Blog > Komentarze do wpisu

-> Artyści z piekła rodem

Taka konstatacja przychodzi na myśl po obejrzeniu najnowszej ekspozycji w tarnowskiej Galerii „Hortar”, prowadzonej przez znaną rodzinę przedsiębiorców i mecenasów sztuki państwa Kopczyńskich. Jej oficjalny wernisaż odbył się w ostatni czwartek 22 października i zgromadził całkiem spore grono koneserów dobrej sztuki, bowiem tylko taka preferują właściciele tej oryginalne prywatnej galerii sztuki. Na wystawie obejrzeć można obrazy jednego z najciekawszych współczesnych malarzy polskich Hugona Laseckiego i szalone „witkacowskie” rzeźby Kazimierza Kalkowskiego. Obaj artyści pochodzą z Pomorza i obaj są absolwentami Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Dzieli ich wiele, ale łączy groteskowe spojrzenie na świat. Który z nich jest bardziej szalony i „diabelski” to kwestia otwarta. Hugon Lasecki, który debiutował pod koniec lat pięćdziesiątych, bardzo wcześnie określił kierunek swoich malarskich poszukiwań.  Jego prace charakteryzuje nostalgiczna aura; szczególnie te przedstawiające małe miasteczka i dzieci, jakby pozujące artyście, całość zaś sprawia wrażenie scen przywołanych z pamięci. Podstawowymi środkami wypowiedzi w wielu jego obrazach stanowią delikatny rysunek wydobywający postacie z ciemnego tła i bogata kolorystyka. Dynamiczna i zarazem nonszalancka kreska, inspirowana niejako naskalnymi inskrypcjami, tworzy uogólniony, niejednoznaczny wizerunek sylwetek  i przedmiotów. Przesycone intensywnymi barwami płótna, z których nieśmiało wynurzają się postaci ludzkie i zwierzęce, bogata charakterystyka i oniryczne wizje malarskie, a wszystko to oparte na perfekcyjnym warsztacie, to paradygmaty twórczości Hugona Laseckiego. Oglądając jego obrazy w Galerii „Hortar”  warto pamiętać o tym, że Hugon Lasecki jest nie tylko znakomitym malarzem, ale też poetą. Jego prace cechuje charakterystyczna dla liryki ulotność, niejednoznaczność i nasycenie symboliką, a także przemieszanie elementów zapożyczonych z realnego świata i nieuchwytnych marzeń sennych. Z kolei Kazimierz Kalkowski już swoim wyglądem jakby dopełnia swoją twórczość, stając się jedną z postaci swoich szalonych rzeźb. Spiczasta bródka, zapleciona w warkoczyk, ozdobiona drapieżnym srebrnym pazurem, wschodnia czapeczka. Maska, przebranie, żart. Dystans, pancerz, drwina. Świadoma autokreacja.  Stylem Kalkowski przypomina wielu innych twórców, a jednocześnie do nikogo nie jest podobny- jedyny w swoim rodzaju. Z chaosu skojarzeń niekończącej się i porywającej wędrówki po labiryncie źródeł, inspiracji- wyłania się spójny światopogląd, wyrażony uniwersalnym, wszędzie zrozumiałym językiem. Kluczem pomocnym w okiełznaniu i rozszyfrowania żywiołu twórczego Kalkowskiego jest groteska. W swej oryginalne twórczości jest „przewrotny, lecz szczery”. Przyznaje się do świadomego moralizowania. „Wkurzam się, buntuję, wymądrzam i poważnie traktuję widza, starając się sumiennie wykonać pracę”. Przedstawia siebie w koronie, jak karnawałowego króla, typową groteskową postać mądrego błazna. To pełna autoparodii metafora porównująca artystę do prześmiewcy i przewodnika. Szaman w masce, satyr- faun, szatan, arlekin, klown cyrkowy, bohater burlesek, robot, przewrotny mentor. Kalkowski pięknie kontynuuje tradycje, nawiązując swoją rzeźbiarską twórczością do włoskiej majoliki, naczyń i przedmiotów ozdabianych bogatą dekoracją plastyczną w XVIII wieku przez Palissy’ego czy fajansowych wyrobów produkowanych od początków XVII wieku w Holandii przede wszystkim w Delftach (między innymi instrumentów muzycznych, które również wykonuje - tworzy Kalkowski).Prawdopodobnie inaczej wyglądałoby jego życie, gdyby nie wybitny nauczyciel, profesor Kazimierz Ostrowski. „Prawie tata, Kachu”, jak ciepło go wspomina, oraz jego przyjaciel, nieżyjący już Edward Roguszczak, wybitny polski ceramik o międzynarodowej renomie. To dzięki nim Kazimierz Kalkowski dołączył do elity polskich ceramików i znalazł się w światowej czołówce tej dziedziny sztuki.



Hugon Lasecki urodził się w 1932 roku w Grudziądzu. Studia odbył w PWSSP w Gdańsku. Dyplom zrobił w pracowni prof. S. Borysowskiego. W gdańskiej PWSSP pracował od 1962 roku, a od 1986 prowadził dyplomującą Pracownię Malarstwa. Tytuł profesora zwyczajnego otrzymał w 1994 roku. Uczestniczy w wielu krajowych i zagranicznych wystawach zbiorowych m.in.: w Pradze, Bukareszcie, Sztokholmie, Helsinkach, Bremie, Lubece, Kopenhadze, Barby, Zwingenbergu, Avallon, Reims, Chafeaux, Paryżu, Lahti, Turku, Houston, Siegen, Landfeld, Siegburgu.

Hugon Lasecki jest jak wino - im starszy, tym lepszy - mówi o nim jeden z krytyków Wojciech Zmorzyński. - Jego prace z ostatnich kilku lat zachwycają bogactwem formalnym i fakturowym.
I rzeczywiście, trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić. Niezwykłe prace tego artysty kontemplować można praktycznie bez końca. Mnóstwo postaci, kipiących życiem kolorów, niejednoznacznych symboli, zapętlonych, rozedrganych linii, z których wynurzają się kolejni bohaterowie - w ten sposób Lasecki tworzy swoje malarskie opowieści. Warto przyjrzeć się im dokładnie, bowiem niezwykle istotną cechą tego malarstwa jest jego misterna faktura, zauważalna przy bliższym kontakcie z dziełem. Poprzez nakładanie wielu warstw farb olejnych i akrylowych artysta uzyskuje specyficzną tkankę malarską, w których rzeźbi niczym w plastelinie, tym samym wzbogacając swoje obrazy o dodatkowy wymiar.

Niezwykle oryginalne są jego prace z pogranicza rzeźby i malarstwa, zatytułowane "Koryta". Za tworzywo artystyczne posłużyły mu w tym wypadku oryginalne, wiejskie koryta, odpowiednio oczyszczone i zakonserwowane. To w ich wnętrzu Lasecki umieszcza elementy swojej wizji świata- czy jest to pejzaż z martwym koniem, czy wnętrze sklepu, na półkach którego stoi „wino Prałata" i „woda Prałata".



Kazimierz Kalkowski (rocznik 1954) także studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Dyplom (1981) uzyskał w pracowni prof. Kazimierza Ostrowskiego. Uprawia malarstwo, rysunek, rzeźbę. Na swoim koncie ma kilkadziesiąt wystaw indywidualnych w kraju i za granicą (w Niemczech, USA, Belgii, Luksemburgu), oraz liczne wystawy zbiorowe. Laureat nagród, m.in.: Grand Prix Triennale Sztuki Sopot, 1990, Złoty Medal w Monachium, 1993. Ważniejsze jego realizacje to: witraże, około 500 m kw, rzeźby w kościele w Gdańsku-Przymorzu; stacje drogi krzyżowej w kościele w Straszynie. W dorobku artysty jest udział w 50 wystawach indywidualnych i ponad 30 zbiorowych w kraju i zagranicą. Obecnie mieszka i pracuje w Gdyni.  uczestnik licznych pokazów zbiorowych.

Interesująco na temat twórczości Kazimierza Kalkowskiego dywaguje Monika Nowak:
„W twórczości Kalkowskiego (rocznik 1954) dominują świetne współgrające z przesłaniem artysty rzeźby. A wszystko sprawił przypadek, los. Zmuszony sytuacją finansową(ślub i narodziny syna), student uczelni artystycznej w Gdańsku zaczyna wytwarzać kubki. Nieudolnie, bo wypalane przyjmują dziwaczne i koślawe kształty, które jednak inspirują. Porażka z czasem przeobraża się w sukces. Pojawiają się formy większe, na przykład kominek, a wreszcie samodzielne rzeźby.
Początkowo materiałem była glina, ale na międzynarodowym plenerze w Wałbrzychu artysta zetknął się z porcelaną. Z duma podkreśla, że tylko determinacja, cierpliwość i upór(dusza wynalazcy) doprowadziły do udoskonalenia technologii do tego stopnia, iż stała się własna. Pozwala cyzelować detal bez obawy, że rozpadnie się w trakcie obróbki cieplnej. Nowatorskie osiągnięcie, majstersztyk.

A praca jest tytaniczna, wymaga precyzji i siły. Przygotowuje się masę do formatowania, kształtuje ją i mokrą (to niezwykłe) wypala - często wielokrotnie, gdy pokrywana jest szkliwem - w wysokiej temperaturze (800 stopni Celsjusza), wreszcie zdobi, nawet złotem i platyną. Koszty są spore, ale maestria warta wszystkiego. Kontaktu z chemikaliami, duszenia się w masce gazowej, męczarni przy żarze z pieca. Ogień, gorąco, światło, ruch-piekło. Do tego kakofoniczna, dziwaczna muzyka, której Kalkowski słucha tworząc. Alchemia sztuki.
Pojawiają się serie, które ze względu na zainteresowanie odbiorców żyją od ponad dwudziestu lat. Słynni Cykliści, Gitary, Maski. Kalejdoskop fantastycznych postaci kreujących własny demoniczny świat, krzywe zwierciadło rzeczywistości.”



A tak pisze o twórczości Kazimierza Kalkowskiego Władysław Zawistowski:
„Kazimierz Kalkowski łączy w sobie tak wiele powołań i talentów, iż nieobliczalną Naturę można by oskarżać o pochopną rozrzutność, gdyby nie fakt. że Kalkowski ze swoich talentów robi godny użytek, a jego inwencja, wyobraźnia i rozmach twórczy idą o lepsze z pracowitością. Ta ostatnia cecha rzadko (a jeśli już - to z przekąsem) wymieniana wśród zalet wielkich artystów, w tym przypadku ma znaczenie niebagatelne, a nawet zasadnicze, bowiem forma artystycznej wypowiedzi, jaką Kalkowski szczególnie sobie upodobał - rzeźba w porcelanie - wymaga właśnie tytanicznej pracowitości, nie mówiąc już o skomplikowanej (i wciąż przez Autora doskonalonej) technologii, porównywanej do procesu powstawania XVIII-wiecznych fajansów z Delft. Przede wszystkim jest jednak Kalkowski artystą zadziwiająco wszechstronnym, gdyż harmonijnie łączy talent rzeźbiarza, malarza, rysownika, a w pewnym sensie i poety. O ile jednak inni artyści raz są malarzami, potem rzeźbiarzami, a czasem poetami, Kalkowski jednoczy te wszystkie sposoby kreacji w dziele jednym, tym bardziej niezwykłym, im więcej wcieleń ujawnia. Kruche, zwiewne, chciałoby się powiedzieć - ulotne rzeźby, maski czy obrazy ceramiczne Kalkowskiego uderzają bogactwem szczegółów, które nie pełnią tu jedynie roli dekoracyjnej, lecz są nośnikami znaczeń licznych i bogatych. Ożywają pod ręką artysty, jak aktorzy kierowani przez reżysera czy muzycy zapatrzeni w batutę dyrygenta. Te porównania nie są przypadkowe! Groteskowy świat Kalkowskiego, pozornie chaotyczny i zdeformowany, świat uchwycony w czasie rozpadu (jak chce Andrzej Matynia), to przecież sprowadzone do metafory theatrum mundi, gdzie w kolejnych odsłonach rozgrywa się dramat (komedia?) naszej cywilizacji. Kalkowski teatralizuje archetypy, mity i symbole kultury, ale również śmietnik postmodernistycznej współczesności, gdzie mieszają się wszystkie style, sposoby ekspresji, cnoty i grzechy. Teatralizuje także ludzkie zachowania, słabości i emocje, a nawet twarze, użyczone przez bliskich i wielbicieli. Pozornie przypadkowa mieszanina wątków i inspiracji tworzy całość nad wyraz spójną i logiczną, jakby pod rękami twórcy ożył cały osobny świat gnomów jeżdżących na bicyklach i karłów biegnących z suzafonami w dłoni w rytm własnej muzyki, złośliwych diablików i podejrzanie brzydkich aniołków, koślawych jeźdźców Apokalipsy i zachwyconych swym losem bohaterów dramatów Samuela Becketta. Sztuka współczesna zna wszystkie prawie rodzaje deformacji i oszpeceń jakim poddać można - zwłaszcza - ludzkie ciało: od zabandażowanych łudzi-kikutów Józefa Szajny po swojsko-kartoflanych bohaterów Dudy-Gracza. (Cóż, jak powiada mędrzec - trudno jest wymyślić coś nowego w dziedzinie grzechu). Jednak deformacje Kalkowskiego mają sens bardzo szczególny i przywodzą na myśl raczej turpistyczne (a więc poetyckie) wizje Stanisława Grochowiaka niż kikuty Szajny czy Cześnika. Deformacja nie służy tu bowiem obrzydzeniu desygnatu, a wręcz przeciwnie - dowartościowuje to co poboczne, ułomne, niedostrzegane, wynosi sferę profanum w regiony sztuki niewątpliwie wysokiej, a więc zderza z sacrum. Zderza z podniosłą rotą, hieratycznym gestem, sceną zarezerwowaną dla mitografii. Lecz nie dla płochego żartu powstają te kontradykcje - przypominam. Nie po to również, by powiedzieć nam: popatrzcie, tacy jesteście naprawdę, w swej nędzy i śmieszności. W umieraniu ciał i skarleniu dusz. Tak naprawdę to nie my jesteśmy bohaterami tych dzieł, tylko nasze senne mary, postaci z nigdy nienapisanych książek, bohaterowie opowieści niańki, krasnoludki, których istnienie z takim uporem negujemy (choć świadczy o nim nawet noblistka Szymborska). To świat spod płytkiej podszewki naszej świadomości, jakby znajomy, a nie całkiem oswojony. Swojski, a tak trudny do wyrażenia. W najgłębszej swej istocie poetycki - i właśnie w poezji widzę klucz otwierający jego znaczenia. Obcowanie ze sztuką Kazimierza Kalkowskiego ma bowiem w sobie coś z ucieleśniania marzeń dzieciństwa, archetypicznych snów i rojeń poetów (którzy sami mają wiele z dzieci). Jest spełnianiem wizji, która - wydawałoby się - na zawsze pozostanie tylko mrzonką, kaprysem wyobraźni, pretekstem wiersza. Tak zaskakująca i nieprzewidywalna jest ta twórczość, równocześnie trudna do opisania, a nawet gatunkowego zdefiniowania. Najbliższa jest być może rzeźbie (choć powstaje w tworzywie ceramicznym), ale przecież wyrasta z inspiracji malarskiej, a i Kalkowski - rysownik, czy nawet karykaturzysta - dopowiada swoje. Zresztą malarska, kolorystyczna wizja nie jest tu tylko inspiracją, skoro już gotowe prace również są poddawane malarskim zabiegom. Na podobny kłopot natykamy się przy interpretacji tych dzieł. Przedstawiają rzeczywistość zdeformowaną i karykaturalną, czasem surrealną, ale przecież przedstawiają: ceramiki-rzeźby Kalkowskiego tworzą cały własny, zróżnicowany świat z pogranicza wyobraźni dziecięcej, ikonografii baśniowej, karykatury naszej codzienności, a nawet - próby uchwycenia w przestrzennym kształcie inspiracji poetyckiej i muzycznej (czy wręcz przeżycia religijnego). Obie te dziedziny sztuki - poezja i muzyka - które przywołuję, by lepiej zrozumieć twórczość Kalkowskiego - są jednak nie tylko źródłem interpretacyjnych wytrychów, lecz przede wszystkim arsenałem inspiracji samego artysty. Bowiem jego rzeźby, kipiące nieistniejącymi nigdzie indziej kolorami, barokowym bogactwem szczegółów, ekspresją zatrzymanego ruchu - są równocześnie jak poemat, tak wewnętrznie bogaty, iż czytać go trzeba wciąż na nowo, i jak przerwana w pół taktu symfonia, zmieniająca ciszę w najwspanialszą muzykę. Właśnie: nie byłoby okazji rozprawiać o "świecie Kalkowskiego", gdyby nie zupełnie wyjątkowa maestria techniczna twórcy. Swoje prace podaje nam bowiem w formie przestrzennej i pozornie statycznej: zatrzymane w ruchu i rytmie wewnątrz świata precyzyjnie zaprojektowanego chaosu, którego wewnętrzna pulsacja zdaje się jeszcze powtarzać zawiłą muzycznie fakturę urwanej w pół taktu melodii. Jedno wiem na pewno: jest to sztuka jedyna w swoim rodzaju i absolutnie nie powtarzalna. I taki również powinien być nasz jej odbiór.”


oprac. Ryszard Zaprzałka


foto by Michał Stańczyk



środa, 28 października 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

  • -> Cztery kobiety - cztery nie - pokoje...

    Zupełnie wyjątkowy charakter miał ostatni w tym roku wernisaż w Galerii Miejskiej BWA, zlokalizowanej pod znanym wszystkim miłośnikom sztuki adresem czyli dworc

  • -> Najstarsze istniejące...

    Tarnów ma najstarsze w Polsce muzeum diecezjalne. Placówkę założył w 1888 r. ks. Józef Bąba. W ten sposób uratował wiele bezcennych dzieł. Muzeum mieści się prz



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -