Blog > Komentarze do wpisu

-> Ryszarda Lisa Tarnowa opisywanie...

Przed trzema laty promował swój debiutancki tomik wierszy „Uroki Tarnowa” a teraz prezentuje się czytelnikom, jako prozaik, autor zbiorku opowiadań „Niepokonani”. Obie pozycje wydała Miejska Biblioteka Publiczna w Tarnowie. Obie są klasycznym przykładem przerostu formy nad treścią. Już sam tytuł pierwszej pozycji Ryszarda Lisa „Urok Tarnowa” definiował jej zawartość. W bogato ilustrowanym fotografiami syna autora Grzegorza Lisa, tomiku znalazły się 44 wiersze, będące jedynym w swoim rodzaju poetyckim przewodnikiem po Tarnowie, aczkolwiek więcej w nim było fotografii niż poezji. Każdy z nich odnosił się do konkretnego budynku, miejsca, ulicy, placu czy pomnika. W „Urokach Tarnowa” znalazły się wiersze dedykowane m.in. Staremu Miastu, Katedrze, Staremu Cmentarzowi, Parkowi Strzeleckiemu, jak również Domowi Dziecka /tam spędził 10 lat/, I LO, PWSZ, klubowi sportowemu „Tarnovia”/był tam zawodnikiem, trenerem i działaczem/, czy miejskiej Gazowni, której był rzecznikiem prasowym. Zresztą życiorys Ryszarda Lisa mógłby posłużyć za niezły temat na dobrą powieść. Urodził się 19 lutego 1939 roku w Tarnowie, wychował w Domu Dziecka przy ul. Brodzińskiego, ma dwoje dzieci, magisterium zrobione na krakowskiej AWF i dyplom dziennikarza /ukończył Studium Dziennikarskie na UW/. Po powrocie do rodzinnego miasta pracował najpierw jako nauczyciel wf , a później redaktor właściwie wszystkich tarnowskich gazet, był m.in. współzałożycielem TEMI, z którym współpracuje do dzisiaj. Przez wiele lat pracował w PAP i Telewizji Kraków. Niejako „po drodze” był kierownikiem Wydziału Kultury UM, rzecznikiem prasowym wielu instytucji, a także ławnikiem sądowym i ratownikiem WOPR, instruktorem ZHP i trenerem piłkarskim, radnym miejskim i działaczem SLD (odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim OOP). I teraz w jesieni życia nasz „Uskrzydlony” zajął się twórczością literacką. Jej kolejną odsłoną jest promowany od 1 września, w ramach obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, debiutancki zbiorek 20 krótkich opowiadań związanych z wojną, której znaczące epizody miały miejsce w Tarnowie i okolicy. Wówczas to autor, po rocznicowej mszy świętej rozdał pod kościołem księży Filipinów ponoć aż 300 egzemplarzy swojego najnowszego dzieła, sfinansowanego w całości z naszych podatków przez tarnowski magistrat (ciekawe, co na to inni tarnowscy autorzy). Część nakładu „Niepokonanych” trafiła w formie okolicznościowego gadżetu do tarnowskich kombatantów. Z książeczką R. Lisa zapoznali się już także m.in. uczniowie szkoły im. Szczepanika. Zaś we czwartek 17 września w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tarnowie przy ulicy Krakowskiej odbyło się spotkanie autorskie Ryszarda Lisa (szkoda, że z udziałem tylko kilku osób), podczas którego mówił on o swojej przygodzie z literaturą. – W ciągu blisko 40. letniej dziennikarskiej pracy przeprowadziłem m.in. setki rozmów z bezpośrednimi świadkami i uczestnikami zawieruchy wojennej. Zawsze fascynowało mnie to, jak ludzie zachowują się w sytuacjach ekstremalnych, zwłaszcza kiedy gra idzie o życie ich lub innych osób. Jak udało się im przeżyć? Dlaczego stawali się bohaterami lub tchórzami? W „Niepokonanych” opisuje on najbardziej znane „tarnowskie” wydarzenia z tamtego okresu, mi. in.: prowokację na dworcu kolejowym, pierwszy transport więźniów do Oświęcimia, partyzancki bój pod Jamną, akcję „Trzeci Most”. Jaka jest prawdziwa wartość literacka debiutu R. Lisa trudno jednoznacznie odpowiedzieć, bowiem, jak na razie, ukazały się dwie zupełnie skrajne w swoich ocenach recenzje, dwóch uznanych autorytetów w tej dziedzinie. Zbigniew Leszczyc Mirosławski – poeta i wiceprzewodniczący Rady Krajowej Stowarzyszenia Autorów Polskich pisze min.: Forma tych relacji zbliża się bardzo do modnych w literaturze angielsko języcznej short-story, które pozwalają uchwycić w telegraficznym skrócie sedno konfliktu, clou intrygi, główną myśl przesłania. W ten sposób dokumentalne relacje uzyskują walor uwspółcześniający. Stają się ciekawe poprzez danie szansy autentycznego osobistego przeżycia. To pigułka przeciw zapomnieniu… Zaś Jerzy Reuter – prozaik, współpracownik Gazety Krakowskiej i nasz rzecz całą widzi tak:  W „Niepokonanych” brakuje solidnego warsztatu, co przejawia się w każdym opowiadaniu. Krótkie, powtarzające się zdania i wplatane bardzo często rusycyzmy tworzą z poważnych wydarzeń blogowy pamiętnik, a to nie robi dobrze dla twórczej atmosfery. Pełno tutaj niedociągnięć graficznych – powtarzający się brak pauzy, znaków zapytania, niegramatyczna interpunkcja i błędne zapisy dialogów. Do tego można dołożyć nadmiar zaimków osobowych i błędnie zapisywany szyk zdań. Kardynalnym błędem jest też to, że autor za wszelką cenę stara się opisywać emocje, a nie pobudzać do nich, nie działa na wyobraźnię, a bardziej zanudza. Obie te recenzje publikujemy w całości poniżej.


Zb. Mirosławski: Zbiór tarnowskich opowiadań wojennych Ryszarda Lisa pt. „Niepokonani” jest pozycją rzadką i wyjątkową w obecnym czasie. Pokolenia powojenne, z lat czterdziestch, pięćdziesiątych, może jeszcze z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, historie z okresu II wojny światowej, znały powiedzieć można z doświadczeń dnia codziennego, w tym sensie, że obchody rocznic nie tylko rozpoczęcia i zakończenia wojny, 1 września i 9 mają, celebrowano publicznie. Prasa, radio i jedyny wówczas program telewizyjny wypełniały łamy i ramy swoich programów: wywiadami i spotkaniami z bohaterami minionych wydarzeń, świadkami dramatycznych chwil. Obecnie coraz rzadziej i coraz krócej je wspominamy. Badania socjologiczne pokazują, że dla młodszych tematy odległe o siedemdziesięciolecie to dzieje tak zamierzchłe, że niekojarzone, mniej atrakcyjne i nie zrozumiałe. Mówić o nich można poprzez projekcję emocji, poprzez skrócenie dystansu czasowego zabiegami formalnymi, pozwalającymi na utożsamianie się z żołnierzami AK, harcerzami placówki „Monika”, ukrywającymi się Żydami czy z uczniami zamęczonego w Auschwitz profesora Zdzisława Simche.
    Dzisiaj sam redaktor Ryszard Lis pozostał świadkiem, ponieważ jak o tym pisze, we wstępie do tej publikacji, zatytułowanej „W hołdzie bohaterom”, „...na przestrzeni 40 letniej pracy dziennikarskiej, udało (mu się, przyp.aut.) przeprowadzić...” szereg niezwykłych rozmów z niezwyczajnymi ludźmi. Z potrzeby serca ale i inspirowane osobistą dociekliwością, powstały krótkie opowiadania-obrazy, ilustrujące różne ludzkie zachowania i postawy wynikające z ekstremalnych sytuacji, w których stawką było życie własne lub życie innych osób. Forma tych relacji zbliża się bardzo do modnych w literaturze angielsko języcznej short-story, które pozwalają uchwycić w telegraficznym skrócie sedno konfliktu, clou intrygi, główną myśl przesłania. W ten sposób dokumentalne relacje uzyskują walor uwspółcześniający. Stają się ciekawe poprzez danie szansy autentycznego osobistego przeżycia.
    Odeszli już Ci, których słowa powinniśmy pamiętać. Żyje jeszcze tylko garstka tych, których doświadczenia stały się kanwą dla opowiadań z niniejszego zbioru. Dwadzieścia miniatur, dzwadzieścia różnych historii związanych z wojną na terenie ziemi tarnowskiej albo z jej synami, to pigułka przeciwko zapomnieniu. „Wybuch”, „Ćwiklice”, „Zbawczy most”, „Rynek we krwi”, „Bój o Jamną”, tytuły kolejnych opowiadań, prowadzą nas od zdarzenia do zdarzenia, już po pierwszym spojrzeniu na spis treści ukazując szeroką panoramę wszystkich tych epizodów stanowiących przecież całość składającą się na sumę cierpień i niedoli całego polskiego narodu pod okupacją niemiecką i sowiecką. Otrzymujemy, nowy z formalnego punktu widzenia, sposób patrzenia i mówienia o historii II wojny  światowej na obszarze Małej Ojczyzny, regionu tarnowskiego.
    Dzisiejszy czytelnik otrzymuje historie anonimowych bohaterów, przedstawianych jedynie z imienia, czasem pseudonimu, jak np. Ewa i Kaziu z „Wybuchu”, Janek i „Syzyf” z „Tragicznej pomyłki”. Dzięki temu ma możliwość samoidentyfikacji z losami opisywanych postaci. Raz jest opłakującym śmierć kolegi Jurkiem z opowiadania pt. „Zdrada”, raz małym Tadkiem, samotnie błąkającym się od Poznania do Chełma, od kiedy rozłączył się z matką. Sądzę, że trudno opanować wzruszenie, kiedy czyta się o przypadkowym przecież napotkaniu się Tadka z ojcem, prowadzącym oddział polskiego wojska! Podobnie stawianie przez Tadka i księdza krzyża pokoju pomiędzy okopami dopiero co strzelających do siebie Polaków i Niemców dotyka metafizyki.
    Autentyzm przywołanych relacji stanowi o sile oddziaływania przekazu, bo tego, co niesie ze sobą codzienne życie, nie sposób wymyślić. Ryszard Lis od zawsze udowadnia, w swoich artykułach, że bliski jest mu Tarnów i jego mieszkańcy, że doskonale rozumie sens pracy dziennikarskiej. Jego reporterski talent świeci i tym razem jasnym blaskiem.


J. Reuter: Z wielką uwagą przeczytałem opowiadania R. Lisa pod znamiennym tytułem „Niepokonani”. Wojenne historie cieszyły się jeszcze kilkanaście lat temu wielką popularnością, a szczególnie te, mówiące o naszych bohaterach. Pamiętam, że szukaliśmy natarczywie wzniosłych wydarzeń dokonanych przez naszych ziomków, historii jakże potrzebnych by podnieść samoocenę i dać choć trochę dumy że jesteśmy stąd. Pamiętam też koniec tych poszukiwań. W prezencie od nowej epoki dostaliśmy innych bohaterów, bardziej kolorowych i uniwersalnych. Świat jaki mieliśmy wokół siebie przeniósł się w krainy gwiezdnych wojen, zaczarowanych pierścieni i magicznych różdżek. Dlatego opowiadania R. Lisa przyciągnęły moją ciekawość.
    Historia czym dalsza, tym bardziej potrzebuje wyraźniejszego bohatera z naszymi współczesnymi lękami, z naszą twarzą, a historia zawarta w opowiadaniu, dziele prozatorskim, nie może być wtórna swoją płaskością i ckliwością. Wymaga nowego języka narracji, zupełnie innych klimatów i twórczego podejścia. R. Lis ujął kilka ciekawych historii w sposób nader prosty i nieskomplikowany. Jego postacie są zbyt banalne i nijak nie mieszczą się w czytelniczej wyobraźni. Nie tworzą, jakże potrzebnej w krótkiej formie literackiej, atmosfery i suspensu. A szkoda. Szkoda, bo opisane sceny mają swoją dramaturgię i zasługują na staranniejsze potraktowanie, szkoda, bo moim zdaniem nie zaciekawią młodego, ani starszego czytelnika. W „Niepokonani” brakuje solidnego warsztatu, co przejawia się w każdym opowiadaniu. Krótkie, powtarzające się zdania i wplatane bardzo często rusycyzmy tworzą z poważnych wydarzeń blogowy pamiętnik, a to nie robi dobrze dla twórczej atmosfery. Pełno tutaj niedociągnięć graficznych – powtarzający się brak pauzy, znaków zapytania, niegramatyczna interpunkcja i błędne zapisy dialogów. Do tego można dołożyć nadmiar zaimków osobowych i błędnie zapisywany szyk zdań. Kardynalnym błędem jest też to, że autor za wszelką cenę stara się opisywać emocje, a nie pobudzać do nich, nie działa na wyobraźnię, a bardziej zanudza. To wszystko sprawia, że spodziewana płynna narracja staje się gęstą dżunglą nie do przebycia i jest gimnazjalną wprawką.
Podam kilka przykładów:


„Między Krakowem a Tarnowem pamiętał wszystkie stacje.”
„Pociąg miarowo dudnił kołami.”
„Gruz walącej się ściany przysypał ich.”
„Do wagonów załadowali się sprawnie.”


„Wartę mieli pełnić dopiero rano
- Nic się nie dzieje – powiedział Stanisław, kiedy ją objęli.”


„Kiedy wyjrzeli zza niego, zobaczyli je.”
„Żołnierze zdruzgotani wydarzeniami dnia, byli załamani.”
„Przez chwilę patrzyli w rozgwieżdżone niebo i sen przyszedł sam.”
„Ze szpitala wyszedł po kilku operacjach i sześciu miesiącach.”
„Oderwali się od Niemców, którzy nie zamierzali ich ścigać.”
„pływać na okręcie wojennym” – okręt zawsze jest wojenny, masło maślane.


„Gdzie go szukać – pytał sam siebie.
Odkąd stracił go z oczu nie zaznał spokoju. Wciąż o nim myślał. Za dużo razem przeszli aby mógł go teraz zostawić.”


„Podeszli pod nią ostrożnie. Było w niej siano. Zagrzebali się w nim w rogu stodoły. Zasnęli. Po południu obudziły ich głosy ludzi. Przyszli po siano. Zabrali trochę z przodu. Nie dotarli jednak do nich. Wieczorem ruszyli w dalszą drogę.”


„Aufschteun” – Aufstehen
„Może uda mi się ci pomóc.”
„…doszli do Krakowskiej, a potem szli nią w dół.”
„Jurgen zatrzymał ich przed nim.”


    Podane przykłady raz śmieszą, a raz przerażają. Nie wiem, czy takie pisanie, bez względu na temat, jest komukolwiek potrzebne, czy aby autor nie robi krzywdy historii, ujmując tak ważne wydarzenia w tak nieliterackiej formie i czy dzisiejszy czytelnik jest w stanie uruchomić tak wiele empatii na nie tak wiele literatury.
    Jest w tym zbiorze jedno opowiadanie, przeczące stylistyce pozostałych. To „Cud Katynia”. Tutaj autor zmienił całkowicie styl i zrobił zupełnie coś innego. Zastosował dwuwątkowość opisywanej historii, odniósł się do dwóch odległych od siebie czasów, zrezygnował z krótkich zdań i w efekcie zaciekawił. Ale to tylko jedno opowiadanie, chociaż pokazujące, że R. Lis potrafi pisać. Dlatego doradzam, żeby poprawić teksty, przeredagować i poukładać, a będzie dobrze.



oprac. Ryszard Zaprzałka





piątek, 18 września 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt

Komentarze
2009/09/19 17:43:14
Może należałoby dodać o tym, że pan Lis był przez wiele lat piewcą PZPR i zwykłym aparatczykiem? Dlaczego miasto daje pieniądze na tak marne publikacje? Jakie to trzeba mieć układy w magistracie i jakich kolegów, by pozwalać sobie na taką hucpę? Czytałem te pseudo opowiadania i jestem wstrząśnięty bylejakością publikacji. A gdzie twórcy tarnowscy z prawdziwego zdarzenia? Dlaczego nasze pieniądze są wydawane zupełnie poza kontrolą? Co na to Towarzystwo Przyjaciół Tarnowa? I dlaczego pan Mirosławski sławi tę miernotę?
-
Gość: jan kazimierz, *.play-internet.pl
2013/06/02 14:48:16
imysle ze czlowiek wychowany w domu dziecka w czasie powojennym ktory potrafil ukonczyc uczelnie i zyc bez nologow to juz ogromny sukces a ze kocha tarnow to tez ogromna sprawa i


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -