Blog > Komentarze do wpisu

-> Chasydzi. Powrót.

Uczeń przyszedł do swego mistrza, a ten go pyta: – Czego się nauczyłeś? – Uczeń odpowiedział: – Przerobiłem trzy razy cały Talmud. – A mistrz na to: – Ale czy Talmud ciebie przerobił?
Tylko zwykli ludzie myślą, że Bogu można służyć jeno Torą i modlitwą. To jest nieprawdą, gdyż Bogu można służyć czynnościami najzwyklejszymi, jedzeniem, piciem lub wykonywaniem jakiejkolwiek bądź pracy ręcznej.

Te dwa zdania, wyjęte z pism przywódców duchowych chasydów, świetnie oddają podstawy żydowskiego ruchu zwanego chasydyzmem, który rozwinął się w osiemnastym wieku na terenach ówczesnej Rzeczpospolitej. Tworzyli go Żydzi, owładnięci nową ideą mistyczną, która dostrzegała Boga wszędzie dookoła i wzywała do radosnego wychwalania Go pomimo wszystkich przeciwności i trudności. Taka postawa stawiała chasydów w opozycji do judaizmu talmudycznego, który prześladował chasydów, oskarżając ich o związki z ruchami pseudomesjanistycznymi. Dopiero wspólne niebezpieczeństwo, jakim było oświecenie żydowskie, zwane haskalą, załagodziło spory.
Chociaż druga wojna światowa oraz okres panowania ideologii komunistycznej zlikwidowały chasydyzm na naszych ziemiach, zwłaszcza w Izraelu i Stanach Zjednoczonych, jest on nadal żywym prądem żydowskiego myślenia, które nie redukuje się jedynie do pielgrzymowania na groby cadyków, rozsiane po naszej i ukraińskiej ziemi. W chasydyzmie, przynajmniej jeśli chodzi o jego wczesne stadium, dużą rolę odgrywały kobiety. Mogły one bardziej aktywnie uczestniczyć w życiu religijnym i społecznym ruchu, a także uczestniczyły we wspólnym tańcu. Atutem chasydyzmu była jego prostota i radosny odbiór świata, niestawiający barier i wymogów, takich jak asceza czy pokuta. Idee radości, braterstwa i miłości stanowiły osłodę w tak trudnym dla Żydów kresowych okresie dziejów. Chasydyzm oscylował między oczekiwaniem na koniec świata, a wygodnym urządzeniem sobie życia w atmosferze radosnej egzaltacji, przy jednoczesnym uwolnieniu się od surowych norm narzucanych przez tradycyjny judaizm rabiniczny. W ogólnym ujęciu chasydyzm dążył do poprawy losu i stworzenia lepszych warunków życia w lokalnej społeczności. Co roku na przełomie lutego i marca w rocznicę śmierci cadyka Elimelecha spotyka się w Leżajsku cały chasydzki świat. Stany Zjednoczone, Izrael, Austria, Czechy, Argentyna, Hiszpania, Italia, Ukraina, Niemcy. Nagle podkarpackie miasto zamienia się w sztetl. W mroku wraca nieznana nam, naszemu pokoleniu, atmosfera i klimat żydowskiej osady. Jakby czas cofnął się do okresu przed holocaustem, przed europejską hekatombą narodu żydowskiego. Nie ma tego miasta, które tu kiedyś było, nie ma przodków, nie ma, a przecież znowu wychynęło z przeszłości, pojawiło się we śnie ... Jest zatem noc, egzotyka, mistyka, ten sam co dawniej blady księżyc i narastający, niepokojący, wibrujący ciemność męski, chóralny śpiew z namiotu, imitującego synagogę. Bo bożnicy w Leżajsku, przecież dzisiaj, też już nie ma. Ale są Żydzi, którzy tu nie mieszkają, którzy nie mówią po polsku, którzy tutaj zjawili się znowu, jak co roku, by prosić cadyka Elimelecha o cud, o łaskę, o pośrednictwo. Przyjechali tutaj ze swoimi problemami, które rozpłyną się niczym mgła, jeżeli tylko Elimelech zechce, jeżeli tylko nachyli ucha na błagalne prośby. Znakomitą fotograficzną ilustracją tego jest ciekawa wystawa, której autorami są przedstawiciele dwóch fotograficznych pokoleń rodziny Kobylańskich - Dariusza (lat 39) i Wojciecha (lat 18), jaką można aktualnie oglądać w podziemiach Muzeum Okręgowego. Ekspozycja towarzyszy tradycyjnie odbywającym się w drugiej połowie czerwca Dni Pamięci Żydów Galicyjskich i jest "plastycznym zapisem szczególnego dnia dla duchowych uczniów, naśladowców wielkiego cadyka z Leżajska.(..) co roku na grób cadyka z całego świata przybywają do Leżajska chasydzi by doświadczyć możliwości obcowania z, jak nazywany jest rebe, Łagodnym Elimelechem" - pisze Janusz Kozioł z naszego Muzeum Okręgowego we wstępie do katalogu tej niezwykle interesującej ekspozycji.






Nazywano go lekarzem dusz i ciał. Wierzono nawet, że czyni cuda, uzdrawia nieuleczalnie chorych, potrafi się porozumiewać ze zwierzętami. Cadyk z Leżajska zawsze łagodził spory, nie dopuszczał do podziałów. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że był człowiekiem dialogu i pojednania. Tak o Elimelechu z Leżajska w tygodniku „Wprost” przed kilkoma laty pisał Szewach Weiss, ambasador Izraela w Polsce.
Elimelech Weissblum urodził się w 1717 roku, żył tyle ile sam król Dawid. Był uczniem wybitnego Dow Bera z Międzyrzecza, po śmierci którego przybył i osiedlił się właśnie w Leżajsku, który uczynił ważnym ośrodkiem na mapie rodzącego się w owym czasie chasydyzmu. Sam będąc zwolennikiem ascetycznego trybu życia, świadom był, że nie jest on odpowiedni dla wszystkich. Twierdził, że cadyk jest przywódcą nie tylko religijnym, ale jego swoista władza rozciąga się na wszystkie strefy życia, stąd często musi godzić rozważania natury mistycznej z rozwiązywaniem trywialnym problemów. Ta dwoistość subtelnej duchowości oraz bolesnej przyziemności spowodowała, że pod koniec życia odsunął się od uczniów skupiając się na mistycznej medytacji. Dziełem życia leżajskiego rebe jest Noam Elimelech czyli Łagodność Elimelecha, która ujrzała światło dzienne dzięki drukarni lwowskiej, w roku 1787, a zatem w roku śmierci cadyka.
W świecie szybkich pytań wymagających natychmiastowych odpowiedzi, judaizm a zwłaszcza chasydyzm z wolna zaczyna się jawić jako, owszem kolorowy i interesujący, ale skansen.
Charakterystycznie ubrani mężczyźni kojarzą się raczej z postacią z jasełek niż zachęcają do odrobiny zatrzymania i zastanowienia się nad niezmienną i bez skrupułów uzewnętrznianą religijnością. Fotografie autorstwa Dariusza i Wojciecha Kobylańskich są plastycznym zapisem szczególnego dnia dla duchowych uczniów, naśladowców wielkiego cadyka z Leżajska. Każdego 21 dnia miesiąca adar, zatem na przełomie lutego i marca, z całego świata przybywają do Leżajska chasydzi by doświadczyć możliwości obcowania z, jak nazywany jest rebe, Łagodnym Elimelechem. Wspólne modlitwy, biesiadowanie, pozostawianie przy grobie kwitlech, a więc listów zawierających prośby, które zaniesione zostaną do samego Boga dzięki jego wstawiennictwu, wypełniają intensywne godziny w Polsce, mimo zmęczenia po niejednokrotnie długiej podróży.
Wystawa Dariusza i Wojciecha Kobylańskich nie jest typowym fotoreportażem – to opowieść, która doskonale ukazuje atmosferę spotkania leżajskich chasydów. Niewątpliwym atutem zbioru zdjęć jest fakt wykonania ich przez ojca i syna. Połączenie dojrzałości z emocjonalnością, spokoju ze spontanicznością wykonawców wpisuje się także znakomicie w sens żydowskiego życia opartego na silnej więzi pokoleniowej. Fotograficzna intuicja, która w przypadku autorów współgra z szacunkiem i dobrym wychowaniem, zaowocowała licznymi ujęciami, które wyręczają podglądających tę uroczystość. Kobylańscy, niezależnie czy to Dariusz czy Wojciech, są odważniejsi, robią krok, dwa lub trzy więcej niż przeciętny człowiek, zawsze jednak są kilka kroków od granicy, za którą kończy się dobry smak. Obiektywy nie zaglądają do modlitewników, ale pokazują ludzi wzruszonych podczas modlitwy, wzruszonych z powodu spotkania. „Chasydzi – Powrót” to wystawa stanowiąca całość, nie ma tutaj zdjęć przypadkowych, będących widocznym wypełniaczem przestrzeni ekspozycyjnej. Jest efekt pracy ludzi, którzy wiedzą co to fotografia, choć twierdzą, że wciąż się trzeba jej uczyć, wiedzą także, co to doskonały, bezbłędny wybór niewielkiej części zdjęć ukazujących delikatną materię, w której niezwykle łatwo się pogubić.


oprac. Ryszard Zaprzałka


foto by T. Figaś



poniedziałek, 12 lipca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

  • -> Cztery kobiety - cztery nie - pokoje...

    Zupełnie wyjątkowy charakter miał ostatni w tym roku wernisaż w Galerii Miejskiej BWA, zlokalizowanej pod znanym wszystkim miłośnikom sztuki adresem czyli dworc

  • -> Najstarsze istniejące...

    Tarnów ma najstarsze w Polsce muzeum diecezjalne. Placówkę założył w 1888 r. ks. Józef Bąba. W ten sposób uratował wiele bezcennych dzieł. Muzeum mieści się prz



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -