Blog > Komentarze do wpisu

-> Zapomniany bohater

SYLWETKI TARNOWIAN - Marian Wodziński

Z mordem w Katyniu nasz region wiąże osoba pochodzącego z Tarnowa dr. Mariana Wodzińskiego, który w roku 1943 kierował Komisją Techniczną PCK podczas ekshumacji zwłok, dokonywanej Katyniu z niemieckiej inicjatywy. Marian Wodziński urodził się w 8 maja 1911 roku w Tarnowie jako syn Władysława i Rozalii (z domu Rusinek). W roku 1929 ukończył I Gimnazjum im. Brodzińskiego w Tarnowie. Potem studiował medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po skończeniu studiów w roku 1936 rozpoczął pracę w Zakładzie Anatomii Patologicznej UJ jako asystent prof. Stanisława Ciechanowskiego. W 1937 roku uzyskał doktorat. Później pracował w Zakładzie Medycyny Sądowej u prof. Jana Olbrychta. Pod koniec 1939 miał zamiar się habilitować, niestety wojna uniemożliwiła realizację tych planów. W 1939 roku został zaprzysiężony jako biegły sądowy Apelacji Krakowskiej i funkcję tę pełnił do grudnia 1944 roku. W czasie wojny należał do ZWZ (od marca 1940) a potem do Armii Krajowej. Aresztowanie przez Niemców prof. Ciechanowskiego w dniu 6 listopada 1939 w ramach Sonderaction Krakau i prof. Olbrychta w maju 1942 roku sprawiło, że w roku 1943 kiedy ujawniono zbrodnię katyńską, w Krakowie było tylko dwóch specjalistów w zakresie patomorfologii o tak dużym doświadczeniu. Jednym był dr Tadeusz Pragłowski, drugim dr Marian Wodziński. Obaj wkrótce mieli dotrzeć do Katynia i obaj mieli stać się później z tego powodu obiektem prześladowań. Jako pierwszy do Katynia dotarł 14 kwietnia 1943 roku dr Pragłowski, była to jednak wizyta bardzo krótka. Po powrocie, w rozmowie z dr. Wodzińskim Pragłowski potwierdził, że w Katyniu zamordowani zostali na pewno polscy oficerowie. Dzień 27 kwietnia 1943 r. był dniem, który zmienił całkowicie życie Mariana Wodzińskiego. Wtedy to dr Wodziński wezwany został do kierownika krakowskiego oddziału PCK - dr.Adama Szebesty, który przedstawił mu propozycję wyjazdu do Katynia w charakterze biegłego. Ponieważ ówczesny niemiecki przełożony dr. Wodzińskiego - dr. Werner Beck pozostawił go do dyspozycji PCK, a dowództwo Armii Krajowej zezwoliło mu na wyjazd, podróż doszła do skutku. W ten sposób dr Wodziński już 28 kwietnia 1943 r. wraz z delegacją Zarządu Głównego PCK z Warszawy i bratem zamordowanego w Katyniu gen. Mieczysława Smorawińskiego znalazł się w samolocie lecącym z Warszawy do Smoleńska (los chciał, aby 67 lat później w prezydenckim TU – 154 znalazła się wnuczka tego samego generała - Ewa Bąkowska).

W dniu 29 kwietnia 1943 dr Wodziński po raz pierwszy dotarł do Katynia i pracował tam do 3 czerwca 1943 r. jako biegły sądowy, kierujący pracami Komisji Technicznej PCK. Z wykonanej na miejscu pracy doktor sporządził raport. Swoje wrażenia po pierwszym zetknięciu z miejscem zbrodni opisał w sposób następujący: Widok tak wielkiej masy zwłok w mundurach polskich wywołał we wszystkich przybyłych po raz pierwszy na groby katyńskie duży wstrząs nerwowy. Ja osobiście początkowo nie byłem w stanie podjąć się żadnej pracy. Po początkowym szoku dr Wodziński rozpoczął jednak pracę przy ekshumacjach i badaniu zwłok. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że od 30 kwietnia 1943r. równocześnie pracowała w Katyniu powołana przez Niemców 12-to osobowa Europejska Komisja Ekspertów Sądowych, złożona z profesorów medycyny sądowej z różnych krajów europejskich, w tym z Węgier, Szwajcarii, Rumunii, Finlandii, Słowacji, Belgii, Bułgarii, Czech, Holandii, Danii, Chorwacji i Włoch. Z członkami tej komisji dr Wodziński rozmawiał a najbliższy kontakt nawiązał z lekarzem słowackim – prof. Subikiem i węgierskim prof. Orsosem. Niezależnie od komisji międzynarodowej i polskiej komisji PCK, w Katyniu pracował w tym czasie jeszcze niemiecki medyk sądowy prof. Gerhard Buhtz. Również z nim dr Wodziński pozostawał w kontakcie i - co ważne – miał okazję przekonać się o rzetelności wykonywanych przez niego badań. Choć ze strony Niemców zasadniczo nie było nacisków odnośnie konkretnych ustaleń medycznych, to jednak dr Wodziński pozostawał pod ich presją odnośnie ustaleń dotyczących ilości odnalezionych ciał i jednoznacznego wskazania sprawców. Presji tej dr Wodziński się oparł i nie udzielał on żadnych wywiadów ani nie podpisywał żadnych dokumentów zawyżających liczbę odnalezionych ciał (niemiecki wojskowy por. Slowenczyk chciał aby mimo odnalezienia tylko nieco ponad 4 tys. ciał w końcowym raporcie podać, że było ich 12 tys.) lub wskazujących, że sprawcami są Rosjanie. Jako biegły sądowy uważał, że ustalenie sprawców nie należy do niego ale do sądu, który sprawę mordu będzie kiedyś rozpatrywał.

Udział w pracach komisji PCK wpłynął na dalsze losy Mariana Wodzińskiego i ściągnął na niego wielkie niebezpieczeństwo. We  wrześniu 1943 Armia Czerwona odbiła z rąk niemieckich Smoleńsk i jego okolice, wkraczając na teren Katynia. Już w październiku 1943 Rosjanie powołali własną komisję pod przewodnictwem prof. Nikołaja Burdenki, której sama nazwa wskazywała już, że nie może ona ustalić nic innego jak tylko to, że winę za zbrodnię ponoszą Niemcy. Polowanie na dr Wodzińskiego zaczęło się już w październiku 1943 roku albowiem w tym czasie wyrok śmierci wydała na niego PPR. W tym samym czasie Wodzińskiego poszukiwało gestapo, jednak ten się ukrywał. W styczniu 1944 Komisja prof. Burdenki przyjęła, że zbrodni katyńskiej dokonali Niemcy na jesieni 1941 roku. W wyniku przyjętej przez władze radzieckie polityki ukrywania sprawców zbrodni, wszyscy ci, którzy brali udział w pracach komisji powołanych przez Niemców, stali się teraz obiektem zainteresowania radzieckich organów bezpieczeństwa. Dalsze sukcesy Armii Czerwonej na froncie wschodnim i zajęcie przez nią Krakowa w styczniu 1945 było zapowiedzią coraz poważniejszych kłopotów doktora Wodzińskiego. W marcu 1945 roku Wodziński został aresztowany przez NKWD i był przesłuchiwany wraz z d r. chemii Janem Roblem (w filmie „Katyń” Andrzeja Wajdy wzorowano na nim postać prof. chemii odgrywaną przez Krzysztofa Globisza). Nietrudno się domyślić, że celem przesłuchań było nakłonienie doktora do zmiany stanowiska i potwierdzenia słuszności opinii, wydanej przez komisję radziecką. Po interwencji rektora UJ prof. Tadeusza Lehra – Sławińskiego i dziekana prof. J. Sypniewskiego u Ministra Oświaty i Bolesława Bieruta z marca 1945 roku dr Wodziński został co prawda wypuszczony ale gdy zaczął się ukrywać, w lipcu 1945 roku w „Dzienniku Polskim” opublikowano za nim list gończy. List ten wydany został przez Prokuraturę Specjalnego Sądu Karnego na podstawie dekretu PKWN z 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko- hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego.

Na jesieni 1945 roku dr Wodziński widziany był jeszcze w Tarnowie. W grudniu 1945 roku
mimo poszukiwań udało mu się uciec z Polski i przedostać do Anglii, najprawdopodobniej przez Rumunię (Bukareszt), Turcję i Włochy (Rzym). O tym, że niebezpieczeństwo grożące dr Wodzińskiemu było poważne świadczy wiele faktów. Oto kilka z nich. Badający zbrodnię
katyńską w 1943 roku prof. Markov z Bułgarii czy prof. Hajek z Czech pod groźbą śmierci zostali zmuszeni do wycofania się ze swych ustaleń. Rosyjscy świadkowie zdarzeń z okolic
Katynia tuż po wojnie zaczęli ginąć w niejasnych okolicznościach (np. w 1947 roku „popełnił
samobójstwo przez powieszenie” bardzo istotny świadek Iwan Kriwoziercew). Prowadzący w Polsce postępowanie karne przeciw dr. Wodzińskiemu, Ferdynandowi Goetelowi, Janowi Skińskiemu i innym rzekomym „zdrajcom Narodu” przedwojenny podprokurator Sądu Okręgowego Roman Martini zginął w marcu 1946 roku w Krakowie w mieszkaniu przy
ul. Krupniczej 10 zabity przez 16- to letnią dziewczynę i jej narzeczonego (istnieje teoria, że śmierć ta mogła być spowodowana prowadzeniem śledztwa w niewłaściwym kierunku). Z kolei badający zbrodnię katyńską w 1943 roku prof. Orsos z Węgier i prof. Miloslavic z Chorwacji zmuszeni byli do ucieczki ze swych krajów. W ich ślady poszedł też dr Wodziński. Po przybyciu do Wielkiej Brytanii dr Wodziński opublikował w 1947 raport dotyczący swych prac w Katyniu. Raport ten stanowi do dnia dzisiejszego jeden z najistotniejszych dowodów zbrodni katyńskiej. O pracach dr Wodzińskiego i ich efektach informowana też była Komisja Kongresu USA, tzw. Komisja Maddena, badająca w latach 1951 – 1952 sprawę Katynia. Nagłe zainteresowanie Amerykanów sprawą mordów dokonanych na jeńcach, o których wiedzieli oni już przecież w roku 1943, wiąże się ze zmianą sojuszy po upadku Hitlera i wybuchem w roku 1950 wojny w Korei, w której wzięły udział z jednej strony wojska Korei Południowej i ONZ (głównie USA), z drugiej zaś wojska Korei Północnej i Chin wspierane przez ZSRR. Początkowy zapał wykazywany przez Amerykanów, który rozbudził wśród polskich emigrantów nadzieję na nagłośnienie sprawy Katynia i pociągnięcie do odpowiedzialności sprawców tej zbrodni, szybko został zgaszony albowiem po zakończeniu wojny w Korei w roku 1953 sprawa Katynia ponownie przestała być dla USA istotna. W tej sytuacji mimo ustalenia przez Komisję, iż za zabójstwem polskich oficerów stoi NKWD, żadnych dalszych konsekwencji na forum międzynarodowym wobec ZSRR nie wyciągano.

To, że kraje zachodnie przestały się interesować sprawą Katynia nie oznaczało jednak, iż
świadkowie z Katynia przestali być obiektem zainteresowania komunistycznych służb bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie. Z tego względu powojenna część życiorysu Wodzińskiego okazała się na tyle niezwykła, że stała się kanwą artykułu Stanisława Jankowskiego pod tytułem „W 100% Zła”, opublikowanego w miesięczniku Focus Historia Nr 4/2010. W artykule tym autor – konsultant historyczny przy produkcji filmu Katyń Andrzeja Wajdy – opisuje fakty ustalone na podstawie analizy akt III Wydziału Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie, w szczególności zaś fakt zbierania materiałów dotyczących Mariana Wodzińskiego i dostarczania ich organom bezpieki przez tajnego współpracownika o pseudonimie „Sto”. Współpracownikiem tym okazał się być mieszkający w Tarnowie brat Mariana – Stanisław Wodziński, urodzony w 1907 roku, z zawodu nauczyciel, w latach II wojny światowej żołnierz AK o pseudonimie „Zadora”. W dniu 25 lutego 1949 r. podpisał on oświadczenie o podjęciu współpracy z organami bezpieki i zobowiązywał się do zbierania materiałów obciążających rozmaite osoby. Wśród osób, na które miał donosić znalazła się matka Rozalia Wodzińska i brat Marian Wodziński. Brat, którego interwencja dokonana w czasie wojny u niemieckiego szefa Instytutu Medycyny Sądowej dr. Wernera Becka, spowodowała uwolnienie Stanisława
Wodzińskiego aresztowanego przez tarnowskie gestapo. Dlaczego żołnierz AK, były powiatowy delegat Rządu RP na uchodźstwie w Tarnowie, przedwojenny nauczyciel i działacz SL zdecydował się po wojnie donosić na członków swojej najbliższej rodziny, którym sam zawdzięczał życie? Grunt pod współpracę przygotowała bezpieka. W roku 1949 Stanisław Wodziński pełnił funkcję Dyrektora Centrali Przetwórstwa Zwierzęcego w Krakowie. Został przyłapany na nieprawidłowościach i postawiono mu wybór: wieloletnie więzienie albo współpraca z Urzędem Bezpieczeństwa. Zdecydował się … donosić. Oprócz donosów na członków swej rodziny Stanisław Wodziński informował UB o kilkunastu innych osobach pozostających w kręgu ich zainteresowania, w tym o dawnych emisariuszach rządu londyńskiego, których w czasie wojny w Tarnowie ukrywał. Byli to dr Józef Retinger
– były doradca gen. Sikorskiego i Tadeusz Chciuk – londyński kierownik kurierów, ostatni prezes PSL na uchodźstwie, w tym czasie mieszkający w Paryżu. Na uwagę tarnowskiego czytelnika zasługuje fakt, że obaj wymienieni emisariusze rządu londyńskiego ewakuowani
byli w czasie wojny z kraju przy okazji wywożenia do Anglii części niemieckiej rakiety balistycznej V-2, w ramach operacji III Most, przeprowadzonej w nocy z 25 na 26 lipca 1944 r. w Jadownikach Mokrych koło Tarnowa. Jak groźnym agentem był Stanisław Wodziński świadczy najlepiej fakt, że na podstawie przekazanych przez niego informacji skazano na śmierć (zamienioną później na dożywocie a następnie na wieloletnie więzienie) jego kolegę szkolnego Władysława Kowala ps. „Rola” adiutanta dowódcy Batalionu 16 PP AK „Barbara” Eugeniusza Borowskiego ps. „Leliwa” i powojennego działacza WiN. Władysław Kowal przebywał w więzieniach w Krakowie, Rawiczu i Wronkach. W tym ostatnim wiezieniu dostał zawału serca i między innymi z powodu ciężkiej choroby został w końcu wypuszczony. Wyjście na wolność Władysława Kowala, który wrócił do Tarnowa i nie zapomniał za czyją sprawą został uwięziony, spowodowało częściowe zdekonspirowanie TW „Sto” i ograniczenie przez UB jego roli do poziomu jedynie „kontaktu obywatelskiego”.

Tymczasem Marian Wodziński osiadł na stałe w Anglii, gdzie ożenił się z lekarką polskiego pochodzenia - Janiną Wójcik. Mieszkał w Liverpoolu i pracował w jednym z tamtejszych szpitali. Prowadził też prywatną praktykę lekarską. W Anglii przyszła na świat dwójka jego dzieci córka Hania i syn Marek. Mimo inspirowanych przez UB prób ściągnięcia brata do Polski przez Stanisława Wodzińskiego, Marian nigdy nie wrócił do kraju. Prowadził jednak z matką korespondencję. O wszelkich listach i próbach kontaktu matki i syna informował UB na bieżąco Stanisław Wodziński. Matka po każdym kontakcie z synem wzywana była na UB i musiała tam przebywać po kilka godzin. Marian Wodziński zmarł 21 lipca 1986 roku w swym domu w Anglii.

ZA POMOC W ZBIERANIU
INFORMACJI DZIĘKUJĘ PANI
EWIE STAŃCZYK


GRZEGORZ SZCZERBA
(Dziennik Polski)


Grób Mariana Wodzińskiego na Starym Cmentarzu
FOT. JANUSZ SMOLIŃSKI



niedziela, 25 kwietnia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

Komentarze
Gość: krak, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/11/30 09:10:26
Mój dziadek Ferdynand Płonka był technikiem laborantem w Zakladzie Medycyny Sadowej w Krakowie i był razem z dr Marianem Wodzinskim przy ekshumacji zwłok polskich oficerow w Katyniu.


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -