Blog > Komentarze do wpisu

-> Panie Boże uczyń mnie poetą… czyli Nike 2009

…z językiem trzeba twardo -  jest jaki jest kawałek drewna którym się podpieramy i posiłkujemy po drodze.

E. Tkaczyszyn - Dycki


Ostatnie miesiące roku to jak zwykle deszcz nagród literackich. W najbliższy czwartek poznamy laureata Nagrody Nobla w dziedzinie Literatury. Wczoraj wieczorem, w niedzielę 4 października rozstrzygnęły się losy chyba najbardziej prestiżowej nagrody literackiej w Polsce - Nagrodę Literacką Nike 2009 otrzymał Eugeniusz Tkaczyszyn - Dycki za „Piosenkę o zależnościach i uzależnieniach". To trzecia, po "Chirurgicznej precyzji" Stanisława Barańczaka i "Zachodzie słońca w Milanówku" Jarosława Marka Rymkiewicza książka poetycka, która wygrała Nike. Wśród siedmiu tegorocznych finalistów nagrody było pięć powieści, jeden tom wierszy i jeden zbiór reportaży: "Gesty" Ignacego Karpowicza, "Pałac Ostrogskich" Tomasza Piątka, "Królowa tiramisu" Bohdana Sławińskiego, "Fabryka muchołapek" Andrzeja Barta, "Bambino" Ingi Iwasiów, "Piosenka o zależnościach i uzależnieniach" Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego oraz "Gulasz z turula" Krzysztofa Vargi. Nike jest nagrodą za najlepszą książkę roku. Przyznawana jest zawsze w pierwszą niedzielę października. Zwycięzca wyłaniany jest w trzech etapach. Pierwszy to 20 nominacji, drugi to wybór siedmiu finalistów. Decyzję o przyznaniu nagrody jury podejmuje w dniu jej wręczenia. Zwycięskie dzieło wybrało jury pod przewodnictwem Grażyny Borkowskiej, w składzie: Edward Balcerzan, Tadeusz Bradecki, Kinga Dunin, Tomasz Fijałkowski, Marcin Król, Dariusz Nowacki i Marta Wyka. Laureat nagrody otrzymał statuetkę Nike dłuta prof. Gustawa Zemły i czek na 100 tys. zł. Fundatorami Nagrody Literackiej Nike są "Gazeta Wyborcza" i Fundacja Agory. Nike 2009 dla „Piosenki o zależnościach i uzależnieniach" - dziewiątego tomu wierszy Tkaczyszyna-Dyckiego – to dla wielu werdykt nieoczekiwany. W finałowej siódemce znalazły się w tym roku świetne, obstawiane przez kibiców Nike powieści i eseje. Jednak dla tych, którzy znają wiersze 47-letniego poety, a także tych, którzy mieli okazję słuchać jego hipnotycznych melorecytacji, kiedy Dycki zwany przez sympatyków jego poezji "Dyciem" odprawia swój teatr - dla nich wszystkich decyzja jury jest wyjątkowo trafna, choć śmiała. Ale taka już jest tradycja tej nagrody. Tkaczyszyn-Dycki – poeta świadomie pozostający na obrzeżach oficjalnego życia literackiego w sobie tylko właściwy sposób łączy archaizmy niczym z Biblii Wujka z językiem całkiem potocznym, tworząc wyjątkowe piosenki o śmierci. Ich melodyjność ujawnia się szczególnie gdy czyta je sam autor. Barwa głosu, wystrój dźwiękowy tej liryki jest niepowtarzalny. Przypomina chrapliwe zawodzenie liry korbowej, albo monotonny ruch smyczka w obie strony - z którego wysnuwa się nieskończona, urozmaicona, wariacyjna muzyka. To jest, mówiąc fachowo, wiersz meliczny, podobny do archaicznych utworów poetyckich, śpiewanych a nie recytowanych. W polskiej poezji powojennej tylko trzech poetów tak ostentacyjnie wykorzystywało jako materię poezji sam timbre swojego głosu: Stanisław Grochowiak, Rafał Wojaczek i właśnie Tkaczyszyn-Dycki. Poeta jest obsesyjnie autobiograficzny, bezustannie opisuje granice duszy, tak jak geograf opisuje granice nieznanej ziemi. Porusza się po niewielkim obszarze i niestrudzenie kreśli pejzaż wewnętrzny, pejzaż własnego doświadczenia, którego podstawowym paradygmatem jest śmierć. – „Piosenkę o zależnościach i uzależnieniach” napisałem - mówił w filmie towarzyszącym ceremonii wręczania Nike w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego - bo uznałem, że jestem winny powiedzenia prawdy, której nie mogłem wcześniej wyrazić. Jestem szczęśliwy, kiedy zapominam o matce, którą przecież kochałem, a która miała mnie za złego syna; kiedy mogłem się uwolnić od jej świata, jej istnienia, jej alkoholizmu, jej schizofrenii, jej choroby...



Tegoroczny laureat Nagrody Literackiej Nike 2009 Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki urodził się w 1962 w Wólce Krowickiej k. Lubaczowa. Jest autorem dziewięciu tomów poezji oraz zbioru krótkich próz drukowanych cyklicznie w czasopiśmie Kresy. Laureat m.in Nagrody Literackiej im. Barbary Sadowskiej (1994), Nagrody Niemiecko-Polskich Dni Literatury w Dreźnie (1998), Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Jest także pierwszym w historii Nagrody Literackiej Gdynia jej podwójnym laureatem. Obie nagrody przyznano mu w kategorii poezja, najpierw w 2006 roku za tomik Dzieje rodzin polskich, a w 2009 za zbiór Piosenka o zależnościach i uzależnieniach, za który dostał także Nike 2009. Wielokrotnie nominowany do Paszportu Polityki. Skupieni wokół pisma Ha!art młodzi krytycy poświęcili Tkaczyszynowi-Dyckiemu książkę Jesień już Panie a ja nie mam domu. Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki i krytycy. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Jego poezja, łącząca w niepowtarzalny sposób tradycję (m.in metafizycznej poezji baroku) ze współczesną dykcją doczekała się wielu recenzji i opracowań. Poeta łączy w swej poezji nie tylko fascynację konceptualizmem, marinizmem, ale także nadaje swym wierszom muzyczność i nacechowanie filozoficzne.

Warto przypomnieć, że swoją prywatną nagrodę przyznał kiedyś Tkaczyszynowi-Dyckiemu Czesław Miłosz. Dycki jest także dwukrotnym laureatem nagrody Gdynia (w 2006 r. za "Dzieje rodzin polskich" i w tym roku za ten sam tom, który otrzymuje teraz Nike).

Studiował polonistykę w Lublinie, gdzie wraz z Andrzejem Niewiadomskim założył grupę literacką "Kresy", był też wśród założycieli pisma literackiego o tym tytule. Nakładem "Kresów" ukazał się jego debiutanci tomik "Nenia i inne wiersze". Kolejne książki to m.in.: "Peregrynarz", "Młodzieniec o wzorowych obyczajach", "Liber mortuorum", "Kamień pełen pokarmu", "Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od miejsca zamieszkania", "Daleko stąd zostawiłem swoje dawne i niedawne ciało", "Przyczynek do nauki o nieistnieniu".

Tkaczyszyn-Dycki pochodzi ze wsi spod Lubaczowa. Choć od lat mieszka w Warszawie, kresy polsko-ukraińskie są jego literacką ojczyzną. Tam "dzieje się" większość jego wierszy. "Czytając jego wiersze jak mapę - pisze Agata Piecuch - można pojechać w ciemno w okolice Lubaczowa i odnaleźć miejsca, które opisał". Choć jak sam mówi, pierwszą polską książkę przeczytał jako szesnastolatek, jest zanurzony w polszczyźnie - dawnej i nowej, wysokiej i niskiej, wyrafinowanej i potocznej, grubej, obscenicznej.

Sięga do polskiego baroku (Sęp-Szarzyński, poezja nagrobnych epitafiów), do psalmów i modlitw. Jak podkreśla Śliwiński, brał też lekcje u XIX- i XX-wiecznych poetów niższego rzędu, "mistrzów lokalnych osobliwości". Ale i współczesne gazetowe nekrologi należą do ulubionych jego lektur, bo - jak pisze autoironicznie - są "czymś więcej aniżeli współczesna poezja/ polska na którą nikt się nie rzuca."

"Wielki, osobny głos" - mówią krytycy. Osobny, bo nie należący do żadnego współczesnego nurtu, rozmijający się ze swoim brulionowym pokoleniem. Nie udzielający wywiadów, co najwyżej czytający swoje wiersze. Nie dowiemy się, jakie ma poglądy ("opuściło mnie natchnienie - ironizuje - i nie napisałem wiersza o wydźwięku/ politycznym (choć wokół szerzy się/ dziki kapitalizm"). Jest osobny, ale bliższy potoczności i tzw. zwykłemu człowiekowi, niż się na pierwszy rzut oka zdaje. Nie jest hermetyczny, przeciwnie - dostępny dla każdego, kto sięgnie do jego poezji lub jej posłucha z estrady, na którą wychodzi zwykle ubrany w kaptur. Wielbicieli Dyckiego - "polskiego Villona" - przybywa. Jego poetyckie frazy takie jak "kamień pełen pokarmu" czy "jesień już, Panie, a ja nie mam domu" weszły już do językowego obiegu. Jest to poezja ulicy, dworca, która zarazem ma w sobie skargę psalmu, wołania z głębokości, de profundis: "Panie Boże ukrywający twarz w twarzy/ Maryi przed każdym kto żądał Cię widzieć/ i wzywał do wstawiennictwa najpóźniej/ dzisiejszej nocy uczyń mnie uczyń poetą".

O Dyckim mówi się, że pisze wciąż jeden wiersz. W tej powtarzalności jest metoda. Powtórzenia Dyckiego atakują to, co niemożliwe do wyrażenia. W swojej laudacji przewodnicząca tegorocznego jury Nike prof. Grażyna Borkowska zwracała uwagę, że charakterystyczne "dyckie" powtórzenia pozwalają "zobaczyć to, co w pierwszej lekturze było niedostatecznie czytelne: wszechobecność śmierci, która jest - mówiąc językiem Celana i Różewicza - mistrzem poetyckiego rytuału".




Oto pełny tekst tej laudacji, który cytujemy za Gazetą Wyborczą.

Laudacja prof. Grażyny Borkowskiej – przewodniczącej jury Nike 2009:
Poezja Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego uruchamia różne kody literackie, lecz w żadny tych kodów (wzorów mówienia) nie wyczerpują się jej znaczenia i sensy. Jest to poezja autobiograficzna, bo nie brak w niej odniesień do faktów potwierdzonych w biografii autora (choroba, śmierć matki, doświadczenie homoerotyczne), ale jest to także poezja wyraźnie wystylizowana - na dawność, barokowość, Villonowską nutę, "portret trumienny". Stylizacja ta jest szczególna, nie oddala od biografii, nie zaciera jej tropów, nie łagodzi traumy istnienia, ale pozwala do faktyczności życia wracać - w rytm tak lubianych przez poetę albo natrętnie uruchamianych - powtórzeń. Pozwala wracać i pozwala zobaczyć to, co w pierwszym porządku, w pierwszej lekturze było niedostatecznie czytelne: wszechobecność śmierci, która jest tutaj - mówiąc językiem Celana i Różewicza - mistrzem poetyckiego rytuału.

Gdyby nie było śmierci, nie byłoby poezji: "daj mi słowa abym kres/ nazwał umiejętnie kresem/ i w nim tańczył (żebym/z radością zatoczył koła/ które będą kołami nicości)". Ale może należałoby powiedzieć mocniej: poezja nie tylko nie obłaskawia śmierci, nie rekompensuje jej żniwa, nie pociesza i nie ocala. Poezja afirmuje nicość, więcej - umożliwia ją. Mówienie - tak uczy Blanchot i inni - odwołuje się do dystansu wobec rzeczywistości, opiera się na negacji, na pustce. Żeby mówić, trzeba zrobić krok do tyłu, wycofać się, przyjąć wobec rzeczywistości określoną pozycję. Trzeba dobrze uzmysłowić sobie to usytuowanie podmiotu mówiącego, wpisane w jego kondycję odczucie pustki (śmierci), by rozumieć poezję Tkaczyszyna-Dyckiego i jej poszczególne konstatacje: "zatrzymuję się/w pobliskim hoteliku i uskarżam na pustki", "współczesna poezja polska to nekrologi", a szczególnie wiersz X tomu "Piosenka o zależnościach i uzależnieniach" zaczynający się od incipitu: "z językiem trzeba twardo". Język "to glina/ udręczona tchnieniem/ Pana Boga i każdego z nas gdy brak tchu". Jest to wspaniały wiersz na miarę największą: pokazuje miejsce poezji, zawsze na krawędzi, między pustką umożliwiającą w ogóle mówienie, stanowiącą warunek mowy, a śmiercią, która wobec tamtej pustki pełni, jak się możemy domyślać, funkcję matrycy, pustki pierwszej, jeśli można by tak powiedzieć na wzór określenia materia pierwsza. W ten sposób poezja okazuje się działaniem paradoksalnym, niemożliwym, kontradyktoryjnym (im więcej mówię, tym więcej pustki się odsłania), co poeta wydobywa w innym dwuwierszu: "istotą poezji jest nie tyle zasadność/ co bezzasadność napomknień i powtórzeń".

Ale jeśli jednak trwa, jeśli pisanie jest możliwe, to musi mieć swoją cenę. Pokonywanie fundamentalnej niemożności wiąże się z poważnym ryzykiem psychicznego i fizycznego wyczerpania. Wiersze-piosenki Tkaczyszyna-Dyckiego pisane są pod ciemnym słońcem melancholii, "w słońcu ciemności", jak powiada sam poeta. Poezja jest tu losem i wyzwaniem. Modlitwa ostatniego wiersza: Panie Boże, uczyń mnie poetą - została wysłuchana. Mamy poetę, a on swoje miejsce w polskiej literaturze.


oprac. w oparciu o zasoby internetowe
Ryszard Zaprzałka



środa, 07 października 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -