Blog > Komentarze do wpisu

-> Mistrz i uczeń

To tytuł wystawy malarstwa dwóch absolwentów Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku – prof. Henryka Cześnika (dyplom 1977) i Marcina Bobera (dyplom 2006), których prace oglądać można od czwartku 3 września w Galerii „Hortar” przy ulicy Legionów. Ta prestiżowa na mapie kulturalnej Tarnowa, tak naprawdę jedyna z prawdziwego zdarzenia, w dodatku prywatna, galeria sztuki i tym razem nie zawiodła. Na otwarcie nowego sezonu wystawienniczego pokazano tam prace artystów niepokornych i nieprzewidywalnych, różne tematycznie i warsztatowo, ale na bardzo wysokim poziomie i dziwnie współgrające. Henryk Cześnik kiedy miał 10 lat pojechał z matką do Drezna, gdzie w Galerii Drezdeńskiej oglądał obrazy van Gogha. Zobaczył i  już wtedy wiedział, że zostanie malarzem, i to „malarzem samotnym i wyklętym”. Zdarzało mu się tworzyć na pozyskiwanych ze szpitala…prześcieradłach. Bywało, że na wernisażach kawałkował swoje prace i rozdawał, aby na kolejnych podejmować próby ich scalania, traktując je jak zaproszenia i bilety wstępu. Dziś ceniony profesor swojej macierzystej uczelni  nadal za najważniejsze w swojej twórczości uważa emocje i człowieczeństwo. Niemal w każdej pracy obecna jest postać ludzka. Nawet jeśli tworzy obrazy bezprzedmiotowe, to i tak maluje człowieka – jego wnętrze. I jeszcze jedno: Cześnik nie ulega modom i namowom krytyków. To dzisiaj rzadkość. Z kolei Marcin Bober, były student prof. Cześnika, to „nieśmiały rockman” i, pomimo młodego wieku, klasyczny post modernista. Jego twórczość to mieszanka pop artu z socrealizmem, polskiej nowej figuracji i szyldów reklamowych. Poza malarstwem, grafiką warsztatową i rysunkiem pasjonuje się muzyką biorąc czynny w projektach muzycznych Efektvol i HighWay, jest twórcą synthpunkowego Loyal Plastic Robot. Współorganizuje m.in. festiwal muzyki rockowej  „Młynstock” w malowniczo położonej na skraju Borów Tucholskich małej wsi Młynki, będącym  hołdem składanym legendarnemu festiwalowi w Woodstock . Czas zweryfikował nieco dziecięce marzenia obu. Mistrza i ucznia. Wyklęci bywają w… piątkowe wieczory, samotni nigdy. Co prawda kac rozszerza widzenie i pozwala dostrzec wcześniej niezauważane szczegóły, jednak jak sprawdzili wielokrotnie, prace tworzone w „imprezowym nastroju” zwykle wychodzą kiepsko. Pomimo, iż obaj są poważnymi twórcami ich prace są szalone, oniryczne, pełne pasji i nieprzewidywalne. Czasem dowcipne, często refleksyjne. Jest w nich niepokój udzielający się oglądającym. Podczas tarnowskiego wernisażu skromnie deklarowali, iż zdecydowanie wolą malować niż opowiadać o swoich obrazach. I bardzo dobrze, bowiem prawdziwa sztuka broni się sama. Gorąco polecam wszystkim ich dubeltową wystawę w Galerii „Hortar” państwa Kopczyńskich, a później zalecam jesienny spacer w pobliskim Ogrodzie Strzeleckim.


Marcin Bober urodził się w 1978 roku w Starogardzie Gdańskim. Od najmłodszych lat interesował się plastyką i muzyką, a z czasem zainteresowania przerodziły się w pasję. W roku 2000 rozpoczął studia na wydziale malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, które ukończył w roku 2006 dyplomem w pracowni prof. Henryka Cześnika. Malarstwa uczył się również u profesorów Hugona Laseckiego i Jerzego Ostrogórskiego. Duży wkład w artystyczny rozwój wniósł też profesor Roman Gajewski, u którego Bober uczył się rysunku i który był opiekunem aneksu do dyplomu.
Marcin Bober o swoim malarstwie mówi tak: 
„Na moje malarstwo składają się obecnie cykle: Bastard Pop, RTV/AGD, Modex, HayLIFE.
Tematyka cyklu Bastard Pop mówi o człowieku, dotyka różnych sfer życia, przedstawia społeczeństwo w wersji turbodoładowanej, przerysowanej, ukazuje w krzywym zwierciadle nasze życie codzienne nakłaniając do refleksji, cykl RTV/AGD natomiast jest moją odpowiedzią na powszechny i wciąż przybierający na sile kult przedmiotu. Cykl Modex swój rodowód ma w katalogach modowych, balansuje na cienkiej linie uwielbienia modowej stylizacji i wytykania jej próżności, natomiast cykl HayLIFE dotyka problemu przemijania, celebruję krótką chwilę z życia która często niezauważona umyka nam bezpowrotnie.”
Henryk Cześnik to bez wątpienia jeden z ważniejszych obecnie twórców sztuki w Polsce. Urodzony w 1951 roku w Sopocie. Absolwent Wydziału Malarstwa PWSSP w Gdańsku, dyplom w pracowni prof. K. Ostrowskiego w 1977 roku. Wielka w tym zasługa promotora dyplomu Kacha Ostrowskiego, który zostawił młodemu Cześnikowi duży margines swobody. Teraz równie przykładnie wykłada na macierzystej uczelni.
Miał mnóstwo wystaw indywidualnych, zbiorowych i nagród. Szczególnego podkreślenia wymaga jedna – Nagroda Krytyki Artystycznej im. C. K. Norwida uzyskana w 1987 r. za najlepszą wystawę w warszawskiej Galerii Test. Z sopocką Triadą  związany od początku jej istnienia. W marcu 2008 galeria Triada umieściła nazwisko artysty w prestiżowym „Kompasie Sztuki- rankingu polskich artystów współczesnych".
Obecnie profesor zwyczajny Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, Kierownik Pracowni Podstaw Malarstwa i Rysunku na Wydziale Malarstwa i Grafiki.
Artysta brał udział w ponad stu wystawach indywidualnych w licznych galeriach w kraju i za granicą, m.in. otwarcie galerii Triada w Gdańsku (1999); w Instytucie Kultury Polskiej i Galerii Koralewski w Paryżu (2002), Lwowskiej Galerii Sztuki (2002); Muzeum Sztuki w Odessie (2003); Galerii w Druskiennikach, (2004), Galerii Sztuki w Nancy (2004); Galerii Atlas Sztuki w Łodzi (2005); Instytucie Polskim w Pradze (2005); Fabryce Trzciny w Warszawie (2005) – wyst. zbiorowa; Pałacu Sztuki w Krakowie (2006), Instytucie Polskim w Sztokholmie (2006); Naestved Kunstforening (2007) w Danii. Odbył wiele podróży artystycznych, uczestniczył w plenerach krajowych i międzynarodowych. Prace Henryka Cześnika znajdują się w zbiorach muzealnych w Polsce, Rosji, Bułgarii, w Niemczech, w kolekcjach instytucji, muzeów i osób prywatnych.

Początkowo tworzył prace o tematyce sakralnej. W pierwszej połowie lat 80. zaczął malować na luźno zawieszonych kawałkach materiału. Wykorzystywał biel niezaguntowanego płótna. Szaro szkicowane kontury postaci bez światłocieniowego modelunku przypominały odciśnięte ślady. Przypominały, gdyż Cześnik nigdy w swoich pracach nie wykorzystywał metody odcisku. Te luźne kawałki materii to przede wszystkim prześcieradła pozyskiwane przez artystę ze szpitali. W galerii Atlas Sztuki po raz pierwszy Cześnik pociął swój obraz na fragmenty, które rozdał wernisażowym gościom. Liczy, choć bez zbytniego optymizmu, że pocięty obraz uda mu się złożyć w sierpniu w Sopocie na kolejnym wernisażu. Nikła szansa na powodzenie tego eksperymentu nie odbiera mu sensu, gdyż artyście chodzi o pretekst do spotkania i próbę złożenia obrazu.

Mroczny nastrój, neurotyczna kreska czy przekornie potraktowana tematyka religijna - to ulubione narzędzia artystycznej ekspresji Cześnika. Autor twierdzi, że wizje pochodzą z jego koszmarnych snów, często pojawiające się na obrazach konie to po prostu wyraz jego jeździeckich pasji, a elementy sakralne to echa katolickiego wychowania. To jednak tylko inspiracje, które autor przyprawia ironią, czarnym humorem i makabryczną wyobraźnią. Zwykła porodówka staje się dla niego studium kobiety, która musi przejść koszmar bólu związanego z porodem. Bezduszne, stalowe łóżka, na których siedzą nagie wychudzone ciała z twarzami bez wyrazu, wszechobecna szarość, składają się na obraz dawania życia jako czegoś raczej odrażającego, niż wzniosłego i pięknego. Podobnie rzecz ma się z pracą Obchody dnia strażaka - utrzymany w agresywnej, czerwonej tonacji, jakby buchający ogniem obraz, przedstawia bohaterów święta jako... szkielety, które z pomocą skrzydeł unoszą się nad gorejącymi budynkami. Ta cześnikowska ironia, szyderstwo ujawniają się w Sklepie kolonialnym częściach zamiennych, w którym można kupić sztuczne nogi i ramiona czy w My home is my castle, gdzie ludzka egzystencja sprowadzona zostaje do kilku prozaicznych scen z życia mieszkańców kamienicy. Ktoś je, ktoś urządza libację, ktoś bierze prysznic, jakaś para uprawia seks, a ktoś inny korzysta z toalety - samo życie, zdaje się mówić artysta, umieszczając w tle kopulastą cerkiew. Bo też religia pod postacią cerkwi właśnie, krzyży, a także motywów ukrzyżowania i postaci świętych, natrętnie powraca w pracach Cześnika. Te elementy pojawiają się nieustannie, często w sąsiedztwie pijaków, kurtyzan i innych wykolejeńców, a także zwierząt, domów, autobusów - tak, jakby nie sposób było uciec od religii, jej nakazów, jej bogów... Do tematycznych obsesji Cześnika można też zaliczyć śmierć oraz cierpienie. Autor wyraża je za pomocą deformacji i kalectwa, którymi obarcza swoje postaci, najczęściej kobiety. Mają one piękne demoniczne twarze, ale ich ciała są zniekształcone; nogi wtłoczone w szyny, ręce powykrzywiane. Czy w tych anty-estetycznych zabiegach chodzi o ukazanie cierpienia kobiet czy może słodką zemstę zranionego mężczyzny?

Warto też wspomnieć o motywie wózka, jaki raz po raz pojawia się w pracach Cześnika; zwierzętom, ludziom, przedmiotom - artysta doczepia kółka, tak, jakby w świecie widzianym jego oczami wszystko pędziło naprzód; nieokiełznane i niekontrolowane.
A tak o twórczości Henryka Cześnika pisze krytyk sztuki Jerzy Krechowicz (link).


Ryszard Zaprzałka


foto by Maciej Zaprzałka



poniedziałek, 07 września 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

  • -> Cztery kobiety - cztery nie - pokoje...

    Zupełnie wyjątkowy charakter miał ostatni w tym roku wernisaż w Galerii Miejskiej BWA, zlokalizowanej pod znanym wszystkim miłośnikom sztuki adresem czyli dworc

  • -> Najstarsze istniejące...

    Tarnów ma najstarsze w Polsce muzeum diecezjalne. Placówkę założył w 1888 r. ks. Józef Bąba. W ten sposób uratował wiele bezcennych dzieł. Muzeum mieści się prz



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -