Blog > Komentarze do wpisu

-> Krzysztof Klenczon – wspomnienie (felieton nr 35)

Gdyby żył 14 stycznia skończyłby 67 lat. W latach sześćdziesiątych był jedną z najważniejszych postaci naszej ubogiej pop-kultury. Czerwone Gitary nazywano wtedy polskimi Beatlesami, Klenczona natomiast polskim Lennonem. Było to dawno temu, byłem jeszcze brzdącem. Z tamtych lat zapamiętałem, że jeśli chodziło o Czerwone Gitary to moje starsze kuzynki, a także moje ciotki opowiadały się za Sewerynem Krajewskim, bo był ponoć taki ładny i tak dobrze ułożony. Moi kuzyni natomiast zdecydowanie woleli niezależnego Klenczona, który zresztą dla wielu dziewczyn był szalenie przystojnym facetem.


       Krzysztof Klenczon urodził się w Pułtusku, ale swoje dziecięce i młodzieńcze lata spędził w Szczytnie. W tamtejszym liceum pozostało sporo dyplomów za osiągnięcia sportowe, którymi wykazał się jako licealista. Swoje sportowe fascynacje zamienił jednak na rock and rolla. Zakręcony na punkcie Elvisa Presleya, sięgnął po gitarę. Koniecznie chciał naśladować mistrza. Ponoć jego pierwsze zmagania z kupionym za własne pieniądze instrumentem dostarczały rodzinie bardzo dyskomfortowych doznań. Chłopak był jednak bardzo konsekwentny. Ojciec, widząc jego samozaparcie, sprawił mu gitarę z prawdziwego zdarzenia.
       Pierwszy znaczący sukces przyszedł w 1962 roku, podczas I Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Klenczon wspólnie z Karolem Wargiem wykonał tam piosenkę Mały miś. Dzięki niej stał się jednym z laureatów tej ogólnopolskiej, dobrze obsadzonej imprezy. W latach 1962-64 grał na gitarze w Niebiesko-Czarnych, formacji będącej, obok Czerwono-Czarnych, najważniejszym zespołem beatowym tamtego okresu. W tym też czasie zaczął komponować pierwsze piosenki, jak choćby Licz do stu, czy Bo to był zły dzień. Wówczas wszystko było w jego artystycznym życiu "pierwsze".  Pierwsze nagrania radiowe i płytowe, pierwsze występy w sopockim „Non Stopie”, pierwsze koncerty za granicą i to nie tylko w „demoludach”, ale również za żelazną kurtyną, w Belgii, Szwecji, w sławnej paryskiej Olympii.
       Oto jak wspominał Klenczona jego kolega - saksofonista Włodzimierz Wander: Krzysztof był bardzo przystojnym facetem. Miał niesamowite powodzenie u dziewczyn.  Zazdrościliśmy mu tego powodzenia, namawialiśmy do grzechu, a on nic, tylko żona i praca. Był dobrym mężem i ojcem, umiał zawsze pogodzić swoje pasje z obowiązkami wobec rodziny i domu.  Potrafił naprawić samochód,  wytapetować mieszkanie czy pomalować schody, a wieczorem dać koncert.
       Z Niebiesko-Czarnymi muzyk dwukrotnie wystąpił podczas festiwalu opolskiego. W 1964 wykonał tam własne kompozycje Taka jak ty, Gdy odlatują bociany oraz Wspomnienia szkolne.  W lipcu 1964 roku trafił do zespołu Pięciolinie, które w styczniu roku następnego przekształciły się w Czerwone Gitary. Z tym zespołem Klenczon odniósł największe sukcesy. Występował z nim przez pięć lat, nagrał trzy szalenie popularne albumy, skomponował i zaśpiewał całą masę przebojów, z który należy wspomnieć takie, jak: Historia jednej znajomości, Jesień idzie prze park, Matura, Nikt na świecie nie wie, Kwiaty we włosach, a także: Wróćmy na jeziora, Powiedz stary gdzieś ty był oraz Biały krzyż.
       W zespole Klenczon był wyrazistą osobą, zdecydowanie jemu właśnie było najbliżej do postaci zbuntowanego rockmana. On też przydawał brzmieniu grupy prawdziwego rockowego drive’u. W styczniu 1970 roku, formalnie będąc jeszcze członkiem Czerwonych Gitar, nagrał z udziałem muzyków sesyjnych superhit 10 w skali Beauforta, kawałek, który z czasem stał się także popularną szantą. Konflikt, o podłożu artystyczno-ambicjonalnym z Sewerynem Krajewskim spowodował ostatecznie odejście Klenczona z Czerwonych Gitar. W marcu 1970 roku muzyk zadebiutował podczas Telewizyjnej Giełdy Piosenki z Trzema Koronami, jego nową grupą. W czerwcu 1971 roku zespół nagrał, jak się potem okazało, swój jedyny duży krążek, na którym znalazły się, poza 10 w skali Beauforta, także takie udane numery, jak: Nie przejdziemy do historii, Spotkanie z diabłem oraz Port.
       Wkrótce po dokonaniu w maju 1972 roku ostatnich nagrań z Trzema Koronami, podjął decyzje o wyjeździe do Chicago, gdzie mieszkała żona i jej rodzice. W 1978 jako Christopher wydał singel Hey Mr. America oraz album The Show Never Ends. Był jednak realistą, wiedział, że Ameryka nigdy nie da mu sławy i powodzenia jakie miał w Polsce. Aby utrzymać rodzinę, pracował tam jako taksówkarz i introligator. Nie przestał jednak komponować i występować w chicagowskich klubach. Brał udział w koncertach na rzecz polskich dzieci. 25 lutego 1981 roku, podczas powrotu z jednego z takich koncertów w klubie „Milford”, uległ bardzo poważnemu wypadkowi samochodowemu, w wyniku, którego zmarł sześć tygodni później. 
       Ponoć kiedyś w Zakopanem, w czasie jednej z wędrówek, dostrzegł razem z kolegą Januszem Kondratowiczem postawiony na skraju lasu brzozowy krzyż bez tabliczki. Gdy wrócili do domu, kilkakrotnie grał i nucił swoją balladę. Gdy odłożył gitarę, zamyślił się, po czym zaproponował: Napisz Januszku tekst o tym, że pamięć o człowieku nie umiera nigdy, nawet gdy próchnieją krzyże, ona tli się w nas, żywych. W swojej innej, wspomnianej już kompozycji śpiewał natomiast: Kwiaty we włosach potargał wiatr / Po co więc wracasz do tamtych lat? / Zgubionych dni nie znajdziesz już / Choć przejdziesz świat i wszerz i wzdłuż.


Krzysztof Borowiec


foto by Google Search



czwartek, 03 września 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -