Blog > Komentarze do wpisu

-> „Kroniki Tarnowskie” według Marka Trusza

Na ten interesujący drobiazg wydawniczy, jaki ostatnio ukazał się na lokalnym rynku nakładem potralu internetowego tarnowskieinfo.pl, składa się 10 „lekkich” w formie tekstów poświęconych historii Tarnowa. Jak rekomendował swoją książeczkę, a raczej zeszyt jej autor Marek Trusz – historyk sztuki i konserwator zabytków, pomysł „Kronik tarnowskich" zrodził się z przekonania, iż, choć spora liczba mieszkańców Tarnowa ma świadomość zamieszkiwania w mieście wyjątkowym, nie każdy jednak potrafi określić na czym ta wyjątkowość polega. A jednym z jej głównych wyróżników jest  kilkusetletnia historia miasta, która nadaje mu rys indywidualny i czyni z niego miejsce niepowtarzalne. I właśnie te znane i mniej znane zakątki starego Tarnowa, legendy i folklor tych miejsc, ich ginący klimat opisuje Marek Trusz. Autor przystępnym, dowcipnym, a niekiedy wręcz frywolnym językiem opisuje interesujące epizody z dziejów miasta oraz ciekawe miejsca związane z historią Tarnowa. Poszczególne odcinki pisane są w taki sposób, by zainteresować nie tylko fachowców - historyków, historyków sztuki, czy konserwatorów zabytków, ale przede wszystkim laików, głównie młodych ludzi mieszkających, uczących się, lub pracujących w Tarnowie, a słabo znających bogatą i ciekawą historię miasta. Tematy poszczególnych odcinków, ilustrowanych fotografiami, dotyczą m.in. historii rosyjskiej okupacji Tarnowa w okresie I wojny światowej, dziejów łaźni żydowskiej, Pomnika Nieznanego Żołnierza, osiemnastowiecznego pomnika Barbary Radziwiłłówny na Starym Cmentarzu w Tarnowie, pogrzebu hetmana Jana Tarnowskiego, „wojny o Tarnów", która wybuchła po śmierci hetmana Tarnowskiego i jego ostatniego męskiego potomka pomiędzy potencjalnymi spadkobiercami. Jednym z bardziej interesujących opowiastek historycznych M. Trusza dotycz właśnie pogrzebu hetmana Jana Tarnowskiego w sierpniu 1561 r. Autor mając na względzie skalę tamtego wydarzenia - przyrównuje je na tle dziejów miasta tylko do mszy dla rolników odprawionej przez Jana Pawła II w Tarnowie w 1987 r. Na pogrzeb hetmana do 2-tysięcznego wówczas miasta przybyło kilka, a może nawet kilkadziesiąt tysięcy osób z całej Rzeczypospolitej. Jeden z ówczesnych kronikarzy tak to ujął: „Tłuszcze były wielkie ludzi, pola pomiędzy zamkiem a miastem ludem smutnym a czarnym były przykryte". Wielu czytelników zapewne zwróci uwagę także na opis ul. Zakątnej, jednego z bardziej znanych miejskich zaułków dawnej żydowskiej dzielnicy, opis zmian, które tam zachodziły, niestety, dla klimatu tej staromiejskiej uliczki mało sprzyjających. Niefortunne powojenne decyzje o wyburzeniach i różnych inwestycjach odmieniły pejzaż w tego miejsca, autor szydzi też z nowobogackiej elegancji, która za sprawą nowych właścicieli kamieniczek dotarła tam w ostatnich latach. Trusz pisze także o osobliwych pięciu minutach, które miała Zakątna w czasie PRL-u, będąc najbardziej znanym w mieście. skupiskiem melin i nielegalnych punktów handlu alkoholem. Promocji „Kronik Tarnowskich” M. Trusza, mającej miejsce 9 listopada w kawiarni „Alchemik”  towarzyszył wernisaż wystawy fotograficznej Kamila Wójcika „Coś innego...”. Zdjęcia robione były w Tarnowie podczas ważnych dla miasta wydarzeń, ale w bardzo indywidualny, właściwy dla ich autora, sposób. Ich bohaterami nie są osoby z pierwszego szeregu, lecz ci, których przy takich okazjach zazwyczaj się nie dostrzega. Ciekawą rozmowę z autorem „Kronik” przeprowadził dla Gazety Krakowskiej, jej i nasz stały współpracownik, ceniony tarnowski prozaik Jerzy Reuter. Publikujemy ją poniżej.



W nocie biograficznej do książki wydanej przez portal www. tarnowskieinfo.pl czytamy:
K. Marek Trusz, ur. 22 listopad 1949 roku. Konserwator zabytków, absolwent Wydziału Sztuk Pięknych przy UMK w Toruniu. Od 1978 roku mieszka w Tarnowie. W latach 1978 – 92 pracownik krakowskiego PKZ w tarnowskiej Pracowni Dokumentacji Naukowo – Historycznej. Zajmował się badaniami i ochroną historycznej architektury i urbanistyki Tarnowa. Redagował „Rocznik Tarnowski”, autor wielu publikacji i współautor opracowań książkowych o Tarnowie – „Cmentarz Stary w Tarnowie”, „Tarnów, Wielki przewodnik”, „Encyklopedia Tarnowa” i wielu innych.




Jerzy Reuter: Obchodzisz sześćdziesiąte urodziny. Wydanie książki, zbiegające się z tak doniosłą rocznicą rodzi przypuszczenie, że zacząłeś etap życiowych podsumowań. Czym dzisiaj zajmuje się sześćdziesięcioletni historyk z wielkim dorobkiem?
Marek Trusz: Pasje umierają z człowiekiem, do którego są przypisane. Piszę nadal o historii Tarnowa i staram się żyć w zgodzie ze swoim wiekiem. Nie jest to łatwy proces, ale jakoś przystosowałem się do rzeczywistości. Po roku 1992, gdy stałem się bezrobotnym człowiekiem zacząłem myśleć w kategoriach pozytywnego egoizmu, czyli zająłem się sobą. Ratowałem się wyjazdami za granicę - za chlebem - i robię to do dzisiaj. Prowadzę też kawiarnię na tarnowskim starym mieście, czyli, zbudowałem sobie pewne azyle, które pozwalające na skromna życie.
J. R. :  Może to zbyt śmiała teza, ale wydaje mi się, że pierwsze powojenne pokolenie tarnowskich historyków powoli zaczyna się cofać do takich osobistych azylów. Czy widzisz wokół siebie, wokół historii, godnych następców?
M. T. : Tak się dzieje, ale powodów jest tyle ilu jest ludzi i niekoniecznie to my składamy broń. Tarnów miał wiele lat temu bardzo dobrą sytuację. Mieliśmy kilku świetnych i aktywnych historyków, co owocowało ogromem publikacji. Prowadziliśmy badania, pisaliśmy książki o Tarnowie. A dzisiaj? Nasze pasje zostały wycenione, ale kurs okazał się marny. Mamy mądrą młodzież, wykształconą i przygotowaną do badania historii, ale ta mądra młodzież oczekuje godnej zapłaty i jest problem. Dzisiaj historyk zatrudniony w muzeum zarabia mniej od nauczyciela.
J. R. : Mówisz o profesjonalistach, a obok są też pasjonaci, którzy odkrywają historię i badają ją bez żadnego wynagrodzenia. Czy nie sądzisz, że w tej grupie pojawia się największa pustka?
M. T. :  Nie. Być może tak to wygląda powierzchownie, ale zobacz ile jest stron internetowych zakładanych przez tych pasjonatów – to w większości młodzież. Wracając do poprzedniej kwestii, myślę, że rolą mojego pokolenia historyków jest recenzowanie przeróżnych interpretacji wydarzeń historycznych, czynionych nie zawsze w dobrym celu, ale też tworzenie dobrego klimatu wokół historii. Dlatego powinniśmy wspierać wspomnianych pasjonatów, a nie odcinać w zaciszu domowym kuponów od dotychczasowych osiągnięć.
J. R. : Jak to wszystko się zaczęło? Czy dochodzenie do dzisiejszej pozycji było trudne?
M. T. : Urodziłem się w Jeleniej Górze. W tamtych czasach ziemie odzyskane były dla wielu szansą na nowe życie, ale dla niektórych miejscem powolnej degradacji. Mój ojciec podczas okupacji był czynny w Armii Krajowej we Lwowie. Aby uchronić się przed represjami wstąpił do Ludowego Wojska i po zakończeniu wojny, jako oficer LWP, skierowany został do Jeleniej Góry. Niedługo później, w obawie przed ujawnieniem wojennej przeszłości, wystąpił o zgodę na wyjazd na budowę Nowej Huty, sztandarowej socjalistycznej inwestycji – tylko to umożliwiało wówczas wyjście do cywila. Udał się o zgodę na to do samego marszałka Roli-Żymierskiego, co było bardzo ryzykownym posunięciem, ale dało efekt. Przenieśliśmy się do Krakowa, a właściwie do Nowej Huty. W Krakowie ukończyłem Liceum Sztuk Plastycznych, po maturze nie dostałem się na studia i trafiłem na dwa lata do wojska. Moja kariera wojskowa miała nieco burzliwy przebieg, przerywany od czasu do czasu aresztem i innymi dowodami sympatii jaką okazywał mi ówczesny system. Z wojska, przed końcem służby, zdałem na Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu gdzie zostałem przyjęty. Studia w Toruniu to były dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem – obok zdobywania wiedzy zawodowej miałem okazję poznania wielu interesujących ludzi, zawarcia nowych przyjaźni, poznałem swoją żonę. Nie obyło się i tutaj bez przygód. Po skończeniu 2-go roku zostałem zatrzymany przez SB i oskarżony o założenie nielegalnej organizacji i próbę obalenia socjalistycznego ustroju. Co prawda wkrótce mnie zwolniono a prokuratura warunkowo umorzyła sprawę – miałem tylko odpracować „społecznie” pewną ilość godzin w Zieleni Miejskiej – ale SB wysłało dokumentację swoich ustaleń na temat mojej pozanaukowej aktywności do uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej. Miałem zostać usunięty z uczelni z tzw. „wilczym biletem”, czyli bez możliwości studiowania gdziekolwiek. Tego też domagała się pani będąca rzecznikiem Komisji, która mnie oskarżała. Pani owa tak żarliwie broniła socjalizmu przed takim szkodnikiem jak ja, że kiedy zostałem zawieszony na rok, uznała to za wyrok rażąco niski, odwołała się od niego, a kiedy Komisja Odwoławcza wyrok jednak zatwierdziła, poniosły ją emocje i wyszła trzaskając drzwiami bez wysłuchania uzasadnienia. Pani ta była asystentką w ówczesnym Zakładzie Prawa Karnego, nazywała się dr Alicja Grześkowiak. Po latach ta sama pani wzbudziła moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem  ją w roli marszałka senatu III RP.
J. R. : Czy nie za wiele jak na tak młodego człowieka?
M. T. :  Nie było tak źle i myślę, że to nauczyło mnie ważnej w zawodzie historyka pokory. Po studiach, pomimo teoretycznego obowiązku pracy, przez ponad rok nie mogłem znaleźć zatrudnienia, chociaż zjeździłem w tym celu całą Polskę. W komunizmie nie znano terminu „bezrobocie”, znano za to termin „kompresja etatów”.   Mieszkałem wówczas z żoną i córką w Bydgoszczy, w jednym mieszkaniu z teściami. W końcu, po wysłaniu kilku pism do ministerstwa, na które nie otrzymałem odpowiedzi, wybrałem się do Warszawy osobiście. W ministerstwie zrobiłem całkiem niezłą awanturę i, o dziwo, to poskutkowało – udało mi się w końcu załatwić pracę. Z ministerstwa podzwoniono to tu, to tam, co spowodowało, że byłem brany za protegowanego samego ministra. W ten sposób, po pewnych jeszcze perypetiach, z końcem 1978 r. znalazłem się wreszcie w Tarnowie.
J. R. : Wydaje mi się, że człowiek z takim życiowym bagażem powinien napisać bardziej obszerną książkę. Dlaczego tak mało? Powoduje to niedosyt u czytelnika, bo od dobrego autora wymaga się więcej.
M. T. : To wynika z możliwości finansowych wydawcy. Nie skończyłem jednak współpracy z portalem tarnowskieinfo.pl – zimą prawdopodobnie wrócimy do kontynuacji cyklu „Tarnowskie kroniki” i z pewnością pojawią się materiały na kolejną książkę. Historia Tarnowa daje takie możliwości. 
J. R. : Czy jest coś w twojej biografii co napawa cię wielką dumą?
M. T. : Owszem, głównie to, że udało mi się nauczyć moje córki już w dzieciństwie szacunku wobec przyrody i wspólnie przedeptać trochę lasów, gór i wąwozów.   .
J. R. : Porażki?
M. R. : Chyba niezrealizowane marzenia. Od czasów studenckich chciałem wykonać spływ od źródeł do ujścia Wisły, najpierw ze starszą córką, później z dwoma, ale zawsze jakiś powód stawał na przeszkodzie. Teraz chyba zrealizuję to marzenie i popłynę ale tym razem z wnuczką. Muszę tylko trochę poczekać, bo ma dopiero cztery miesiące.                                                            
J. R. : Dziękuję za interesującą rozmowę i w imieniu Gazety Krakowskiej życzę wszystkiego najlepszego z okazji sześćdziesiątych urodzin.


oprac.  Ryszard Zaprzałka


foto by Michał Stańczyk



poniedziałek, 23 listopada 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -