Blog > Komentarze do wpisu

-> Spacery po Tarnowie

To sprawdzona i od lat kilku kultywowana w naszym mieście forma spędzania wakacyjnego czasu. Organizatorami „Spacerów po Tarnowie” jest Tarnowskie Centrum Informacji, artystycznie wspierane przez Tarnowską Artystyczną Konfraternię, dowodzoną przez niezmordowaną i powszechnie lubianą lokalną Judymkę – Krystynę Drozd, a teraz jak się okazuje także spacerowiczkę. Zaangażowani w ich przygotowanie są także: Starostwo Powiatowe w Tarnowie, Zespół Szkół Ogólnokształcących i Technicznych im. J. Szczepanika w Tarnowie oraz restauracje i kawiarnie: Pasaż, Alchemik i Podzamcze. Tegoroczną edycję te popularnej imprezy opatrzono hasłem „Sławni i wybitni tarnowianie”. Dwa niedzielne spacery zaplanowano na lipiec, kolejne trzy na sierpień. Pierwszy spacer poświęcony historii rodziny Tarnowskich odbył się 5 lipca o 15.00, kolejny w najbliższą niedzielę 19 lipca, kiedy to będzie można poznać drugi ważny tarnowski ród Sanguszków. Sprawdzonym, niezwykle kompetentnym przewodnikiem po historii miasta jest starszy kustosz Muzeum Okręgowego Kazimierz Bańburski, urodzony gawędziarz i pasjonat historii. W pierwszym spacerze, tym razem po Górze Św. Marcina, partnerowali mu Alicja Kawa - studentka wrocławskiej Wyższej Szkoły Muzycznej i Kazimierz Koprowski - Zastępca Prezydenta Miasta. Licznym, stałym uczestnikom tego projektu oraz przypadkowym spacerowiczom przedstawili oni w artystycznej oprawie mało znaną legendę Walerii Szalayówny o powstaniu naszego miasta, literacko opracowaną przez Krystynę Drozd, dzięki uprzejmości której przedstawiamy ją poniżej wraz ze szczegółowym programem tegorocznych „Spacerów po Tarnowie”.


Puszcze tu były odwieczne, ciemne, niezmierzone. Kędy się zaczynały i gdzie kres ich był , nie wiedział nikt, jak i nikt nie dotarł do ich tajemniczej głębi, co ciemna, niezbadana, pierścieniem trzęsawisk okolona, stała groźna i milcząca.

Dunajec jeno - śmiałek górski, w Karpatach wolnych zrodzony, w głąb oną wdzierał się bez trwogi - ale i on po jakimś czasie bieg swój wartki tracił i rozlewał się szerokim, cichym zwierciadłem, pełnym kęp bagnistych olszyną porosłych, jakby nie śmiał już szumieć tu wesoło, kędy olbrzymy leśne - ciche, zadumane, wznosiły ku niebu, królewskie swe korony.

Naraz cicha głąb zadrżała gwarem odległym; gwar ów przybliżał się z każdą chwilą: słychać już było ujadanie psów, tętent koni, trzask łamanych gałęzi i rozognione głosy ludzkie.
Łowy jakieś tu się odbywały.
Jakoż niebawem z gęstwiny wysunął się łoś olbrzymi i ogromnymi skokami zmierzał ku rzece, co leniwie toczyła swe jasne fale.
Dopadłszy rzeki runął w wodę i płynąć począł, a w tejże chwili wypadły za nim zdyszane psy i rzuciwszy się w rzekę, ścigały dalej nieszczęsnego zbiega.
W ślad za psami ukazała się garść ludzi, pędząca na rozhukanych rumakach.
Łoś ostatnim wysiłkiem dopłynął do drugiego brzegu, wyskoczył nań i pomknął dalej, a w tejże chwili najstarszy z jeźdźców konia zdarł.

- Stać!! - krzyknął gromko.
Tam dalej bagna i moczary, tu musimy się zatrzymać!
- Tutaj?! ... - wybuchnął młodzieńczyk, ściągając gniewnie brwi ciemne.
Czyś oszalał stary?!
Zwierz raniony i stajania nie ujdzie, a ty miast gonić, o spoczynku myślisz?
Ha ! tożbym chyba sobą nie był, gdybym taką zdobycz z rąk wypuścił!

- Wasza miłość! - zaczął stary.
Toż tam bagnisko bezdenne, jednemu przemknąć się trudno, a cóż dopiero gonić zwierza w tylu ludzi i koni!

Za całą odpowiedź, rycerzyk spiął konia i runął w wodę.
- Ja też czeladzi nie potrzebuję! - krzyknął wypłynąwszy na wierzch - Rozpiąć namioty i jadło przygotować! Zaraz powrócę!
- Niech i tak będzie - mruknął stary i bez namysłu wparł swego konia w wodę.
- Czekać tam w gotowości! - huknął ku czeladzi, co z rozwartymi gębami śledziła odjeżdżających, a na głos starego, leniwie krzątać się poczęła.
Płynęli tak czas jakiś mącąc jasną, przejrzystą powierzchnię wody.
Konie parskały i sapały z wysiłku.
Wreszcie pierwszy, potem drugi - grunt pod nogami poczuł i w chwilę później obaj myśliwi na brzeg wyskoczyli i w głębiach leśnych się znaleźli.

Działo się to w pierwszych latach wieku czternastego.
Młodzieniec ów, Spicynio, czyli, jak wówczas mawiano zdrobniale: Spytek, syn możnego rycerza polskiego.
Ojciec Spytka, wierny przyjaciel króla Władysława Łokietka, nie odstępował pana swego w najcięższych chwilach tułaczki i niedoli, czym serce jego na zawsze sobie zjednał.
Gdy wreszcie Łokietek do Polski znów powrócił, młodziutki Spytek natychmiast na dwór jego oddany został, by zawczasu uczył się cnót rycerskich, służenia Ojczyźnie i współbraciom.

Młody rycerzyk przywiązał się serdecznie do dzielnego i rycerskiego króla, pod którego wodzą, bojów używał do syta.
W wolnych chwilach łowami się zabawiał, a zapalczywym będąc, z równą zapamiętałością ścigał niedźwiedzie lub łosie, co i Krzyżaka lub innego wroga.

Dersław, druh stary i sługa, towarzyszył Spytkowi w wyprawach wojennych i myśliwskich, czuwając jako ojciec nad burzliwym wychowankiem młodzieńczą jego krewkość hamując.

Chwilę już długą jechali za tropem zwierza, nie znaleźli go jednak dotąd.
Puszcza tymczasem coraz dzikszą, coraz bardziej niezdobytą się zdawała: grzązka ziemia zapadała się pod kopytami koni, zalewając je mętną bagnistą wodą, splątane gałęzie i krzewy zatrzymywały myśliwych, gnijące rośliny i olbrzymie jadowite grzyby napełniały powietrze zaduchem nieznośnym - im dalej w puszczę, tym cięższą i niebezpieczną droga się stawała.
Stary Dersław co chwila do powrotu wzywał, ale Spytek ani go słuchał , rwąc naprzód.
Godziny mijały.
Jasny krąg słoneczny zniżał się szybko, i krwawa łuna zachodu oblała pnie leśnych olbrzymów.
Deresław zrównał się ze Spytkiem i rumaka jego za cugle pochwycił.

- Wasza miłość - rzekł stanowczo - dalej nie pojedziemy, noc nadchodzi.
- Daj spokój stary! - oburzył się młodzik.
- Trop coraz świeższy - zwierz tuż, tuż być musi! Nie spocznę, póki go nie odnajdę!
- Zastanówcie się, bagniska tu srogie, po nocy o nieszczęście nie trudno!
- Więc cóż? Myślisz, że stchórzę?! - wybuchnął Spytek.
- Nie to - odparł Dersław.
Jeno pomnijcie, że życie wasze należy do ziemi tej naszej, rodzonej,
- nie przystoi rycerzowi narażać go dla płochej igraszki!

Przekonany Spytek nie opierał się dłużej i posłusznie udał za starym druhem. Wspinali się po łagodnej pochyłości, wzgórek jakowyś był przed nimi, droga też była coraz suchsza, a miast olch i sośniny - zwykłych na moczarach - spotkali buki i dęby - królestwo leśnych olbrzymów tu się zaczynało.

Noc już była głęboka, gdy stanęli wreszcie na szczycie wzgórza.
Dersław skrzesał ognia.
Przy blasku jego ujrzeli, że siedzą na szerokim, okrągłym szczycie wzgórza, na środku którego wznosił się niesłychanej wielkości dąb.
Spytek z ciekawością spoglądał na koronę olbrzyma, jego ciemne, chropawe, potężne gałęzie.
Nagle, z piersi jego okrzyk głośny się wyrwał.
- Co tam? - spytał z niepokojem Deresław.
Spytek w milczeniu ręką wskazał: w zagłębieniu konarów, wysoko nad ziemią, bielał niezgrabnie z kamienia wyciosany posąg bóstwa starego słowiańskiego.
W błyskach ognia - jego grube, nieforemne rysy, miały wyraz groźny i ponury, a oczy - z błyszczących kamieni - ogromne, okrągłe, świeciły złowrogim, czerwonym blaskiem, przykuwając do siebie wzrok myśliwców.

Dersław pierwszy oprzytomniał i splunął, by odczynić uroki.
- Perun! - szepnął, żegnając się z trwogą zabobonną.
- Skąd on się tu wziął? - pytał młody.
- Ho, ho! Niejedną już setkę lat stoi!
Mieszka pierwszego czasy pamięta!
Gdy bałwany walono, w borze ukryty, ostał się,
- z czasem ludzie zapomnieli o nim i ot, stoi!
Chram odwieczny tu być musiał.
Widzicie?
Oto kamień ofiarny, a tam pod dębem i kości bieleją!...

Poczęli śmielej rozglądać się po otoczeniu, gwarząc z cicha - już i sam posąg coraz mniej groźnym im się zdał - wreszcie Spytek, przeciągnąwszy się, aż kości zatrzeszczały, ziewnął i rzekł:
- Rób co chcesz, stary - ja spać idę!
- By jeno złe jakoweś nie przyplątało się! - zauważył Deresław, patrząc nieufnie w kierunku dębu.
Spytek ramionami ruszył.
- Co znowu!
Przecie chrześcijanie jesteśmy i krzyżyki poświęcone mamy na szyi
- zaśby złe przystęp do nas miało!
Spętawszy więc konie , puścili je na paszę, a podsyciwszy ogień, owinęli się w opończę i niebawem usnęli głęboko.

Dzień już się widnił, gdy przetarli oczy ze snu.
Obudziło ich psów szczekanie i rogów odgłosy; to czeladź, niespokojna o młodego pana ruszyła jego śladem.
Dersław też w róg uderzył i niebawem drużyna cała dopadła pagórka, witając radośnie Spytka, który stał jak oczarowany, z oczyma utkwionymi w krajobraz, roztaczający się przed nim.
- Spójrzcie! - rzekł z zachwytem.

Widok istotnie był piękny niezwykle.
Stali na szczycie sporego wzgórza, okolonego ciemną ścianą boru.
A wzgórze owo , jako śniegiem, pokryte było zaroślami kwitnącej tarniny.
Wśród niej, ponad murawą kwieciem przetykaną, roje motyli barwistych migały cicho, wonią słodką dyszały kwiaty i rosa błyszczała jak diamenty.
Dunajec szerokim półkolem otaczał wzgórze,
Błyszczące teraz w złotych promieniach rannego słońca.
Spytek patrzył i oczu oderwać nie mógł.

- Hej! Żeby tak dworzec tu mieć! - wykrzyknął nagle.
- Czemu nie! - zauważył raźno jeden z drużyny.
Tędy nawet niegdyś przechód miał być dla osad ludzkich.
Spójrzcie jeno, panie, jaka tam puszcza młoda i nie tak zbita w głąb idzie.
Tam niegdyś droga być musiała przerąbana przez ludzi, do chramu chodzących.

A Spytek już palił się cały by zamiar swój co rychlej w czyn wprowadzić.
- Hej chłopcy - zakrzyknął z ogniem.
Toż to uciecha będzie, tak w środku puszczy mieszkać!
- Niewiedzieć co! - obruszył się Dersław.
- Na pogańskim uroczysku siedzibę zakładać chcecie!
Toć to szaleństwo czyste!

Wtem jeden z czeladzi w bok uskoczył, dłonie do oczu przyłożył, śledząc coś w dali.
- Patrzcie ino po wodzie coś płynie...
Dom jakowyś, czy co?

Wszyscy wzrok wytężyli; istotnie na jasnej, gładkiej toni Dunajca majaczył w dali przedmiot jakiś ciemny.
Zbliżał się z wolna.
Można już było rozróżnić ciemny, drewniany zrąb i dach poczerniały, z wieżyczką, zakończoną krzyżem błyszczącym

...Patrzący wstrzymali oddech , ze zdumieniem śledząc to dziwne zjawisko.
- Na Boga! - rzekł wreszcie cichym głosem Spytek.
Toż, to - kościół jest!!...
Cisza znów nastała.

Wreszcie zrównał się z pagórkiem, zatrzymał, jakby ręką niewidzialną kierowany - potem okręcił się na fali i wpłynąwszy zwolna do małej zatoczki u stóp wzgórza pozostał bez ruchu u brzegu.

Spytek jak szalony zbiegł ku niemu i cisnąwszy kołpak o ziemię, u progu kościółka na klęczki runął.
- Ślubuję Ci, Panie - zawołał wzruszonym głosem - jako w miejscu kędy fałszywe bóstwo przybytek miało,
Twój ołtarz stanie i Ofiara Przenajświętsza po wiek wieków odprawiana będzie!
...Tu gniazdo swe rodowe założę, a jakoś strzegł na toni wodnej tego przybytku swego, tak i ród mój Opieką Swą świętą osłaniaj wśród burzliwych fal żywota.
A ja przyrzekam służyć duszą i sercem ziemi tej, którą mi za Ojczyznę dałeś i Ciebie wielbić do ostatniego tchu!
...Tak mi dopomóż Boże!...
- Amen! - zabrzmiały wokół głosy, przejęte drżącym wzruszeniem...

Dotrzymał przysięgi młody rycerz.
Niebawem na wzgórzu dworzec się rozsiadł warowny.
U stóp jego tuliła się osada ludna i gwarna, a pośród konarów odwiecznego dębu, strzelała ku niebu wieżyczka kościoła.
Zaś od kwiecia tarniny, tak cudnie wzgórek zdobiącego, osadę wraz z warownią Tarnowem nazwano.
Ród Spytka miano Tarnowskich otrzymał, jako że na wzgórzu onym gniazdo swe rodowe mieli.


Krystyna Drozd


A oto program lipcowo - sierpniowych „spacerków”:
5 lipca - „Tarnowscy”
Spotkanie rozpoczyna się etiudą muzyczno - literacką w ogródku restauracji _Podzamcze_ na Górze św. Marcina o godzinie 15.00
(dojazd autobusem nr 31, o 14.25 z pętli na al. Jana Pawła II, z ul. Słonecznej (vis a vis Zenitu) o 14.30, z ul. Szujskiego (skrzyżowanie z Klikowską) o 14.36, spod dworca kolejowego o 14.39)

19 lipca - „Sanguszkowie”
Spotkanie rozpoczyna się etiudą muzyczno - literacką przed pałacem w parku w Gumniskach o godzinie 15.00
(dojazd autobusem nr 0B z al. Jana Pawła II (14.25 lub 14.50), dworca kolejowego (14.49), Chyszowa (14.45) i Mościc (14.40)

2 sierpnia - „Generał Józef Bem”
Spotkanie rozpoczyna się etiudą muzyczno - literacką w ogródku kawiarni _Alchemik_ (ul. Żydowska 20, przy furcie miejskiej) obok pomnika Bema na ul. Wałowej, o godzinie 15.00

16 sierpnia - „Tadeusz Tertil”
Spotkanie rozpoczyna się etiudą muzyczno - literacką w Pasażu Tertila o godzinie 15.00

30 sierpnia - „Jan Szczepanik”
Spotkanie rozpoczyna się etiudą muzyczno - literacką przed pomnikiem wynalazcy na placu Sienkiewicza (skwer przy ul. Mickiewicza, między Goldhammera a Brodzińskiego nieopodal PWSZ i Poczty Głównej) o godzinie 15.00


oprac. Ryszard Zaprzałka
tekst legendy oraz zdjęcia:
strona internetowa Tarnowskiej Konfraterni Artystycznej


czwartek, 16 lipca 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -