Blog > Komentarze do wpisu

-> PODRÓŻ ŚLADAMI KINGI [...za horyzont domu (cz. 3)]

8 marca -Wybrzeże Kości Śłoniowej , Abidjan
Wąska brama… podwórko… wygląda tak jak sobie wyobrażałam – na niewielkiej przestrzeni toczy się życie kilkunastu rodzin, większość z liczną gromadką dzieci. Dużo porozwalanych rzeczy, ktoś wiesza pranie, ktoś naprawia rower, w innym kącie jakaś kobieta pierze…
Wszyscy pamiętają Kingę. Podekscytowani naszym pojawieniem się pokazują miejsca:
– Kinga z nami tu żyła
– Tu jadła, tu się myła, na tym krześle siedziała…
– Tu, u Rasty spała - pokazują drzwi. Zresztą nie trudno rozpoznać, bo obok na ścianie wisi bicykl znany mi już ze zdjęć…

1

9 marca -  Abidjan
…"To człowiek prosty lecz o wielkim sercu" – tak napisała Kinga w swym pamiętniku. Poznajemy się już z daleka.… Rasta prowadzi nas na podwórko, pokazuje swój maleńki pokoik, na ścianie wisi oprawione zdjęcie z Kingą – zrobione tu na tym podwórku. Opowiada o Kindze, o tym jak zmieniła jego życie… Opowiada o sobie i pokazuje swój jubilerski warsztacik. Naszemu spotkaniu z Rastą towarzyszy większość obecnych mieszkańcy tego podwórka. Jest miła, rodzinna atmosfera…

2

14 marca - Ghana, Moree
Wjeżdżamy do Moree. Poznaję Malaiki pierwszą szkołę. Asfaltowa droga kończy się, ulice nierówne, kamieniste, środkiem lub bokiem jak węższe lub szersze strumyki płyną ścieki. Na środku uliczek, bliżej domów, w przeróżnych skupiskach gliniane konstrukcje do wędzenia ryb, pomiędzy chodzące kozy, kury, biegające dzieci…  Rozglądam się czy gdzieś może już po drodze zobaczę Malaikę. Wchodzimy na podwórko. Widać, że na nas już czekają. Niebieska bluzeczka i jasne, znane mi już ze zdjęć spodenki, krótko ścięte włosy i uśmiechnięta buzia – to Malaika. Uściski, uściski… Malaika jest szczęśliwa. Ja też.

3

4

21-24 marca - Ghana,  Accra
To dni szczególnych, pod różnym względami, spotkań w Accrze. Tak więc już z samego rana w środę, publicznym transportem, wyruszamy do Accry. Malaika jedzie z nami!
Najpierw spotkanie w Ministerstwie z Mrs Gladys Asmah – Honorary Minister of Fisheries. W związku z tym, że życie w Moree jest nierozerwalnie powiązane z rybołówstwem, a wszystko jest ze sobą powiązane, jest to ważne spotkanie i mamy nadzieję, że będzie owocne… Po długim oczekiwaniu jesteśmy mile przyjęci i na koniec minister Gladys Asmah jest gotowa przekazać ziemię w Moree na budowę nowej szkoły, bo jak mówi jednym z głównych problemów jest brak sal lekcyjnych…

25 marca – Ghana , Accra
Ekipa filmowa wraca dziś wieczorem do Polski, a więc to już ostatni dzień z kamerą. Zdjęcia nad oceanem . Malaika przebiera się w nowy strój i uśmiechnięta biegnie do wody, wygłupia się i tańczy…
Na plaży odpowiadam na kolejne pytania - podsumowanie ostatniego etapu afrykańskiej przygody "Śladami Kingi". I jak mam wyrazić słowami, przed kamerą, to co czuję w tym szczególnym dla nas mnie…

5

1 kwietnia – Ghana , Accra
Pełna nowych doświadczeń, wspomnień, znajomości, przyjaźni , planów i marzeń wracam do  Polski. Cieszę się, że tu w Ghanie, w Akrze powstała piosenka "I’m free". To mój – nasz prezent dla Was wszystkich z mojej wyprawy „Śladami Kingi”.

Our beautiful dreams
They give us wings
Then we fly...
We fly

And now I’m free
I’m free
Now
I’m free to love

All my dreams are real
I love the way I feel
I’m so free...

 
Mam nadzieję, że piosenka Wam również się podoba i wkrótce wszystkim będzie kojarzyć się z Fundacją Freespirit, będzie dodawać nam energii, odwagi w podejmowaniu wyzwań i siły do ich realizacji.
 
Całość relacji z Podróży Śladami Kingi  jest na stronie Fundacji Freespirit.

Podziękowanie...
piątek, 02 marzec 2007

6

Kochani, minęło już tak wiele czasu, aż jest mi głupio, że tak długo czekałem jednak powrót myślami w te najcięższe w moim życiu chwile był i jest jeszcze zbyt ciężki...

Żadne słowa nie są w stanie wyrazić mojej wdzięczności za pomoc jakiej udzieliliście mi i Kindze w tych trudnych chwilach. Bez was - bez przyjaciół choć wirtualnie lecz blisko mimo wszystko, w środku Afryki, czułbym się bardzo ale to bardzo zagubiony.
Niech ta opowieść przybliżająca wam, choć nieudolnie, nasz ostatni moment, będzie moim dla Was podziękowaniem.

Pod koniec maja zeszłego roku szykowaliśmy się właśnie do kolejnego kursu w Grabniku gdy doszły mnie wieści o tym, że Kinga leży w szpitalu. Nie wiedziałem jeszcze co się dzieje, ale z niepokojem dzwoniłem do Ghany by dowiedzieć się o jej stan. Malaria - brzmiała diagnoza, jej stan jednak jakby się trochę poprawiał. Następny dzień przyniósł lepsze rokowania, lecz Kinga wciąż nie była dla mnie dostępna nie przez telefon. Joanna, która była przy niej opisała mi jej desperackie próby wydobycia z siebie głosu. Z przystawioną do ucha słuchawką próbowała coś mi powiedzieć... było chyba gorzej niż dzień wcześniej... Dzięki pomocy Filipa i moich przyjaciół z Grabnika, w krótkim czasie udało mi się dotrzeć do Ghany i przytulić do Kingi... jak się miało potem okazać, to były nasze ostatnie  w miarę świadome momenty. Z uwagi na jej pogarszający się stan przenieśliśmy Kingę do innego szpitala, gdzie był odział intensywnej opieki medycznej z prawdziwego zdarzenia. Tu jednak mogłem ją widywać tylko na krótkich wizytach... zbyt krótkich... Tu też okazało się, że muszę postarać się o leki, których szpital nie zapewniał. Tak też stałem się lekowym zaopatrzeniowcem. Latałem od apteki do apteki, by znaleźć to co było potrzebne by ją ratować. Nie były to małe ilości leków więc nie zawsze udawało się kupić wszystko w jednej aptece. Wraz z lekami powstały też ogromne potrzeby. Finanse zaczęły się kurczyć. Na Afrykańskiej stronie Kingi poprosiłem o pomoc... Nie liczyłem na jakiś wielki odzew, ale wiedziałem, że razem, razem może nam się udać i Kinga jeszcze nie raz będzie inspirować do rzeczy o których nawet nam się nie śniło...
Dzień za dniem, mimo zapewnień i najlepszych życzeń jej opiekunek, stan Kingi nie ulegał zmianie. Stabilność jednak miała wskazywać dobry kierunek. Coraz bardziej wsiąkałem w tutejszy klimat starając się znaleźć jakieś alternatywne rozwiązania, sprowadzić lekarzy na konsultacje... próbowałem robić co tylko mogłem, by pomóc jej powrócić.

W jednym e-mailu od znajomej Filipa - dostałem pytania jakie miałem zadać by móc jakoś dokładniej określić stan w jakim znajduje się Kinga, ewentualne rokowania. Wszyscy chcieliśmy wiedzieć i mieć jak najwięcej informacji, które nie tak łatwo było uzyskać od lekarz ją prowadzącej. Tego dnia, kiedy właśnie miałem się z Panią doktor spotkać i zadać te szczegółowe pytania, ta najmniej oczekiwana wiadomość...
 
Kindze już nie można pomóc...
- jak to? znaczy... ma się lepiej? co się stało? nie rozumiem? możesz powtórzyć?
pierwszy raz w życiu poczułem coś takiego. Nawet nie wiem jak to opisać. Ciężar, przygniotło mnie, ból w sercu. Musiałem usiąść. Zaraz potem biegłem na salę. Kinga jeszcze na respiratorze.
- No co jest kochanie? przecież ty nie możesz... Kinga? Daj spokój obudź się, proszę... wciąż mokre oczy jak o tym myślę.
Telefon właśnie odmówił posłuszeństwa, Polski też nie specjalnie łączy... Pożyczyłem komórkę od pielęgniarki, musiałem, musiałem komuś to przekazać, komukolwiek, powiedzieć. Rozpacz, ale trzeba przecież zachować spokój. Przez głowę zaczynają mi przechodzić wspomnienia z nauk o umieraniu, które jeszcze nie dawno słyszałem od Namse Rinpocze w Grabniku.
Kinga niespiesznie, w Afrykańskim tempie, zostaje odłączana od wszelkiej machinerii, która nie była w stanie uratować jej życia. Jej biedne opuchnięte ciało... staram się by pielęgniarki zachowały się jak najbardziej delikatnie. Na zewnątrz Joanna, już wie, do niej chyba też zadzwoniłem. Nasze ostatnie z Kingą momenty, staram się by były jak najbardziej pełne znaczenia. Proszę by nie martwiła się tym co zostawia. Wszystkie sprawy załatwię, po domykam. Opłacę wszystkie długi i wszystkim się zajmę... Spokój i zaufanie teraz najważniejsze, spokój, że nie zostało już nic do zrobienia i zaufanie, że to co nastąpi to kolejna podróż, a przecież podróże to Kingi specjalność.
- To co będzie się teraz wydarzać, to nic innego jak twój własny umysł kochanie. Nie ma się czego bać, czym przejmować to co teraz nastąpi to tylko sposób w jaki manifestuje się jego najprawdziwsza natura. Po prostu ją zaakceptuj. Ty przecież najlepiej to potrafisz. Zawsze akceptujesz sytuacje takimi jakie są. Zrób to i teraz.
Do głowy przychodzi mi tylko Mani - mantra Wielkiego Współczującego wyrażająca miłość i współczucie wszystkich Buddów. Mam nadzieję, że pomoże ona Kindze pokonać spokojnie tę ostatnią bramę. Wiem też, że w Polsce, w Grabniku Sangje Njenpa Rinpocze - nasz cenny nauczyciel właśnie przeprowadza specjalny rytuał by pomóc Kindze w najlepszy możliwy sposób... Nikt nie zrobiłby więcej, więc jestem spokojny...

Gdy tylko udało się załatwić wszystkie formalne sprawy w otoczeniu przyjaciół z Ghany odwozimy Kingę na cmentarz.  Accra to jedyne miejsce w zachodniej Afryce gdzie przeprowadza się kremacje. Tu na dodatek w bliskim naszym sercom stylu - człowiek który wszystko przygotował szkolił się w Indiach.
Ubrany w odświętne Afrykańskie wdzianko przez łzy, z melodią malaiki w tle chodząc dookoła podpalam w wielu miejscach kremacyjny stos. To ostatni moment z Kingą. Płomienie strzelają do góry. Staram się robić zdjęcia by rodzina w Polsce choć trochę mogła poczuć tutejszą atmosferę. Po kilku godzinach możemy już odejść. Joanna przygotowała mały poczęstunek. Tu w Afryce pogrzeby kończą się zwyczajowo zabawą. Gramy na bębnach tańczymy. Znam z Polski jeszcze kilka Ghańskich piosenek. Złożone powiązania karmicznej egzystencji nie przestają mnie zadziwiać.

Następnego dnia rano zbieramy prochy. Część tylko mieści się do urny. Resztę przyjmuje ocean...
Kinga od źródeł dotarła do końca podróży... a może do jej pierwotnego początku...?
Wasz Odzew na moją prośbę o pomoc był ... niesamowity (choć to zbyt ubogie słowo). To właśnie w Ghanie dowiedziałem się jak wielu ludzi podąża wirtualnie śladami Kingi... wasza szczodrość przeszła wszelkie moje oczekiwania. Wiedziałem, już po kilku dniach, że damy radę. Kinga będzie miała to czego potrzebuje by się wyleczyć. Los jednak miał inne plany i mimo naszych najszczerszych chęci, próśb i modlitw Kinga przetarła szlak, którym wszyscy prędzej czy później pójdziemy.
Miałem ogromne szczęście móc być przy niej w tych ostatnich chwilach. Miałem ogromne szczęście móc dzielić z nią kawał naszego wspólnego życia. Radości i smutki podróży tej wspólnej i tej z osobna. Każda z części naszej wspólnej wędrówki miała jakieś swoje znaczenie. Jestem Kindze bardzo wdzięczny, że ofiarowała mi swoją miłość, tak mimo wszystko...
Mówi się, że ludzie którzy są razem blisko przesiąkają sobą. Kiedy umarła Kinga umarła także jakaś część mnie, lecz za to jakaś część Kingi wciąż żyje... we mnie.

Kochani, z całego serca...

dziękuję

chopin


na podstawie zasobów internetowych
oprac. Ryszard Zaprzałka



poniedziałek, 19 lipca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -