Blog > Komentarze do wpisu

-> Sobótka, czyli moc ognia, wody i miłości

To najkrótsza noc w roku. To czas magiczny. To dzień, w którym poganie czcili dwa potężne żywioły - ogień i wodę. Zawsze przypada w noc z 21 na 22 czerwca, w wigilię św. Jana, stąd nazywana też nocą świętojańską. Najważniejsze obrzędy związane były z rozpalaniem ognia i zanurzaniem się w wodzie. Tak właśnie obrzędowo zaczynało się lato. Raz w roku podczas najdłuższego dnia, starożytni Grecy obchodzili święto noszenia wody zwane "hydrophorie". W ten dzień kobiety oczyszczały wodę w źródłach, ozdabiając je wieńcami i wrzucając wieńce do wody. Po zachodzie słońca zebrane kości i śmieci wrzucano na ogromny stos i palono, śpiewając przy tym wesołe piosenki. Są etnografowie, którzy właśnie stąd wywodzą dzisiejsze ognie i wianki świętojańskie. Gdyby odnieść się do mitologii słowiańskiej sobótki na Rusi zwane kupałą, to pozostałości po uroczystościach na część bogini Soboty. Sobota miała być lekarką niebieską, boginią ziół uzdrawiających. Na jej cześć palono ognie, rzucając w nie pęki ziół aromatycznych. Przez te ogniska przepędzano trzody, aby im nie zagrażała zaraza. Młodzież przepasana bylicą, tworzyła koło, tańcząc i śpiewając, po czym parami skakano przez ogień. Sobota miała swoją świątynię /gontynę/ na górze Sobótce, którą później Niemcy przezwali Zoptenberg.

k

Kaznodzieja krakowski Jan ze Słupca mówił: "Tańczą podczas Świątek w lecie niewiasty, śpiewając pieśń pogańską". Stwierdza ten obyczaj, jako jeszcze pogański statut synodu krakowskiego z roku 1408. Łączność obyczajowa i charakter obrzędu gromadzkiego przebija się w pieśni Jana Kochanowskiego, kiedy pisze o sobótkach w Czarnymlesie:

Tam goście, tam i domowi
Sypali się ku ogniowi;
Bąki za raz troje grały,
A sady się sprzeciwiały.

W pieśni sobótkowej mazowieckiej słyszymy: "Tam dziewczęta się schodziły", a w pieśni z Podkarpacia:

Kto na sobótce nie będzie,
Główka go boleć wciąż będzie.

Tę najkrótszą noc w roku wiązano z oczyszczeniem przez wodę i ogień. Główną więc atrakcją było rozpalanie ognisk, przy których zbierała się ludność. Podczas tych spotkań odbywały się rozmaite popisy: śpiewano stare ludowe pieśni, deklamowano wiersze i zadawano zagadki, rozbrzmiewały żarty i śmiechy, młodzież popisywała się zręcznością a całą noc grali muzykanci.

Po wprowadzeniu chrześcijaństwa Kościół chyba doceniał potęgę tradycji, bo próbował włączyć kupalnockę do kalendarza kościelnego a patronem uczynić świętego Jana Chrzciciela licząc zapewne, że nadanie chrześcijańskiej treści okiełza pogańskie rozpasanie. Zmiana patrona nie zmieniła jednak podejścia ludności do tego święta do wyobrażeń a także praktyk zabobonnych.

Kościół, kiedy nie udało mu się zmienić pogańskiego charakteru święta niechętnie patrzył na ten zwyczaj i starał się go całkowicie wykorzenić. Wydawano odpowiednie zakazy, apelując do uczuć religijnych i urządzając procesje ze świecami. Kościół potępiał obrzędy w kazaniach. Nie dostawali rozgrzeszeń biorący udział w paleniu "pogańskich ognisk". Ogólnie wszyscy straszeni byli ogniem piekielnym.

W czternastowiecznym zbiorze przepisów synodalnych biskupa warmińskiego Henryka III znajduje się najwcześniejszy ze znanych zapis mówiący o zakazie urządzania sobótki. Nie był to oczywiście jedyny zakaz. W 1468 roku opat benedyktyńskiego klasztoru świętokrzyskiego wydał zakaz urządzania pogańskich uroczystości na Łysej Górze. Król taki zakaz wydał.

Oprócz Jana Kochanowskiego jawnie w obronie sobótki występował także Jan Gawiński, który tak pisał: "...Jan święty Chrzciciel przyszedł, więc palą sobótki a koło nich śpiewając skaczą wiejskie młódki. Nie znoście ich zwyczajów. Co nas z wiekiem doszło i wiekom się ostało, trzeba by w wiek poszło.

Poszło, chociaż Marcin z Urzędowa w swoim zielniku pisze: "U nas w wilią św. Jana niewiasty ognie paliły, tańcowały, śpiewały, djabłu cześć i modłę czyniąc" I dalej "tego obyczaju pogańskiego do tych czasów w Polszcze nie chcą opuszczać, ofiarowanie z bylicy czyniąc wieszając po domach i opasując się nią, czynią sobótki, paląc ognie, krzesząc je deskami, aby była prawie świętość diabelska, śpiewając pieśni tańcując".

Kasper Twardowski tworzący w pierwszej połowie XVII wieku również zwalczał sobótki takimi słowy:

Wszyscy na rozpust, jako wyuzdani
Idą bylicą w poły przepasani,
Świerkowe drzewa zapalone trzeszczą,
Dudy z bąkami, jak co złego wrzeszczą.

Tradycja jednak pozostała. Ognisko powinno być rozpalane na rozstajnych drogach, przez które nigdy nie przechodził pogrzeb. Wierzono, ze rozpalone sobótkowe ognisko chroni ziemię przed czarami a także zapewni bogate plony.

Noc świętojańską upodobały sobie głównie dziewczęta. Odprawiały wtedy wróżby miłosne, wiły wianki wrzucając je do ognia lub puszczając na wodę a wszystko po to by dowiedzieć się, kiedy wyjdą za mąż.

Wianki wito z posiadających cudowną moc ziół. By wróżba się spełniła musiało ich być siedem. Największą jednak moc miał wianek uwity z dziewięciu ziół. W wianku świętojańskim powinny znaleźć się majeranek, bazylia, czarnuszka, marzanka wonna, macierzanka, lubczyk, cząber, arcydzięgiel i hizop.

Hej Jana Jana będziemy chwalić,
Coby pozwolił sobótki palić.
Hej narwę ja ci kęs majeranku,
Obyś nie uciekł precz mój kochanku.

Ponad sto lat temu w okolicach Gorlic praktykowany był przez panny zwyczaj szukania w noc świętojańską kwiatu szczęścia, którym był, "nasięrżał".

Aby go znaleźć panna musiała wybiec nago z rozpuszczonymi włosami na łąkę i zawołać:

Nasięrżał, jam cię rwał
Pięcioma palcami
Szósta dłonią
Niechaj chłopcy za mną gonią.

Znalezienie tego kwiatu gwarantowało szczęście w miłości.

Powszechną była wiara, że o północy zakwita kwiat paproci, który przynosi szczęście i fortunę. Jego pozyskanie nie było proste gdyż "trzeba było wszystkiego się wyrzec i krew djabłu oddać".

Jedna z legend mówi, jak to jeden z uczestników sobótkowej nocy znalazł i chciał zerwać kwiat paproci. Wtedy pojawił się diabeł w cholewach po pas, który zamiast stóp miał końskie kopyto i kurzą nóżkę. Odtrącił amatora mającego chęć zerwania kwiatu paproci. Ten, przestraszony, ponoć już nigdy nie miał ochoty nawet pomyśleć o szukaniu tego kwiatu.

"Przybądź do mnie dam ci kwiat paproci, zerwany w borze o nocnej porze" mówiły słowa przedwojennej polskiej piosenki. Kwiatu tego i skarbów, które gwarantowało jego zerwanie strzegły i strzegą chyba nadal niewidzialne moce, czarty, wyjące groźne straszydła gdyż nikomu jeszcze nie udało się go odnaleźć.
 
W noc świętojańską, w okolicach Krosna, Brzozowa czy Kolbuszowej chłopcy palili rodzaj pochodni, zrobionych z kiczek słomy, gałęzi jedliny, szmat nasączonych ropą osadzonych na długich kijach. Biegali z tymi pochodniami po polach wołając: "Uciekaj Janie w pole, bo cie dogonie i opole" lub "Święty Jan, Święty Jan sobótka się zajena, kto sobótki nie chwali tego Pan Bóg nie chwali".
 
Te zabiegi chłopców miały uchronić pola przed chwastami i szkodnikami. Tego dnia dbano również o urodzaje. Majono gałęziami poszczególne uprawy. Gałęzie dębowe wbijano w stajonko kapusty "żeby miała twarde głowy". Gałęzie leszczyny chronić miały łany zbóż przed wichurą, a olszyna miała nadać ziemniakom smak i zapewnić sypkość.

Urodę gwarantowało młodzieży obmycie się w strumyku lub potoku.
 
W okolicach 24 czerwca należało również zabierać się za sianokosy. "Na Świętego Jana zabierz się do siana" lub "na Świętego Jana pierwsze kopy siana". Były jednak okolice, gdzie uważano, iż "Już przed Janem warto zająć się sianem", bo "Gdy Święty Jan łąkę kosi byle baba deszcz uprosi".

Dobrze było również w okresie świętojańskim przeprowadzić się do nowego domu, a także wyczyścić studnię "by woda była czysta". Sądzono również, iż dzień sobótki jest pierwszym bezpiecznym dniem, kiedy można zażyć kąpieli w rzece, gdyż "wlał do wód Święty Jan świeconej wody dzban" i wszelkie żyjące tam demony ją opuściły.

Bez względu jednak na nazwę, czy jako Noc Kupały, Sobótka, czy Noc Świętojańska, bez wątpienia zawiera się w niej pamięć minionych wieków i - jak każdy obyczaj i obrządek - korzeniami sięga mroków przeszłości i prapoczątków naszej kultury. Chociażby dlatego warto zwyczaje sobótkowe kultywować.


Tadeusz Mędzelowski
(Dziennik Polski)



czwartek, 24 czerwca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -