Blog > Komentarze do wpisu

-> Teraz Teatru „Nie Teraz”

To jedyny taki teatr w mieście, oryginalny, niepokorny i niepokonany… I takie też cechy ma jego twórca Tomasz Antoni Żak, wybitna osobowość i osobistość tarnowskiej kultury, reżyser, aktor, dziennikarz (był m.in. naczelnym redaktorem tygodnika TEMI) i poeta – m.in. wspólnie z Ryszardem Smagaczem wydał tomik wierszy, będący poetyckim podsumowaniem wspólnych warsztatów teatralno – dziennikarskich na Jamnej u Ojca Jana Góry. Założona przez  niego alternatywna komuna artystyczna działa w Tarnowie od jesieni 1980 roku. Ma na swoim artystycznym koncie kilkanaście premier teatralnych, dwa spektakle muzyczne, liczne happeningi uliczne i inne zdarzenia z pogranicza teatru faktu, polityki, łączących w sobie różne interdyscyplinarne dziedziny sztuki. TNT jest laureatem wielu festiwali i przeglądów teatralnych krajowych i zagranicznych. Trupa T.A.Ż. jest także organizatorem „Spotkań Teatrów Innych” oraz współautorem „Spotkań Teatrów Obrzeży” w słynnej Galerii Władysława Hasiora w Zakopanem. TNT jest również strażnikiem pamięci wybitnego poety i prozaika Jana Rybowicza, mieszkającego, podobnie jak Tomasz A. Żak w Lisiej Górze. Warto jeszcze przypomnieć, że w 2005 roku TNT gościł we Włoszech na zaproszenie The Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards. Przez te ponad trzydzieści lat przez TNT przewinęło się kilkaset młodych adeptów teatru, z których wielu na stałe związało swoje losy ze sztuką. Również i dzisiaj występują u Żaka aktorzy – amatorzy i tacy z dyplomami, ludzie różnych profesji i pasji. Od początku też Stowarzyszenie Teatr Nie Teraz wydaje na bardzo wysokim poziomie redagowany kwartalnik artystyczno – literacki „Intuicje przydrożne”, będący unikatem i każdorazowo wydarzeniem. A oto interesująca rozmowa, jaką ostatnio z Tomaszem A. Żakiem przeprowadził Wiesław Ziobro, a opublikował Dziennik Polski w ostatnim sobotnio – niedzielnym wydaniu (12 – 13 czerwiec).

taz

Niedawno wasz teatr przygotował spektakl na dworcu PKS w Tarnowie. Była to „Liczba Aniołów” w Pańskiej reżyserii. Z tego co mi wiadomo, tego rodzaju plenery, ulicy nie wyłączając, nie są wam obce. Z czego to wynika? Z pewnego przesłania ideowego, wyboru drogi artystycznej, czy z powodu innych, szczególnych, okoliczności?
- Po trosze z tego i z tego. Moje wczesne doświadczenia teatralne, jeszcze w okresie studiów, w dużym stopniu są „uliczne”, jeśli tak można powiedzieć. Ich kontynuacją stał się założony przeze mnie w latach 80. w Tarnowie Teatr Nie Teraz, który ma na swoim koncie wiele projektów artystycznych zrealizowanych w plenerze.

Na dworcach, na ulicy, w kawiarni, księgarni, w zakątkach zapomnianych, w miejscach pięknych pod względem krajobrazowym...
- Tak. Przypomnę choćby cztery zdarzenia plenerowe noszące wspólny tytuł „Próba wyobraźni”, zrealizowane na przełomie lat 80. i 90. w ramach zajęć warsztatowych.
W 1989 roku odbył się pierwszy w historii miasta spektakl uliczny pt. „Pożegnanie”. Potem nastąpiła kontynuacja tego typu działań, także we współpracy z grupami teatralnymi ze wschodniej Azji, Wielkiej Brytanii czy Holandii. Graliśmy nie tylko w Tarnowie, ale też w Tuchowie i Dąbrowie Tarnowskiej. Zapraszani byliśmy z tymi spektaklami na prestiżowe festiwale, m. in. Na Festiwal Teatrów Ulicznych do Jeleniej Góry, zdobywaliśmy nagrody.
To były interesujące doświadczenia.

Często zaglądaliście także w góry...
- Często i z rozmiłowaniem. Warsztaty organizowaliśmy w urokliwych zakątkach Beskidu Sądeckiego i u bram Bieszczadów. Klasztor i sanktuarium maryjne w Kalwarii Pacławskiej pod Przemyślem, miejsce przenikających się kultur, zainspirowało artystyczny projekt pt. „Tichsze”, zrealizowany wspólnie z twórcami z Ukrainy. Rok później miało to swoją kontynuację w Tarnopolu, a spektakl nosił symboliczny tytuł „Ikonostas”.

Słyszałem, że wyprawy Teatru Nie Teraz w góry miały służyć hartowaniu woli aktorskiej, artystycznej...
- Owszem, założyłem, że tak moi aktorzy, jak i - w przypadku organizowanych przez nas warsztatów - młodzi adepci teatru, w takich właśnie górskich warunkach i na tle tamtej scenerii w szczególny sposób mogą kształtować swoją psychikę, wrażliwość, wytrwałość.
Surowe warunki towarzyszące wędrówkom i pobytom w terenie, tworzą też ludzi mocniejszych fizycznie, a ja duży nacisk kładę na fizyczność aktora. Silnemu człowiekowi łatwiej opanować wymogi związane z pracą nad rolą.

To wiele wyjaśnia, ale domyślam się, że teatr na leśnej polanie, na przykład, to także skutek pewnej sytuacji, a nie tylko metoda twórczej pracy?
- Skoro wspomniał pan o polanie, dodam tylko, że w takiej scenerii, w górach polskiego Spisza, powstał interesujący spektakl „Piano”, w którym istotną rolę zagrały (dosłownie) strachy na wróble. Spektakl bardzo dobrze został przyjęty m.in. na Konfrontacjach Teatralnych w Łodzi. W czasie swojej trzydziestoletniej działalności TNT wykorzystywał różną scenerię, miejską i pozamiejską, ale wynikało to nie tylko z pewnych artystycznych skłonności, lecz także z faktu, że teatr rzadko kiedy dysponował na dłużej jakimś integralnym lokalem, stałą siedzibą. Do dzisiaj TNT nie ma przystani, ośrodka z prawdziwą sceną, w którym można byłoby się spotykać, przeprowadzać próby, wystawiać spektakle, zapraszać gości, organizować imprezy. Tak się dzieje w przypadku teatru, którego twórca w przeszłości otrzymał za swoją działalność Nagrodę Prezydenta Miasta Tarnowa, nie mówiąc już o licznych wyróżnieniach samego teatru w kraju i za granicą.

Śledząc losy TNT, łatwo wysnuć wniosek, że ma on dość bogate tradycje teatru „na wygnaniu”...
- Niezręcznie mi o tym mówić, lecz pokaźny fragment losów TNT wiąże się z moimi osobistymi losami. Grupa TNT, którą kierowałem jako pracownik Pałacu Młodzieży, nieprzypadkowo 11 listopada 1981 r. wystawiła spektakl „Butelki”, którego wymowa
była niezgodna z ówczesną „linią partii i rządu”. Odbył się on w piwnicach Muzeum Okręgowego, gdyż nie znalazło się dla niego miejsce w Pałacu Młodzieży. Myślę, że ten spektakl przyczynił się potem do utraty przeze mnie zatrudnienia w PM. W stanie wojennym „Nie Teraz”, który wpisał się w nurt polskiego teatru politycznego, nie miał możliwości normalnej pracy, a na jego produkcje istniał zapis cenzury. Wtedy zaczęliśmy szukać innych lokalowych rozwiązań. Czasem było to Oratorium OO. Filipinów w Tarnowie, a czasem górska wędrówka.

Pamiętam, że przez pewien czas, było to chyba w drugiej połowie lat 80., mieliście swoją siedzibę przy ul. Warsztatowej. Już sama nazwa ulicy, pomijając jej pochodzenie, pasowała jak ulał: warsztaty teatralne przy Warsztatowej...
- Przez kilka lat działał Ośrodek Teatru „Warsztatowa”, lecz beze mnie i bez TNT. Krótko mówiąc: ja i moi ówcześni, związani z TNT, koledzy nie dogadaliśmy się. Mieliśmy inne wizje. Kiedy Ośrodek przestał istnieć, próbowaliśmy ratować to miejsce dla teatru i w ogóle dla kultury. Niestety, nie znalazło to zrozumienie u ówczesnych rajców miejskich – dzisiaj na miejscu „Warsztatowej” rośnie trawa... Może nawet rośnie symbolicznie.

Tych niespełnionych, lub spełnionych na krótko szans było więcej?
- To kolejna długa historia. Przez jakiś czas teatr znajdował schronienie w moim domu w Lisiej Górze, ale to była prowizorka. Wciąż walczyłem o nowe, stałe miejsca, z różnym powodzeniem. Dużą szansą stało się należące do gminy Skrzyszów gospodarstwo w Świniogórze, uroczym, odludnym przysiółku…

Chodzi o tę Świniogórę, która przez kilka kolejnych zim była lokalną medialną bohaterką, wskutek śniegów odciętą od świata?
- Tak, to jest to miejsce. A więc organizowaliśmy w Świniogórze warsztaty, współpracowaliśmy z tamtejszą szkołą, pomieszkiwaliśmy tam sobie. Ale z pewnych względów i to się skończyło, więc próbowaliśmy znaleźć dla siebie miejsce w opuszczonym gospodarstwie w Rychwałdzie. Duża obszerna stodoła dobrze rokowała. Niestety, i tu nie zdążyliśmy się rozgościć. Ówczesny wójt gminy był za naszym projektem, a jego następca, który wygrał kolejne wybory, był przeciw. Nadal nie byliśmy u siebie.

I wtedy rosła w was determinacja. Do tego stopnia, że zaczęliście szukać daleko od Tarnowa…
- Dość obiecująco wyglądały plany w Szczawnicy. Dogadaliśmy się z Krzysztofem Mańkowskim, dziedzicem po Stadnickich, że w odrestaurowanym dworcu kolejowym urządzimy scenę teatralną. Wydawało nam się, że na tym przedsięwzięciu skorzysta nie tylko Teatr Nie Teraz, lecz także cały kurort, że uda się powtórzyć do pewnego stopnia historię zakopiańskiego Teatru im. S. Witkiewicza, zorganizowanego w latach 80. na surowym korzeniu przez Andrzeja Dziuka. Ale pan Krzysztof w pewnej chwili odpuścił, plany się rozmyły.

W planach pojawił się także Fredropol pod Przemyślem?
- Były przymiarki do objęcia tamtejszego gospodarstwa po PGR, lecz prędko się okazało, iż nie jesteśmy w stanie finansowo i organizacyjnie udźwignąć tego przedsięwzięcia. Pomimo piękna doliny Wiaru i bliskości Bieszczadów, to było jednak ruina.

Tarnów wciąż was ignorował?
- Nie zawsze. Z sentymentem wspominam pomieszczenia w dawnym szkolnym internacie przy ul. Czerwonych Klonów w Mościcach. Przetrwaliśmy tam sześć lat. Była prawdziwa scena, prawdziwe foyer, udało się nam zrealizować kilka ambitnych projektów. Przy Czerwonych Klonów pojawiło się w sumie parę tysięcy ludzi i działo się tutaj bardzo dużo, także w wymiarze teatru zawodowego. Podczas kolejnych festiwali „Talia” gościliśmy u siebie m.in. Krystynę Jandę i Jerzego Trelę. Baza do pracy skończyła się, gdy miasto sprzedało budynek internatu. Wprawdzie otrzymaliśmy obietnicę, że w zamian będziemy mogli liczyć na nową lokalizację, lecz na razie pozostajemy bez sceny.

Całkiem niedaleko dawnego internatu, po drugiej stronie ulicy, sami znaleźliście nową szansę na swoją stałą przystań?
- Mówi pan o opuszczonym dworcu kolejowym w Mościcach? Rzeczywiście, takie plany też były. Zresztą prezentowaliśmy tam widowisko pasyjne ze scenografią przygotowaną przez Eugeniusza Molskiego. Mieliśmy kompleksowy plan zagospodarowania części dworca, ale również w tej sprawie nie otrzymaliśmy szansy. Myślę, że ze stratą także dla samego dworca, którego budynek do dziś straszy swoim stanem technicznym. Podobnie było w przypadku magazynu znajdującego się na terenie Zespołu Szkół Mechaniczno- Elektrycznych przy ul. Szujskiego. Chcieliśmy się tam zagnieździć, ale szkoła twierdziła, że budynek ten będzie potrzebny jej na rozbudowę warsztatów. Dziś nie ma tam ani warsztatów, ani Teatru Nie Teraz.

To już koniec wędrówek po Tarnowie?
- A skąd. Próbowaliśmy pozyskać jeszcze dawny magazyn wojskowy przy ul. Goldhammera, z pięknymi strychami. Wnioskowaliśmy o zabytkowy budynek harcówki w Parku Strzeleckim, w którym zresztą miała miejsce jedna z naszych premier. Mieliśmy też zupełnie uzasadnione nadzieje na współpracę z MFK. Nic z tego.

Tak kończą się marzenia?
- Nie – marzenia to człowiek; gdyby umarły, to mnie już też by nie było. Teraz nasz teatr czeka na decyzję samorządu w sprawie starego spichlerza zbożowego Sanguszków, niedaleko parku i Zespołu Szkół Ekonomiczno-Ogrodniczych. W czerwcu mamy się dowiedzieć, czy będziemy mogli obiekt przejąć i zagospodarować. Sami chcemy szukać wsparcia u sponsorów, nie zamierzamy przyjść na gotowe. Zawsze liczyliśmy tylko na siebie i na swoją inwencję, zabiegaliśmy wyłącznie o danie nam szansy. Ośrodek Praktyk Artystycznych Teatru Nie Teraz „Spichlerz” to przemyślany i precyzyjny projekt artystyczno - edukacyjny. W tzw. „przemysły kultury”, budowane na energii artystów niezależnych, offowych, inwestuje się w całej Europie. Dlaczego w końcu nie miałoby się to udać w Tarnowie? To przecież wyjątkowy sposób na wizerunek miasta i oryginalną promocję. Nie traćmy więc wszyscy nadziei, że tym razem się uda.

Póki co, ciągle jesteście teatrem w drodze.
- Powiedziałbym jeszcze inaczej: Teatr Nie Teraz jest w drodze do „teraz”…


rozmawiał Wiesław Ziobro
(Dziennik Polski)



piątek, 02 lipca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -