Blog > Komentarze do wpisu

-> Emigranci na emigracji

Tak chyba najkrócej można by zrecenzować najnowszą premierę Solskiego na emigracji, spowodowanej generalną przebudową dotychczasowej siedziby tarnowskiego teatru. Mowa o sztuce Sławomira  Mrożka „Emigranci”, którą dano w sobotę 9 stycznia, reżysersko i scenograficznie przygotowaną przez debiutującego przed laty w naszym teatrze (działo się to za pamiętnej dyrekcji R. Smożewskiego) Tomasza Piaseckiego, który wraz obecnym dyrektorem teatru Edwardem Żentarą stanowi obsadę tej znakomitej sztuki. „Emigranci” Mrożka ukazali się w roku 1974. AA i XX – to dwaj uciekinierzy do wolności. AA (E. Żentara) – intelektualista, ucieka z powodów politycznych, XX (T. Piasecki) – robotnik, ucieka z powodów ekonomicznych. Jeden więc ucieka do wolności, którą rozumie jako brak wszelkich arbitralnych, niesprawiedliwych politycznych ograniczeń, drugi zaś ucieka do wolności, która jest możliwością realizacji marzeń o lepszym, bardziej dostatnim życiu. „Emigranci” są konfrontacją tych dwóch ucieczek, dwóch systemów wartości, dwóch uciekinierów, którzy spotykają się w obskurnej emigranckiej norze, gdzie skazani są na swoje towarzystwo. „Emigranci” to konfrontacja intelektualisty i robotnika: wolności negatywnej i pozytywnej, w dodatku dokonywana w sylwestrową noc. Aliści nawet najskromniejsze warunki lokalowe i możliwości techniczne, a tak się mają obecne realia do tych jakie miał teatr u siebie, nie usprawiedliwiają artystycznej hucpy zaprezentowanej nam w nomen omen Pałacu Młodzieży. Zastanawiająca jest przy tym frekwencyjna intuicja tarnowskiej publiczności, tradycyjnie do ostatniego miejsca wypełniająca widownię podczas premierowych przedstawień, która tym razem zwyczajnie sobie „odpuściła”. Być może dlatego, iż obecni „Emigranci” są bodajże czwartą na przestrzeni ostatnich kilku lat inscenizacją tego utworu na deskach Solskiego. Być może także dlatego, iż aktor Żentara, wypełniający swoją osobą (szkoda że nie osobowością), prawie cały aktualny repertuar teatru zwyczajnie się już w naszym galicyjskim miasteczku opatrzył i zgrał. Stara teatralna maksyma głosi, iż permanentnie reżyserujący i grający dyrektor teatru to równia pochyła niechybnie zwiastująca koniec jego „rządu dusz”. Jeśli dodać do tego prawdziwe harakiri, jakie bez krzty szacunku należnego mistrzowi Mrożkowi, dokonał na tekście jego sztuki reżyser tarnowskich „Emigrantów” oraz żenujące warsztatowo aktorstwo, by nie rzec mocniej – amatorstwo, klapa jest najlepszym określeniem tego, co na pałacowej scenie zaprezentowano. A już prawdziwym horendum będzie pokazywanie tego jednego z najlepszych i najważniejszych polskich dramatów w jego „kadłubkowej” wersji nic nie winnej i nie świadomej dziatwie szkolnej, w dodatku w tzw. objeździe, na co z konieczności skazany jest teatr bez własnej sceny. Taka akcja może skutkować u nie wyrobionej teatralnie młodzieży dożywotnim urazem i alergią na teatr i literaturę. I co najgorsze, dzieje się tak za nasze podatników pieniądze. Ciekawe, czy tę emigracyjną produkcję widział przed jej premierą ktoś z magistrackiego wydziału kultury, lub inna teatralna zwierzchność. Ciekawe, co na to chociażby obecna na premierze wice prezydent miasta Dorota Skrzyniarz. A może już czas pomyśleć o wysłaniu na zasłużoną emigrację, coraz częściej upojonego sobą, dyrektora Żentarę? Może najwyższy czas skończyć tę żenadę i poszukać prawdziwego abstynenta… .



„Emigranci” Sławomira Mrożka – zdaniem autorów tarnowskiej inscenizacji - są sztuką o wolności; o ucieczce do wolności. Rozróżnia się zwykle wolność w znaczeniu negatywnym i pozytywnym. Ta pierwsza jest wolnością od ograniczeń, jest czymś, co można przyrównać do przestworu oceanu, po którym można swobodnie żeglować, w którym nie napotka się żadnych przeszkód: raf, nieprzychylnego wiatru. Wolność pozytywną można zaś rozumieć, jeśli tylko pozostaniemy przy naszej żeglarskiej metaforze, jak statek, żagiel, ster i przychylny wiatr, składa się bowiem na nią wszystko to, co sprawia, że możemy realizować cele, które sobie wyznaczyliśmy. Jesteśmy wolni w sensie pozytywnym, gdy mamy środki niezbędne do realizacji celów, których zapragniemy.

Emigracja jest zawsze ucieczką do wolności: ucieczką od politycznego, totalitarnego zniewolenia myśli, ucieczką do godnego życia, w którym za pracę dostaję się odpowiednią zapłatę, w którym cnota pracowitości przekłada się na ekonomiczny sukces, a dzięki niemu zaś możliwe staje się dostatnie, pełne życie, w którym wolny czas poświęcać można na to, co najbardziej istotne w życiu.



Emigranci nie są sztuką o udanej ucieczce do wolności. Czy są takie miejsca, w których absolutnie panuje wolność, w których nie zagraża nam żadne zniewolenie? Czy jeśli uciekniemy od wszelkich politycznych ograniczeń, będziemy wolni w świecie, którego nie interesują nasze idee? Czy w takim świecie, w którym nie napotykamy żadnego oporu, jeszcze będzie się nam chciało żeglować? Albo czy pogoń za pieniędzmi nie może zniewolić nas dokładnie tak samo, jak świat, w którym sukces ekonomiczny jest z fundamentalnych powodów niemożliwy. Czy pogoń za środkami, które mają nas prowadzić do celu: dostatniego, pełnego życia, nie jest kwintesencją zniewolenia: cel, do którego zmierzamy nie tylko wciąż się oddala, ale coś, co miało być jedynie środkiem do celu – pieniądze, staje się samym celem.

Emigracja jest ucieczką do wolności, ale jest też ucieczką z domu, z rodzinnego kraju, z miejsca, do którego przywykliśmy, z którego najchętniej wcale byśmy nie wyjeżdżali. Jest ucieczką do innego, obcego świata, w którym nikt nas nie chce, do którego, nikt nas nie zapraszał. Czy w takim świecie można być wolnym?

Można zapytać, czy ta sztuka jest jeszcze aktualna, czy dziś mówi nam coś istotnego? Ktoś za pewne powie: ależ jak najbardziej, iluż to Polaków szuka szczęścia w Wielkiej Brytanii, Holandii, Włoszech? Z pewnością dziś też się ucieka. Ale ucieka się raczej z jednego tylko powodu: ekonomicznego. Nikt nie ucieka już od ograniczeń totalitarnego systemu. Dziś inteligenci i robotnicy mają wspólny system wartości: chcą godnie żyć, chcą spełniać swoje marzenia. Wciąż zatem emigrujemy, ale już nie stajemy po przeciwnej stronie barykady, dziś, przyjmując bez sprzeciwu wszystkie reguły kapitalizmu, konkurujemy ze sobą o lepsze posady, pozycje, o lepsze pensje. „Emigranci” z jednej strony pokazują nam, jaką gorycz niesie ze sobą każda ucieczka z rodzinnego kraju, i czym może się skończyć pogoń za pieniądzem, z drugiej strony dzięki „Emigrantom” zaś możemy zobaczyć, jak bardzo zmieniliśmy się jako społeczeństwo, sztuka ta zmusza nas do postawienia sobie pytania: co jeszcze zostało z etosu inteligenta, strażnika duchowej wolności?



A tak rzec cała widzi nasz redakcyjny kolega Jerzy Reuter:
Główną ideą twórczości Sławomira Mrożka jest wskazywanie na rozbieżności pomiędzy nadętą formą zachowań, a miałkością wypowiedzi. Bohaterowie "Emigrantów" nie mają imion. Z dala od domu, w obskurnej piwnicy, służącej za mieszkanie, spędzają razem sylwestrową noc. Przez te parę godzin rozpoznają nędzę własnej egzystencji i niespełnienia w poszukiwaniu wolności, spychającej ich do koszmaru. Tę najgłośniejszą po „Tangu” sztukę S. Mrożka włączył do repertuaru Tarnowski Teatr im. L. Solskiego, co ziściło się 9 stycznia b.r. premierowym przedstawieniem. Bohaterów sztuki zagrali dyrektor teatru Żentara i reżyser Tomasz Piasecki. Czy ta spółka artystyczna przyniosła spodziewany efekt? Raczej nie. „Emigranci” to szerokie pole do wykazania warsztatowych umiejętności dla każdego aktora i reżysera i  nie ma w niej miejsca na pobieżność i jakąkolwiek pustkę. Pobieżność owa rzuca się w uszy już po kilku minutach, gdy okazuje się, że najbardziej newralgiczne kwestie dramatu zostały wycięte i treść wydaje się być niespójna i słaba. Zabrakło emocji, a jednopoziomowość narracji, przeplatana humorystycznymi sytuacjami, sprowadziła jeden z najlepszych powojennych dramatów na manowce. Zastępcza scena w TCM nie służy naszemu teatrowi, co widać po nikłej frekwencji – na premierowym spektaklu sala wypełniona w 2/3 mówi sama za siebie – albo po słabej pracy organizacji widowni. Nie mniej cieszy, że cokolwiek się dzieje. W podsumowaniu, można mieć nadzieję, że spektakl z powodzeniem objedzie tzw. „teren” jako szkolna lektura.


Ryszard Zaprzałka


foto by Paweł Topolski



wtorek, 19 stycznia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -