Blog > Komentarze do wpisu

-> Flaszka, notes i rock nad roll (felieton nr 48)

ml

19 lutego minie 33 lata od chwili kiedy Bon Scott wokalista zespołu AC/DC zupełnie bez sensu, na własne zresztą życzenie oddalił się w zaświaty. Co by jednak nie pisać o tym szalonym rockandrollowcu, był postacią ważną. Był facetem, który bardzo mocno pomógł kapeli w osiągnięciu rockowego panteonu, a dla wielu fanów pozostał legendą do dziś.

       W latach 1976-1978 sporo słuchałem AC/DC, ba, chętnie udostępniałem moje szpulowe nagrania wszystkim, którzy tę kapelę chcieli poznać szerzej. Pamiętam, że moim ulubionym numerem był wówczas The Jack z płyty High Voltage, choć oczywiście kawałek Whole Lotta Rosie porywał mnie swoim wulkanicznym wykopem.
       Kiedy w 1980 roku po śmierci Bona Scotta na pokładzie AC/DC znalazł się Brian Johnson, nie zrobiło to na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Właściwie byłem z tego zadowolony. Zapewne również dlatego, że gościa znałem jeszcze z radosnego rock and rolla, jakiego uprawiał w szkockiej kapeli Geordie. Poza tym o rok młodszy od Bona Brian miał prawie taki sam wokal, był prawie tak samo dynamiczny. Po latach, mimo sympatii dla - jakby nie było - bardziej podtatusiałego wówczas Briana, stwierdzam jednak, że prawie, również w tym przypadku, robiło różnicę.
       Ponoć 18 lutego 1980 roku był w Londynie bardzo kiepskim dniem. Lało niesamowicie, a z czasem kałuże zaczęły zamarzać. Pogoda była zatem iście barowa. Tym samym Bon Scott wraz ze swoim kumplem Alistair’em Kinnear’em wybrali się do klubu Music Machine. Impreza była całkiem niezła, a w jej trakcie obaj goście ostro popijali. Po kilku godzinach alkoholowych zmagań imprezowicze postanowili jednak wrócić do domu Kinneare’a jego Renault 5. To akurat udało się. Potem było już gorzej. Bardzo mocno wstawiony Bon nie chciał opuścić pojazdu. Kolega ułożył go zatem na plecach, przykrył kocykiem i udał się na spoczynek do własnego mieszkania. Kiedy po piętnastu godzinach Alistair postanowił zobaczyć co dzieje się z Bonem, ten już nie żył. Mimo natychmiastowych działań lekarzy z King Collage Hospital nie udało się go reanimować. Miał 33 lata.
       Ronald Belford-Scott dołączył do zespołu w styczniu 1974 roku podczas koncertów w Adelajdzie. Początkowo pracował dla zespołu jako kierowca, potem chciał w kapeli bębnić, co zresztą było związane z jego funkcją w poprzednich grupach The Valentines oraz Fraternity. Bracia Young zaproponowali mu jednak śpiewanie i tak zostało.
       Wokalnie Bon nie był jakimś fenomenem. W gruncie rzeczy nie dysponował głosem ani szczególnie mocnym, ani też wyjątkowo efektownym. To co posiadał, na pewno nie było tym, czym Stwórca obdarzył Roberta Planta, Paula Rodgersa, czy Davida Coverdale’a. Nie mniej jednak, Scott posiadał głos o bardzo charakterystycznej barwie, w której – jak ktoś trafnie stwierdził – pobrzmiewała nuta perwersji. Śpiewał intuicyjnie, znakomicie wczuwał się w muzykę kolegów i swoim śpiewem nadawał tej muzyce dodatkowego waloru. W gruncie rzeczy jego interpretacja była naturalna, bezpretensjonalna i pozbawiona artystycznych zapędów. W początkowym okresie współpracy z AC/DC Scott sytuował się bliżej bluesa, potem, od albumu Let There Be Rock stał się bardziej heavymetalowy, a jego wokalizy znacznie częściej prowadzone były w wysokich rejestrach. Podczas koncertów głos Bona brzmiał jeszcze bardziej ekspresyjnie, niż w studio. Na scenie Scott był kimś w rodzaju mistrza ceremonii, przykuwał uwagę widzów, a niektóre z jego występów były wręcz elektryzujące.
       Na koncertach śpiewał na mocnym alkoholowym doładowaniu (określenie rausz byłoby tu raczej zbyt delikatne). Oto jak wspomina występy Bona jego kolega, fotografik Robert Ellis: Niekiedy zataczał się na estradzie! Ale był bardzo dobry i nie przeszkadzało mu to. Tak naprawdę nie potrafił inaczej. Czy można go sobie było wyobrazić na estradzie zupełnie trzeźwego? To byłoby straszne! Po śmierci Bona, wielu jego kolegów zarzucało sobie, że nie potrafili mu pomóc w ograniczeniu jego skłonności. Jeden z technicznych pracowników grupy twierdził: Potrafił wypić trzy butelki dziennie na śniadanie, na obiad i kolację.
       Kiedy zamieszkał w Londynie stał się duszą towarzystwa, był obecny niemal na każdym muzycznym przyjęciu. Zawsze pojawiał się z butelką ginu lub whisky w ręce i oczywiście z dziewczyną u boku. Oprócz zamiłowania do imprez Scott lubił tworzyć. Jak utrzymują koledzy, miał notes pełen tekstów, który nosił zawsze ze sobą. Cały swój wolny czas spędzał na pisaniu. W tekstach o zabarwieniu mocno erotycznym potrafił wprowadzić humor, a niektóre z jego kawałków były po prostu zabawne. Z perspektywy czasu należy docenić to, że potrafił wprowadzić do poważnego i często napuszonego hard rocka i heavy metalu humor. Po latach, w jednym z wywiadów, gitarzysta zespołu Angus Young tak wspominał Bona: Był zabawnym, ogromnie zabawnym facetem. Miał wyjątkowe poczucie humoru. Zdarzało się, że powiedział coś i tarzałeś się ze śmiechu przez dwa dni. Przed wyjściem na scenę błagaliśmy go, by milczał, bo gdyby zaczął te swoje gadki, nie bylibyśmy w stanie grać.
       Z AC/DC Bon Scott nagrał osiem albumów. Jego ostatnia płytą była Highway To Hell. Krążek ten parafrazując tytuł stał się dla zespołu autostradą ku światowej sławie, niestety już bez Bona.


Krzysztof Borowiec


foto by Google Search



czwartek, 18 lutego 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -