Blog > Komentarze do wpisu

-> Ich troje „W windzie” firmy „Pilawa”

A konkretnie aktorskie trio w składzie Jolanta Januszówna, Przemysław Sejmicki oraz Mariusz Szaforz, którzy rzecz całą wyreżyserował. Mowa o najnowszej, a pierwszej na „wychodztwie” premierze, a dokładnie prapremierze, tarnowskiego teatru w nowym sezonie 2009/20010, jaką na świeżo wyremontowanej scenie Pałacu młodzieży dano w sobotę 26 września. To nowy projekt dyrektora teatru powstały w ramach sceny inicjatyw aktorskich, czyli pomysłów na autorskie zaistnienie na scenie aktorów Solskiego. Sądząc po pierwszych efektach może to być ciekawa propozycja dla widzów i nowe doświadczenie dla aktorów. Dla porządku odnotujmy jeszcze, iż scenografia oraz opracowanie muzyczne są dziełem Grzegorza Janiszewskiego do niedawna pierwszego pełnoprawnego pełnomocnika, czyli mówiąc normalną a nie urzędniczą nowo – mową, zastępcy dyrektora teatru Edwarda Żentary. O tym, że relację pomiędzy obu panami nie są najlepsze najlepiej świadczyła popremierowa celebra, podczas której wszyscy twórcy serdecznie się ściskali i wpadali sobie w ramiona z wyjątkiem wyżej wymienionych, wyraźnie siebie unikających. Zaś tytułowa „Pilawa” to istniejąca naprawdę kołobrzeska firma zajmująca się windami, o której co i rusz mowa w spektaklu, będąca głównym sponsorem przedstawienia, a której przedstawicielka osobiście zaszczyciła tarnowską premierę. „W windzie” Jana Stępnia – człowieka o wielu twarzach: poety, prozaika, dramaturga, rzeźbiarza i rysownika, wegetarianina i bioenergoterapeuty (psychotronika), prywatnie męża znanej feministki i profesor filozofii, senator Marii Szyszkowskiej, z którą mieszka w Nałęczowie, to kilkadziesiąt minut niezłej zabawy, prostej i niewymagającej od widza żadnego pogłębionego procesu myślowego. I trochę szkoda, że ten iście renesansowy twórca i obywatel świata, autor m.in.: „Pajęczyny”, „Pulsowania”, „Łaknienia”, „Końca świata”, którego twórczość tłumaczono na język niemiecki, arabski i esperanto, tak łopatologicznie skonstruował fabułę „Windy”, że jej finałowa puenta znana jest właściwie od początku. A może to błąd w sztuce reżyserskiej świetnego tarnowskiego aktora Mariusza Szaforza. Nie mniej zabawne perypetie bardzo wyrównanej aktorsko trójki bohaterów zamkniętych w popsutej windzie ogląda się z relaksującą przyjemnością. I chociaż niektórzy recenzenci nie zostawiają suchej nitki na spektaklu, pisząc m.in. „Sztuki takie, jak „W windzie” Jana Stępnia w reżyserii Mariusza Szaforza powinno się obowiązkowo pokazywać na warsztatach teatralnych... Oczywiście ku przestrodze. W tej rzekomo „komediowej” sztuce nic – od fatalnego plakatu rozlepionego na billboardach, po miałkie dialogi – nie jest gustowne, intelektualnie ożywcze ani dowcipne. Owszem, można się pośmiać, ale z nieudolnych pomysłów twórców tego kiczowatego widowiska. Bohaterowie są zbyt niewiarygodni, sztuczni, przerysowani i pretensjonalni. Dominuje powierzchowność, nuda, puste słowa i nic nie znaczące gesty...” (CN portal inTARnet.pl) - my tak nie uważamy. Jeżeli umiemy spoglądać na otaczający nas świat – dywaguje z kolei autor sztuki - to dostrzegamy, że w naszym życiu smutek miesza się z radością, a nawet z komizmem. Wiedzę o ludziach dostarczają nam sytuacje skrajne. W nich rysuje się nasze prawdziwe oblicze. Jesteśmy bardziej autentyczni, tacy jak bohaterowie sztuki „W windzie”, jeśli nie wiemy kto kim jest, jakie zajmuje stanowisko. W komedii tej pokazuję osoby osadzone w czasie teraźniejszym. Winda w pewnej chwili zatrzymuje się. Jadący w niej, zaniepokojeni awarią, zmuszeni są do przerwania stanu pośpiechu, który znamionuje życie nie tylko bohaterów tej sztuki. Mając niesprawne telefony komórkowe z konieczności zaczynają rozmawiać ze sobą. Wytwarza się swoista wspólnota odmiennych indywidualności w przypadkowo wytworzonej sytuacji. Towarzyszą jej komiczne spięcia”. A więc proszę nie bać się tej windy! Wprawdzie zatrzymuje się między piętrami, ale wreszcie rusza i uwięzieni w niej zaczną, być może, nowe, ciekawsze życie – zachęca Jan Stępień.


O czym rozmawiają ze sobą w Polsce kobieta i dwóch mężczyzn zamknięci w zepsutej windzie na wysokości kilku pięter? Oczywiście o lustracji, stosunku do homoseksualizmu i wegetarianizmu, pracy zawodowej, która nie przynosi satysfakcjonujących dochodów i o tym, że źle jest siedzieć przez kilka godzin w zepsutej windzie. Tekst Jana Stępienia nie jest wielką literaturą, ale twórcy tarnowskiego spektaklu „skroili” z niego całkiem sympatyczne przedstawienie.

„Nie było to wcale zadanie banalnie proste – jak napisano w jednej z recenzji - gdyż niebezpieczeństwa były dwa. Pierwsze wynikało po trosze z tekstu, w którym wszystko jest jasne już po kilku minutach, i ze spokojem możemy oczekiwać końca, świadomi, że próby zaskoczenia widzów przez autora nie mają prawa się udać. Drugim była pokusa „poszarżowania” przez aktorów w konkursie z cyklu - które z nas najbardziej rozśmieszy publiczność? Na szczęście i z tym drugim tarnowscy wykonawcy sobie poradzili. Najbardziej skłonność do farsowego stylu widoczna jest u Mariusza Szaforza, ale w tym przypadku jest ona jak najbardziej na miejscu. Zupełnie inną postać stworzył natomiast Przemysław Sejmicki – poważny i dojrzały, choć także zabawny, gdy było to potrzebne. Publiczność, przynajmniej na spektaklu, który obejrzałem, bawiła się nieźle, choć jak zwykle gdy w teatrze śmiejemy się z kłopotów bohaterów, śmiejemy się z samych siebie.”


Z kolei Maria Szyszkowska tak widzi dokonania swojego męża: sztuki teatralne Stępnia, jego powieści, wiersze, rysunki oraz rzeźby powstają w następstwie naszych dyskusji filozoficznych i są wyrazem obrony przed światem pojęć. Jan Stępień penetruje psychikę człowieka i odsłania niedyskretnie to, co nieraz pragniemy przed sobą zataić.


Współczujmy idealistom – cierpią za miliony… To życiowe i artystyczne credo tego znanego małżeństwa: eterycznej feministki i filozofa prof. Marii Szyszkowskiej oraz terapeutycznego poety i rysownika Jana Stępnia, którzy zresztą nie po raz pierwszy przebywali w Tarnowie. 17 lutego 2009 r. gościli w  restauracji – galerii „Pasaż”, na zaproszenie tarnowskiego oddziału Stowarzyszenia Społeczno – Kulturalnego „Kuźnica” w Krakowie. Ale wtedy to nie pani profesor ale jej utalentowany mąż był bohaterem tamtego wtorkowego wieczoru. Otóż w „Pasażu” pokazał on interesującą kolekcję swoich rysunków, które nieco przekornie nazywa ludzikami. Wernisaż tej kameralnej ekspozycji zgromadził znakomite grono gości, tarnowskich przyjaciół prof. Marii Szyszkowskiej (swego czasu promowała w tarnowskim teatrze jedną ze swoich książek), jak również wielbicieli artystycznych talentów jej małżonka Jana Stępnia. Rolę gospodarza pełnił wówczas, obecny i teraz u boku państwa Marii Szyszkowskiej i Jana Stępnia  znany lokalny dziennikarz i działacz społeczny Tadeusz Mędzelowski. To moja pierwsza wystawa w Tarnowie – zwierzał się w wówczas w „Pasażu” Jan Stępień – jestem bardzo szczęśliwy, że dzięki „Kuźnicy” mogłem pokazać swoje rysunki mieszkańcom tego miasta. „Ludziki” powstają pod wpływem myśli, która pojawia się w głowie i mam potrzebę przelać ja na papier. A rysowanie i rzeźba są dla mnie bardziej naturalnym sposobem wypowiadania się niż pisanie. Rysowanie wynika z potrzeby duszy, a do pisania muszę się zmusić… . Swoje „człowieczki” Jan Stępień tworzy od kilkunastu lat, a od kilku prezentuje na wystawach. Jak podkreśla, każdy „ludzik” jest inny, niepowtarzalny. Pozornie podobne do siebie, różnią się wyrazem twarzy, ale zawsze są pogodne i ciepłe. W przeciwieństwie do moich utworów, które zwykle są poważne i smutne – dodaje. Aktualnie wyrafinowane rysunki Jana Stępnia można znaleźć na łamach m.in. Trybuny Ludu, którymi ilustruje „wyzwolone” felietony swojej żony Marii Szyszkowskiej, jak również w czasopiśmie „Medycyna dla Ciebie” i wydawanym w Wiedniu polonijnym „Jupiterze”.
Myślę, iż nie narażę się naszym gościom twierdząc, iż Jan Stępień nie byłby tym kim jest, gdyby nie obecność przy jego boku tak niezwykłej kobiety, jak Maria Szyszkowska. Pani Profesor kieruje Zakładem Filozofii Polityki w Polskiej Akademii Nauk. Specjalizuje się w filozofii prawa i kultury, ale szczególnie interesuje ją człowiek. Jest autorką wielu książek o filozofii życia, m.in. „U źródeł współczesnej filozofii człowieka", „Człowiek wobec siebie i wobec innego". Jej ulubionym filozofem jest Kant. Pani Profesor nosi romantyczne suknie, uwielbia taniec i bardzo ceni przyjaźń. Jana Stępnia najlepiej charakteryzuje jego własny aforyzm: „Czuję, więc jestem". Ale jak oboje twierdzą istotne jest, by zaakceptować samego siebie. Te i inne złote aforyzmy Marii i srebrne myśli Jana, które w dodatku ciekawie sam zilustrował, znaleźć można w ich wspólnym zbiorku „Zamyślenia”. Oto niektóre z nich: Trzeba umieć pragnąć. I trzeba umieć żądać. Wtedy dopiero można oczekiwać spełnienia.
Najważniejsze - być sobą, a nie istotą stadną, która czuje się bezpieczna tylko wtedy, gdy żyje tak samo jak inni. Współodczuwanie jest istotniejsze dla porozumiewania aniżeli współzrozumienie.
Prywatnie mąż Pani Profesor przyznaje, że żona jest źródłem jego natchnień, a żona często w swoich filozoficznych esejach cytuje męża.


Na koniec oddamy głos reżyserowi premierowej „Windy” Mariuszowi Szafarzowi:
„Jana Stępnia interesują różne gatunki literackie i z powodzeniem je realizuje. Z wielką troską przygląda się relacjom między ludźmi i stara się je przekazać. Nie poucza odbiorcy - co niezwykle istotne - a jedynie zwraca uwagę na najważniejsze aspekty. - Zapraszam serdecznie na ten tytuł. Jan Stępień, za pomocą życzliwej ironii, stara się pokazać trochę prawdy o człowieku, o jego pięknie i brzydocie. Życzę wszystkim oglądającym mądrej refleksji.

„A zatem panie i panowie prezesi, dyrektorzy, księgowi, sekretarki i wszyscy, którym się wydaje, że to na ich barkach spoczywają losy przynajmniej połowy świata – zróbcie sobie kilkudziesięciominutową przerwę w ratowaniu tegoż świata przed katastrofą i wybierzcie się na spektakl „W windzie” do Pałacu Młodzieży w Tarnowie.” To coś w sam raz na jesienną chandrę.


Ryszard Zaprzałka


foto by Paweł Topolski




piątek, 02 października 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -