Blog > Komentarze do wpisu

-> Komu zależy byśmy wierzyli w Grala (część druga)

 - część druga -

(Święty Graal w katedrze w Walencji)

Mamy coraz więcej Świętych Graali

Wersja von Eschenbacha nie przyjęła się w chrześcijańskim świecie, podobnie jak inne opisy Graala czyniące zeń: wyrzeźbioną głowę Chrystusa, księgę podarowaną przez Jezusa osobiście królowi Arturowi, a nawet naczynie z perfumami użytymi przez Marię Magdalenę do obmycia stóp Zbawiciela. Czytelnicy rycerskich eposów zdecydowanie woleli te o cudownych kielichach, które zaczęły się też pojawiać w świecie realnym.

Najsłynniejszy odnalazł się w Walencji. Ów Santo Caliz to niewielka czarka z czerwonego kwarcu o średnicy dziesięciu i wysokości zaledwie sześciu centymetrów. Wedle miejscowej legendy w III w., za panowania cesarza Dioklecjana, podczas prześladowań chrześcijan, jeden z papieży przekazał naczynie św. Wawrzyńcowi, informując, że Chrystus używał go podczas Ostatniej Wieczerzy. Poprosił też Wawrzyńca, by ukrył kielich w bezpiecznym miejscu.

Święty wyjechał do swego rodzinnego miasta Huesca na Półwyspie Iberyjskim. Tam Graal pozostał aż do podboju Hiszpanii przez Maurów. Wówczas kielich ukryto w klasztorze San Juan de la Pena. W XIII w. czara przez kilkadziesiąt lat wędrowała po klasztorach we Francji. Po oswobodzeniu Hiszpanii trafiła do katedry w Walencji i jest tam przechowywana do dziś.

Największy konkurent Graala z Walencji to Sacro Catino (Święta Czarka) z Genui. Objawił się Europie mniej więcej w tym samym czasie. Ową zieloną misę o schodkowatym kształcie, wedle jednej z wersji, przekazali Genui mieszkańcy palestyńskiej Cezarei, jako podziękowanie za udzielenie pomocy podczas oblężenia ich miasta przez Muzułmanów. Inna wersja mówi, że podarowali ją genueńczykom hiszpańscy Maurowie z miasta Almeria.

Przez stulecia wierzono, że misę o kształcie klasycznego rzymskiego "gradusa" wycięto z cennego szmaragdu. Niestety w 1806 r. legendą zainteresował się Napoleon Bonaparte i polecił zbadać naczynie uczonym. Ci zaś ustalili, iż zrobiono je ze zwykłego zielonego szkła, co bardzo zaszkodziło legendzie.

O ukrywanie Graala oskarżano też zakon templariuszy, ale królowi Francji Filipowi IV nie chodziło o znalezienie legendarnego kielicha, lecz z czysto pragmatycznych pobudek chciał się pozbyć niewygodnej organizacji. Dlatego po uznaniu templariuszy za winnych wielu zmyślonych zbrodni wysłano ich w 1314 r. na stos. Nikt natomiast na poważnie wówczas Graala nie szukał.

Hitler jako nowy Parsifal

Aż do niedawna osoby szukające Graala uznawano za, delikatnie mówiąc, niespełna rozumu. W XX w. jednak, im lepiej rozwijała się nauka, Święty Graal rósł w siłę, a badacze mitu zdobywali większy autorytet. Nim na poszukiwania wyruszyli Indiana Jones z ojcem oraz Latający Cyrk z Monty Python'em, wyprzedził ich Otto Rahn oraz grupa operacyjna SS. Dla Rahna Graal okazał się prawdziwą żyłą złota.

Ten życiowy rozbitek wyleciał ze studiów prawniczych w Heidelbergu, potem był komiwojażerem, kierownikiem hotelu niedaleko Montsegur we Francji, wreszcie zaczął pisać. W 1933 r. ukazała się jego książka "Krucjata przeciw Graalowi". Rahn właściwie dopisał dalszy ciąg średniowiecznego eposu Wolframa von Eschenbacha. Kamień używany przez Boga miał wpaść w ręce sekty katarów, która w XIII w. zdobywała sobie coraz więcej zwolenników na południu Francji. Jeden z jej przywódców hrabia Carcassonne Ramon-Roger Trencavel przejął rolę Parsifala, stając się kolejnym strażnikiem relikwii. Kiedy w 1209 r. papież Innocenty III ogłosił krucjatę przeciw katarom, hrabia dostał się do niewoli i wkrótce zmarł. Udało mu się jednak ukryć Graala gdzieś na zamku w Montsegur.

Pseudonaukowa książka Otto Rahna zachwyciła ludzi z tajnego Towarzystwa Thule skupiającego czołowych działaczy NSDAP. Rudolf Hess, Heinrich Himmler i Alfred Rosenberg od dawna interesowali się Graalem. Ale kielich kojarzył im się z chrześcijaństwem, poświęceniem, miłosierdziem oraz Żydami, czyli ogólnie wszystkim, co u każdego prawdziwego nazisty budziło bezgraniczne obrzydzenie.

Tymczasem Rahn dał im germański kamień, na dodatek używany przez Boga. Nic dziwnego, że wkrótce grafomana zaproszono do III Rzeszy, przyjęto do Niemieckiego Związku Pisarzy, a nawet - choć był alkoholikiem - pozwolono wstąpić do SS. Na fali zachwytu dla germańskiego Graala ludzie z Towarzystwa Thule przekonali Adolfa Hitlera, by ten ogłosił się jego strażnikiem.

"Rysunki propagandowe z 1936 r. przedstawiające Hitlera w błyszczącej zbroi rycerza Graala szybko jednak wycofano z obiegu jako niewygodne politycznie" - informuje Monika Hauf w książce "Drogi do Świętego Graala". Widać Führer zakuty w blachy i siedzący na koniu nie prezentował się zbyt poważnie. W tym czasie krótka kariera Rahna dobiegała końca. Zapomniany przez protektorów trafił jako strażnik do obozu koncentracyjnego w Dachau. A że już nie trzeźwiał, w końcu wyrzucono go z SS. Zimą 1939 r., podczas wycieczki do Tyrolu, pisarza zaskoczyła burza śnieżna. Jego zamarznięte ciało znaleziono we wsi Söll.

Tymczasem "Krucjata przeciw Graalowi" żyła własnym życiem. Zafascynowany pogańskimi mitami Heinrich Himmler utworzył swój własny Okrągły Stół, zapraszając doń dwunastu wybranych oficerów SS. W 1943 r. wysłał nawet do Montsegur specjalną grupę operacyjną SS z wydziału Ahnenerbe (Dziedzictwo) wyspecjalizowanego w poszukiwaniu magicznych przedmiotów, aby prowadziła prace wykopaliskowe wedle wskazówek zostawionych przez Rahna. Niestety, nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące tej operacji. Za to powstała legenda, iż wiosną 1945 r. esesmani odnaleźli Graala i przewieźli do twierdzy w Obersalzbergu. Tam ukryto boski kamień, zatapiając go w lodowcu.

Na tym da się zarobić

Po wojnie okazało się, że dzieło Rahna było jedynie niewinnym preludium do tego, co jeszcze można ze Świętym Graalem zrobić. Badacze czujący powołanie do tropienia zagadek udowodnili, że wysilając intelekt i wyobraźnię, można dosłownie dokonywać cudów.
I tak grupa brytyjskich autorów: genealog Noel Currer-Briggs, tropiciel tajemnic Ian Wilson i historyk Daniel Scavonex w kolejnych książkach udowodnili (w ich mniemaniu), że mityczny Graal to po prostu Całun Turyński. Józef z Arymatei zebrał krew Chrystusa w pogrzebowe płótno jak do naczynia. Całun przechowywano potem w Konstantynopolu w płaskim relikwiarzu ozdobionym wzorem krzyża w kształcie litery "X". Stąd wzięła się jego łacińska nazwa "cratis" (krata). Z kolei kielich po łacinie to "cratus". Podobieństwo obu słów wprowadziło autorów z Europy Zachodniej w błąd i sprawiło, iż niezwykłe płótno zaczęli brać za kielich.

W opozycji do tej teorii stanęli trzej inni brytyjscy autorzy: Michael Baigent, Henry Lincoln i Richard Leight. W wydanej na początku lat 80. książce "The Holy Blood and the Holy Grail" ("Święta krew i Święty Graal") przedstawili rewolucyjną hipotezę, iż Graalem jest krew potomstwa Chrystusa, jakie przyszło na świat ze związku Mesjasza z Marią Magdaleną.

"Święty Graal postrzegany jako pojemnik jest łonem Marii Magdaleny, a w przenośnym znaczeniu krwią, jaka w tym łonie płynie" - podsumowuje w książce "Drogi do Świętego Graala" Monika Hauf. Autorzy bestsellera skopiowali pomysł, na jaki wpadł tuż przed II wojną światową faszystowski filozof z Włoch Juliusz Evola. Podobnie jak on uznali, iż Chrystus nie zmarł na krzyżu, lecz uratowany długo korzystał z uroków życia. Jego potomkami byli członkowie królewskiej dynastii Merowingów, władający Francją nim w VIII w. obalił ich własny majordomus Pepin Mały. Angielscy autorzy, rozwijając teorię Evoli, uznali, że krew Chrystusa do dziś płynie w żyłach jego potomków i w zasadzie każdy z nas mógł na swej drodze spotkać Świętego Graala, a przy sprzyjających okolicznościach może nawet nim jest.

Kiedy wydało się, że o legendarnym przedmiocie nic oryginalniejszego już nie da się wymyślić, na scenę wkroczył pisarz Dan Brown. To, że na Świętym Graalu można zarobić setki milionów dolarów, udowodnił Steven Spielberg swym filmem "Indiana Jones i ostatnia krucjata". Jednak Brown pokazał, że legenda daje twórcom współczesnej popkultury wręcz nieograniczone możliwości. W książce "Kod Leonarda da Vinci" zmieszał większość wątków mitu Graala z wieloma innymi mitami, dorzucił supertajną organizację i trwający stulecia spisek. Uzyskana tą drogą sensacyjna zupa podbiła serca czytelników oraz krytyków na całym świecie, sprzedając się w liczbie pond 60 mln egzemplarzy. Wprawdzie zazdrośni o rynkowy sukces Michael Baigent, Henry Lincoln i Richard Leight oskarżyli Browna o plagiat ich książki (jakby sami nie zżynali od Evoli) i wytoczyli mu proces - jednak przegrali.

Fakt, że na Graalu można zbić fortunę sprawia, iż liczba jego poszukiwaczy systematycznie rośnie. Można jednak mieć pewność, że żaden go nie odnajdzie, bo przecież nie o to w tej zabawie chodzi.

Ciekawe jest tak naprawdę to, czy gdyby Chrystus zgodnie z zapowiedzią wrócił na nasz świat i zobaczył, jak ludzie pojęli, przekształcili i wykorzystali jego symboliczne słowa, czy - tak jak podczas Ostatniej Wieczerzy - wziąłby ponownie kielich do ręki i powtórzył złożoną wówczas obietnicę? Pozostaje mieć nadzieję, że mimo wszystko tak.


Andrzej Krajewski
(Dziennik Polska)


foto by Google Search



czwartek, 21 maja 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -