Blog > Komentarze do wpisu

-> Znicze pamięci

Zapłoną jutro min. przy Kurhanie Kresowym usytuowanym tuż obok wejścia na Stary Cmentarz w Tarnowie, upamiętniając ofiary tzw. Krwawej Niedzieli 11 lipca 1943 roku, kiedy to bandy UPA uderzyły na 167 kościołów na Wołyniu. Zabito wtedy wielu księży i prawie 10 tysięcy wiernych. W sobotnie popołudnie 11 lipca o godz. 17, dokładnie w rocznicę tamtej hekatomby, zgromadzą się przy symbolicznej mogile - kurhanie członkowie tarnowskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich oraz ci wszyscy którym bliska jest pamięć o tamtym, przez całe lata celowo pomijanym i skazanym na programową niepamięć, ludobójstwie. W tym roku przyłączy się do nich również grupa przedstawicieli kilku tarnowskich organizacji pozarządowych - organizatorów sesji popularno-naukowej „Zagłada. Ludobójstwo na polskich Kresach", jaka odbyła się w Tarnowie w październiku ubiegłego roku. Podczas sobotniej uroczystości zainaugurują oni akcję zbierania podpisów pod apelem o uwzględnienie polskich ofiar ludobójstwa na Kresach podczas wrześniowych apeli poległych, które odbywać się będą w rocznicę wybuchu II wojny światowej na terenie całego kraju. Przypomnijmy, iż w tym roku obchodzimy 65 rocznicę ludobójstwa dokonanego w Małopolsce Wschodniej przez faszystów z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii i SS "Galizien" (Hałyczyna). Niechaj mottem tegorocznych uroczystości będą słowa księdza Isakowicza – Zaleskiego: Ofiarom - pamięć i cześć, Polsce i Ukrainie - przyjaźń i zgoda, OUN, UPA i SS "Galizien" - hańba i potępienie. W imieniu organizatorów tarnowskich obchodów apelujemy: Przyjdźmy i solidarnie dajmy świadectwo naszej narodowej pamięci. A symboliczne znicze zapalmy nie tylko pod Kresowym Kurhanem lecz także w naszych oknach i sercach…


Na swoim blogu wspomniany wyżej ksiądz Isakowicz - Zaleski napisał min. „…ludobójstwo na Kresach jest nadal przemilczane przez polskich i ukraińskich polityków. Od 20 lat politycy ci nie potrafili postawić (z małymi wyjątkami) nie tylko pomników, ale i nawet krzyży na mogiłach setek tysięcy polskich obywateli pomordowanych przez UPA. Równocześnie na Ukrainie powstają pomniki katów. Sprawa ludobójstwa jest też nadal nieobecna w podręcznikach szkolnych po obu stronach rzeki Bug. Jak napisał w swoim pamiętniku mój śp. Ojciec: Kresowian zabito dwukrotnie, raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie, a to drugie morderstwo jest gorsze od pierwszego. W sumie w czasie ludobójstwa zamordowano 150 tys. Polaków, a także wielu Żydów i Ormian oraz tych sprawiedliwych Ukraińców, którzy ratowali Polaków.

A oto ciekawy i poruszający „rocznicowy” tekst pióra redaktora Mirosława Poświatowskiego opublikowany onegdaj na tarnowskim portalu inTARnet.pl:


„No chłopa idemo, od dywyte, tut morda polska leżyt”

Pięlegnacja niepamięci i hańby

Zbliża się 11 lipca - data, którą polskie środowiska kresowe i patriotyczne (bo niestety wciąż nie polskie władze i polskie - pożal się Boże - elity polityczne) od lat obchodzą jako rocznicę tzw. Rzezi wołyńskiej - kulminacyjnej fazy ludobójczych ataków na ludność polską i przedstawicieli innych narodowości, z zimną krwią zaplanowanych i przeprowadzonych przez zbrodniarzy spod znaku OUN - UPA na terenie Wołynia i Galicji Wschodniej w latach 40- tych XX wieku. Zbliżająca się rocznica każe zastanowić się nad przyczynami trwającego wciąż braku zainteresowania urzędników państwa polskiego upamiętnieniem około 200 tysięcy polskich ofiar tych zbrodni i stanem relacji polsko-ukraińskich.

Obok mnie leżała kobieta – Maria Jesionek, matka trojga dzieci, dwóch synów, jeden ośmio, drugi pięcioletni i niemowlę ośmiomiesięczne. Ona też wyskoczyła z płonącego budynku wraz z dziećmi tuż przede mną. Morderca ugodził ją kulą, leżała martwa na swym uduszonym niemowlęciu. Jej ośmioletni syn został też zastrzelony, ten zaś pięcioletni siedział tuż martwej matce, szarpał ją i wołał „ Mamo wstawaj, chodźmy do domu – płakał”. Podbiegł do niego Ukrainiec, przyłożył lufę karabinu do głowy i strzelił. Dzieciak przewrócił się na plecy matki, a przywarwszy do jej pleców swoje plecy, wyciągnął ręce do góry jak w modlitwie.”
To fragment jednej z najmniej wstrząsających relacji z ludobójstwa dokonywanego przez ukraińskich nacjonalistów na polskich Kresach. W repertuarze „bohaterów” z OUN – UPA znajdowało się podpalanie kościołów wypełnionych modlącymi się ludźmi, obdzieranie żywcem ze skóry, cięcie piłą, wydzieranie nienarodzonych dzieci z łon matek i inne bestialstwa. A wszystko to często przy wtórze rechotu, szyderstw i wesołej zabawy. A jeszcze dzień wcześniej ci sami ukraińscy sąsiedzi zapewniali że nie ma się czego obawiać, lub że próba opuszczenia wsi będzie traktowana jako zdrada, „nielojalność”.

Dziś tożsamość ukraińskiego państwa budowana jest właśnie na tym ludobójstwie – ludobójstwie zaplanowanym, co poświadczają dokumenty, ludobójstwie do którego wręcz zachęcała część ukraińskiego duchowieństwa grekokatolickiego. Obecnie na Ukrainie prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko dąży do uznania OUN-UPA za formację niepodległościową (dekret z 2006 roku). Mordercom stawia się pomniki, sławi i gloryfikuje, budując na kłamstwie i zbrodni tożsamość Ukrainy. „Przede wszystkim należy narzucić Polakom nasz punkt widzenia na historię i na stosunki ukraińsko-polskie. Nie dopuścić do głoszenia, że Lwów, Tarnopol, Stanisławów, Krzemieniec i in. Kiedykolwiek odgrywały rolę polskich ośrodków kultury. Zawsze były to ośrodki kultury ukraińskiej. Polacy nie odgrywali w nich najmniejszej roli, a to, co o nich głosi się dzisiaj, zaliczyć należy do polskiej szowinistycznej propagandy.” - to fragment uchwały Krajowego Prowodu OUN z 1990r. Wyraźnie widać, że zapisane tam cele są realizowane przez organy ukraińskiego państwa – a chwilami wydaje się że również i państwa polskiego i to nie tylko za sprawą finansowania gloryfikujących UPA środowisk ukraińskich w Polsce (ukraińskie organizacje, czasopisma). W kwietniu b.r. partia „Swoboda” wywiesiła na ulicach Lwowa plakaty ku czci dywizji Waffen SS Galizien. „Dzisiaj ideologia ukraińskiego nacjonalizmu może stać się ideologią naszego państwa” - mówił w maju b.r. Ołeh Tiahnybok na zjeździe partii Swoboda. „Swoboda” zorganizowała również obchody 65 rocznicy „niszczenia ukraińskich wsi na terenie Chełmszczyzny”. „Chełm zawsze ukraiński!” - brzmiało główne hasło uroczystości. Działacze tej partii starali się również nie dopuścić do wspólnych uroczystości w Hucie Pieniackiej, posuwając się nawet do rozkopania drogi, którą na miejsce miały dotrzeć delegacje polskie i ukraińskie. Dla przypomnienia: mieszkańcy Huty Pieniackiej (ok. 600 – 1500 osób) zostali wymordowani przez ukraiński oddział SS.
Co więcej, od kilku tygodni przekraczających granicę przez najbardziej uczęszczane przejście Dorohusk witają nowe tablice przydrożne, głoszące „Wołyń - Kraj Partyzanckiej Sławy”. Niedawno w Łucku zorganizowano „wieczornicę” przedstawiającą fragmenty biografii Bandery. Burmistrz Łucka w swoim okolicznościowym wystąpieniu zapewnił zgromadzonych – w tym delegację „kombatantów” UPA, że dołoży wszelkich starań, by jak najszybciej w stolicy Wołynia powstał pomnik Bandery. Jak pisze Konrad Rękas „zgromadzeni wysłuchali koncertu pieśni upowskich i siczowych, odebrali też błogosławieństwo od przedstawicieli Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej (Patriarchatu Kijowskiego), a także – ze szczególnym wzruszeniem – od Wasyla Kusznira, komendanta Krajowego Bractwa OUN-UPA im. „Kłyma Sawura” (przywódcy i organizatora rzezi wołyńskiej).” Łuck jest miastem partnerskim Lublina, może więc nie powinien dziwić haniebny fakt nadania 1 lipca b.r. przez Katolicki Uniwersytet Lubelski doktoratu honoris causa prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence. Niestety, władze tej Uczelni starały się nie tylko nie zauważyć grupy protestujących pod jej murami w czasie uroczystości z udziałem prezydenta Ukrainy ale też "nie zauważyły" listu protestacyjnego ws. przyznania Juszczence doktoratu H.C., podpisanego przez tysiące Polaków. Skoro katolicka uczelnia przyznaje honorowy doktorat komuś, kto gloryfikuje ukraińskich zbrodniarzy winnych ludobójstwa, w następnej kolejności KUL powinien wyszukać i wyróżnić w ten sam sposób kogoś, kto sławi np. twórców niemieckich obozów koncentracyjnych. Jako, że wiernymi donatorami KUL są środowiska patriotyczne i katolickie, decyzja ta z pewnością zostanie przez nie należycie doceniona, gdy księża zwracać się będą do wiernych z prośbą o kolejną składkę na „tacę”, która ma zasilić konto tej uczelni.

Zresztą, również prezydentowi Polski Lechowi Kaczyńskiemu, mieniącemu się być patriotą, nie przeszkadzało, gdy we Lwowie w jego obecności Juszczenko sławił OUN - UPA. Być może byłoby jeszcze wskazane, aby Lech Kaczyński otrzymał album fotograficzny „UPA – historia niepokornych”, do którego Juszczenko napisał przedmowę? Chciałoby się zapytać, jakież to tak wielkie korzyści odnosi Polska z tego tytułu, że wybrany w demokratycznych wyborach reprezentant polskiego narodu gdy ktoś na naród ten symbolicznie sika, udaje że pada deszcz? Kresowiacy mają jeszcze w pamięci gdy Kaczyński w ostatniej chwili wycofał swój patronat nad uroczystościami upamiętniającymi ludobójstwo dziesiątek i setek tysięcy Polaków (ale też i Żydów a nawet samych Ukraińców, gdy np. ratowali Polaków) dokonane przez ukraińskich nacjonalistów na Kresach, by przyjąć patronat nad odbywającym się w tym samym czasie festiwalem kultury ukraińskiej. Kresowiakom nakazuje się milczeć na temat ludobójstwa. Utrudnia się organizowanie naukowych konferencji na ten temat. Niedawno miała miejsce tego rodzaju konferencja organizowana pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich – w przeddzień spotkania pod naciskiem ambasadora ukraińskiego swój udział odwołał przedstawiciel polskiego MSZ (nazwa: Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest jeszcze bardziej trafna niż się to wydaje na pierwszy rzut oka). Problemy z wygłoszeniem przemówienia miał także Andrzej Przewoźnik, odpowiedzialny za „ochronę pamięci o walce i męczeństwie narodu polskiego”. Jak się okazało, kłamliwy pretekst brzmiał: „nie uzgodniona lista prelegentów”, czytaj: obecność na niej ks. Tadeusza Isakowicza -Zaleskiego, niezłomnego kapłana niestrudzenie walczącego o upamiętnienie ofiar kresowej hekatomby i wyraźne nazywanie zła złem, morderców - mordercami a ofiar - ofiarami.
Symboliczna jest tu jeszcze inna sytuacja. W ubiegłym roku banderowcy w Bieszczadach postawili nielegalnie pomnik UPA. Nadzór budowlany kazał go rozebrać. Polecenie nie zostało wykonane! Pomnik zniszczyli więc nieznani sprawcy. Wobec czego polska (!) prokuratura wszczęła śledztwo, mające znaleźć winnych zniszczenia nielegalnego, w dodatku gloryfikującego zbrodniczą organizację pomnika! W odwecie z kolei deputowani lwowskiej rady obwodowej grożą usunięciem kamiennej rzeźby Szczerbca na Cmentarzu Orląt...

Takie przykłady można mnożyć. W tle pobrzmiewają pytania o historyczną prawdę, o interes narodowy, o pamięć ofiar, o polską tożsamość i suwerenność. Przeżywamy czas skandalicznych roszczeń majątkowych Niemiec i roszczeń środowisk żydowskich. Próbuje się uczynić nas współodpowiedzialnymi za holocaust a ostatnio nawet sprawcami wybuchu II wojny światowej. W tym ostatnim przypadku był przynajmniej jakiś protest złożony na ręce dyplomatów rosyjskich. Jednocześnie organy polskiego państwa nie robią jednak nic - i to od lat - by zapobiec fałszowaniu historii ze strony drugiego z naszych wschodnich sąsiadów. Okazuje się, że wspierając pomarańczową rewolucję wsparliśmy środowiska budujące tożsamość narodową Ukrainy na zbrodniczym nacjonalizmie, którego efektem było ludobójstwo. Chciałoby się zapytać, jakie to polityczne korzyści odnosi z tego Polska? Czy chcemy mieć takiego sąsiada? Polskie państwo, jeśli nadal ma być państwem polskim, powinno stanowczo przeciwstawiać się takim działaniom Ukraińców. Co więcej – państwo polskie, jeżeli jest państwem poważnym, powinno ścigać żyjących wciąż, tak na Ukrainie jak i np. w Kanadzie ukraińskich zbrodniarzy winnych zbrodni ludobójstwa, która nigdy nie ulega przedawnieniu. Zbrodniarzy, którzy, jak pokazały pojedyncze przykłady, potrafili uciec za ocean, posługując się polskimi dokumentami zabranymi tym, których zamordowali.
I nie zapominajmy o jeszcze jednym aspekcie – przecież Bandera był obywatelem Rzeczypospolitej! Na ukraińskich „bohaterach” ciąży nie tylko najcięższa możliwa zbrodnia ludobójstwa, ale również zdrada stanu.

Stanisław Michalkiewicz pisze, że państwa dzielą się na poważne i na niepoważne. Poważnym państwem z całą pewnością jest Izrael. Izrael, który potrafił przez dziesięciolecia tropić, karać, a gdy trzeba – porywać i zabijać poza granicami kraju winnych holocaustu. Od polskiego państwa aż tak wiele nie oczekuję. Od polskiego prezydenta, polskich ministrów i polskich parlamentarzystów oczekiwałbym jednak, żeby choć trochę i choć na chwilę spróbowali być poważni i przynajmniej uszanowali bestialsko pomordowanych Polaków i własną historię, nie poświęcając jej na ołtarzu iluzji doraźnych interesów. Bowiem naród, który nie szanuje własnej przeszłości, nie tylko nie jest godzien szacunku, ale zwyczajnie – nie jest w stanie budować własnej przyszłości. Tę budować będą zań inne ludy. Kreując taką „politykę historyczną”, wedle której przyszłe pokolenia ucząc się o "polskich obozach koncentracyjnych", "polskim udziale w holocauście" i „wypędzeniach” wciąż przepraszać będą za nie swoje grzechy i płacić miliardowe „odszkodowania”, pomieszkując sobie na polskojęzycznych terytoriach zależnych...

P.S. Do powyższego felietonu kolejną puentę dopisało życie, kolejny raz pokazując, po przykładzie żydowskim i niemieckim, do czego prowadzi polityka przemilczania historii i braku reakcji na próby jej zakłamywania, prowadzona przez nasze „elity”. Oto parę dni temu (informacja PAP) szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Walentin Naliwajczenko zrównał polską policję z gestapu i NKWD zarzucając jej udział w eksterminacji narodu ukraińskiego! Czy w ślad za tym podniosą się znów głosy o „powrocie rdzennie ukraińskich” południowo-wschodnich terenów Polski do „ukraińskiej macierzy”? Zapewne możemy się tego spodziewać, wobec zachęcającej do takich żądań postawy polskich polityków, którzy znów niczego nie zauważyli, udając, że to tylko „pada deszcz”.
Abstrahując od niezrozumiałej postawy rządu RP, zezwalającej bez jakiegokolwiek protestu na postępującą eskalację "brunatnienia" ukraińskiej polityki wewnętrznej; czy naprawdę wciąż musimy przypominać urzędnikom państwa polskiego o obowiązku dbałości o pamięć o pomordowanych na Kresach rodaków i o dziedzictwie historii ? Dlaczego okazuje się to dla polskiego rządu takie trudne ?
Kolejny raz, tym razem nie w kontekście gospodarczym, powraca pytanie, czyje interesy ten „polski” rząd tak naprawdę reprezentuje. Bo polskie – na pewno nie.

Mirosław Poświatowski


foto by DF



piątek, 10 lipca 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -