Blog > Komentarze do wpisu

-> 3 Maja (część druga)


Może, jak w przypadku sporów o Konstytucję 3 maja, czas wygładzi kanty i dzisiejsze konflikty o III i IV RP stracą ostrość.
Jedność jest nieosiągalna. Nie tylko dlatego, że nie zmienią się skrajni przedstawiciele zwalczających się orientacji. Normalnym stanem otwartego społeczeństwa jest spór i konflikt. Chodzi o formy i styl konfliktu, a więc np. o to, czy dąży się do poniżenia i pokonania przeciwnika za wszelką cenę, czy też do tego, aby w sporze z nim znajdować najlepsze rozwiązania, nie wykluczając z góry, że racja nie w całości jest po naszej stronie, a jeśli nawet na pozór jest, to nie wszyscy są w stanie w nią uwierzyć. W dojrzałej demokracji muszą być rzeczy, o które nie wypada się spierać, i reguły gry, których trzeba przestrzegać. Tego można i trzeba się nauczyć. Takie momenty jak okres żałoby sprzyjają uczeniu się obyczajów i uświadamianiu sobie, co nas wszystkich łączy. Żałoba narodowa to jeden z tych momentów, o których mądrze pisał Andrzej Kijowski w eseju „O dobrym Naczelniku i niezłomnym Rycerzu”: „społeczeństwo uskrzydlone historyczną reminiscencją, w poczuciu swej roli, wzbogacone o tożsamość przodków, a więc ukonstytuowane, skonfederowane w naród (społeczeństwo nie na co dzień jest narodem, czyli całością solidarną w imię swej wspólnej przeszłości i przyszłości), zdolne staje się do ogromnych czynów”. Ogromnym czynem byłaby dziś spokojna rozmowa, w której nie chodziłoby tylko o wykazanie, kto jest zacny, a kto podły. Nie jest prawdą, że patriotyzm jest czyjąś wyłączną własnością. Wolno było oczekiwać, że żałoba narodowa stanie się początkiem takiej rozmowy.

Nie stała się.
To jeszcze nie przesądzone. Jeśli nie liczyć nie tak znów licznych głosów po jednej czy drugiej stronie, pojawiło się w tych dniach sporo umiaru i taktu. Proszę sobie choćby przypomnieć, jak pisano po lewej stronie o Lechu Kaczyńskim i jak pisze się teraz. Nie wiem, jak długo to potrwa, przecież sama jego prezydentura się nie zmieniła – będzie podlegała i musi podlegać ocenie. Byłoby absurdem, gdyby okoliczności śmierci i miejsce pochówku decydowały o tej ocenie i zamykały dyskusję. Musi to być jednak ocena rzeczowa, sprawiedliwa i wolna od małostkowości, która tak często cechowała krytykę zmarłego prezydenta, podobnie jak prawie cały nasz dyskurs polityczny.

Powiedział Pan na początku, że w Polsce ocenia się przede wszystkim intencje.
O to właśnie chodzi, aby mowa była nie tylko o intencjach. Za mało było namysłu nad tym, jaką wizję polityczną reprezentował Lech Kaczyński. Nie chodzi jedynie o to, że był związany z tą czy inną partią lub posiadał takie czy inne cnoty osobiste, bo o tym powiedziano już dużo i nie ma tu rzeczy spornych. Chodzi o koncepcję państwa, społeczeństwa, miejsca Polski w świecie, sprawiedliwości społecznej. Poważnych dyskusji na ten temat nie było w istocie wiele, a to o tym trzeba będzie mówić. Czas na poważną dyskusję. Mimo wyborów.

Czy data 10 kwietnia stanie się dla Polaków ważniejsza niż np. 4 czerwca lub 12 września 1989 r.?
Tamte daty są w kalendarzu narodowym mało widoczne, bo nie mieliśmy żadnego burzenia Bastylii, co zresztą też jest legendą, nie tylko dlatego że nie było kogo z niej uwalniać, ale i dlatego że jej zburzenie miało miejsce później i bez rozgłosu. Mity mają to do siebie, że nie dają się wymyślać i nie dają się postanowić. Są albo ich nie ma, a to okazuje się dopiero z czasem i niezależnie od tego, kto ma władzę. Władcy PRL usiłowali zbudować wielki mit ruchu robotniczego i rewolucji, mając po temu niemałe możliwości socjotechniczne, ale, jak wiadomo, nic z tego nie wyszło, nawet gdy w grę wchodziły postaci tak piękne i heroiczne jak Ludwik Waryński. Na siłę nic wprowadzić się nie daje. Decyzja należy do społeczeństwa, a nie do polityków, ci bowiem wpływają na nią jedynie pośrednio, i to bardziej przez to, co robią dla kraju, niż przez to, co mówią. Polityczne wykorzystywanie tragedii jest mocno ryzykowne, nie ma chyba jednak polityków, którzy nie podejmują tego ryzyka. Zwłaszcza w Polsce, o której Dmowski nie bez racji napisał: „Myśmy tak odbiegli od innych narodów, że święcimy klęski, gdy tamte święcą zwycięstwa”.

Ale chyba rację mają ci, którzy mówią, że prawica utrwaliła monopol na narodową symbolikę – niepodległość, antykomunizm, katolicyzm... teraz Wawel. W oparciu o to można budować wspólnotę. W oparciu o miękkie wartości takiej wspólnoty się nie zbuduje.
Na tym polega bieda „liberałów”, że nie mają takiego języka, jakim dysponuje Polska tradycyjna. Jeden przykład – pogrzeby. Mamy rytuał religijny, znajomy i piękny. A świecki pogrzeb? Nie dość, że o niego trudno, bo rodzina przeważnie wstydzi się sąsiadów i znajomych, to jeszcze jest to na ogół nieudolna imitacja pogrzebów religijnych. Siła tradycji jest w Polsce ogromna – od niej się nie ucieknie i nie można jej lekkomyślnie przekreślać. Religia odgrywa ważną rolę i, co ważne, tą religią jest szczególny polski katolicyzm, który w momentach uroczystych odróżnia nas nie tylko od społeczeństw protestanckich, ale i tych społeczeństw katolickich, które uległy sekularyzacji. Nie znaczy to koniecznie, że jesteśmy lepsi od nich, bo w życiu codziennym nic na to nie wskazuje. Taki jest po prostu nasz odświętny język i wzory uroczystych zachowań. Taka jest polska forma. Nie tylko forma tworzy jednak narodową wspólnotę.

Czemu jednak do tej tradycji nie mogą przebić się inne wątki – choćby rok 1905?
To rzeczywiście niepojęte, bo to było, w gruncie rzeczy, jedno z powstań narodowych. Może to reakcja na fakt, że rok 1905 został zawłaszczony przez komunistów. Mało kto pamięta, że PPS była wtedy ważniejsza od SDKPiL. W „Kwiatach polskich” Tuwima jest tego ślad. Jednak tradycja PPS zniknęła – a to była też piękna polska tradycja.

Trudno mieć o to pretensje do prawicy. To komuniści ją zabili, nawet Gomułka musiał odsiedzieć za to, że upomniał się o PPS.
To oczywiście prawda, ale to my dokończyliśmy dzieła zniszczenia. Problem dotyczy nie tylko PPS, ale także innych ludzi lewicy, nawet mocno komunizujących, którzy naprawdę bywali żarliwymi patriotami, by przypomnieć choćby Władysława Broniewskiego. Niektórzy z nich spoczywają zresztą na katyńskim cmentarzu. Dziś są to tylko ciekawostki psujące prawicowy obraz świata, ale to także jest część polskiej historii.
W ogóle kończą się partie tego rodzaju jak PPS. Od dłuższego czasu partie polityczne nie są ugrupowaniami ideologicznymi. Może w PiS jest ideologii najwięcej, SLD ma wspomnienia, PO nie ma żadnej wyrazistej idei, która spajałaby partię. Od czasu, kiedy z ramienia ponoć liberalnej PO do europarlamentu kandydował Marian Krzaklewski, ideologicznie wszystko jest tam możliwe. Przecież kiedyś tenże Krzaklewski domagał się intronizacji Chrystusa na króla Polski. Można się kompletnie pogubić.

A co się stało z tradycją pozytywizmu, pracy organicznej? Wydawałoby się, że w latach transformacji i budowy wolnego rynku te hasła powinny być na sztandarach niesionych przez społeczeństwo obywatelskie.
Nie wierzę w „globalne” społeczeństwo obywatelskie bez sentymentów i więzi narodowych. Nasz problem polega na tym, że mamy przeważnie Naród przez wielkie „N” albo Państwo przez wielkie „P”, o których lubimy deklamować, godząc się na co dzień z atomizacją społeczeństwa, egoizmem, sobkostwem i brakiem zaufania. Wzniosłe słowa w praktyce nie znaczą wiele. Gustaw Herling-Grudziński pisał o rodzeniu się cichego patriotyzmu polskiego, ale jest go ciągle mało. To pewien paradoks, że wielkiemu gadaniu o patriotyzmie i narodzie nie towarzyszy u nas praktykowanie cichych cnót obywatelskich.

Co więc zrobić, by ważne rocznice, jak 3 maja czy 10 kwietnia – bo ta data z pewnością stanie się ważna – służyły nie tylko „akademii ku czci”, ale też budowie takiego patriotyzmu?
Nie samą historią żyje człowiek. Wzniosłe hasła są bezcenne w chwilach wyjątkowych, ale nie one określają wybory dokonywane w życiu codziennym, które nie polega na składaniu ofiar dla ojczyzny. Są momenty, kiedy ludzie stają się zdolni do bezgranicznej ofiarności, ale to tylko momenty. Myśmy się niejednokrotnie łudzili, że wielkie wydarzenia nas zmienią. Pamiętam nastroje roku 1980 w czasie strajku w Stoczni. Gdy się czyta artykuły z tamtego okresu, to widać, ile było złudzeń. W Gdańsku ujrzano Polskę „wszechdoskonałości dziejów”, jak powiedziałby Norwid, ale cud solidarności się nie spełnił i nie powstało nowe społeczeństwo. Takie cuda się nie zdarzają. Tylko niepoprawni optymiści wyobrażają sobie, wzorem dawnych utopistów, że z dnia na dzień można stworzyć nowy świat i nowego człowieka. Jeżeli coś zmienia się na lepsze, w co mimo wszystko trzeba wierzyć, to powoli.
Nie wiem, co zrobić, aby proces takiej zmiany przyśpieszać. Socjolog ma tu niewiele do powiedzenia, bo każdy wie, że nie należy marnować sił na głupstwa, które tak uporczywie robimy niezależnie od orientacji politycznej.

A historyk idei?
Jest skłonny sądzić, że nie ma nic nowego pod słońcem. Wciąż odnawiają się te same motywy i powracają podobne dylematy. Nawet słowa bywają niemal te same. Gdybyśmy umieli uczyć się z historii, bylibyśmy bardzo mądrzy.

Może więc postać króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który był autorem Konstytucji 3 maja i który podpisał akces do Targowicy, a który nie spoczywa na Wawelu – mówi nam więcej o wielowymiarowości polskiego losu?
Stanisław August to ciekawa postać właśnie ze względu na swoją wielowymiarowość i, tym samym, niemożliwość przedstawienia go w jednolitej tonacji, bo przecież nie tylko Targowica, ale i Sejm Czteroletni, Warszawa, obiady czwartkowe, Łazienki itd. Ani to bohater, ani jednoznacznie czarny charakter, a więc, rzec można, człowiek nie tylko dla swoich czasów typowy, choć zarazem nieprzeciętny. Nie nadaje się na piedestał, ale przez jego biografię widać może najlepiej historię ostatniego okresu przedrozbiorowej Polski. Historię, a nie powstającą z jej strzępów mitologię, do której jak mało kto się nie nadaje.


Andrzej Brzeziecki
(Tygodnik Powszechny)



poniedziałek, 03 maja 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -