Blog > Komentarze do wpisu

-> „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm.” (wywiad cz.2)

- część druga -

Jak zmieniła się telewizja w 1989 roku?
- Problem w tym, że w ogóle się nie zmieniała. "Dziennik telewizyjny" jaki był przed czerwcowymi wyborami, taki był i po. Z tymi samymi ludźmi co w stanie wojennym. Między innymi dlatego w październiku '89 powiedziałam w "Dzienniku", że 4 czerwca upadł w Polsce komunizm. Polska się wyzwoliła, skończyła się cenzura, a w głowach nic się nie zmieniło. Chciałam udowodnić, że można już przejść granice cenzury i autocenzury.

Andrzej Drawicz, pierwszy "solidarnościowy" prezes Radiokomitetu, tego nie wiedział?
- Rewolucji w telewizji nie zrobił. Jedyne, co się zmieniło, to to, że nowy prezes, wchodząc na Woronicza, podawał rękę strażnikom. Wcześniejsi prezesi byli raczej faraonami.

Kiedy więc poczuło się, że telewizja jest "nasza"?
- Nigdy. Potem zaczęła się telewizja sztucznie zamerykanizowana. Prowadzący poruszali się zgodnie z wymogami programów na zagranicznej licencji, sztucznie wyluzowani i rapujący. Żenujące to było. Zaczęło się podlizywanie źle pojętej demokracji: "hej, spoko, jesteśmy super, mówimy waszym językiem ". Czyli wszystko o niczym. Co nie znaczy, że nie było żadnych dobrych programów. Głównie w nocy.

Kolejny wyznacznik nowych czasów to mityczna "oglądalność".
- I manipulacja oglądalnością. Napisałam serię 12 komedii pt. " Garderoba damska". To była seria autorska, wynikająca wyłącznie z mojej wyobraźni, a nie z umów licencyjnych, co nie jest w telewizji dobrze widziane. Stoczyłam walkę, żeby nie podkładać śmiechu zza kadru. Włożyli "Garderobę" w popołudniowe pasmo zdominowane przez najbardziej trywialne sitcomy. Ludzie oglądający tego typu seriale nie byli w stanie strawić mojego. Oparty na absurdalnym humorze był jak z innej bajki. Wycofałam się z tego z bólem, ale co zrobić.

Potem zaproponowali mi jakąś inna serię. Dali zaliczkę, napisałam dwa próbne odcinki. Powiedzieli, że chcą cieplejsze historie. No to napisałam - trochę cieplejsze. Dzwonię: nie ma, zajęte, wyszedł, wyjechał, jak wróci, to zadzwoni A potem dowiaduję się, że jestem nierzetelna. Idę i pytam, o co tak naprawdę chodzi. Chodzi o to, że w moich opowiadaniach są za duże emocje. Zazdrość ma być maleńka, miłość cichutka, cierpienie średnie. A dajcie spokój! W Teatrze Telewizji coraz mniej prób, dawano po kilka dni na realizację. Ludzie pracowali po nocach, żeby zdążyć. W fatalnych warunkach, bo najlepsze studia na Woronicza przeznaczano na produkcje komercyjne. Pracowało się w willi za miastem, nad głowami przelatywały nam co chwilę samoloty. Polowe warunki, jak w niskobudżetowym filmie. Aktorzy pracowali ciurkiem nawet po 48 godzin. Nie mogłam się z tym pogodzić.

Przychodzą jeszcze propozycje?
- Ostatnia wielka propozycja to była umowa na film o Marii Curie. Powiedziano mi, żebym przeczytała scenariusz i może coś poprawiła, bo dialogi nie najlepsze. No to czytam. Najpierw biografię bohaterki, potem scenariusz. Dziwi mnie, że taki skromny i daleki od rzeczywistości - o fikcyjnym spotkaniu Marii z jej pierwszą miłością. Jeden plener, jedno miejsce, dwoje aktorów. Jednym słowem - tanio. Czytam wnikliwie i nie mogę uwierzyć - prof. Żorawski, jej pierwsza miłość, jest w filmie właścicielem ziemskim. Po to, by uwiarygodnić ich spotkanie. A co kogo obchodzi, że naprawdę on był jednym z najwybitniejszych polskich matematyków? Że nie można przerabiać życiorysów pod kątem filmu? Mówią mi: "Siedź cicho, taka rola zdarza się raz na kilkaset lat". A ja nie mogę siedzieć cicho! Powiedziałam, że nie zagram, jeśli się tego nie zgra z jej prawdziwą biografią. A producent: "Wiesz co? Napisz swoją wersję tego scenariusza". Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Zajęło mi to ponad pół roku. Przeczytałam wszystko, co można. Wzięłam nawet korepetycje z chemii. Oddałam i bardzo się spodobało. Tylko że tamten scenariusz został już zakwalifikowany. Z mojej pracy nic nie wyszło, a jeszcze wszyscy się na mnie obrazili na wszelki wypadek. Nie pozostaje już nic poza stoickim podejściem do życia.

Do czego menedżerom z Woronicza służy teraz aktor?
- Do seriali. Wrosły w naszą kulturę, są częścią życia i nie byłoby w tym nic złego, gdyby telewizja nie była tak uplątana politycznie. Serial może być ogromną, a przy tym zakamuflowaną ideową siłą. Łatwo promować tych, którzy są z "nami", i odrzucać niepokornych. Już nie ma indeksów, nikt nikogo więc nie złapie za rękę, nikt nie stanie się prześladowanym bohaterem. Dlatego nigdy nie wzięłabym nawet najlepszej roli w "otwartym" serialu - czyli takim, którego nie znam do końca, bo powstaje na bieżąco. Jeszcze w latach 80. wyszłam z serialu "Dom", mimo podpisanej umowy. Wyszłam, bo to się zamieniło w otwarty serial, w którym nie było wiadomo, co dalej, a dotyczył przecież losów Polaków. Mogłam pewnego dnia dostać tekst o tym, że kocham Jaruzelskiego. Miałam sąd złożony z samych szych filmowych - Kawalerowicza, Łomnickiego, Toeplitza. Powiedzieli, że rezygnacja ze zdjęć może być przez prawdziwy sąd wyceniona na duże pieniądze. Odparłam, że trudno, pieniędzy nie mam, odsiedzę. Nie pojmuję, jak można tak uplątać swoje życie, tak je uzależnić od scenarzysty. Rozumiem oczywiście, że seriale koją aktorów finansowo, że można się spokojnie pobudować. Wciąż jednak słyszę odgłosy paniki: "On źle spojrzał, może mnie uśmiercić, a co ja zrobię, mam kredyty ".

Pani się nie boi?
- Codziennie. Głównie tego, że przez ten brak pokory nie będzie mi dane pokazać tego, co mam w głowie. I codziennie wymyślam, co mogłabym robić, gdybym nie miała zarobków z takiego życia, jakie prowadzę. Koduję się na to, że będę robić na przykład abażury. Tyle tylko, że ja bardzo brzydkie abażury robię.

Pani opowiada się za niszową telewizją realizującą cele misyjne. Ale bez odcięcia TVP od polityków tego nie da się zrobić. Poprzez telewizją masową łatwiej przemawiać do wyborców.
- Ale co ja mogę zrobić? Tylko pokazać, że bez TVP można żyć.

Ogląda pani w ogóle telewizję?
- Tak. Filmy przyrodnicze. Ryby. Fascynuje mnie życie w oceanach.


Źródło: Duży Format



g


czwartek, 04 czerwca 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -