Blog > Komentarze do wpisu

-> KOT W LITERATURZE I SZTUCE cz.2

Dowody fascynacji naturą, budową, wyglądem i charakterem kota pozostawił Leonardo da Vinci, który napisał –

„Nawet najmniejszy kot jest arcydziełem natury”.

W czasach średniowiecza i wczesnego Renesansu figura kota pojawia się niezmiernie rzadko w europejskiej sztuce sakralnej. A jednak Leonardo da Vinci namalował „Madonnę z kotkiem”. Wymagało to odwagi i niezależności. Mistrz Leonardo pozostawał pod urokiem piękna i gracji kota – o czym świadczą jego liczne szkice poświecone temu czarującemu drapieżnikowi. Poza wspomnianym dziełem na uwagę zasługuje, namalowane kilkadziesiąt lat później, bo w roku 1534 „Zwiastowanie” Lorenza Lotto, na którym to płótnie kot zajmuje miejsce centralne. Przy czym jest to zwykły, nastroszony bury kocur o pospolitym wyglądzie. Nie wiadomo do końca czy miał on oznaczać pokonanego demona czy też poczciwego domownika, zaskoczonego wizytą niespodziewanych dostojnych gości.

W epoce średniowiecza koty nie miały statusu zwierząt domowych. Rolę tę pełniły wtedy przede wszystkim psy, gloryfikowane z powodu swej wierności, jak również fretki i łasiczki.
Epoka renesansu przywróciła kota do łask, przymykając oko na jego rzekomy, piekielny rodowód. Stało się to po tym, jak Europę zdziesiątkowała zaraza, rozniesiona przez mnożące się gryzonie. Nie stałoby się tak gdyby nasi praojcowie znali i stosowali starożytne chińskie przysłowie –

„Gdy szczury buszują w twoim pałacu
Lepszy kot, choć kulawy, niż rumak na placu.”

We własnym, dobrze pojętym interesie, ludzie wpuścili ponownie koty do swych domostw, jednak w sztuce pozostawały one nadal przede wszystkim jako symbole zła.

Dopiero w XVIII wieku zaczęto wykonywać na zamówienie osób wysoko postawionych, portrety na których pojawiał się kot.
Do malarzy nie obawiających się umieszczać na swych płótnach wizerunków kotów należeli Francis Voucher i Wiliam Hogarth, W Polsce – Marcello Bacciarelli – nadworny malarz Stanisława Augusta Poniatowskiego namalował w 1781 roku portret ośmioletniej Julii Duhamel z kotem. Już w wieku XIX powstały płótna Gustave Courbeta (Pracownia 1855r.) i Eduard Maneta (Śniadanie w pracowni 1868r.), na których możemy zobaczyć, że koty cieszyły się uznaniem w pracowniach malarskich i miały tam swoje niepisane prawa.


Kiedy czytamy powieści czy też sztuki naszych wielkich pisarzy z XIX i początku XX wieku bardzo trudno jest nam odnaleźć nawet małą uwagę czy dygresję, dotyczącą kotów, choćby taką, jak piosenka, śpiewana przez Papkina, w pierwszym akcie „Zemsty” Aleksandra Fredry –

„Kot, kot, pani matko, kot, kot,
Narobił mi w pokoiku łoskot!”

A przecież koty można było wtedy już spotkać w każdym właściwie mieszkaniu – zarówno w salonie jak i w prostej izbie. Tymczasem prędzej znajdziemy drobiazgowy opis faktury materiału, którym pokryta jest kanapa, niż jedno małe zdanie, że na tej kanapie, na poduszce spał piękny kot takiego to a takiego koloru i kształtu. Oczywiście nie każdy pisarz musiał zwracać uwagę na koty, ale faktem jest, że następstwa uprzedzeń i zabobonów trwają zawsze dłużej niż one same.

W literaturze europejskiej kot zaczął powracać do łask w pełni właściwie dopiero w XX wieku. Wprawdzie jeszcze na początku XIX wieku Aleksander Puszkin pisał w swoim poemacie „Rusłan i Ludmiła” o „kocie uczonym”, ale najbardziej chyba znanym kotem stał się Behemot z powieści Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”. Behemot – bezczelne czarne kocisko, które trafia do ateistycznej Moskwy wraz ze świtą Szatana. Kot, który właściwie nie jest ale bywa kotem, a który jest utkany z mieszaniny absurdu i czarnego humoru.

„Proszę posłuchać – zaczął kot i mrużąc oczy z zadowolenia opowiedział, jak to kiedyś błądził po pustyni przez dziewiętnaście dni, żywiąc się jedynie mięsem upolowanego tygrysa (…) Najciekawsze w tym łgarstwie jest to – powiedział Woland – ze łgarstwem jest tu wszystko od pierwszego do ostatniego słowa. – Ach tak? Łgarstwo? – zawołał kot i wszyscy sadzili, że zacznie protestować, ale on tylko cicho powiedział – Historia nas rozsądzi.”

A co powiemy o uśmiechającym się kocie z Cheshire, który jest narratorem „Złotego południa” Andrzeja Szpakowskiego?-

„Ach ten kot – Alicja niegrzecznie wskazała mnie palcem – czasami znika, i to tak, że widać tylko uśmiech wiszący w powietrzu. Brr, okropność”

Czy nie jest to ten sam kot, który uśmiechał się do Alicji z Krainy Czarów już ponad sto lat wcześniej w powieści Lewisa Carrolla?

„No! Często widywałam kota bez uśmiechu – pomyślała Alicja – ale uśmiech bez kota! Jest to najbardziej zagadkowa rzecz, jaką widziałam w całym moim życiu!”

Wspaniale podpatrzone koty odnajdujemy w powieści Lucy Maud Montgomery „Ania na uniwersytecie”, będącej kontynuacją powieści „Ania z Zielnego Wzgórza”. Kolekcja kocich osobowości – Zyzio, Kot Sabiny i Mruczek –

„(…) Zyzio usadowił się na miękkiej poduszce w rogu bawialni, a Kot Sabiny zaczął się myć zawzięcie na dywanie przed kominkiem. (…) Mruczek zatrzymał się nagle, wyciągnął ogon, najeżył sierść, pochylił do ziemi głowę i parsknąwszy złowrogo i z nienawiścią, rzucił się na Kota Sabiny. (…) Zyzio usiadł na poduszce i ziewnął szeroko. Gorąca krew zapłonęła w żyłach Mruczka.(…)”

Koty zdobyły szturmem wysokie notowania w literaturze science fiction i fantasy. Pierwsze słowa utworu Roberty Heinlein nie pozostawiają najmniejszego cienia wątpliwości, kto jest głównym bohaterem utworu –

„Pewnej zimy, tuż przed Sześciotygodniową Wojną, mieszkałem z moim kotem Arbitrem Petroniuszem na starej farmie.(…)Zawsze dbałem o to, by Pit miał własne drzwi (…) wyciąłem mały otwór szerokości równej dokładnie długości wąsów Pita.”

Ze względu na swoją delikatność i tajemniczość – kot staje się czasem symbolem najskrytszych uczuć, powiernikiem i posłańcem miłości. Taką właśnie rolę pełni kot Oronk w opowiadaniu „Dotyk pamięci” Tomasza Kołodziejczyka –

„Kazziz myślał też o tym wszystkim, co oznacza śmierć Oronka. O latach, kiedy zwierzę było posłańcem (…) przenoszącym muśnięcie dłoni, ciepło, oddech. Pamięć. Gdy głaskał kota (…) odnajdywał ciepło i łagodny dotyk dłoni Maraeny. Czym był ten kot (…)? Błogosławieństwem, które pozwala pamiętać? Czy przekleństwem, które nie pozwala zapomnieć?(…)”

Kotom udało się też wejść na salony wszechpotężnej Fraszki i tu święcą swoje małe triumfy. Jan Sztaudynger ma w dorobku wiele mini-arcydzieł dotyczących kotów –

„Z lęku przed rusycyzmem wielu naszych braci
Nie mówi „kot się czai” lecz „kot się herbaci”

Uroczy i nobilitujący kota (poprzez wprowadzenie go do scenerii szekspirowskiej) jest czterowiersz Ryszarda Marka Grońskiego –

„Poprawkę do „Hamleta” zgłoś
Nie naruszając formy.
Zamiast – „Niech ryczy ranny łoś”,
Niech mruczy kot wieczorny”.

Wreszcie, koty zadomowiły się w poezji na dobre. Krzysztof Kamil Baczyński, Jan Brzechwa, Julia Hartwig, Kazimiera Iłłakowiczówna, Stanisław Jachowicz, Ludwik Jerzy Kern, Ignacy Kraszewski, Hanna Ożogowska, Janina Porazińska, Hanna Poświatowska, Jan Sztaudynger, Julian Tuwim, ks. Jan Twardowski, Wisława Szymborska… to tylko część listy znanych polskich poetów piszących o kotach.

Koty księdza Twardowskiego – te prawdziwe i te ulotne, mieszkające w jego poezji –

„Smutna miłość (…)
Śpiew w klatce
Siwe wąsy kota
Smutna szałwia inaczej czerwona (…)”

Każdy przyjaciel kotów, który przeczyta wiersz Wisławy Szymborskiej „Kot w pustym mieszkaniu” poczuje od razu, że nasza noblista dobrze zna kocią naturę. Czytając, widzi się oczyma wyobraźni tego opuszczonego kota idącego na swoich „obrażonych łapach”.

„(…)Będzie się szło w jego stronę
Jakby się wcale nie chciało,
Pomalutku,
Na bardzo obrażonych łapach (…)”

Jest jeszcze długa lista poetów zagranicznych, piszących o kotach i dla kotów z których wymienię tylko Charles Baudelaire i Thomasa S. Eliota. Baudelaire kojarzył kocią grację z wdziękiem ukochanej kobiety –

„Pójdź w me ramiona, mój kocie prześliczny,
Schowaj pazurki swe bez żalu (…).”

Thomas Stearns Eliot podjął w jednym ze swych wierszy, temat może mniej poetycki – ale bardzo konkretny – imię dla kota –

„ (…) Lecz mówię wam: kot musi mieć jeszcze drugie imię
(jak nie ma go nie będzie chciał pić ani jeść),
Imię, przez które mógłby się nad tłum szary wynieść
I dumnie wąs rozpostrzeć i ogon w górę wznieść! (…)"

Można śmiało powiedzieć, że każdy z twórców piszących o kocie dodał swój kamyczek do mozaiki portretowej Przewspaniałego Kota. Na zakończenie nie mogę się oprzeć pokusie i przytoczę fragment mojego własnego wiersza, który napisałam w czasie choroby kota Borysa – mojego wieloletniego przyjaciela i domownika.

„(…) Myśl głaszcze chorego kotka,
Z mlekiem się leje do spodka…
A inne sprawy? W oddali.
Kot przylgnął pyszczkiem do ręki,
Już nie jest skoczny i prędki –
Ale bezradny i mały.”

Koty nie wymiauczały jeszcze swojego ostatniego słowa. Na pewno w dalszym ciągu będą inspiracją do powstawania dzieł wielkich i małych, pisanych wierszem lub prozą, malowanych farbami lub rysowanych ołówkiem czy kredką, haftowanych, dzierganych, wyszywanych, wycinanych z kolorowego papieru. Koty są nam potrzebne, ponieważ wnoszą w nasze życie, niezależnie od wielu spraw wymiernych, odrobinę luksusu i komfortu, a także smak niedostępnej nam tajemnicy. Zdobywając naszą miłość powodują też to, że stajemy się lepsi, mniej skoncentrowani wyłącznie na własnym ego. Niektórzy twierdzą nawet, że koty mają własności terapeutyczne – lecznicze. Ale przede wszystkim są one dziełem sztuki, są pięknem, które możemy podziwiać, są czystą poezją wyrażaną specjalnymi środkami wyrazu.


Jurata Bogna Serafińska



wtorek, 06 kwietnia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -