Blog > Komentarze do wpisu

-> Nieznany „Dziennik” młodej panienki

Antoni Sypek

Specjalnie dla Tarnowskiego Kuriera Kulturalnego fragment Dziennika, po raz pierwszy publikowany.

       Nie sądziłem, że historia będzie mnie pasjonować nadal, mimo upływu lat. Stale coś mnie zaskakuje, fascynuje, coś odkrywam na nowo. Od kilku tygodni zajmuję się rzeczą, o której historykom tarnowskim się nie śniło, tak mniemam. Oto wielki polski filozof Kazimierz Twardowski (1866-1938), twórca szkoły filozoficznej zwanej szkołą lwowsko-warszawską, miał jak się okazuje w swoim życiu wspomnienia związane z Tarnowem, nic o tym nie wiedzieliśmy do dziś.
       W połowie lipca napisał do mnie prof. dr Jacek Jadacki z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Pracują w Instytucie nad książką o młodzieńczym okresie Twardowskiego. W jego bogatej rękopiśmiennej spuściźnie natrafiono na tajemniczy Dziennik, który pisała Maria Gąsowska. Jak twierdzi profesor Maria wywarła wielki wpływ na osobowość przyszłego filozofa. Przesyła mi więc Dziennik i prosi o rozszyfrowanie postaci oraz miejsc, o których Maria wspomina.
       Maria Gąsowska mieszkała w 1881 r. z rodzicami w Tarnowie. Miała lat 16 i uczęszczała do pensjonatu prowadzonego przez ss. Urszulanki. Ojciec Marii Edward był urzędnikiem kolei tarnowsko-leluchowskiej. W lecie 1881 r. Maria i Kazimierz Twardowski, byli kuzynami, razem spędzali wakacje, także w Tarnowie. Oboje mieli po 16 lat i wtedy zbliżyli się do siebie, na tyle, że wyznali sobie miłość. Co wydarzyło się między młodymi kochankami, zostało tajemnicą. Po wakacjach Kazio wrócił do Wiednia, zaś Maria do Tarnowa i swoją tęsknotę przelewała do sztambucha.
       Akcja Dziennika rozgrywa się w Tarnowie w okresie od 6 września do 8 grudnia 1881 r. Piszę częściowo szyfrem, to znaczy teksty miłosne są zaszyfrowane, taka sobie zabawa. Maria pisze o prozaicznych sprawach, o spacerach po Ogrodzie Strzeleckim, o wieczorkach muzycznych, o wizytach rodzinnych, o nudzie, jaka panuje w Tarnowie. Przez Dziennik przewijają się postacie jej koleżanek i sąsiadek, kolegów, przyjaciół i znajomych rodziców. Pisze o nauce u Urszulanek, charakteryzuje zdawkowo swoje nauczycielki. Widać, że Maria ma łatwość pióra, jest nadzwyczaj poważna w tym pisaniu, jednocześnie jej uwagi są pełne humory, kpienia, śmiechu także z siebie samej. Niezmiennie kończy każdy dzień wpisem o swojej tęsknocie za ukochanym, o swojej miłości, drży, czy ukochany także ją pamięta. Widać, że jest bardzo zakochana, tą pierwszą wielką miłością dorastającej panienki. Dziennik kończy się nagle 8 grudnia i nie wiemy, co się dalej stało.
       Jedno jest pewne, ich miłość się nie dopełniła. W 15 lat później 31-letni Kazimierz Twardowski był już profesorem filozofii na Uniwersytecie Lwowskim, rozpoczynała się jego wielka kariera naukowa. Dlaczego jednak po jego śmierci odkryto w pozostawionej spuściźnie Dziennik Marii Gąsowskiej, skąd się tam wziął, co się stało po 1881 r.?

*   *   *

       W ostatnich dwóch tygodniach Dziennik mną zawładnął, rozpocząłem kwerendę archiwalną. Na razie wiem tyle. Gąsowscy przebywali w Tarnowie do 1884 r. Następnie ojca Marii przeniesiono na inną stację kolejową w Galicji. Jakie były dalsze losy Marii Gąsowskiej? Pozostaje to wielką tajemnicą. Wyobraźnia podpowiada wiele scenariuszy. Przeglądam Schematyzmy galicyjskie, w latach 90. XIX w. wymieniana jest jakaś Maria Gąsowska jako nauczycielka w Iwoniczu, następnie w Sokalu i Bełzie na Wołyniu, widnieje w Schematyzmach do 1914 r. Czyżby to była ona, autorka przepięknego i wzruszającego Dziennika? Wszystko na to wskazuje. Pozostała więc niezamężną do końca życia. Pewnie żyła do ostatnich dni wspomnieniami wakacji z 1881 r., kiedy między nią a Kazimierzem doszło do zbliżenia, które zaowocowało wspólną młodzieńczą miłością. Kiedy zakończę pracę nad Dziennikiem i go opiszę, udostępnię historykom i nie tylko historykom tarnowskim.

Specjalnie dla Tarnowskiego Kuriera Kulturalnego fragment Dziennika, po raz pierwszy publikowany.

   Czwartek, 24 listopada.
   Uporządkowałam sobie swoje rzeczy, a teraz piszę do dziennika. Wieczór byliśmy na ślubie panny Krasickiej, ale był taki ścisk, ze nic nie można było wiedzieć. Ukochany, drogi Kaziczku mój! Przyjedź na święta! Błagam Cię! Jeżeli mię kochasz jeszcze, to przyjedziesz… W niedzielę był wieczorek tańcujący u Głowackich, lecz ja nie byłam, bo wujcio Kuhn nie mógł mię odwieźć, bo Kazio był chory. Miano się doskonale bawić, lecz ja tak bardzo nie żałuję, żem nie była. Bo bez Ciebie nigdy mi nie jest wesoło.

   Piątek, 25 listopada.
   Dziś poszłam już nareszcie do szkoły. – Głowa mię boli i gardło, i dlatego jestem dziś jeszcze 100 razy nieznośniejsza niż zwykle. Dziś wstąpiłabym chętnie do klasztoru – żeby mię tylko przyjęli. Ej, nie dziś jeszcze, aż we wtorek chyba, bo w poniedziałek chciałabym być na koncercie jeszcze. E, może po świętach, bo szkoda opuścić zabawy… Drogi mój! Napisz mi, co teraz porabiasz? O czym myślisz? Proszę Cię napisz! Albo lepiej przyjedź i powiedz mi… To daleko lepiej będzie….

   Sobota, 26 listopada.
   Rano w szkole, a po południu poszliśmy z panią Głowacką na przechadzkę do Ogrodu Strzeleckiego. Ach, jaki ten Tarnów nudne miasto, żadnej rozrywki tu nie ma, ani rozmaitości, ciągle i ciągle i wiecznie to samo. Żeby choć teatr był, lecz ani tego. Nie wiem dlaczego, ale często się teraz zamyślam, tak że nieraz jestem w kłopocie, bo gdy mię kto zapyta, nie wiem co mu odpowiedzieć. Wszyscy mówią, że robię znaczne postępy w muzyce i to mnie bardzo cieszy. Najdroższy mój! Dobranoc Ci. Kocham Cię. Mimi.

   Niedziela, 27 listopada.
   Byłam z Mamcią u Filipinów na Mszy św. Popołudnie bardzo mile spędziłam, bo przyszła do mnie Helenka Fuglewicz. Już wieczór, a ja nic jeszcze na jutro nie umiem – to źle.  Dziś masz wychód, drogi mój! Ciekawam, gdzie jesteś teraz i jak się bawisz. Pewnie doskonale, a może… Któż wie… Może nie… Dobranoc Ci, jedyny, ukochany mój! Dobranoc Ci, luby! Dobranoc najdroższy! Dobranoc Kaziuniu mój… Mój… na zawsze…

   Poniedziałek, 28 listopada.
   Nareszcie. Lecz znów nowy kłopot. Dziunia chora; gardło i głowa ją boli. A teraz idziemy na koncert, więc trza się już ubierać. Pa! Mój najmilszy! Pewno uczysz się teraz, biedaku, mój luby… Ach, muszę odejść teraz, bo mię wołają, lecz ciekawam, po co? Bardzo się ucieszyłam, bo dostałam 2 śliczne kamelie, które wezmę na koncert. 11 godz. Wybornie się bawiłam na koncercie, bo przyszedł do naszej loży Gustaw Grüner, i tyle opowiadał różnych [rzeczy], żeśmy się musieli ciągle śmiać. Koncert bardzo się udał.  

   Wtorek, 29 listopada.
   Po wczorajszej dobrej zabawie, jakoś mi dziś smutno i nudno. A bo i mam przyczynę do smutku; wielkie zmartwienie, a właściwie przykrość. Po południu była p. Makarewiczowa z Julkiem. Jedyny Mój! 10 koncertów dałabym za jeden wieczór widzenia się z Tobą... Dobranoc Ci, Kaziu mój…

   Środa, 30 listopada.
   O, kochany to i miły dzień! Bo nie tylko, że dziś nie zaznałam najmniejszego smutku i przykrości, ale jeszcze spotkała mię wielka przyjemność, bo dostałam list od Wandzi z Merano. Nie wiem, czy wszystkim ludziom, ale mnie dziś bardzo wesoło. – Jestem w bardzo gorącym (!) usposobieniu – tak jak nigdy! – Nigdy? – Ha! To pytanie. A teraz idę grać, ale coś bardzo wesołego. Mój ukochany! Ściskam Cię tak gorąco, jak gorące jest me usposobienie teraz. 

   Czwartek, 1 grudnia.
   Zawsze prawie w czwartek był dla mnie dniem szczególniej przyjemnym. Najszczęśliwsze chwile w mym życiu były właśnie w tym dniu. Lecz dziś nie jest wcale takim – przeciwnie, jest bardzo smutny, posępny, pochmurny. Dziś pierwszy raz od dosyć dawna płakałam. Ale dlaczego? Po co? Tego sama nie wiem. Bo czy to się uczę, czy gram lub czytam, ciągle mi na sercu ciężko, duszno, i smutno. Jestem tak osamotniona, tego roku, jak nigdy. Bo nie mam się przed kim użalić, zwierzyć. Nie dość, że nie mam obecnie żadnej z mych dwóch ukochanych przyjaciółek, to nawet żadnej towarzyszki, ani koleżanki, z którą bym serdeczniej, otwarciej pomówić mogła. I dlatego stałam się małomówna i ponura. Och, i do tego wiele, wiele rzeczy się jeszcze przyczynia. – I ten ból głowy także, który mię prawie co dzień popołudniu dręczy. Kto by czytał ten dziennik, powiedziałby pewno: „Jakaż ona sentymentalna”. Lecz tak nie jest – nie, bo wszystko, co tu teraz piszę, jest prawdą. – Jest przyczyna jedna, która bardzo się przyczynia do mego smutku, lecz o niej nie mogę pisać, nie mogę. – Mógłby też ktoś pomyśleć, że moje usposobienie tak często się zmienia; jednego dnia bardzo wesoła, drugiego zła i smutna. I tak też nie jest. Mam czasem wprawdzie wesołe chwile, lecz to rzadko, bo przeważnie moje usposobienie jest takie, w jakim ten dziennik piszę. Najdroższy! Przebacz tę bazgraninę Twej Maryi, której dziś bardzo smutno bez Ciebie.

   Piątek, 2 grudnia.
   Niczym nie był ten dzień odmienny od wczorajszego. Luby! Dobranoc Ci…

   Sobota, 3 grudnia.
   Troszkę mi weselej. – Sobota jest to dzień, w którym  się w szkole dobrze bawię. Po południu czytałam bardzo zajmującą powieść Sprężyna życia, a teraz na pisała list do Wandzi, lecz muszę jeszcze się zabrać do drugiego listu do Milci do Lwowa. Pewnie pomyślisz sobie: do innych może pisać, a do mnie ani słóweczka. Wierz mi: gdybym mogła, co dzień bym pisała, boś Ty mój najmilszy, najdroższy. Lecz trudno; nie mogę, Kaziuniu mój. Dobranoc, luby.

   Niedziela, 4 grudnia.
   Wieczór byliśmy u pp. Makarewiczów; dosyć dobrze się tam bawiłam. Był p. Rudnicki, który ładnie grał na fortepianie, a Makarewicz śpiewał i tak aż do 2 w nocy. Najukochańszy mój! Powiedz mi: gdzie wczoraj byłeś? To dziwne, że ile razy mnie jaka przyjemność spotka, zawsze myślę sobie: gdyby tu był teraz Kazio mój jedyny, o wieleż byłabym szczęśliwszą… Lecz Ciebie nie ma; ukochany mój; nie ma. A kto wie, kiedy przyjedziesz… A… kto wie, czy ko… jeszcze?...

   Poniedziałek, 5 grudnia.  
   Rano nie byłam w szkole; aż po południu poszłam, aby się okrutnie wynudzić. Dobranoc Ci…

   Wtorek, 6 grudnia.
   W nocy miałam febrę, a rano z okropnym bólem głowy poszłam do szkoły, ale po południu już nie mogłam, więc położyłam się do łóżka.

   Środa, 7 grudnia.
   Leżałam do 12-tej… O 2-giej poszłam na angielski. A wieczór pisałam list do Milci z prośbą, by do nas na Święta przyjechała.  Dobranoc, luby.

   Czwartek, 8 grudnia.
   Ponieważ dziś święto, więc rano grałam prawie ciągle; po południu przyszła p. Berezowska z Janką i Tadziem, i wszyscy z góry. Mama nam grała, więc tańczyliśmy. Ach, kiedyż będą tańczyć, ale tak naprawdę? Kiedyż? Na święta. Jakże się cieszę.  Luby mój! Przebacz mi, że dwa dni nie pisałam do Ciebie, i nie tłumacz sobie tego w żaden inny sposób, tylko w ten, że byłam chorą. Wieczór poszłyśmy z p. Berezowską na wieczorek muzykalny i znakomicie się bawiłam. Dobranoc, jedyny mój, drogi, ukochany, śliczny.

Do druku podał Antoni Sypek


sobota, 08 sierpnia 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -