Blog > Komentarze do wpisu

-> Pilichowski Band w TCK (część 1)

Fenomenalny basista Wojtek Pilichowski ponownie odwiedził Tarnów. Jeden z najpopularniejszych polskich instrumentalistów, którego sława już dawno przekroczyła wszelkie geograficzne granice zaprezentował tym razem w Tarnowie swój najnowszy albumem Fair Of Nosie. Ten niezwykły, pełen dobrego klimatu, brzmienia i mięsistego basu koncert odbył się w ostatni piątek 5 marca w klimatycznych piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury. Fair Of Nosie to najnowsza produkcja jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich basistów zarówno w kraju, jak i na świecie. Wojtek Pilichowski najlepszy polski „Bass-Mann” jako muzyk sesyjny nagrał ponad 120 albumów z czego większość z największymi gwiazdami sceny polskiej – w sumie kilka milionów nośników i kilka tysięcy koncertów. Od kilku lat odnosi wiele sukcesów stojąc za sterami własnego zespołu Pilichowski Band, z którym dwukrotnie zagrał również w Tarnowie. Wojtek jest także uznanym wykładowcą gitary basowej prowadzącym najbardziej prestiżowe warsztaty w Polsce. Nowy, dziewiąty album Wojtka Pilichowskiego pod tytułem Fair of Noise to kolejna wirtuozerska produkcja na najwyższym, światowym poziomie. Prace nad płytą trwały trzy lata. Oprócz utworów instrumentalnych znalazły się piosenki. Dobór muzyków, z którymi pracował Wojtek nie jest przypadkowy. To swoisty mix doświadczenia i młodości. Obok dziewiętnastoletniej Leny Romul (saxofon i śpiew) występuje także Reggie Worthy basista i chórzysta takich gwiazd jak Tina Turner i NSync, który w duecie z Hanią Stach zaśpiewał Superstition (S. Wonder). Na płycie znajdziemy jeszcze jeden cover, który Wojtek zaśpiewał ze Zbigniewem Hołdysem. Innym, specyficznym duetem jest duet Wojtka i Stanisława Grzesiuka w "Szemranym Kawałku". Większość materiału nagrał perkusista Radek Owczarz a w dwóch utworach wystąpił Joel Rosenblatt - jeden z największych perkusistów na świecie. W nagraniu albumu "Fair of Noise" wzięli udział także: na gitarach: Michał Grymuza, Artur Boo-Boo Twarowski, Wiktor Tatarek. Na instrumentach klawiszowych Wojtek Olszak i Tomasz Świerk. W jednym z utworów zaśpiewała Elżbieta Stasiuk, która jest też autorką dwóch tekstów na płycie.
Album był nagrywany w pięciu studiach nagrań w zależności od potrzeb brzmieniowych i wizji producenckich. Pomimo zderzenia utworów wokalnych i instrumentalnych najnowsza ich płyta jest wyjątkowo spójna w brzmieniu i konsekwentna stylistycznie.

f1

A oto, co sądzi maestro Hołdys o mistrzu Pilichowskim…
Najpierw był telefon, który jak zawsze zaczął się od następującej wymiany:
-Zbigniew Ho?
-Tak
-Sie masz. Tu Wojciech Pi.

Czasami chodzi o nic, czasem o to, by pogadać, czasem o jakąś konkretną sprawę. Sprawę, nie interes. Tym razem dyskretny i chytrze kontrolowany akcent praskiego żulika, który bez śladu znika, ilekroć powaga tematu tego oczekuje, oznajmił:

Wiesz, i tak dalej, jakby tak śmiało nawinąć, to nie bardzo wiem od czego zacząć, no bo z kolei jakby mnie przycisnąć, to w sumie powinienem nawinąć ci wprost coś takiego: mam mieć wywiad do pewnej gazety, tej Popławskiego, rozumiesz, "Gitara i Bas", i chciałbym, żebyś ty go ze mną przeprowadził. Takie coś tam, w mordę, do załatwienia.

Potem szeleszczący akcencik wyekspediował w moją stronę pełną paletę kurtuazji, że się nie obrazi, jeśli nie, że wszystko rozumie i właściwie głupio, że zadzwonił, no ale chuj, stało się. Więc jakby tu powiedzieć, "co ja na to". Gdybym miał videofon, to zawołałbym Tytusa, żeby sobie obejrzał z bliska ten jego uśmieszek, którym kończy niemal każde zdanie, żeby się go na pamięć nauczył. Dzięki temu uśmiszkowi nikt mu jeszcze niczego nie odmówił.

Umówiliśmy się za dwa dni. Miał być o dziesiątej, o jedenastej zadzwonił, że przeprasza, już jedzie, zaspał, miał wczoraj dwie sesje nagraniowe i w ogóle. - Za nagranie jednego kawałka biorę dwa miliony - mówi ze zdumieniem oglądając ser, jaki sobie po drodze kupił na śniadanie. Przytyka nos do szczeliny w sreberku i - Skarpetą zalatuje... - stwierdza zaskoczony. Czytam z etykietki: pleśniowy camembert. - Nie, no latem sam lubię zwykły, żółty ser, jak sobie poleży trochę na słońcu i złapie lekki soundzik, no ale nie taki, w mordę, jak ten - rozkłada ręce. Ma własne bułki, dostaje nóż, talerz, masło i wędlinę i robi sobie kanapki. Przez dwie godziny rozmowy wypije litr mocnej kawy i wypali dwa papierosy: - Rzuciłem jaranie i teraz jeden szlug dziennie kręci jak tornado.

- Ile masz tych sesji nagraniowych? - pytam, oglądając wydruk komputerowy projektu okładki, jaki przyniósł ze sobą. - Jakieś piętnaście, dwadzieścia miesięcznie - opowiada. I zaraz dodaje: - Kiedyś grałem za byle co, teraz dwie bańki i proszę bardzo. Bez względu na to dla kogo i jak trudny utwór. Chwilę się zastanawia. - Wiesz, są basiści, którzy dumpingują ceny, nagrywają prawie za darmo. Nie ma sprawy - dopóki istnieją jest po kim poprawiać - kończy ze śmiechem. Nie powie po kim. - Już i tak są skrzywdzeni przez los.

Miesiąc temu przyjechał do mnie prosto ze studia ze swoją pierwszą, jak mówi, solową płytą. - Złapałem się na tym, że żyję w jakimś amoku, że przyjmuję każdy telefon i każdą robotę, gram ze wszystkimi i wszędzie. Musiałem coś z tym zrobić - mówił wtedy. - To jest naprawdę duże osiągnięcie - uśmiecha się teraz, pstrykając palcem w projekt okładki. - Odmówiłem iluś osobom, bo byłem zajęty swoją własną płytą, rozumiesz? - przez moment targa nim chichot, ale nagle poważnieje: - Bzdura, prawda? Niby głupstwo, a dla mnie to strasznie ważne. Zaciąga się dymem, mruży oczy i wylicza: - Teraz gram w raz.. dwa... trzy, cztery... w ośmiu, tak w ośmiu kapelach. Nie mam wyjścia. Mam rodzinę, którą muszę utrzymać, opłacić rachunki, spłacić jakieś długi. Niestety nie mam zespołu, gdzie byłby zawodowy management, stałe zarobki i w związku z tym święty spokój.

f2

Marek Surzyn powiedział kiedyś, że już nie ma na niego siły. Wojtek nie tylko nie ma czasu na próby, ale i pewnie nie pamięta nazw tych wszystkich kapel, w których gra. Inny kolega stwierdza lakonicznie: Zmienił się. Goni za pieniądzem. Dostał odjazdu na granie ze wszystkimi, byle mu brzęczało w worku. Jakby to usłyszał. - Grałem kiedyś ze wszystkimi za zero kasy i wtedy nikt nic nie mówił. Teraz powiedziałem sobie - dość, przecież to mój zawód. No i rzeczywiście, że tak powiem, postanowiłem zacząć się cenić, w końcu nie gram tak źle - ironicznie wykrzywia usta. Nagle ożywia się: - To jest tak, że zawsze można wziąć innego basistę. Wolny kraj. I ja z kolei mogę zagrać za darmo, jeśli będzie to miało jakiś sens. Proszę bardzo. Sytuacja jest open. Trzeba mnie przekonać.

Do prób ze mną przystąpił bez pytania o pieniądze. Ból korzonków szarpał mu plecy, a zawsze był o czasie i pracował bardzo ofiarnie. I bardzo pięknie grał. I nie brał nagrań, które by kolidowały z próbami, a które przecież a vista dawały mu cash. Trzeba go pokonać i tyle.

- Jan Bo - odpowiada bez wahania, kiedy go pytam o najważniejszy moment w muzycznym życiu. - Bez dyskusji. Jan Bo dał mi najwięcej. To były w sumie moje pierwsze wielkie koncerty, po parę tysięcy ludzi, i naprawdę bardzo piękne, ekspresyjne granie. Borysewicz był tym człowiekiem, który przekonał mnie do rocka. Wiesz, proste, transowe riffy... nic wielkiego, a jak kołysało i jak żarło? No i sam Janek jako gitarzysta który tu, w tym kraju... (zastanawia się) ...tak, tutaj on stoi na czele stawki. Gościu śpiewa na gitarze, po prostu. Może ludzie tego tak do końca nie wiedzą, ale to prawdziwy gigant.

Kiedyś przyszedł do Pizza Hut w budynku LOT-u w Warszawie i obejrzały się wszystkie kelnerki. Gdy dosiadł się do mnie cały bar przestał pracować. Taki jesteśmy duecik.

- Ile ważę? 95 - wzrusza ramionami - Jedzenie to mój nałóg.
Czarne glany, koszula z szarej flaneli w żółtawą kratę, bluza z kapturem, brązowa, skórzna kurtka z kolorowym nadrukiem na plecach, czapka baseballówka. Mnóstwo ruchu i rozbiegane oczy.

- Narkotyki to śmierć. To fakt, spróbowałem tego i owego, ale tylko po to, by się przekonać, że to śmierć. Natomiast... (chytrze się uśmiecha) ...dziarsko kirzę raz na miesiąc, ha, ha... Tylko po to, aby sobie lekko przetrącić dyskietkę. I dodaje z zażenowaniem: - Nie powinienem pić gorzały, bo raz na banieczce chciałem napier... kelnera, kurdę, to zły znak. Pismo "Gitara i Bas" powinno wychodzić w trójwymiarze, to byście zobaczyli jak pokazał tego kelnera. Genialnie imituje żuli, gitów i swojego własnego ojca, kiedy opowiada o wódce, Grochowie czy awanturach. - Babcia, babcia - podnosi palec do góry. - Ona mi pokazała co dobre, a co złe. Ona mnie przestrzegała nawet przed graniem z nieznajomymi. Starzy też woleli, żebym siedział na podwórku z gitami, bylebym nie wpadł w bagno. Rozumiesz: syn - jedynak, a tu muzyka, panienki, wszystko co chcesz, czyli w sumie wolny świat. Czyli i gorzała, i ćpanie... Babcia bardzo czujnie mnie prowadziła.

Gdy pytam o religię odpowiada natychmiast: Jestem chrześcijaninem. Nie katolikiem, anabaptystą czy protestantem, a chrześcijaninem. Życie bez Boga to jak jazda autem bez silnika, to wszystko.

- Zacząłem grać dokładnie wtedy, kiedy Ścierański wydał swoją pierwszą solową płytę. Między nami jest ta właśnie różnica. Widzisz. on już jest na swoim miejscu, ma swój teren w muzyce. Tam stoi jego biurko. Ja go w pewnym sensie zastałem i na to jego granie można powiedzieć,że się jakoś tam załapałem. No, ale potem... Potem, to już było wszystko, co może niść ze sobą 10 lat różnicy. Wylicza: - Inaczej się teraz gra, inaczej brzmi. Inna jest rola rytmu, w inny sposób się nagrywa. Ścierański jest... o tam... (pokazuje ręką za okno) ...ja jestem tu choć rzeczywiście jeszcze swojego swojego miejsca nie mam. Pytam kto go dotychczas uczył. - Instynkt. Nic wielkiego. Zawsze kleiłem się do ludzi, którzy byli nie za daleko, żeby ich w miarę szybko dogonić. Jako małolat miałem fart, bo poznałem jednego Czarnego, który mi pokazał dokładnie, jak czarni myślą w muzyce. On miał straszny zamiąch na tym swoim czarnym strychu, ale kiedy biali mistrzowie pokazywali mi na gryfie idealne pozycje, ten nygus grał takie, które po prostu huczały.

Żywo gestykuluje i teraz musi poprawić włosy, które wymsknęły się z kucyka. - K... przyzwyczajenie, muszą być spięte, bo gitarę trzymam wysoko i jak rozpuszczę kudły, to włażą mi zaraz w struny - wyjaśnia. - To na marginesie byt problem w zespole Jana Bo - puszcza oko. Na drugim marginesie: niedawno ustalili z Jankiem, że za parę miesięcy nagrają kolejną płytę.

f3

Patrzę na niego. Dwadzieścia pięć lat to niby mało, ale też i dużo, bo taki Marcus Miller grał z Sanbornem jak miał osiemnaście. A Marcus Miller to przecież bóg. - Wiesz, to jest proste. Parę lat temu spotkałem w Ameryce Pawła Jarzębskiego - Mąciwodę. W Polsce to był całkiem zdolny basista. Tam gra raz, nie wiem, za hamburgera, kiedy indziej za kilka dolców, bez obrazy. Musiałbym jak on pozostać tam i jak on czekać, albo modlić się o swoją szansę. I wiesz jak jest, k... ona wcale nie musi nadejść - bierze mocnego sztacha, wykrzywia usta i wraz z kłębami dymu wypuszcza swoją ulubioną pointę: - Tego nie mogę zrobić ze względu na żonę, rozumiesz, i wszystkie inne, nazwijmy to rodzinne obowiązki.

Czyli nie ma szans.

Zastanawia się przez chwilę.

- To nie tak Ja jem małą łyżką. Całe życie jadłem małą łyżką. Jako szczeniak mieszkałem na Grochowie i całym moim marzeniem było zagrać na potańcówce, w szkole. Żeby mnie koledzy z podwórka, gity i żule, zobaczyli jaki to szpan. Potem marzyłem o przeglądzie dzielnicowym, a potem, nie wiem, o mokotowskiej jesieni muzycznej czy czymś takim, wiesz, na całą Warszawę. Wierzyłem, te Bóg sam mi podsunie takie, albo inne rozwiązanie i że ono będzie dla mnie dobre. To wszystko. Składa ręce jak do modlitwy i przez sekundę spogląda na sufit i ciągnie dalej: - I wiesz, najpierw chciałem grać z tym czy tamtym koleżką z podwórka, potem z kimś innym z innego podwórka, potem z kimś jednym znanym, potem z innym jeszcze bardziej znanym. Stopniowo, pomalutku, krok po kroku. Aż doszedłem tu, do tej pierwszej solowej płyty. Cały czas tą swoją małą łyżką. I cały czas do góry.
Nadal nie jestem przekonany. Hendrix umierał w jego wieku i Cobain też, ale nie mówię tego. On tymczasem patrzy na żaluzje kiwając głową w jakimś łagodnym rytmie i nagle wypowiada następujące zdanie: - Kto wie? Gdybym wskoczył gdzieś wysoko w wieku 18 lat, to może bym dostał takiego odjazdu, że zamiast pierwszej solowej płyty miałbym teraz na koncie trzeci tysiąc wypitych alpag?

Jeśli mnie czymś przybliżył do swoich racji, to właśnie tym zdaniem.

. . .



środa, 10 marca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -