Blog > Komentarze do wpisu

-> Groch z kapustą i Elżbieta Dzikowska

Najsłynniejsza polska podróżniczka wszech czasów Elżbieta Dzikowska (ur. 19 marca 1937 w Międzyrzecu Podlaskim – historyk sztuki, sinolog, reżyserka i operatorka filmów dokumentalnych, autorka wielu książek; wraz z mężem, Tonym Halikiem, zrealizowała około 300 filmów dokumentalnych dla Telewizji Polskiej, oraz prowadziła popularny program telewizyjny Pieprz i wanilia), zawitała tego lata do Tarnowa, gdzie 6 sierpnia w Restauracji „Pasaż” spotkała się z licznym gronem czytelników swoich książek. Niedawno, bo w czerwcu br. ukazała się czwarta jej książka z serii „Groch i kapusta. Podróżuj po Polsce. Południowy wschód”. Kończy ona popularny cykl przewodników, które w zamierzeniu samej autorki mają pomóc Polakom odkryć unikalne piękno naszego kraju. Dwa jej rozdziały poświęcone są Tarnowowi i ziemi tarnowskiej. Elżbieta Dzikowska tak mówi o serii przewodników „Groch i kapusta”: - Niegdyś, kiedy świat był dla Polaków zamknięty – mówiła podczas spotkania E. Dzikowska - chcieliśmy wraz z moim mężem Tonim Halikiem uchylić nań okno. Powstał wtedy cykl programów „Pieprz i wanilia”. Teraz, kiedy wszyscy możemy podróżować po całym świecie chciałam opisać niezwykłe miejsca jakie poznałam i często odwiedzam w Polsce. Podróżując przełamujemy bariery, stereotypy; w serii „Groch i kapusta” oprócz opisów i zdjęć, wiele uwagi poświęcam moim bohaterom, aby przekazać ich pasje, z nadzieją, że nie tylko zafascynują, lecz i zainspirują. Kiedyś program „Pieprz i wanilia” był oknem na świat, pokazywał dalekie, egzotyczne strony. Teraz - „Groch i Kapusta, Podróżuj po Polsce” zachęca Polaków, aby odkrywali swój kraj, bowiem często go zupełnie nie znają." Autorka podkreśla, zależy jej na tym, „aby czytelnik czuł, że ja byłam w każdym z tych miejsc, że książka jest rezultatem nie tylko lektur, ale przede wszystkim wielu wędrówek. Staram się przekazać ich klimat." Polska przedstawiona w książkach Elżbiety Dzikowskiej jest magiczna i intrygująca. I bezsprzecznie warta poznania. Oryginalna narracja przewodników zupełnie nie ogranicza ich funkcji praktycznej, dostarczając aktualnych informacji istotnych dla turystów o wybranych miejscach noclegowych, obiektach gastronomicznych czy regionalnych festiwalach. A promowanej w Tarnowie czwartej części cyklu - „Groch i kapusta. Podróżuj po Polsce. Południowy wschód” (można było ją nabyć wraz z cennym autografem autorki), towarzyszyła degustacja prawdziwej… grochówki, której kto nie skosztował niech żałuje. Zaś my poniżej prezentujemy ciekawy wywiad, jakiego Elżbieta Dzikowska udzieliła dla Gazety Krakowskiej naszemu autorowi Jerzemu Reuterowi.


Gdy na salę tarnowskiej kawiarni „Pasaż” weszła Elżbieta Dzikowska panowie w pierwszym odruchu zasłaniali krawaty, a nie mniej eleganckie panie zaczęły bić brawo. Skromność znamienitego gościa onieśmieliła wszystkich. Ubrana w dżinsowa sukienkę i proste sandały przywitała zebranych szerokim i szczerym uśmiechem. Błysnęła zawieszonym na szyi rytualnym, staroindjańskim medalionem, zaznaczając przywiązanie do wykreowanego przez siebie przed wielu laty stylu etno. W późniejszych rozmowach okazało się, że wysadzany klejnotami medalion jest repliką azteckiego, ofiarnego noża.


Jerzy Reuter – Jesteś podróżniczką i artystką, twórcą i krytykiem twórczości. Obserwujesz naturę i jednocześnie poprzez swoja sztukę bawisz się alternatywnym przedstawianiem tejże natury. Czy takie połączenia są świadomym wyborem?
Elżbieta Dzikowska – To kwestia przypadku i różnych rygorów narzucanych sobie przez całe życie – tego wymaga profesjonalizm i odpowiedzialność za to co się chce robić. Sztuka jest mi przyrodzona, a podróże są miłością nabytą, chociaż jedno z drugim ma bardzo głębokie połączenia. Myślę, że liczy się końcowy efekt.
J.R. – Groch z kapustą?
E.D. – Świetnie to ująłeś! Różne składniki, a potrawa nader smaczna, prawda?
J.R. – Pochodzisz z patriotycznej rodziny z typowo polskimi traumami. Dziadek zamordowany w Ostaszkowie, ojciec zabity przez hitlerowców. Czy miało to jakiś wpływ na twoje życie?
E.D. – Niewątpliwie tak. Na pewno te przejścia przyczyniły się do ukształtowania mojej buntowniczej natury, co nie zawsze pomagało mi w późniejszym życiu. Powojenna władza przykleiła do mnie znamię niepoprawnego pochodzenia i wlokło się to za mną bardzo długo. Nie wiem czy wiesz, że w latach pięćdziesiątych siedziałam w tym samym więzieniu, w którym zginął mój ojciec, w Lublinie.
J.R. – Podobno byłaś najmłodszym więźniem politycznym w tamtych latach. Miałaś zaledwie piętnaście lat.
E.D. – Tak, założyliśmy w międzyrzeckim liceum tajną organizację. Chcieliśmy wysadzać tory kolejowe i słupy telegraficzne, a o wszystkim poinformowaliśmy anonimem miejscowy posterunek MO. Skończyło się więzieniem, torturami i wyrokami. Dzięki amnestii wyszłam po pół roku i wróciłam do szkoły. Potem zaczęłam studia i przeniosłam się do Warszawy. Wiesz, nie miałam zbyt wielkiego wyboru, miałam zaledwie szesnaście lat. Dostałam się na sinologię, co było nielada wyzwaniem dla tak młodej osoby.
J.R. – Mając 16 lat zmierzyłaś się z ogromem historii orientu. Czy to w jakiś sposób zdeterminowało twoje późniejsze życie?
E.D. – Na pewno tak. Otworzyła się we mnie brama na świat i wielka odwaga do zmierzenia się z tym wszystkim co było poza szarą rzeczywistością tamtych lat. Po 56 roku w ramach odwilży pozwolono mi wyjechać na kilka tygodni do Chin, jednak po powrocie nie znalazłam pracy w zawodzie. Zatrudniałam się w przeróżnych miejscach. Przez krótki okres byłam nawet cieciem w PAX-owskim Maratonie i dopiero w 59 roku zaproponowano mi pracę w miesięczniku Chiny. Równocześnie zaczęłam studia na wydziale historii sztuki UW.
J.R. – Kiedy zaczęły się twoje wielkie podróże i miłość do fotografii?
E.D. – W 1956 roku, mój przyjaciel, Tadeusz Kubiak, pokazał mi jak się wkłada film do aparatu i tak się wszystko zaczęło. Po kilku latach w miesięczniku Chiny dostałam pracę w Kontynentach i powierzono mi dział Ameryki Łacińskiej i wkrótce stałam się specjalistą od tego kontynentu.
J.R. – Czy jest jakiś bardzo szczególny dzień, który zapoczątkował nowy etap twojego życia?
E.D. – Są takie daty. Dwie bardzo radosne, a jedna smutna. 17 września 1974 r. Miasto Meksyk, obiad w domu mojego przyjaciela, znakomitego grafika José Luisa Cuevasa Wśród zaproszonych gości był Luis Echeverria Alvarez, ówczesny prezydent kraju.. Wtedy to otrzymałam od prezydenta stypendium i poznałam mojego drugiego męża Tony'ego Halika - był korespondentem amerykańskiej sieci telewizyjnej NBC i prezesem Meksykańskiego Związku Dziennikarzy Zagranicznych. Stypendium i spotkanie Toniego zmieniło całe moje życie, a zadecydował o tym jeden dzień!  Był też inny, wielki dzień. dwa lata później razem z Tonim uczestniczyłam w wyprawie, która odkryła w Peru ostatnią stolicę Inków Vilcabambę - oficjalnie 22 lipca 1976 r. A było tak... Z Meksyku wracałam do Warszawy przez Limę, gdzie spotkałam prof. Edmundo Guillena, historyka. Tony przyleciał do Limy z Meksyku, ja z Warszawy. Z prof. Guillenem i jego uczniem ruszyliśmy do Cusco. Dalej podróżowaliśmy pociągiem, ciężarówką, wreszcie konno i na mułach. Kiedy po kilku dniach dotarliśmy do miejsca zwanego Espiritu Pampa i założyliśmy obóz, najbardziej dały nam się we znaki komary, a przede wszystkim gęsta dżungla. Żeby się przez nią przedostać, wycinaliśmy maczetami drzewa. Ale było warto! Z gęstwiny zaczęły wyłaniać się mury z charakterystycznymi oknami, odrzwiami i niszami w kształcie trapezu.. Znaleźliśmy także Świątynię Słońca z ogromnym rytualnym kamieniem w środku - symbol wieczności - oraz nieźle zachowaną budowlę, prawdopodobnie klasztor tzw. dziewic słońca.
J.R. – A ten smutny?
E.D. - Jak dla większości Polaków, to data ogłoszenia stanu wojennego. Zostały wtedy rozwiązane moje ukochane Kontynenty, a ja dostałam pracę w młodzieżowym Radarze, gdzie zajęłam się sztuką.
J.R. – Czy trudno jest opisywać Polskę? Zakończyłaś czterotomowy cykl Groch i kapusta, czego zwieńczeniem jest dzisiejsze spotkanie. Jak pomieściłaś swoje pisanie w natłoku innych opracowań, by osiągnąć taki sukces?
E.D. – Przecież jestem artystką i mam zupełnie inne spojrzenie na rzeczywistość. Szukam ludzi i staram się sklejać ich z regionem w którym żyją, dopatruję się różnych powiązań i zależności. Człowiek – jego miejsce, to mnie fascynuje. Poza tym, może będę banalna, kocham swój kraj w każdym zakątku i w każdej historii. Nie byłoby mi łatwo pisać o Tarnowie gdyby nie przyjaźń ze wspaniałymi ludźmi z waszego miasta. Trzy lata temu gościłam w restauracji Adama Andrasza, poznałam pasjonata historyka Antoniego Sypka, dyrektora muzeum Adama Bartosza i wielu innych nie mniej „pięknych” tarnowian. Takie spotkania nadają klimat mojemu pisaniu.
J.R. – Jakie miejsce w regionie tarnowskim urzekło cię najbardziej?
E.D. - Tarnowska starówka! To prawdziwa perła renesansu. Zamek w Dębnie i kolorowe Zalipie. Macie czym się chwalić. Południowo wschodnia Polska urzekła mnie przed laty, gdy zawitałam w Ustrzykach Górnych. Dzisiaj mam tam oddanych przyjaciół i stałe miejsce w Hotelu Górskim.
J.R. – Jesteś międzynarodowym krytykiem sztuki i kolekcjonerem. Jak radziłaś sobie z pozyskiwaniem pieniędzy na zakup dzieł?
E.D. – Ciułałam i oszczędzałam każdy grosz, ale najwięcej zakupów robiłam za pieniądze wygrane w karty… od Toniego. Grywaliśmy wieczorami w kanastę i czasami myślę, że Tony dawał mi wygrywać, ale kto to wie?
J.R. – Bardzo dziękuję za miłą rozmowę i życzę zdrowia.
E.D. – Dziękuję i wzajemnie.


foto by Paweł Topolski



czwartek, 20 sierpnia 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -