Blog > Komentarze do wpisu

-> Wołyń – krwawa rocznica

W lipcu przypada kolejna 67 rocznica masowych mordów dokonanych na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów. Na samym Wołyniu, tylko w okresie od 1942 do 1944 roku napadnięto i wymordowano 60 tysięcy Polaków; ogółem ofiarą dokonanego przez UPA ludobójstwa na Ukrainie padło kilkaset tysięcy osób. Tymczasem według badań, 60 procent obywateli RP nic nie wie o wydarzeniach na Wołyniu, a członkom UPA władze Ukrainy przyznają uprawnienia kombatanckie… . Teraz tamtą hekatombę, o której prawda z najwyższym trudem przebija się, także medialnie, do świadomości współczesnych Polaków przypominają kolejne daty. Także w Tarnowie w ostatnią niedzielę 11 lipca zapłonęły symboliczne znicze min. przy Kurhanie Kresowym usytuowanym tuż obok wejścia na Stary Cmentarz, upamiętniając ofiary tzw. Krwawej Niedzieli 11 lipca 1943 roku, kiedy to bandy UPA uderzyły na 167 kościołów na Wołyniu. Zabito wtedy wielu księży i prawie 10 tysięcy wiernych. Tarnowskimi strażnikami pamięci o tamtej hekatombie są członkowie tarnowskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich, którzy co roku mobilizują tych wszystkich , którym bliska jest pamięć o tamtym, przez całe lata celowo pomijanym i skazanym na programową niepamięć, ludobójstwie. Wymownym mottem corocznych obchodów  tej wyjątkowej rocznicy są słowa księdza Isakowicza – Zaleskiego: Ofiarom - pamięć i cześć, Polsce i Ukrainie - przyjaźń i zgoda, OUN, UPA i SS "Galizien" - hańba i potępienie.  Najwięcej mordów na Wołyniu dokonano latem 1943 roku; apogeum nastąpiło 11 lipca 1943 roku, zaś w całym miesiącu lipcu pod hasłem „Śmierć Lachom” wymordowano kilkanaście tysięcy Polaków, atakując co najmniej 530 polskich wsi i osad. Mordowano najczęściej w niedzielę – otaczano i podpalano kościoły, rozrywano ludzi końmi, wiernych masakrowano, przecinano na pół piłą do drewna, wyłupywano oczy, żywcem obdzierano ze skóry, wbijano na pal, mordowano mężczyzn, kobiety i dzieci, rozpruwając im brzuchy...



Przypominamy…

11 lipca 1943 roku około godziny trzeciej rano oddziały UPA zaatakowały polską wieś Gurów. Tak zaczęła się najbardziej krwawa niedziela w historii Wołynia. Ludobójstwo dokonane na ponad 10 tysiącach ludności polskiej miało swoje miejsce tego dnia w trzech powiatach: kowelskim, horochowskim i włodzimierskim. Partyzanci ukraińscy dopuścili się nieludzkiej rzezi i zniszczenia. Polska ludność z ponad stu miejscowości ginęła od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków i innych narzędzi zbrodni – płonęły wsie polskie.

Akcja ta została starannie przygotowana przez kierownictwo UPA. Cztery dni przed jej    rozpoczęciem organizowano spotkania w ukraińskich wsiach i uświadamiano mieszkańców o konieczności eksterminacji Polaków. Posługiwano się hasłem: „Wyrżnąć Lachów aż do 7 pokolenia, nie wyłączając tych, którzy nie mówią już po polsku”. Z kolei 9. lipca rozprowadzano w polskich wsiach ulotki w języku polskim i ukraińskim propagujące zjednoczenie i wspólną walkę dwóch nacji z okupantami - Niemcami i Moskalami. Zapewniano przy tym Polaków, że nic im się nie stanie – zapewne z powodu informacji o nadchodzącym pogromie – oraz sugerowano, że opuszczenie wsi będzie wyrazem nienawiści wobec Ukraińców. W okresie przed 11. lipca przeprowadzona została koncentracja oddziałów UPA, przede wszystkim w obszarach leśnych, jak to miało miejsce w lasach zawidowskich przed akcją w powiecie włodzimierskim.

Profesor Władysław Filar pisze: „Taktyka nacjonalistów ukraińskich stosowana podczas eksterminacji każdej ze stu polskich wsi była zawsze taka sama. Polegała ona na tym, że oddziały UPA otaczały daną miejscowość tak, aby nikt nie mógł z niej ujść, następnie inne pododdziały wchodziły do wsi, zganiały Polaków na jedno miejsce (np. do stodoły, budynku szkolnego) i tam dokonywały masowego mordu. Po dokonanej masakrze do wsi na furmankach wjeżdżały grupy rabunkowe, złożone głównie z kobiet, i zabierały wszystko co pozostało po zamordowanych Polakach, od odzieży do elementów budowlanych. Po kilku dniach, gdy wszystko się uspokoiło i niektórzy ocaleli Polacy wracali do wsi, oddziały UPA ponownie atakowały wieś, mordowały Polaków i paliły budynki.”

O ogromie eksterminacji niech świadczą liczby zabitych. We wsi Gurów na 480 Polaków ocalało tylko 70 osób; w Porycku wymordowano prawie całą ludność polską - ponad 200 osób; w kolonii Orzeszyn na ogólną liczbę 340 mieszkańców zginęło 270 Polaków; we wsi Sądowa spośród 600 Polaków tylko 20 udało się ujść z życiem; w kolonii Zagaje na 350 Polaków uratowało się tylko kilkunastu.

Rzeź z 11. lipca nie jest jedyną. Jak pisze F. Budzisz: „w latach 1943-1944 trudno jest znaleźć dzień, w którym by nie dokonano mordów na ludności polskiej, a były to dni w których zabito tysiące np. 10, 11, 12 lipca i 30 sierpnia 1943 r.”. Z danych liczbowych zawartych w konspiracyjnym czasopiśmie polskich władz podziemnych wynika, że tylko w województwie tarnopolskim i tylko w okresie od listopada 1943 do stycznia 1944 roku z rąk OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) – UPA z łącznej liczby zamordowanych Polaków – w torturach zginęło 98,9% osób.

O bandyckim charakterze UPA wypowiada się między innymi ukraiński badacz Witalij Masłowskyj, profesor Instytutu Nauk Społecznych we Lwowie. Twierdzi, że kryminalny charakter UPA jest aksjomatem. Inny ukraiński badacz z Kanady Wiktor Poliszczuk, prawnik, politolog, wybitny znawca ukraińskiego nacjonalizmu integralnego pisze, że członkowie UPA zachowywali się jak bandyci, ale zbrodnie popełniali z politycznych motywów. Podawane są różne dane dotyczące ofiar akcji podejmowanych przez UPA w latach 40-tych. Zamordowano co najmniej kilkadziesiąt tysięcy Polaków a w setkach tysięcy liczy się tych, którzy przed prześladowaniami uciekli z obszaru Ukrainy.

W tym czasie okupant niemiecki przypatrywał się krwawym wydarzeniom na Wołyniu. Co więcej, Niemcy prowokowali Ukraińców do napadów na Polaków, posługując się policją ukraińską. Z kolei, aby zaognić antypolskie nastroje wszelkie represje wobec Ukraińców przypisywano Polakom.

Zbrodnia z 11. lipca 1943 roku dokonana na Polakach nie może zostać zapomniana ani przemilczana. Nie dlatego, by wypominać komukolwiek tę krwawą niedzielę, ale dlatego, że pamięć o ludziach, którzy zginęli w tym strasznym mordzie powinna pozostać w Polakach. Jak ktoś powiedział „naród nie pamiętający o swojej historii jest narodem bez przyszłości”. Wołyńska historia to historia naszych dziadków, przodków, którzy wtedy stanowili ważną część Polski.

Lata 1939-1947 były w historii stosunków polsko-ukraińskich okresem szczególnym. Krwawe wydarzenia, które miały wówczas miejsce na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej głęboko wryły się w pamięć zbiorową obydwu narodów i każde o nich przypomnienie wywołuje gwałtowne emocje. Główną przyczyną ówczesnych nieporozumień był spór o granicę. Polacy dążyli do odbudowy państwowości, a Ukraińcy do stworzenia własnego niepodległego państwa na terenach, które oba narody uważały za własne.

Postawę Ukraińców we wrześniu 1939 r. należy oceniać w kontekście ogólnej polityki narodowościowej okupantów niemieckiego i sowieckiego, którzy polsko-ukraińskie napięcia starali się wykorzystać do własnych celów (losy dywizji SS "Hałyczyna", działalność polskiego i ukraińskiego podziemia, wreszcie chyba najbardziej bolesne dla Polaków i Ukraińców wydarzenia dotyczące antypolskiej akcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów - Ukraińskiej Powstańczej Armii (OUN-UPA) z lat 1943-1944 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej oraz operacji "Wisła" w 1947 r.).

UPA w czasie antypolskiej akcji dążyła do usunięcia ludności polskiej z terenów uznanych przez UPA za rdzennie ukraińskie. Spowodowało to zniszczenie setek polskich wsi. Zdaniem wielu historyków celem działań ukraińskiej partyzantki było zniszczenie polskiej grupy etnicznej na tych terenach, co dziś określa się mianem ludobójstwa. W odpowiedzi Polacy niejednokrotnie uciekali się do działań odwetowych, w których ginęła ukraińska ludność cywilna. W marcu 1944 r. w trakcie takich akcji zniszczono kilkadziesiąt wsi. Po zajęciu Wołynia i Galicji Wschodniej przez Armię Czerwoną dowództwo UPA zrezygnowało z dalszego prowadzenia antypolskiej akcji i podjęło rozmowy z polskim podziemiem. Doprowadziło to do szeregu lokalnych porozumień pomiędzy polskim i ukraińskim podziemiem, które ograniczyły wzajemny rozlew krwi. Na Lubelszczyźnie doszło nawet do ograniczonej współpracy militarnej, przeprowadzono co najmniej dwie wspólne akcje zbrojne, m.in. w 1946 r. razem opanowano Hrubieszów. Dalszy ciąg konfliktu upływał już w cieniu wysiedleń prowadzonych przez władze komunistyczne. W latach 1944-1946 zmuszono do wyjazdu z Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej prawie 800 tys. Polaków. W tym samym czasie, również pod przymusem, Wojsko Polskie wysiedliło do ZSRR około 488 tys. Ukraińców. Pozostałych w Polsce Ukraińców przesiedlono w trakcie akcji "Wisła" wiosną i latem 1947 r. na Ziemie Odzyskane. Sposób ich rozmieszczenia (oddzielenie inteligencji od pozostałych grup społecznych, umieszczanie w dużych skupiskach ludności polskiej) miał służyć asymilacji. Wysiedlenia ludności cywilnej uzasadniano koniecznością zwalczenia UPA, w rzeczywistości jednak do likwidacji ukraińskiej partyzantki nie było to potrzebne.

W wyniku tamtych pamiętnych wydarzeń  tysiące osób, zarówno Polaków, jak i Ukraińców, nosi po dziś dzień bolesną pamięć o tych wydarzeniach.


oprac. Ryszard Zaprzałka



poniedziałek, 12 lipca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -