Blog > Komentarze do wpisu

-> 3 Maja (część pierwsza)

Na naszych dyskusjach politycznych ciąży „odmowa ideowości”: kto ma inne zdanie, jest zły albo głupi albo jest agentem jakichś wrażych sił. Uczuć patriotycznych doświadczają także „liberałowie”, chociaż niekoniecznie bez ustanku je deklarują. Poniżej prezentujemy interesujący wywiad z Jerzym Szackim – socjologiem i historykiem idei, jaki ukazał się w ostatnim numerze „Tygodnika Powszechnego”.



Andrzej Brzeziecki: Jak to się właściwie stało, że Konstytucja 3 maja wpisała się w tradycję polskości romantycznej? Przecież to było dzieło Oświecenia.
Jerzy Szacki: I do tego jak najbardziej masońskie! Stało się to nie od razu, lecz dopiero wtedy, gdy po zaborach potrzebny był symbol narodowego zjednoczenia i odrodzenia. Niczego lepszego pod ręką nie było. Owszem, był jeszcze Bar, który też fascynował romantyków, ale konfederacja barska była poniekąd dwuznaczna, bo, z jednej strony, mamy w niej przykład patriotycznej ofiarności i niezłomnej wiary, ale z drugiej przynależy ona ewidentnie do Polski szlacheckiej i magnackiej, która wskrzeszona być nie mogła. Tym bardziej że wartości wolnościowe, do których odwoływali się konfederaci barscy, odżyły potem w złowrogiej konfederacji targowickiej. Targowica pogrzebała Bar ideowo.

Jerzy Szacki: A czy my możemy coś wziąć z idei Konstytucji 3 maja?
Całkiem sporo, jeśli chodzi o determinację w dążeniu do naprawy państwa, niedużo, jeśli chodzi o rozwiązania ustrojowe czy, tym bardziej, sposób uchwalania konstytucji. Ale w takich przypadkach nie chodzi przecież o konkrety, ale o czytelny symbol. Konstytucja 3 maja nie od razu uzyskała aplauz. Była przedmiotem kontrowersji już w trakcie przygotowywania, a i później spotykała się z krytyką jako zbyt radykalna lub zbyt zachowawcza. Jedni chwalili ją za narodowy solidaryzm, inni ganili za zlekceważenie kwestii chłopskiej, której istotnie nie rozwiązała. W okresie Wielkiej Emigracji był to namiętny spór, w którym rodzący się obóz demokratyczny bywał krytyczny lub doceniał co najwyżej dobre chęci. Bardziej zachowawczy obóz księcia Adama Czartoryskiego zrobił ją swoim sztandarem. To zresztą długa historia. Pod koniec XIX w. socjaliści dacie 3 maja przeciwstawili 1 maja. Tradycja narodowa ma jednak to do siebie, że tego rodzaju spory z czasem wygasają, namiętności słabną, a dawne przedmioty sporu wchodzą w skład narodowego kapitału symbolicznego. Po odzyskaniu niepodległości rocznica Konstytucji stała się świętem narodowym i nawet w PRL, która to święto zniosła, nie obłożono jej anatemą, choć chętnie wytykano jej „klasowe ograniczenia”. Czas ściera na ogół kanty. W 1980 r. widziałem znaczek, na którym widniały obok siebie nazwiska Piłsudskiego, Dmowskiego i Witosa, co nie tak wiele lat wcześniej byłoby nonsensem. Tradycja narodowa jest całością, o której wewnętrznych sprzecznościach wiedzą niekiedy tylko historycy. Odległa w czasie Konstytucja 3 maja mogła stać się ogólnonarodowym symbolem bez względu na wady. Tym bardziej że poza sferą symboliczną nic z niej nie wyszło.

Obchody 3 maja są wyrazem przywiązania do ojczyzny. W ostatnich tygodniach odżyła dyskusja na temat patriotyzmu. Czy patriotyzm może być dobry albo zły?
Patriotyzm jako taki jest bezkierunkowy. Czasem jest piękny i wzniosły, czasem przybiera postać szkaradną. W tym drugim przypadku zwykło się wprawdzie nazywać go u nas nacjonalizmem, ale to nie zmienia istoty rzeczy. Miłość do ojczyzny, gotowość do składania dla niej ofiar są same w sobie wspaniałe, co jednak z nich wynika dla innych i dla nas samych, to odmienna kwestia. W Polsce ceni się nade wszystko intencje i uczucia, w mniejszym natomiast stopniu ich skutki. To zresztą widać w stosunku do wspomnianej konfederacji barskiej. Liczy się to, że barzanie byli za independencją, nie chcieli iść z wrogami w alianse, ale nie to, że Bar przyspieszył rozbiór, i nie to, że straty w ludziach były, jak na owe czasy, ogromne. Ale gdyby tej konfederacji nie było, być może polskie uczucia narodowe nie byłyby silne w późniejszych dekadach. To samo dotyczy powstania warszawskiego oraz niemal wszystkich polskich powstań, na które można różnie się zapatrywać. Z jednej strony straszliwa cena, z drugiej te – dobroczynne ponoć – skutki moralne. Stąd niekończący się spór: „bić się czy nie bić” – tym gorętszy, im bardziej wkracza do niego współczesna polityka.

Jak w ten kontekst wpisze się 10 kwietnia?
Doskonale wpisze się w tak postrzegany patriotyzm: liczą się intencje, liczy się ofiara. Ten dzień niewątpliwie umocni tradycję romantyczną. Maria Janion pisała przed laty o zmierzchu paradygmatu romantycznego, bo on rzeczywiście już zmierzchał – ale na dłużej lub krócej wrócił.

Czy liberalna inteligencja zaczęła się obawiać tego patriotyzmu i spontaniczne gromadzenie się narodu na Krakowskim Przedmieściu uznała za coś groźnego?
Tak mówi prawica, która, jak się zdaje, ma skłonność do upolityczniania żałoby i traktowania jej rozmiarów przede wszystkim jako rezultatu korzystnego dla niej plebiscytu politycznego i sposobu na skompromitowanie przeciwników. Ja bym tak jednoznacznie żałoby narodowej nie oceniał. Na to, co obserwowaliśmy w tych smutnych dniach, składają się różne rzeczy: przerażenie rozmiarem ludzkiej tragedii, pragnienie bycia razem przynajmniej przy uroczystych okazjach, które znoszą bylejakość codziennej egzystencji, przywiązanie do wspólnoty narodowej jako takiej, bo ciężką stratę ponieśli przecież wszyscy jej członkowie, jak i oczywiście te uczucia, które znajdują ujście w utworach Jarosława Marka Rymkiewicza, Wojciecha Wencla oraz pomniejszych poetów i publicystów. Ich uczuć nikt nie neguje, choć może dziwić to, że uważają Polskę za swoją własność. Co więcej, znajomość zachowań zbiorowych nie pozwala wykluczyć podejrzenia, że w takich momentach na ulice wychodzą też ludzie powodowani po prostu ciekawością. Jestem dostatecznie stary, aby wiedzieć, jak długie były kolejki do trumny Bolesława Bieruta, i pamiętać, że plotki, które wtedy kursowały, były niemal dokładnie takie, jakie puszczano teraz. Pamiętam też pogrzeb księżnej Diany oraz innych znanych osobistości. Tak jest, niestety, we wszystkich społeczeństwach. Dochodzi do tego dzisiejsza popularność tzw. rekonstrukcji i inscenizacji historycznych jako składników współczesnej kultury popularnej. Pogrzeb prezydenckiej pary był wielką rekonstrukcją pogrzebu Józefa Piłsudskiego i innych podobnych wydarzeń wawelskich. Nie pomniejsza to jego patosu i nie osłabia wzruszenia, ale każe wątpić, czy mieliśmy do czynienia tylko z apoteozą jednej orientacji politycznej. Tak czy inaczej, było w tym dużo autentycznych uczuć patriotycznych, a to są dobre uczucia. Doświadczają ich także „liberałowie”, chociaż niekoniecznie bez ustanku je deklarują. Z pewnością nie ma się czego bać.

To w czym problem?
Prawica ma osobliwe wyobrażenia środowisk liberalnych i skłonność, by uważać przeciwników politycznych za ludzi wątpliwych moralnie. To jest ta „odmowa ideowości”, którą opisywał ongiś Kazimierz Wyka. Ciąży ona mocno na naszych dyskusjach politycznych. Kto ma inne zdanie, jest zły albo głupi, albo jest może nawet agentem jakichś wrażych sił. A już na pewno jest kosmopolitą i podejrzanym „Europejczykiem”, który wyrzekł się tego, co polskie. W krytyce kosmopolityzmu i „liberałów” jest sporo nieprawdy. Operuje się wyobrażeniem człowieka bez ojczyzny, a tacy kosmopolici zdarzają się coraz rzadziej. Nietrudno wskazać kosmopolitów, którzy wyzbyli się iluzji zmierzchu narodów.
O znaczeniu uczuć narodowych zaczęła nawet pisać Martha Nussbaum, przed laty główna rzeczniczka integralnego kosmopolityzmu. Zaroiło się też na świecie od „liberalnych nacjonalistów”. Hasło kosmopolityzmu jest wprawdzie stosunkowo modne, ale w dobrym wydaniu nie jest to już naiwny kosmopolityzm „obywateli świata” sprzed dekad. Sporo w nim z ducha Giuseppe Mazziniego, który żarliwy patriotyzm łączył z przekonaniem, że narody to tylko instrumenty w jednej orkiestrze ludzkości. Do Wiosny Ludów taki był zresztą dominujący motyw europejskich idei narodowych, przenikniętych myślą, iż – jak powiadał – narodowość to nie tylko to, co nas od innych różni, ale to, co z innymi wspólne. Iluż polskich „liberałów” myślało i myśli takimi kategoriami! Najlepszym zapewne przykładem jest Adam Michnik, wzbudzający od lat największą nienawiść naszych pretendentów do monopolu na polskość i patriotyzm. Jakiekolwiek są jego grzechy, nie należy do nich narodowy indyferentyzm i brak zakorzenienia w polskiej kulturze, której zaczął bronić wcześniej niż wielu jego dzisiejszych krytyków. Traktowanie go i jego środowiska jako wyzbytego polskości nie jest sprawiedliwe. Proeuropejscy „liberałowie” nie tyle wyrzekają się polskiej tożsamości, ile po prostu pojmują ją inaczej niż jej samozwańczy szafarze. W tej dziedzinie nie ma miejsca na ortodoksję; niewiele pozostałoby z polskiej kultury, gdyby było. Skądinąd zagrożenie „ciemnogrodem” bywa, jak mniemam, wyolbrzymiane. Prawica poszła znacznie dalej w kierunku Europy i liberalizmu niż jej przodkowie z okresu międzywojennego.



poniedziałek, 03 maja 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -