Blog > Komentarze do wpisu

-> Wielka Encyklopedia Tarnowa

Miała być wydarzeniem, stała się historycznym i obyczajowym skandalem….


Wielka ale niestety tylko z wyglądu, bo o merytorycznej zawartości tego powiedzieć się nie da. Po długim, niecierpliwym wyczekiwaniu ukazała się wreszcie „Encyklopedia Tarnowa”, wydana z okazji 680 rocznicy lokacji naszego miasta, staraniem Tarnowskiego Towarzystwa Kulturalnego, z pomocą niemałych środków Urzędu Miasta Tarnowa, który na owe dzieło wyłożył aż 620 tysięcy złotych. Jej uroczysta prezentacja miała miejsce na Tarnowskim Ratuszu 8 marca podczas wielkiej jubileuszowej fety, z udziałem licznych oficjeli i gości, niemalże od razu wzbudzając bardzo różne, nierzadko zbyt emocjonalne reakcje. Jak było do przewidzenia zamiast przysłowiowej puszki Pandory, otworzyło się nasze lokalne „polskie piekiełko”. Zgodnie z „oczekiwaniami” okazało się, że „o iksińskim jest za dużo”, „o pacanowskim za mało”, a „kowalskiego w ogóle nie ma”. Niestety z przykrością trzeba skonstatować, iż owo piekiełko rozpętali w skandaliczny sposób, sami autorzy E.T. To nie encyklopedia, to „who is who” – komentuje rzecz całą znany tarnowski historyk Antoni Sypek: - Bardzo trudno mi się wypowiadać na temat „Encyklopedii Tarnowa”. Jej autorami byli często moi bliscy znajomi, koledzy, uczniowie. To nie jest encyklopedia, to jest książka w rodzaju popularnych „who is who”. (…) Trafiła więc encyklopedia pod strzechy i płowieniem się cieszyć. Ale jeszcze raz powtarzam, to nie jest encyklopedia. Wiele haseł jest starannie opracowanych, edukacyjnych. Ale wiele jest haseł nierzetelnych, pisanych na zamówienie, haseł dworskich, pisanych według klucza, który trudno mi pojąć. Ta „Encyklopedia…” mogłaby się ukazać w schyłkowym okresie PRL i nikt wtedy niczemu by się nie dziwił. Od początku twierdziłem, że nie należy umieszczać biogramów ludzi żyjących, może za wyjątkiem kilkunastu osób. Zdumiewające są biogramy postaci nieznanych, być może zasługujących na wzmiankę w przyszłości, ale nie teraz. Największe zdziwienie wywołuje to, że członkowie Komitetu Redakcyjnego zrobili rzecz nie do pomyślenia w świecie naukowym i umieścili swoje biogramy. Ich biogramy rozrośnięte są do niebywałych rozmiarów i są objętościowo większe niż biogram choćby Tadeusza Tertila. To jest brak jakichkolwiek standardów. Wiem także, że kilku autorów haseł, ludzi o znanych nazwiskach w Tarnowie, nie wyraziło zgody na umieszczenie ich biogramów – tak powinno być. Nie podpisuje się haseł w encyklopediach. To jest niespotykane, aby autorzy podpisywali swoje hasła, korzystając z pracy pokoleń historyków. Nic z tego, że na końcu Encyklopedii…” jest wykaz pozycji, z których korzystano. I ostatnia uwaga. Wiele haseł jest nieprawdziwych, są zafałszowane, są tak spreparowane, że nie widać w tym haśle człowieka, jego życia, zasług, błędów. Moim zdaniem, miasto, aby uniknąć wstydu ciążącego na nim, powinno wykupić cały nakład „Encyklopedii Tarnowa” i umieścić jak najgłębiej pod ziemią. Może inaczej, nie miasto, ale Redakcja Encyklopedii powinna to zrobić. I broń boże nie zabierać się w tym składzie za wydawanie suplementów.
Natychmiast też odezwał się magistrat ustami prezydenckiego rzecznika Doroty Kunc-Pławeckiej wydając stosowne oświadczenie. Jego kuriozalność polegała na tym, iż  pani rzecznik oświadczyła, iż: wbrew informacjom pojawiającym się w niektórych mediach, prezydent Ryszard Ścigała ani w ogóle magistrat, w żaden sposób, nie uczestniczyli w pracach merytorycznych nad Encyklopedią Tarnowa. Przy doborze haseł, które ostatecznie znalazły się w Wydawnictwie, nie było jakiejkolwiek ingerencji któregokolwiek z członków Najwyższego Kierownictwa Urzędu Miasta Tarnowa. Pełnię władzy w tym zakresie posiadali autorzy Encyklopedii – członkowie Tarnowskiego Towarzystwa Kulturalnego.
Świadczy ono w sposób nie budzący żadnych wątpliwości, że prezydent i jego wysoki urząd nijak nie panują nad rozdawnictwem publicznych pieniędzy, nie kontrolując ani nie ingerując w to, co w ich efekcie powstaje. Poniżej prezentujemy dwugłos znanych tarnowskich dziennikarzy – Mirosława Poświatowskiego (inTARnet.pl) i Jerzego Reutera (Gazeta Krakowska), opublikowany na w/w łamach.




M. Poświatowski:
Wiem że w swoich opiniach nie jestem odosobniony, zewsząd docierają do mnie różne zastrzeżenia i „zdziwienia”, z których najmniejsze dotyczy nieznanego dotąd obyczaju, wedle którego autorzy encyklopedii zamieszczają również hasła z własnymi nazwiskami, co przyrównać można do sytuacji, w której rozmaici decydenci umieszczają podobizny swoich głów na drzwiach kościoła. Jedyny dopuszczalny przypadek, w którym autor książki jest zarazem jej bohaterem, dotyczy autobiografii, o czym za chwilę, w puencie niniejszego artykułu. W każdym razie, w naszym mieście wciąż z Tarnowem wydaje się wygrywać „Tarnówek”.
Nie wiem doprawdy, jakie kryterium zastosowano przy wyborze nazwisk, jak też i przy wyborze informacji pod danymi hasłami występujących, ale zdarzyło się mi już usłyszeć uwagę, że encyklopedii tej nie powstydziłaby się znana z „zaklinania rzeczywistości” „Gazeta Wyborcza”....

Skupię się jednak na paru przykładach. Pod literą „O” znajdujemy m.in. postać Stanisława Opałki. Z hasła dowiadujemy się, kiedy się urodził, że był „działaczem społecznym”, kiedy i gdzie dyrektorował, w jakich latach był posłem i że „przyczynił się do rozwoju inwestycyjnego na terenie zakładu Tarnów II oraz przyfabrycznego osiedla”. Przy takim nagromadzeniu dat i szczegółów – autor wpisu, Robert Lichwała najwyraźniej uznał, że o ile fakt dyrektorowania pana Opałki od 1950 roku w fabryce papieru w Myszkowie jest istotny, o tyle fakt bycia przez tegoż prominentnym aparatczykiem PZPR już nie. Zatem z historycznego punktu widzenia nieistotne okazało się, że Stanisław Opałko do partii należał od samego jej początku, czyli od okresu mordowania żołnierzy podziemia niepodległościowego, nieistotne okazało się że był I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR, a także członkiem Biura Politycznego KC PZPR i to w okresie mordowania księży i zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki – słowem, czytelnik nie dowie się, że Opałko był wysokim komunistycznym „kacykiem”.
Posiłkując się taką metodologią, można napisać, że np. „Herman jakiś tam” przyczynił się do budowy wielu fabryk na terenie Niemiec, nie wspominając przy tym, że pełnił prominentną funkcję w NSDAP, bo „dobrym panem był”; a o pewnym niespełnionym malarzu z tego samego okresu, wspomnieć, że cieszył się dużą popularnością i wzbudzał nie mniejsze kontrowersje.
Wracając do Opałki: w książce nad którą pieczę sprawują same utytułowane głowy, książce która aspiruje do miana encyklopedii, dokonywanie tego rodzaju zafałszowań i przemilczeń jest niedopuszczalnym i dyskwalifikującym dla rzetelnego historyka zakłamywaniem rzeczywistości. Nie wiem tylko, czy za taką treść wpisu odpowiedzialny jest jego autor, czy może „komitet sterujący”, wiadomo bowiem że niektórzy tarnowscy historycy żywią duży sentyment do czasów PRL, jako okresu „który nie był taki zły, bo dzieci chodziły do przedszkoli i na pochody”.
Dla kontrastu, powędrowałem sobie pod literę „W”, szukając postaci tarnowianina Mariana Wodzińskiego. Doktor Marian Wodziński został bowiem 27 kwietnia 1943 roku wysłany do Katynia, gdzie (delegowany przez AK) stanął na czele komisji technicznej PCK. Przez pięć tygodni badał, identyfikował ponad 800 zwłok ze zbiorowych mogił polskich oficerów. Po wkroczeniu wojsk sowieckich, był ścigany listem gończym, ciążył na nim wyrok śmierci. Dr Marian Wodziński ukrywał się, a następnie uciekł do Anglii; jego raport, opublikowany w 1947 roku w Londynie ukazał światu prawdę o tamtych wydarzeniach 1940 roku.
Mariana Wodzińskiego, pochowanego na „cichym pogrzebie” na Starym Cmentarzu w bodaj 1986 roku, próżno jednak szukać choćby wzmianki o nim w tejże encyklopedii. Żywię nadzieję, że wobec „braku miejsca” i „nadmiaru haseł”, w kolejnej edycji encyklopedii, Marianowi Wodzińskiemu chętnie miejsca ustąpią wiceprezydent Tarnowa Dorota Skrzyniarz, dyrektor Szpitala Św. Łukasza Anna Czech, czy szereg innych postaci, wliczając w to nawet Antoniego Sypka, który skądinąd współpracy przy tworzeniu encyklopedii swego czasu odmówił, uzasadniając swą decyzję zbyt krótkim okresem czasu jej tworzenia i nadmiarem autorów.
Żeby było jednak śmieszniej, a może straszniej – w „Encyklopedii Tarnowa” znajdziemy innego Wodzińskiego – Stanisława. Czytamy o nim m.in. że miał pseudonim „Zadora”, działał w AK, że był dyrektorem Centrali Przetwórstwa Zwierzęcego w Krakowie itd. itp. Istotnie, Stanisław Wodziński nosił pseudonim, a nawet dwa – ten drugi („Sto”) nadany przez SB w czasach stalinowskich – i za sprawą jego donosów kilka osób otrzymało wyroki dożywocia lub kary śmierci. Co więcej, pan Stanisław był bratem Mariana Wodzińskiego, na którego donosił, m.in. z pomocą matki próbując nakłonić go do powrotu do kraju. Tych informacji jednak w „Encyklopedii Tarnowa” nie znajdziemy. Znów „Encyklopedia Tarnowa” godna była bardziej Tajnego Współpracownika SB, w dodatku z zafałszowaną biografią, niż „świadka z Katynia”.
Rzecz jasna, w encyklopedii która ma stanowić wiarygodne źródło historycznych, podstawowych informacji, znaleźć się powinny rozmaite postacie, które odcisnęły na naszym mieście jakieś piętno, w jakiś sposób się zasłużyły. Jest tu miejsce i dla Stanisława Opałki, i dla premiera Cyrankiewicza, i dla Mariana Wodzińskiego. Problem tkwi w porzuceniu osobistych sympatii i antypatii, wyważeniu proporcji w doborze „bohaterów” i rzetelnym przedstawieniu najistotniejszych faktów, z daleka od osobistych ocen. Jeżeli jednak w przypadku tworzenia biogramu Towarzysza Sekretarza zwyciężył tu osąd „bo dobrym panem był” i „się budowało” (budowało się też, i to jak, na „zgniłym” Zachodzie) – i dlatego może niektóre najistotniejsze a niechlubne fakty z jego biografii, w imię tego „należy pominąć” - to przy takim zakłamywaniu historii dochodzimy do sytuacji, w której jacyś tam może ludzie ginęli, byli katowani, mordowani, prześladowani, ale nikt nie ponosi za to ani karnej, ani moralnej nawet odpowiedzialności – choćby jako człowiek legitymizujący swoim członkostwem partii nieludzki system, o aktywnym udziale w nim nie wspominając. W takiej sytuacji, faktycznie, wszystkiemu był winien „portret Lenina”...
Kształtowanie czyjejś biografii wedle własnych poglądów, a nie faktów, jest historyka niegodne. Niestety, ponad dwadzieścia lat po upadku PRL, w naszym mieście wciąż wydaje się zwyciężać przeniesiona z tej epoki optyka, optyka wybielania i pisania historii na nowo, metodą zafałszowań i przemilczeń – dlatego okazuje się że to nie „świadek z Katynia”, ale wysoki partyjny funkcjonariusz oraz „kapuś” godni są trafić do encyklopedii naszego miasta.
Jeżeli o tym wszystkim wiem o tym ja, zwykły dziennikarz i tarnowianin z importu, to tym bardziej wiedzieć powinni tarnowscy historycy. Fakt, iż np. nie wiedzą lub za nieistotny uznają fakt, jakie funkcje pełnił Opałko w strukturach PZPR i że w ogóle tam należał – wystawia im nie najlepsze świadectwo.
„Encyklopedia Tarnowa” to duże dzieło, od początku wiadomo było, że wymagać będzie licznych poprawek i uzupełnień. Chylę czoła przed pracą wielu autorów, przed ogromem pracy, przed samą ideą, bo nasze miasto jest tej encyklopedii warte, nawet jeżeli czasami cisną się na usta słowa: „jakie miasto – taka władza – jaka władza – tacy bohaterowie”. W każdym razie: jeżeli jednak pozostałe hasła dobrane i zredagowane zostały w podobny, jak opisany powyżej sposób - wówczas „dzieło” to więcej mówi nam o autorach, ich zapatrywaniach, poglądach, zaszłościach i przyjętej przez nich „metodologii” - niż o historii Tarnowa.


M. Poświatowski


oprac. Ryszard Zaprzałka


foto by Michał Stańczyk



wtorek, 23 marca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -