećmi albo narodem niepełnosprawnym umysłowo. Unia da! Trybunał Sprawiedliwości praworządność przywróci! Zachód wprowadzi cywilizacyjne standardy! A wszystko to za darmo, za nic! Ta Unia to tak dobra, łaskawa, bezinteresowna pani...
Spoglądając w przyszłość mam za plecami świadomość przeszłości. Cienie wielkich polskich królów budujących potęgę Ojczyzny. Przelaną przez przodków krew. Jak się okazuje przelaną tylko po to, by niepodległość czy suwerenność oddać za „pełność miski”. Tymczasem tylko mądrze zarządzana, suwerenna Polska tą pełność miski jest w stanie zapewnić, bo nikt obcy niczego za darmo nigdy nam nie dał. Za darmo nie klepią też po ramieniu i dziś. W zakresie klepania po ramieniu też mam zasadę. Zgodnie z nią, gdy wszyscy na lewo i prawo zaczynają cię chwalić, to znaczy, że coś jest nie tak. Tymczasem tak właśnie wygląda i ku temu zmierza polska polityka zagraniczna pod obecnym przewodem.

Tak czy owak, patrząc na wyniki wyborów, nadaremno próbuję wzbudzić w sobie uczucie szacunku dla odmiennych niż moja decyzji wyborczych. A przynajmniej dla tych, które były suwerenne, przemyślane i oparte na merytorycznych przesłankach. Obawiam się jednak, że w większości przypadków tak nie było – głosowano na obrazki i wyobrażenia. Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów wynika, że mało kto wie, jakie poszczególne partie mają programy, czego chcą. Niektórzy do ostatniej chwili nie wiedzieli na kogo będą głosować, a gdy wiedzieli, nie potrafili w żaden sposób uzasadnić swojej decyzji, powtarzając jedynie wdrukowane komunały. W rodzaju „bo kaczor”. Bo Platforma taka przyszłościowa i nowoczesna. Tylko nikt nie potrafił mi wyjaśnić, w czym ta przyszłościowość i nowoczesność się wyraża.
Dlatego to chyba mój ostatni udział w jakichkolwiek wyborach. Dlatego, że mój głos stanowił tyle samo, co głos kogoś mądrzejszego i kogoś głupszego ode mnie, kto w żadnej mierze nie kierował się w swym wyborze dotychczasowymi działaniami i programem kandydata. Ten zaś wszyscy kandydacie starannie ukrywali. Nikt nawet nie próbował mi zaprezentować swoich prawdziwych poglądów. W kampanii wyborczej unikano trudnych, a fundamentalnych tematów i jednoznacznego określenia się w istotnych kwestiach. Każdy z kandydatów bał się, że może zrazić do siebie część elektoratu. Kandydat, który chce być kandydatem wszystkich, jest kandydatem nikogo. I nie może liczyć na jakiekolwiek poparcie w przypadku niepopularnych reform. Wszystko to rzecz jasna ze strachu przed elektoratem. Tak samo jak ze strachu przed elektoratem nie przeprowadzono w Polsce najważniejszych reform wtedy, kiedy był na to czas...

A właśnie - mimo hurraoptymistycznej propagandy, Polska nie jest „tygrysem Europy” i nie radzi sobie z kryzysem. Wystarczy porozmawiać chociażby z narzekającymi bardziej niż dotąd sklepikarzami. Dziś 17 procent Polaków zagrożonych jest ubóstwem – w tym 12 procent Polaków pracujących! W tym także tych z wyższym wykształceniem! Według kryteriów unijnych, gdzie granica ubóstwa wynosi nie 504 zł na osobę, ale – w przypadku Polski – 750 zł, oznacza to, że o wiele więcej niż 1/5 polskich rodzin (1/3, może połowa?) co miesiąc zastanawia się, czy kupić jedzenie, czy może opłacić rachunki; czy kupić lekarstwa – czy może spodnie dla dziecka w szmateksie, albo podręczniki. Według danych statystycznych im większa rodzina, tym większa bieda – i tak np. wśród małżeństw z czwórką dzieci 36 procent żyje w biedzie. Tymczasem wobec starzejącego się społeczeństwa, krachu rozkradzionego systemu emerytalnego i niżu demograficznego, to rodziny wielodzietne są szansą dla Polski. Te rodziny, które chociażby za sprawą podatków ponoszą dziś największe koszty !
Tak pryska mit państwa opiekuńczego, a składki emerytalne, podobnie jak różne przymusowe ubezpieczenia są tylko jeszcze jednym sposobem łupienia podatnika. Statystyczny Kowalski z pewnością zabierane mu pieniądze wolałby pozostawić w swojej kieszeni i sam lepiej by wiedział, jak zadbać o swoją przyszłość, niż anonimowy urzędnik, polityk czy „system”.
Emerytury? Przeciętna przyszła emerytura będzie mniejsza od połowy przeciętnego wynagrodzenia w ostatnich latach. Bezpłatna służba zdrowia? Podobnie jak za wiele innych rzeczy płacimy za nią podwójnie. Płacimy też za edukację.
Ponadto państwo polskie w zatrważającym tempie się zadłuża. Piszę tu o długu publicznym. O długu publicznym dowiedzieli się Państwo ostatnio dzięki temu, że Bronisław Komorowski nie wiedział co to jest. Dług ten obejmuje zadłużenie całego sektora finansów publicznych, a więc administracji rządowej, samorządy, różnego rodzaju państwowe agendy, sądy, szkoły państwowe, Narodowy Fundusz Zdrowia, ZUS, KRUS i wszystko to, co udało się rządowi sprytnie wypchnąć poza oficjalny budżet. Według kwietniowego raportu OECD dłub publiczny w Polsce na koniec tego roku wyniesie 56,4 procent Produktu Krajowego Brutto, co sprawi że nasi rządzący będą musieli dokonać stosownych cięć w strefie budżetowej. Nie brak jednak i takich, którzy uważają że w rzeczywistości dług ten jest nawet parokrotnie wyższy, biorąc pod uwagę różne długoterminowe zobowiązania finansowe. Od wysokości tego długu zależy wiarygodność Polski, a więc oprocentowanie zaciąganych przez nas pożyczek na spłatę pożyczek starszych. Zadłużamy się więc i zadłużać będziemy coraz bardziej. W styczniu 2009 roku dług skarbu państwa wynosił 583,9 mld zł; według zwyczajowo optymistycznych prognoz Ministerstwa Finansów na koniec tego roku ma wynosić ponad 755 mld. To wszystko za rządów „liberalnej” Platformy. Tak więc na koniec 2010 roku na każdego Polaka, także tego dopiero narodzonego, przypadać będzie blisko 20 tys. zł długu, zaciągniętego przez rządzących dla naszego dobra. Przy czym owo rosnące dziesiątki tysięcy złotych zadłużenia, przypadają też na tych, którzy jeszcze się nie narodzili, a narodzą się za rok, dwa lata, pięć, dziesięć... Być może nas już nie będzie na świecie, gdy nasze dzieci i wnuki spłacać będą zobowiązania, które po sobie zostawiliśmy.

Wraz z długiem rosną koszty jego obsługi. Jakoś do opinii publicznej nie przebija się informacja, że w międzynarodowych ratingach Polska nie jawi się jako kraj w pełni wiarygodny. W ocenie ryzyka spłaty długu, za bezpieczniejszy kraj uważana jest Hiszpania, krocząca właśnie śladem Grecji, która za chwilę może pogrążyć całą strefę euro! Wyżej oceniana jest mała Portugalia! Wyższy rating ma Słowacja! I Estonia! Polska nie potrafiła zlikwidować deficytu nawet w okresie wzrostu gospodarczego! Te wszystkie elementy składają się na to, na jakich warunkach pożyczane są nam pieniądze. A tu w dodatku Minister Finansów obiecuje wspomóc tonące kraje Unii – gdyby kolejne państwa strefy euro wpadły w kłopoty – polskimi gwarancjami dla euroobligacji ! Według banku Goldman Sachs udział Polski w pakiecie pomocowym dla zadłużonych miałby sięgnąć sumy około 115 mld euro, czyli więcej niż jedna trzecia budżetu naszego państwa. A przecież Polska nie należy nawet do strefy euro! Ciekawe, kto też upoważnił pana Ministra do wypowiadania takich deklaracji, bo polski parlament – na pewno nie. Może upoważniła go jakaś inna, nieznana w konstytucyjnych organach naszego państwa zwierzchność? Gdyby coś się sypnęło, tak jak sypie się w Grecji i innych krajach, gwarancje przemienią się w żywą gotówkę. Za którą zapłacimy my – wszyscy podatnicy. Ale być może wtedy pan Rostowski nie będzie już ministrem; może wtedy odnajdzie się w fotelu któregoś z europejskich banków, w uznaniu zasług za „antykryzysowe” działania.

Te wszystkie i inne nie wymienione zagadnienia jakoś nie zaistniały w ustach kandydatów na prezydenta. Może dlatego że już jesienią tego roku, a najpóźniej wiosną roku przyszłego, trzeba będzie zrobić to, czego nie zrobiono w mniej bolesny sposób, gdy była na to pora. Ciąć zasiłki, świadczenia, waloryzacje, dodatki, etaty, pensje, dopłaty, refundacje, zamrażać programy, zaostrzać kryteria, a może nawet podnosić podatki. I reformować szeroko rozumiane finanse publiczne. Jak dotąd na konieczne reformy nie zdecydował się żaden rząd. Ze strachu przed wyborcami, co nie tylko stanowi działanie na szkodę państwa polskiego, ale dodatkowo obnaża słabość demokracji – rządy doskonałej przeciętności.
Ze względu na fakt, iż powyższe tematy nie zaistniały jakoś w ustach kandydatów na prezydenta, są to więc prawdopodobnie ostatnie wybory w jakich uczestniczę. Po pierwsze dlatego, że potraktowano mnie niepoważnie i jak głupka. Po drugie jak napisałem, demokracja to rządy głupków. A w przypadku zawłaszczenia mediów i biorąc pod uwagę naszą ordynację wyborczą oraz opłacanie kilku tylko partii z pieniędzy podatników – nie może być mowy nawet o namiastce demokracji tejże. Wstydzę się, że dałem się w to wciągnąć i poszedłem do urny. Polska to nieszczęsny kraj i zapewne zasługuje na swój parszywy los, w którym Polak – przed szkodą i po szkodzie głupi. Chyba nie pozostaje mi zatem nic innego, jak z aplauzem przyjmować, chwalić i promować każdą największą głupotę i każde największe szkodnictwo i łajdactwo wyprodukowane przez naszych pożal się Boże rządzących. Im szybciej państwo polskie, jako suwerenny byt się rozpadnie – tym lepiej dla państwa tegoż, bo tym prędzej nastąpi przebudzenie i tym większe będą szanse na ratunek. Dłuższa agonia rodzi niebezpieczeństwo zaniknięcia, zupełnego już wyjścia z obiegu takich wartości jak narodowa tożsamość, duma, dziedzictwo, patriotyzm, Ojczyzna...
Tak, czas zmienić wektory. Czas zacząć pisać zupełnie przeciwnie niż dotąd pisałem, wpiąć się w znój i trud michnikowszczyzny, zawsze w awangardzie postępu, posuwając ją krok po kroku ku granicom absurdu. Czas przyjąć zasadę: im gorzej – tym lepiej!


M. Poświatowski



poniedziałek, 12 lipca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -