Blog > Komentarze do wpisu

-> Pilichowski Band w TCK (część 2)

Wilczur o ksywce "Chociaż" zapewne tego nie rozumie. - Łagodny jak nie wiem co. Jeszcze nikogo nie zagryzł. W większości domów w kuchni stoi stół z ceratą - miejsce szybkiego połykania jajecznicy i żucia kaszanki, wałkowania ciasta na makaron, tudzież bicia piany podczas balang. Tu jest konsoleta Allen & Heath 16 x 4 x 2, 8-śladowy Fostex, bębniarz Roland R8, pianino, pogłos, chorus.

- Jeśli ćwiczę i, że tak powiem, tworzę, to właśnie tu. Ćwiczę w zasadzie codziennie. Kiedy mam jakąś sztukę do zagrania, czy sesję nagraniową, czy nie wiem co tam jeszcze... o!... próbę z jakimś bandem, to ćwiczę przed samym zajściem. Tak naprawdę to są to zwyczajne wprawki. Różne takie śmieszne rzeczy, gamy, pasaże, nic wielkiego. Po prostu ruszam palcami - demonstruje. Przed każdą naszą próbą bzyczał w korytarzu "Karuzeli" niepodłączonym basem, najchętniej jednak glanował struny straszliwymi tremolami z kciuka, na który to palec nasadza jakąś część od Poloneza 1500 zdaje się. - Kiedyś miałem tu otwartą ranę - pokazuje miejsce na prawej dłoni.

"Kiedyś był w Breslau i teges... bił z Lewandkiem w klubie, w mormany... no i... wydobył bardzo eleganckie solo... muszę ci szczerze nawinąć" - Mietka Jureckiego, kiedy mówi, rozumieją tylko ci, którzy znają jego język. To, co czytacie, to moje tłumaczenie. "Teges... Obcierka o bęben... i tu, na mostku... tu-tu-tu... triolki jak-siemasz... No i ewentual-mą groza... w sumie po całości i bez kitu". Jurecki, jak mało kto, jest życzliwy innym muzykom, ale też i zbluzgać potrafi bez wahania. Na wspomnienie Pilichowskiego objawia złowieszczy uśmiech i kwituje: "Dobry jest... w mormany... naprawdę dobry".



Kiedy mu Urny powiedział, że kciukiem grają debile, chciał go lutować. Nie wie, że to ja kiedyś powiedziałem o tym Uremu. - Slap to jest ten rodzaj techniki, która rozwija się właściwie o tyle, o ile ktoś ładniej zagra. Sama w sobie już się nie rozwija. Można powiedzieć, że zamknięty rozdział. No ale, kurde balans!, jest fantastyczna! - pointę ilustruje miną a la Mussolini.

Jeden z wielu kolesi, którzy grywają z Pi, powiedział mi niedawno: "Czasami mam już dość tego jego karabinu maszynowego non stop". Wypuszcza dym z sykiem. Chwilę milczy, drapie się w głowę i mówi niby żartem: - Teraz, k..., będę się zastanawiał który to powiedział. Ale potem, gdy go zapytam o jazz odpowie znamiennie: - Są takie formy muzyki, które zamykają się w sobie. Myślę, że jazz się właśnie tak zamyka, zaczyna być oazą... no może nie oazą, ale właśnie się pakuje do skrzynki i coraz właściwie staje się dostępny dla bardzo wąskiego grona. Nie wiem, kurde, jak to powiedzieć, ale w sumie jazz... w mordę... jazz się pałuje sam ze sobą i tak będzie dopóki ktoś tego układu nie rozwali, rozumiesz... Nie wymiecie tej czapy, która leży na górze, czyli tych wszystkich szacownych dziadków, którzy grali wtedy, kiedy takich jak ja nie było jeszcze na świecie.

Kilka tygodni temu rozmawialiśmy o naszych wspólnych planach i wtedy zauważył: - Nie ma jazzu, nie ma rocka, pentatonika może mieć pięć miliardów wersji, bo tylu jest ludzi na globusie. Nie ma reguł, że akurat to wykonanie musi być lepsze, a tamto gorsze, bo coś tam. Moim grzechem jest to, te po prostu gram za dobrze na instrumencie. Ja przywiązuję wagę do perfekcyjnego wykonania.

Świeżo po festiwalu w Leverkusen zaskoczył mnie swoją reakcją na to, co mu się tam przydarzyło. - Byłem poważnym kandydatem do głównej nagrody dla najlepszego instrumentalisty. Przez moment mnie to, kapujesz, łechtało... Wiesz, to mile, że ktoś cię docenia i to do tego na obcym gruncie, no i w ogóle w obcym gronie... Przegrałem o oczko z pewnym pianistą, prawdziwym akustycznym pianistą jazzowym i coś ci powiem: to po prostu było sprawiedliwe. Bez kitu. Tam naprawdę ludzie grali coś, co inni z pełną powagą nazywają jazzem i gdybym tam wygrał, nie czułbym się dobrze do końca. Przecież ja nie jestem basistą "jazzowym" i wobec "jazzu" oraz tych wszystkich bardzo fajnie grających tam ludków byłoby to nie fair.



Odkładam okładkę, słuchałem płyty dwa razy. Gra na niej z wielką pasją i po swojemu. No i "po całości", jakby nawinął Jurecki. Kompozytorsko wydaje się być dzieckiem rzeczy WHEATHER RAPORT czy Billy Cobhama sprzed 20 lat. Nie mnie sądzić, czy dla Wojtka Pilichowskiego to dobrze, czy źle. Kiedy to słyszy, nie reaguje gwałtownie. Sięga po drugiego papierosa, mruży oczy i obutymi w czarne glany stopami wystukuje na dywanie gęsty rytm. Nie zamierza się przede mną usprawiedliwiać. - Ta płyta jest zapisem stanu rzeczy na dziś. To jest mój stan faktyczny. Jestem z niej dumny, uwierzysz? Nie myślę o tym, że mogłaby być lepsza, albo na przykład inna. Taka po prostu jest i finito. Nie pokazałem na niej wszystkiego, choć myślę, że są tu zajawki typu "na co mnie stać". Zagrali ze mną najfajniejsi ludzie, jakich znam. Nie pytali o nic... Może jak Bóg da, to zarobią parę złotych, jak się ta płyta sprzeda, oczywiście... Uśmiecha się, ale już nie mówi z tym zawadiackim akcentem. Patrząc mi w oczy kontynuuje: - Wiesz... Taki Zawinoul to dla mnie... to trzeba zrozumieć... zrozumieć mój wiek i czas w jakim ja, Pilichowski, żyję. Ja ci coś powiem, ja go nie znam. Obca rzecz. Nie wiem, może on grał jazz w 1945 roku? Naprawdę nie wiem... Nie chcę go obrażać, ale nie można być na topie przez 40 lat, tylko dlatego, że się samemu wytworzyło taki układ... rozumiesz... Trzeba szukać nowych rozwiązań. Adamiak z "Akwarium" powinien mu postawić bardzo duże, dobrze schłodzone piwo. - Zresztą Polska i reszta świata to dwie różne planety. Jesteśmy teraz tutaj i tu na razie jest nasz świat. Widzisz, może to k... i paradoks, ale ja nie słucham płyt i innej muzyki, bo głównie myślę o tym, co sam mam do załatwienia w muzyce i w swoim graniu. Powiem ci zresztą rzecz jeszcze bardziej obciachową: ja prawie nigdy nie czytałem książek. Po prostu szkoda mi było czasu. W tym czasie mogłem po prostu grać, rozwiązywać swoje problemy z. gitarką, ćwiczyć, zmagać się z instrumentem... (...) Polski jazz to kocioł, w którym są mieszane kiepskie zapachy. Ja się nie boję tego powiedzieć, bo ja od nich nie zalezę w żaden sposób. Cisza, bo czas pociągnąć dym do płuc. Pytam czy w ogóle można od kogoś zależeć. - Może, gdybym zależał finansowo, to bym się czegoś obawiał. Ale oni mi nic nie mogą zrobić, bo żyję poza nimi, bez nich. Zarabiam swoje pieniądze sam i sam włażę na swoją drabinkę. Ciągnie łyk kawy i dodaje: - Przecież ponad tym wszystkim jest ktoś taki, jak Marcus Miller.


na podstawie materiałów TCK oraz ze strony internetowej artysty
opracował Ryszard Zaprzałka


foto by Paweł Topolski



środa, 10 marca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -