Blog > Komentarze do wpisu

-> Żyd z Wesela, czyli Jerzy Nowak, którego nie ma…

Tak można by najkrócej zrecenzować to, co mogliśmy obejrzeć na scenie Mościckiego Centrum Kultury w piątek 18 września. Otóż, dano tam spektakl Narodowego Starego Teatru z Krakowa pt. „Ja jestem Żyd z Wesela”, z nestorem polskiego aktorstwa 86 letnim Jerzym Nowakiem w roli głównej. Ten pochodzący z pobliskiego Brzeska znakomity aktor teatralny i filmowy, podobnie jak była Krystyna Feldman, jest niedościgłym mistrzem tzw. drugiego planu, w swoim bogatym dorobku ma szereg zapadających głęboko w pamięć charakterystycznych ról („Brat naszego Boga”, „Wiedźmin”, „Quo vadis"), głównie Żydów („Ziemia Obiecana”, „Lista Schindlera”), i wszelkiego rodzaju postaci odrażających swoją fizys – gestapowców, szpiegów (serial „Czarne chmury”), zdrajców i wyrzutków, żyjących na marginesie. Jak na prawdziwego artystę przystało nie boi się żadnych, nawet najbardziej ekstremalnych wyzwań. Oto w roku 2005 dowiedziawszy się o swojej rzekomo nieuleczalnej chorobie postanowił swoje zwłoki zapisać w testamencie Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie mają zostać spreparowane w formalinie. I zrobił o tym film! W 2007 roku młody krakowski reżyser Marcin Koszałka nakręcił o tej nietypowej śmierci Istnienie, film wzbudzający tyleż zachwytów, co kontrowersji. Pomimo, iż nie znosi wizyt w filmowych „salonach piękności” (klejenia bród, wąsów i wszelkiego innego paskudztwa), w niedawno zakończonym słowackim filmie „Latający Cyprian”, którego akcja toczy się w XVII wieku i gdzie zagrał ponad 100 – letniego przeora benedyktynów, poddawał się codziennej ponad 2,5 godzinnej charakteryzacji. Ponoć ze znakomitym efektem , filmu nie ma jeszcze w kinach. Aliści do historii polskiego teatru wszedł przede wszystkim rolą karczmarza z Bronowic Hirsza Singera w granym nieprzerwanie od 1993 roku (oficjalna premiera 17 grudnia 1994) spektaklu Ja jestem Żyd z Wesela według prozy Romana Brandstaettera. Do tej pory sztukę tę napisaną i wyreżyserowaną przez krakowskiego aktora Tadeusza Malaka zagrano ponad 600 razy, co jest swoistym rekordem, nie tylko polskim. A wszystko zaczęło się tak: Był rok 1992. Na scenie Starego Teatru przygotowywano właśnie "Wesele" w reżyserii Andrzeja Wajdy. W postać Żyda wcielał się Jerzy Nowak. Autor sztuki obserwując go na scenie przypomniał sobie, że przecież jest taki niewielki tekścik Romana Brandstaettera „Ja jestem Żyd z Wesela" i pomyślał -  że fajnie by było, gdyby po obejrzeniu "Wesela" widzowie mogli zobaczyć tego samego Żyda, który protestuje przeciwko temu, co pan Wyspiański o nim napisał. Szybko na podstawie opowiadania powstał scenariusz, z którym poszedłem do Andrzeja Wajdy, a ten po czterech godzinach zadzwonił i powiedział, że tekst i pomysł są świetne i trzeba to wystawić - wspomina Tadeusz Malak, także odtwórca roli mecenasa Filipa Waschutza, do którego przychodzi poskarżyć się Żyd z „Wesela". Melodie z epoki na dwóch instrumentach (fortepian i flet) wykonuje w spektaklu Lesław Lic. Tarnowski spektakl „Żyda z Wesela” połączony został  z promocją biografii Jerzego Nowaka pt. „Książka o miłości”(ukaże się w księgarniach w październiku), napisanej wspólnie z żoną Marią Andruszkiewicz (są razem od 1989 roku, to drugie małżeństwo aktora), i premierą filmu „Dzieci Ireny Sendlerowej”, w którym występuje Jerzy Nowak. Jak napisał w „Teatrze” Janusz Majcherek - Nowak to typ aktorstwa, którego na polskich scenach niemal już nie uświadczysz, które jest właściwie reliktem dawnego teatru, a które  okazuje się fascynujące. (...) Nowak gra. Wychodzi na scenę i przez blisko godzinę jest Herszem Singerem. Nikogo nie obchodzi, co robił przedtem i co będzie robił potem, nie ma w nim skrawka prywatności, którą mógłby przehandlować publiczności uwielbiającej ten towar. W pewnym sensie Nowaka w ogóle nie ma. I na tym polega paradoksalna miara jego aktorstwa."


Ale tekst Romana Brandstaettera zachwycił nie tylko Tadeusza Malaka. W swoich "Lekturach nadobowiązkowych" Wisława Szymborska tak o nim pisała: Jest to troszeczkę śmieszna, choć w zasadzie bardzo smutna opowieść, zasłyszana i z melancholijnym humorem napisana przez Romana Brandstaettera. Jej bohaterem jest Hirsz Singer, karczmarz z Bronowie Małych, który pewnego dnia, nie przeczuwając, co z tego wyniknie, znalazł się wraz z żoną i córką na weselu poety Rydla. No i po kilku miesiącach wynikło. Pan Hirsz, spokojny obywatel i uczciwy kupiec, oraz jego córka Pepa, panienka przyzwoicie wychowana, znaleźli się w literaturze. (...) Taki wstyd, taka obmowa, na cały Kraków, na całą Galicję - za co, dlaczego? I nie dość, że poszkodowany został na kupieckim honorze, jeszcze stracił nazwisko, bo wszyscy zaczęli o nim mówić Żyd z Wesela".

Jednak wtedy do premiery przedstawienia nie doszło. Ówczesny dyrektor Starego Teatru odmówił wystawienia spektaklu, twierdząc, że tekst jest za krótki. - Postanowiłem go poszerzyć – wspomina T. Malak,  i poszukać czegoś w bibliotece, w archiwach. Wtedy zaczęły docierać do mnie sygnały, które zadawały kłam temu, co mówili badacze Wyspiańskiego. Uważali oni bowiem, że Roman Brandstaetter wymyślił sobie całą tę historię. A jak się okazało, wcale tak nie było. Kiedy Brandstaetter podczas wojny trafił do Izraela, w kawiarni poznał mężczyznę, który był owym adwokatem Filipem Waschutzem. Opowiedział mu, jak to go odwiedził taki bidak z Bronowic Małych. Szukając dalej, odnalazłem w archiwach adres kancelarii adwokackiej Artura Benisa, w której pracował Waschutz. Było to już prawie na obrzeżach Krakowa, bo przy ulicy Starowiślnej 4. Dalej, obecną ulicą Dietla, płynęła już rzeka. Odnalazłem także ślady świadczące o rozwodzie pana Hirsza z żoną i o tym, jak trafił on do żydowskiego domu starców - opowiada Tadeusz Malak, który pokazał wtedy tekst swojego scenariusza Jerzemu Nowakowi. - Z miejsca go zaakceptowałem - mówi dziś aktor.-  Przede wszystkim dlatego, że był bardzo dobry i na dodatek dawał mi szansę zagrania roli charakterystycznej, w czym zawsze się specjalizowałem. Teraz to już jest niemodne, ale ja wciąż uważam, że prawdziwe rzemiosło aktorskie polega na deformacji, przetwarzaniu siebie. No i była jeszcze jedna przyczyna. Otóż mogłem grać Żyda, czyli wykorzystać moją znajomość gwary żydowskiej, co od wielu lat jest moją pasją. Świadomie nie mówię tu oczywiście o żydłaczeniu, bo to według mnie jest pejoratywne określenie. Tylko o przepięknej gwarze żydowskiej, która niebawem zniknie, ponieważ nie ma już żydowskiego proletariatu, który się nią posługiwał. Ja jestem jednym z ostatnich. Nauczyłem się jej w dzieciństwie, kiedy chodziłem do szkoły powszechnej na kresach wschodnich. Myśmy tam z kolegami rozmawiali ze sobą trzema językami, choć na korytarzu szkolnym, pamiętam to jakby było wczoraj, wisiała kartka z napisem "Zabrania się mówić po rusku i po żydowsku".


Był już znakomity scenariusz, był reżyser i było dwóch aktorów. Nie było tylko miejsca, gdzie można by wystawić "Żyda z Wesela". Wtedy zaprzyjaźniony z aktorami Jerzy Brataniec, właściciel Starej Galerii mieszczącej się przy ul. Starowiślnej, zaproponował, żeby wystawić spektakl u niego. - Pamiętam, że premiera była w dniu mojego jubileuszu 45-lecia pracy artystycznej - przypomina sobie Nowak. - Graliśmy tam ponad 50 spektakli. Atmosfera była niesamowita. Kiedy kończyły się przedstawienia, dochodziło do dyskusji z publicznością, wspólnych śpiewów, a Jurek Brataniec częstował wszystkich winem. A Malak uzupełnia -  Po kilkudziesięciu takich spektaklach mówimy do niego, że jest fajnie, ale jak do tej pory gramy to na goło, bez żadnego grosza. Na co Jurek odparł: "Ja też nie mam ani grosza, bo wszystko, co zarobiliśmy, wydałem na wino dla widzów".
Jednak szybko po mieście rozniosła się wieść, że w Starej Galerii grane jest świetne przedstawienie. Przychodziło coraz więcej ludzi, spektakl zaczął być zapraszany na różne festiwale, gościnne występy. Wtedy dyrekcja Starego Teatru zaproponowała przeniesienie go na swoją scenę. Najpierw trafił do piwnicy przy ul. Sławkowskiej, a teraz grany jest na Scenie Nowej, przy ul. Jagiellońskiej.
I co ciekawe, przedstawienie pomimo ponad 600 odsłon wciąż pokazywane jest  w takim samym kształcie, jak podczas premiery. - Bo właśnie na tym polega zawodowstwo. Oczywiście każdy spektakl jest trochę inny, ale widz o tym nie wie. Amator zawsze coś zmienia, improwizuje. Profesjonalista dokonuje tylko minimalnej, mutacji - twierdzi Jerzy Nowak.

Jedyną taką zmianą było wprowadzenie krótkiego dialogu, podczas którego mecenas Filip Waschutz uspokaja zdenerwowanego Hirsza, proponując mu krakowską krachelkę, czyli gazowaną wodę w butelce z krachlą. Hirsz mówi na to: „A nie ma pan czego lepszego?". Wtedy adwokat szuka po szufladach, aż w końcu udaje mu się znaleźć w kieszeni małą butelkę z alkoholem.  - To co robi z nią Jerzy Nowak, za każdym razem mnie zadziwia. To jest majstersztyk. Niesamowita jest dyscyplina, z jaką on podchodzi do roli. Jest to tak starannie grane, że mimo tylu przedstawień nie jestem w stanie przypomnieć sobie najdrobniejszego żartu, jaki mógłby mieć miejsce. Raz się tylko zdenerwowałem, gdy kolega zapomniał zabrać na gościnne występy stalówkę, którą pisze adwokat. A była ona normalnie nie do dostania - wspomina Tadeusz Malak.


Jerzemu Nowakowi, choć tyle razy powtarzał tekst "Żyda z Wesela", zdarzyło się kilka razy go zapomnieć. - My to nazywamy w gwarze teatralnej "dziurą w mózgu". I wtedy musimy "haftować" - śmieje się aktor, który przed wejściem na scenę zawsze się żegna. - To stary aktorski zwyczaj, który niestety już zanikł. Przed wojną robili to nawet żydowscy artyści. Ja, kiedy się zapomnę przeżegnać, to czuję się nieswojo, mam wrażenie, że źle gram. To jest jak z wódką. Nigdy przed przedstawieniem nie piję, choć mam bardzo mocną głowę. Ale sama świadomość tego sprawiałaby, że spektakl byłby nieudany - wyznaje Jerzy Nowak, zdradzając przy tym, na czym tak naprawdę polega powodzenie przedstawienia "Ja jestem Żyd z Wesela". - Nieistotna jest tu liczba zagranych spektakli, ale ich jakość - oświadcza nie bez racji aktor.

* * * część pierwsza * * *



środa, 23 września 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -