Blog > Komentarze do wpisu

-> Żona sędziego czyli korupcja po tarnowsku

Jerzy Reuter

   W połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku całą Polską wstrząsnęła wiadomość o wykryciu potężnej mafii korupcyjnej, która swoimi mackami oplotła najwyższe sfery prawnicze w kraju. Początkiem wielkiego śledztwa była kryminalna sprawa toczona przed tarnowskim sądem przeciwko małżeństwu Braunów oskarżonych o fałszowanie czeków bankowych. Prowadzący sprawę sędzia Stefan Łucki otrzymał poufny list od żony sędziego krakowskiego sądu Wandy Parylewiczowej, rekomendujący niewinność Braunów i zalecający łagodne traktowanie oskarżonych. Uczciwy sędzia powiadomił o tym bulwersującym fakcie prokuratora Patrońskiego, a ten wstrząśnięty treścią listu, będącego próbą ingerencji w niezawisłość sądów, zasugerował zwykłe fałszerstwo - przecież pani Parylewiczowa, osoba o nieposzlakowanym charakterze, takiej podłości dopuścić się nie mogła. Kilka dni później w trakcie towarzyskiej rozmowy dowiedział się od kolegi, że jeden z tarnowskich sędziów, Sanowski, skarżył mu się, iż mieszkanka Tarnowa, żona zacnego kupca Hinda Fleischerowa w imieniu pani Parylewiczowej nakłaniała go do przyjęcia łapówki. Obaj prokuratorzy zawiadomili przełożonego, prokuratora Stefana Szydłowskiego, a ten niezwłocznie zarządził śledztwo w sprawie Parylewiczowej i Fleischerowej.

gs

Kim była Parylewiczowa? Żoną sędziego Sądu Apelacyjnego w Krakowie i siostrą wieloletniego ministra spraw wewnętrznych, pułkownika, legionisty Bronisława Pierackiego. Swą pozycję zawdzięczała nie tylko powadze stanowiska męża, jednego z najbardziej wpływowych prawników w polskim sądownictwie. W 1932 roku, w którym dr Parylewicz objął stanowisko prezesa sądu apelacyjnego, rzuciła się wir działalności społecznej. Szybko trafiła do zarządów Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet, Stowarzyszenia Rodziny Urzędniczej i kilku innych stowarzyszeń.
   Zaczęło się od pożyczek. Wanda Parylewiczowa po awansie męża na sędziego zaczęła się zadłużać na lewo i prawo, u znajomych i osób przypadkowych, najpierw sumy niewielkie, 100-200 złotych, z czasem idące już w setki. Zawsze zastrzegała, że o pożyczkach nic nie może wiedzieć jej szanowny mąż. Lekką ręką wystawiała weksle, których jednak w terminie nie spłacała. Po pewnym czasie dług gonił dług, a  kolejne pożyczki zaspokajały spłatę poprzednich. Jednym z jej wierzycieli była poznana przypadkowo żona kupca z Tarnowa Hinda Fleischerowa. Parylewiczowa długo nie oddawała pieniędzy, aż w końcu przyciśnięta do muru zaproponowała, że spłaci pożyczkę, wykorzystując swe stosunki towarzyskie i wpływy męża w sądownictwie do załatwienia jej spraw w urzędach lub sądach. Sprytna Fleischerowa od razu wyczuła szansę zarobku w korupcyjnym pośrednictwie i zorganizowała grupę naganiaczy, która niemal w komplecie trafiła na ławę oskarżonych. Klientów nie brakowało. Asesor sądowy, Antoni Sanowski, chciał uzyskać nominację na sędziego grodzkiego - zapłacił. Izydor Fleischer chciał mieć pewność, że wygra sprawę sądową z Józefem Kiepholzem - zapłacił. Niejaki Norbert Kania godził się na łapówkę, by dostać posadę aplikanta sądowego. Sędzia Sądu Okręgowego w Bochni Marian Ożóg chciał przenieść się do atrakcyjniejszego prestiżowo i finansowo sądu – zapłacił. Kupiec z Rozwadowa Saul Fasten, słysząc, że jego przeciwnik w sądzie ma zapewnioną protekcję samej żony prezesa Parylewicza, zgłosił się do Fleischerowej i zaoferował więcej. Dziesiątki zdesperowanych podsądnych i interesantów ważnych urzędów szukały za pomocą pośredników z siatki Fleischerowej korupcyjnej protekcji u Parylewiczowej. Co więcej, Parylewiczowa prowadziła w tajemnicy przed mężem drugie życie finansowe. Choć sędzia Parylewicz osiągał wysokie dochody, jego żona wydawała tak wiele, że notorycznie tonęła w długach. Kontrola kasowa w Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet ujawniła, że przedstawiając sfałszowane pokwitowania, przywłaszczyła sobie wielką sumę 13 975 złotych, a  z kasy Stowarzyszenia Rodziny Urzędniczej udało się jej wyłudzić 1083 zł, też na sfałszowane pokwitowania.
   Przełom w śledztwie nastąpił po rewizji w domu Fleischerów, w trakcie której znaleziono wiele listów i poświadczeń, mówiących o działaniach korupcyjnych na dotąd niespotykaną skalę. Po aresztowaniu Fleischerowej i Parylewiczowej prokuratorzy przystąpili do rozpracowania tarnowskiej grupy i krakowskich powiązań obu pań. Pojawiło się wiele wątków. Próbowano oskarżyć sędziego Parylewicza i kilka osób z ministerstwa sprawiedliwości o to, że jakoby mieli sterować całym procederem zza biurek urzędników państwowych. Posypały się dymisje. Podsądni nie byli w stanie zaprzeczyć zeznaniom świadków, a waga tej sprawy i opinia publiczna domagała się wysokich kar.
    Ku zdziwieniu wszystkich sędziowie stanęli przed poważnym problemem. Wanda Parylewiczowa nigdy nie obiecywała wprost przekupienia sędziów, czy urzędników, jedynie mgliście dawała do zrozumienia, że coś zrobi, coś pomoże, a jako żona prezesa Parylewicza, może bardzo wiele. Co więcej, nigdy nie brała łapówek, lecz jedynie pożyczki. Jakby tego było mało, wnikliwe dochodzenie ustaliło, że żadna z interwencji Parylewiczowej nie odniosła skutku, a odnieść nie mogła, bo Parylewiczowa tak potężnych wpływów nie miała. Wśród nabitych przez nią w butelkę była jej wspólniczka Fleischerowa, którą Parylewiczowa miesiącami bezskutecznie mamiła obietnicą załatwienia koncesji na rozlewnię spirytusu.
   Do sądu zaczęły napływać anonimy, mówiące o czymś zgoła innym. Odezwali się ludzie, którym oskarżone załatwiły spodziewany wyrok, oraz poszkodowani przez sądy. Gdy śledztwo zaczęło skręcać w zupełnie inną stronę i śledczy zainteresowali się życiem kilku ważnych urzędników w Polsce, stała się rzecz niesłychana. Parylewiczowa zmarła. Oficjalny komunikat mówił o ciężkiej chorobie jaką nabyła w więzieniu, a dociekliwa prasa sugerowała działanie osób trzecich. Po wielu latach kilka współwięźniarek Parylewiczowej zeznało, iż ta do końca czuła się bardzo dobrze i nic nie zapowiadało śmierci, że Parylewiczowa zmarła nagle. Ktoś inny twierdził, że śmiercią samobójczą. Odejście głównej oskarżonej zatrzymało śledztwo w miejscu i pozwoliło sędziom zakończyć szybko proces.
   9 września 1937 roku, za kwadrans dwunasta, do największej sali rozpraw Sądu Okręgowego w Krakowie wkroczyli; przewodniczący składu sędziowskiego, prezes Sądu Okręgowego dr Franciszek Nowosielski, oraz sędziowie dr Wasilewski i Kronenberg. Nie zabrakło postaci z towarzyskiego świecznika Krakowa i Warszawy. Sala wypełniła się dziennikarzami z całej Polski.
   Sędzia Nowosielski ogłasza wyrok. Hindę Fleischerową skazuje na 3,5 roku więzienia z pozbawieniem praw obywatelskich i publicznych na lat 10. Jej męża i Esterę Farberową na rok więzienia. Dwoje kolejnych oskarżonych inkasuje wyroki jednego roku oraz 9 miesięcy więzienia, reszta zostaje z braku dowodów uniewinniona.
   Widownia jest zaskoczona łagodnością wyroków. Sędzia Nowosielski przystępuje do uzasadnienia. Rozprawia się z generalną linią obrońców, że skoro żadna z interwencji Parylewiczowej nie przyniosła pomyślnego rezultatu dla jej interesantów, to nie można mówić o przestępstwie, zatem i o karze. Sędzia przekonuje, że skoro prawo ma regulować życie społeczne narodu, to musi też odpowiadać woli narodu. A z całą pewnością wolą narodu polskiego jest przede wszystkim dobro państwa. Dobru państwa zaś niewątpliwie szkodzą podżegania do nadużycia władzy urzędowej w zamian za korzyści majątkowe. Zatem nie o protekcję tu chodzi, nie o wyłudzenie pieniędzy od osób prywatnych, lecz o przekupstwo najważniejszych funkcjonariuszy państwa.
   Usiłowanie wpływania na sędziów przez Wandę Parylewiczową, jako żonę przełożonego tych sędziów - grzmi sędzia Nowosielski - było niesłychanym zakusem ze strony bandy na niezawisłość sędziowską. Zakusy te wykazały bezskuteczność dzięki wielkiej odporności i dużej sile charakterów sędziów, którzy udowodnili niezawisłość polskich sądów.
   Sędzia rozprawia się też z powszechnymi plotkami, że rzeczywistymi organizatorami korupcyjnego procederu byli sędzia Parylewicz i wysocy urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości. Podkreśla, że śledczy i sędziowie wyjątkowo uważnie przeczytali i sprawdzili wszystkie z dziesiątków anonimów, w tym i te najbardziej nieprawdopodobne. Żadnych śladów, że poza Parylewiczową ktoś załatwiał korupcyjne protekcje dla bandy Fleischerowej, jednak nie znaleziono - kończy sędzia.
/ za W. Kalicki „Tarnowska ośmiornica” /


Jerzy Reuter
(Gazeta Krakowska)



poniedziałek, 26 października 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -