Blog > Komentarze do wpisu

-> Agonia w Ogrójcu

Tylko ten może zwyciężać zło, kto sam jest bogaty w dobro, kto dba o rozwój i ubogacanie siebie tymi wartościami, które stanowią o ludzkiej godności dziecka Bożego. Pomnażać dobro i zwyciężać zło to dbać o godność dziecka Bożego, o godność swoją, ludzką. Życie trzeba godnie przeżyć, bo jest tylko jedno!
Trzeba dzisiaj dużo mówić o godności człowieka, aby zrozumieć, że człowiek przerasta wszystko, co może istnieć na świecie, prócz Boga. Przerasta mądrość całego świata. Zachować godność, by móc powiększać dobro i zwyciężać zło, to pozostać wewnętrznie wolnym, nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, pozostać sobą w każdej sytuacji życiowej.

To fragment rozmyślań różańcowych ks. Jerzego wygłoszonych w Bydgoszczy 19 października 1984 r. Właśnie mija 25 rocznica męczeńskiej śmierci sługi bożego, a już wkrótce błogosławionego i w nieodległej przyszłości zapewne świętego księdza Jerzego Popiełuszki. Główne uroczystości odbyły się w macierzystej parafii ks. Jerzego na warszawskim Żoliborzu w kościele św. Stanisława Kostki oraz w Bydgoszczy, skąd 25 lat temu charyzmatyczny kapelan „Solidarności” wyruszył w swoją ostatnią Drogę Krzyżową, a także na tamie na Wiśle pod Włocławkiem, gdzie się ona zakończyła. Tegoroczne obchody mają również swój tarnowski akcent, oto bowiem nasz krajan znany rzeźbiarz dr. Jacek Kucaba jest autorem monumentalnych, spizowych drzwi do kościoła pw. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy, które wczoraj poświęcił prymas Józef Glemp. Na obu ich skrzydłach umieszczono z dwóch stron płaskorzeźby przedstawiające dzieje kapłańskiej posługi i męczeńskiej śmierci bohaterskiego kapłana oraz historię zmagań Kościoła o wolność i wiarę w PRL. Właśnie  o odprawianej tam ostatniej mszy ks. Jerzego z bydgoskim proboszczem  ks. Romualdem Biniakiem z parafii św. Polskich Braci Męczenników rozmawiała na łamach wczorajszej Gazety Wyborczej (19.X.) Aleksandra Lewińska. Tamże zamieszczono interesującą rozmowę z Waldemarem Chrostowskim, kierowcą, ochroniarzem i przyjacielem ks. Jerzego Popiełuszki, przeprowadzoną przez Katarzynę Wiśniewską. To on porwany razem z nim, wyskoczył z pędzącego samochodu. To dzięki niemu ustalono tożsamość morderców księdza. Oba te teksty prezentujemy poniżej.



Aleksandra Lewińska: To u księdza w kościele ks. Jerzy Popiełuszko odprawił ostatnią mszę 19 października 1984 r. wieczorem. Czy ksiądz znał go wcześniej?

Ks. Romuald Biniak: Pierwszy raz zobaczyłem wtedy ks. Jerzego. Ale dużo słyszałem.

Dobrze?

- Nie zawsze. Nawet w kręgach kościelnych mówiło się różnie. Część ludzi uległa opiniom Urbana. Mówili o buntowniku, rewolucjoniście. Ja też myślałem: "Jezus Maria, kościół w budowie, rozróby będą", miałem zawsze dwóch esbeków na karku. Ale w końcu ksiądz ma prawo odprawiać msze, pomyślałem: "Niech przyjedzie".

Jak przygotowywaliście się do spotkania z ks. Popiełuszką?

- Chcieliśmy być ostrożni. Delegacja do Warszawy pojechała. Chodziły słuchy, że na księdza polowali. Jak wyjeżdżał z Żoliborza, milicja go zatrzymywała i cofała. Chcieliśmy milicję przechytrzyć. Ustaliliśmy, że pojedzie po ks. Jerzego samochód z Bydgoszczy i ten się po cichu przesiądzie. Udało się. Ok. 15 dojechał szczęśliwie. Łudziliśmy się, że wszystko idzie gładko. Potem dowiedzieliśmy się, że w tym czasie zabójcy już byli w Bydgoszczy. Jedli obiad w komisariacie MO.

Jakie wrażenie ks. Popiełuszko zrobił na księdzu?

- Wyglądał inaczej, niż mi go malowano. Nie był długowłosym buntownikiem. Elegancki, ostrzyżony, skupiony, cichy. Wzbudził zaufanie. Jestem doświadczonym proboszczem, wiem, co piszczy w duszy księdza. Zaproponowaliśmy ks. Jerzemu obiad. Ale nie chciał. Źle się czuł, miał 38 stopni. Wszystkich dziewięciu kapłanów, którzy pracowali wówczas na parafii, przyszło na kawę z nim. Dopytywaliśmy się m.in. o to, jak w jego samochód kilka dni wcześniej trafiły kamienie.
Był zmęczony, proponowaliśmy mu nocleg, potem także powrót naszym samochodem. Ale odmówił

Bał się?

- Ani-ani. Mówił: "Jestem gotowy na wszystko". O kamieniach wspomniał, że to może zwykły wandalizm. Nam też się nie mieściło w głowie, że ktoś może szykować zamach. Milicja może mandat dać, pałką uderzyć - to tak, ale żeby mordować... Ustaliłem z ks. Jerzym, że podczas mszy kazania nie będzie, że poprowadzi tylko rozważania różańcowe.

Bał się ksiądz kontrowersji?

- Jak już poznałem ks. Jerzego, przestałem się bać. Nie miałem powodów do obaw. Nie spodziewałem się jednak, że taki tłum w kościele będzie. Kilka tysięcy! A zazwyczaj gromadziło się z 500 osób. Było spokojnie. Dziać się zaczęło dopiero po mszy.

Tłum ludzi wybiegł za nim z kościoła. Nie chciał rozmawiać. Raz, że nie czuł się dobrze. Dwa, że nie chciał propagandy robić. Ale tłum nie dawał za wygraną. Gdy wchodziliśmy na plebanię, drzwi nie dało się zamknąć. Na korytarz wbiło się z 50 osób. "Jurek, musisz im coś powiedzieć" - zawołałem. Spotkał się z ludźmi w sali konferencyjnej. Później zdałem sobie sprawę, że w tej sali musieli być też mordercy. Mieli księdza na oku, nie przepuściliby okazji.

Mówił ostro?

- Nie, zdawkowo. Ludzie pewnie wyszli niezadowoleni. Nie padło żadne kontrowersyjne twierdzenie. Był zmęczony, proponowaliśmy mu nocleg. Ale odmówił. Kolacji też nie chciał, ale przynieśliśmy mu chleb, twaróg, jakieś serki. Troszkę skubnął.

Dlaczego ks. Jerzego nie odwiózł samochód z Bydgoszczy, ten sam, który go przywiózł?

- Tę decyzję podjął ks. Jerzy. Proponowaliśmy nasz samochód. Ale powiedział, że dojechał bez problemów, pogoda ładna, benzyna na kartki - trzeba oszczędzać paliwo. Chciał tylko, by pokazać im, jak wyjechać z miasta. Nasz kierowca wrócił po kwadransie. Pomachali sobie z ks. Jerzym na moście w Fordonie.

Następnego dnia w "Dzienniku" TVP powiedzieli, że ks. Jerzy jest poszukiwany. Wszystkich nas sparaliżowało. Tłumy modliły się w kościele o odnalezienie księdza.

Potem przyszła wieść o śmierci.

- Na pogrzeb do Warszawy jechaliśmy dwoma autokarami. Zrobiliśmy krzyż z drągów, które leżały na terenie budowy kościoła. Po drodze w miejscu, gdzie go przypuszczalnie porwali, wyznaczeni mężczyźni wbili krzyż w ziemię. Gdy wracaliśmy z pogrzebu - jeszcze tam stał. Ale nie sam. Chyba z dziesięć takich krzyży było.

Aleksandra Lewińska


Katarzyna Wiśniewska: Spędzał pan z ks. Jerzym dużo czasu, był pan jego kierowcą, ochroniarzem, przyjaźniliście się. Jaki był? Ile było w nim z bohatera, przyszłego męczennika?

Waldemar Chrostowski: Na co dzień to był normalny człowiek. Ale było w nim coś. Ludzie zawsze robili to, co im mówił. Gdy np. poprosił o ciszę, tłum potrafił zamilknąć. Tak było na pogrzebie Grzegorza Przemyka. Wystarczyło go raz zobaczyć, żeby coś się w człowieku zaczynało dziać. Trudno to opisać.

Przed kościołem św. Stanisława Kostki, gdzie odprawiał msze, zawsze było pełno esbeków, wozów MO. Jak na to reagował?

- Raz kazał zanieść im kawę. Tłumaczył: zimno, niech się ogrzeją. Poleciłem jakiemuś chłopakowi, by zaniósł im kawę, ale go popędzili. Do milicjantów ksiądz nigdy złego słowa nie powiedział. Ale musieliśmy uważać.

Robiliśmy takie numery, że wysiadał z samochodu i wchodził do jednej bramy, piątą wychodził, a ja tam czekałem. Uciekaliśmy tym, którzy za nami jeździli.

O czym rozmawialiście w samochodzie?

- Odmawialiśmy różaniec, potem wymienialiśmy parę słów: gdzie jedziemy, co tam będziemy robić, jak postępować. Jeździliśmy głównie na msze. Kpiny sobie czasem z milicji robiliśmy. Mieliśmy cały czas nasłuch z radia, które ksiądz dostał od Francuzów.

Gdy jechaliśmy na spotkanie z Ojcem Świętym, wjechałem na jakiś plac i jeździłem w kółko. A w radiu słyszeliśmy: ten... taki chyba o nas wie. I odpowiedź: to już nie czajcie się, jedźcie normalnie za nim.

Podobno ksiądz rozdawał swoje rzeczy.

- Tak, zawsze się znalazł ktoś, kto potrzebował. Oddawał ubrania, buty. Nawet byłem zły na niego. Tylko sweter miał ulubiony, połatany, który dostał od studentów. Chyba by go nie oddał. Gdy go ktoś o coś poprosił, wychodził z siebie, by to załatwić. Jak mi spalili mieszkanie, przysłał z pięciu chłopaków, w kilka dni naprawili.

Jeździł pan z nim do rodziców. Jaki był w domu?

- Wesoły, na luzie, wszystkich ściskał. Był zresztą bezpośredni dla wszystkich i dla wszystkich taki sam. Czy ktoś był studentem, czy ubekiem, traktował go jak człowieka. Niektórzy księża mieli mu za złe, że wychodzi do przodu, myśleli, że się chce pokazać. Ale on był skromny, nie uważał się za wyjątkowego. Choć wszyscy wiedzieli, że jest. W kościele zawsze były tłumy. Przekazywał ludziom to, co czuł, mówił prawdę, dzień po dniu, nie każdy to wtedy potrafił.

Miał psa, Tajniaka...

- Nazywał się Tajny, z angielskiego: drobny [tiny], ale wołali na niego Tajniak. Jerzy był do niego przywiązany. Ci, którzy byli przy księdzu, wyprowadzali go na spacer. Wokół kościoła pełno milicji, a oni na całe gardło: "Tajniak! Do nogi!". Pies został pochowany w pobliżu kościoła [św. Stanisława Kostki].

Jak ks. Jerzy reagował na prowokacje bezpieki, np. gdy podrzuci li mu do mieszkania cegłę z materiałem wybuchowym?

- Lekko. Nie wystraszył się. Przejął się tylko, że robią głupoty. Następnego dnia znów prowadził msze, nic go nie powstrzymało. Podrzucali mu do mieszkania ulotki, amunicję, by pokazać, że jest wrogiem. Byłem świadkiem jednej rewizji. Dał mi karteczkę do proboszcza - że to wszystko nieprawda.

A gdy czytał szkalujące go artykuły, np. te, które pod pseudonimem pisał Jerzy Urban?

- Śmiał się, że takie bzdury. Mówił: "Kto to czyta?! Chyba tylko ja".

W ogóle się nie bał?

- Przed morderstwem - dwa tygodnie, może trzy - zaczął mówić, że chyba się do niego dobiorą. Przeczuwał śmierć. Mówił: są coraz bliżej. Gdy wracaliśmy z Gdańska, była pierwsza próba zamachu, udało nam się uciec.

To było sześć dni przed zbrodnią. Kapitan SB Grzegorz Piotrowski, późniejszy morderca, rzucił kamieniem w okno samochodu.

- Ksiądz powtarzał, że się zbliżają. Ale mówił spokojnie, bez strachu. Propozycje wyjazdu do Rzymu, które miał od Prymasa, odrzucał, bo ludzi nie może zostawić. Sam zachodziłem w głowę jak to możliwe, że się nie bał. Pewnie dlatego jest już prawie świętym.

O czym rozmawialiście w dniu jego śmierci, w drodze do Bydgoszczy?

- Opowiedział, jak w dzieciństwie robił ludziki z kasztanów i przebił sobie rękę gwoździem. I pomyślał wtedy, że ma ranę jak Chrystus na krzyżu. Gdy wracaliśmy, miał stan podgorączkowy. Potem nas zatrzymali. A ja, baran, zatrzymałem samochód! Jerzy prosił, żeby stanąć, jak każą. Wciąż mam poczucie winy. Założyli mi kajdanki i przystawili lufę. Widziałem, jak go pro wadzą, nie było szarpaniny, on był szczupły, oni byki. Wyskoczyłem z samochodu, by choć zostawić jakiś ślad. Dziwię się, że przeżyłem.

Często pan myśli o księdzu Jerzym?

- A jak inaczej? To siedzi w głowie. Myślę, jaki był. I że powinien być dzisiaj z nami.


Katarzyna Wiśniewska



wtorek, 20 października 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -