Blog > Komentarze do wpisu

-> Bycze plakaty i alchemiczne rzeźby czyli dwaj panowie „S” (część druga)

Franciszek Starowieyski – (1930 – 2009) pochodził z Bratkówki na Podkarpaciu. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Używał pseudonimu Jan Byk. Grafik, malarz, scenograf. Profesor Europejskiej Akademii Sztuki. Był artystą wszechstronnym; malował, rysował, projektował scenografię teatralną i telewizyjną. Popularność przyniosły mu w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku właśnie plakaty teatralne i filmowe. Był współtwórcą, wraz z Henrykiem Tomaszewskim, Romanem Cieślewiczem, Waldemarem Świerzym i Janem Lenicą Szkoły Polskiego Plakatu. Do najsłynniejszych plakatów Starowieyskiego należą plakaty do sztuk: „Lulu” – A. Berga i „Taniec Śmierci” – A. Strinberga. Łącznie w ciągu kilkudziesięciu lat artysta wykonał kilkaset plakatów. Właśnie kilkadziesiąt z nich, powstałych w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia a więc z bardzo trudnego dla artysty okresu życia, pochodzących z kolekcji Muzeum Okręgowego w Tarnowie pokazano w Galerii Miejskiej. To w tamtym czasie z determinacją  tworzył po to, aby przetrwać, by przeżyć. Dzięki nim zdobył rozgłos i popularność, która trwa do dzisiaj.

Jego twórczość jest bliska surrealizmowi. Autor dzieł o bogatej symbolice: plakatów, ilustracji, opracowań graficznych książek oraz obrazów. Swoje prace antydatuje o 300 lat wstecz. Stworzył ponad 23 Teatry Rysowania polegające na tworzeniu dzieł w obecności widzów - był w nich malarzem-aktorem. Przygotowywał inscenizacje teatralne {m.in. do „Ubu króla” dla Teatru Wielkiego w Łodzi}. Bohater filmu Andrzeja Papuzińskiego „Bykowi chwała”. Miał ponad 200 wystaw w kraju oraz za granicą. Był znanym kolekcjonuje antyków.

Jak pisze Bożena Szczupak, kustosz Muzeum Okręgowego w Tarnowie, które obok BWA jest współorganizatorem wystawy, „o Franciszku Starowieyskim bardzo trudno jest pisać, trudno go oceniać jako człowieka i jako artystę. W Jego imieniu najlepiej przemawiają dzieła, które stworzył. To one mówią, opowiadają, przekazują, krzyczą, są odzwierciedleniem Jego wspomnień, skojarzeń, stanów, przeżyć, emocji.... Wraz z Jego odejściem dla polskiej sztuki zamknął się bezpowrotnie pewien okres, w którym widoczny był Styl wytworzony przez Niego. (...) Styl Starowieyskiego to zarazem Wielka Sztuka; sztuka bycia człowiekiem, artystą, bycia sobą, sztuka, której nie można podporządkować żadnym regułom, zasadom, normom i kanonom. (...)”

a

A tak o życiu artysty, jako spektaklu rysowania pisała Monika Małkowska tuż po jego śmierci.
„Datował swoje prace wstecznie, odejmując 300 lat. Twierdził, że wcielił się weń duch XVII-wiecznego przodka. Franciszek Andrzej Bobola Biberstein-Starowieyski chorował od wielu lat, ale zgodnie ze swym pseudonimem – Jan Byk – publicznie zachowywał pozory byczego zdrowia. Urodzony w 1930 r. w majątku Bratkówka na Podkarpaciu, po wybuchu wojny musiał wraz z rodziną opuścić rodzinne strony. Wspomnienia o najwcześniejszym okresie życia zawarł w biograficznej książce „Opowieści o końcu świata”. Ta gawęda spisana przez Krystynę Uniechowską na początku lat 90. została zadedykowana „dzieciom ziemiańskim ku pamięci”. Wydany dekadę później „Przewodnik zacnego kolekcjonera według Franciszka Starowieyskiego” również urozmaicił rodzinnymi anegdotami. Nie przyjmował do wiadomości istnienia PRL. Od początku starał się żyć tak, jak przystało na szlachcica. I nie dać się komunie. Ekstrawagancje, z których słynął, miały dwojaki sens – były formą autoekspresji i sposobem na przeciwstawienie się „urawniłowce”.

g

Dopingowany przez widzów
Chciał zostać inżynierem-wynalazcą, ale w 1947 r. zdał do liceum plastycznego w Szczekocinach. Na egzaminie dostał temat „Człowiek i drzewo”. No to narysował wisielca dyndającego na gałęzi. Już wtedy uwielbiał makabryczne żarty. Studia zaczął od krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych (1949 – 1952), potem przeniósł się do warszawskiej ASP (dyplom 1955). Genialny rysownik, znawca anatomii i kaligrafii, a także wybitny spec od dawnej broni i zegarów, kolekcjoner antyków. W sztukach plastycznych zaczynał od ilustracji książkowych. Sławę zyskał dzięki plakatom, których zrealizował około 300. Poza tym malował, rysował, projektował scenografie teatralną i telewizyjną. Sam surowo oceniał własny dorobek. – Sztuką zajmowałem się do końca studiów – wspominał po latach. – Potem miałem „straconą” dekadę, poświęconą na galanterię. Do artystycznej formy wróciłem po 1972 roku. Należał do płodnych i pracowitych twórców. Wystawiał często, miał ponad 200 indywidualnych wystaw. Poza tym w jego dorobku były role filmowe (pamiętny Jacques-Louis David w „Dantonie” Wajdy), telewizyjne i radiowe pogadanki o sztuce oraz belferka (od 1993 roku nauczał w stołecznej Europejskiej Akademii Sztuki).

– Zaangażowałem go, bo nikt mu nie dorównuje w rysowaniu – takiego zdania jest Antoni Fałat, rektor EAS. – Przed studentami dawał prawdziwe spektakle. Czasami speszył panienki mocnym słowem, ale i tak zachwycały się nim.
W 1980 roku Starowieyski – nieco z przypadku – wymyślił Teatr Rysowania. Spektakl, po którym nastąpiły kolejne, okazały się hitami. Przez następnych kilkanaście lat odbyło się ich ponad 20, w różnych miejscach Polski i świata. Kilkugodzinne akcje trwały przez trzy dni pod rząd. Podczas tych seansów artysta zapełniał rysunkami gigantyczne (3 x 6 m) płótna, obserwowany i nagabywany przez widownię. – Uwielbiam rysowanie przy ludziach, dopingują mnie – zapewniał. – Tremuję się tylko wtedy, gdy siedzę sam i mam coś napisać. Teatr zaczynał się od narysowania wielkiego koła bez cyrkla, obydwiema rękoma. Dalej była improwizacja. Z kręgu wynurzało się kłębowisko kształtów kobiecych, zwierzęcych i abstrakcyjnych. Artysta z obnażonym torsem, popatrując na rozebraną modelkę (stały element) i popijając białe wino, snuł opowieści o tym, co go zainspirowało i co przeobrażało się w malarsko-rysunkowe kompozycje. Nigdy nie omieszkał dodać, że robocze portki podtrzymuje mu nie pasek, lecz sznur, od którego odcięto wisielca…

d

Ciała i czaszki
Mówiono o nim: surrealista. On zaś zżymał się na takie zaszufladkowanie. Pytany, jak określiłby swój styl, mówił, że jest „eternofugistą”, a najbardziej chciałby zostać… pejzażystą. Kreował sugestywne, fantastyczne wizje, niepodobne do niczego, co istniało w sztuce polskiej. Wyróżniał się; był charakterystyczny, rozpoznawalny. Miał swoje ulubione chwyty, stale używane akcesoria i wypróbowanych bohaterów, a raczej bohaterki. Inspirowała go barokowa ornamentyka oraz rubensowskie, bujne kształty. Najczęściej kreował stwory o kobiecym ciele i zwierzęcym łbie bądź ptasim dziobie zamiast głowy. Chętnie też wyposażał swoje boginie w skrzydła zamiast rąk, czasem dodawał im wężowe ogony, to znów wypychał brzuchy smoczym jajem. Innym razem przeobrażał tułów w promieniejące, magiczne oko. Zmysłowość łączył z okrucieństwem; urodę cielesną zderzał z rozkładem i śmiercią; erotykę „przełamywał” symbolami śmierci – czaszkami, szkieletami, toczącym cielesną materię robactwem. Ważny element jego kompozycji stanowiły poetyckie tytuły pisane po francusku lub niemiecku, z charakterystycznym zawijasem inicjałów imienia i nazwiska oraz wspomnianym datowaniem wstecznym. Bo wbrew rozpowszechnianym przez niego samego plotkom, jakoby niczego nie czyta, znał i rozumiał poezję. Poprzez kontakt z literaturą uczył się języków obcych. Nieokiełznanej fantazji dawał upust tak w sztuce, jak i w życiu. Znany był z opowieści z dreszczykiem oraz relacji ze swych erotycznych podbojów. Wszystko to współtworzyło legendę Starowieyskiego.

Od dziecka sprawność fizyczna należała do jego priorytetów. Chętnie demonstrował muskulaturę i cielesną tężyznę. Zimą, zamiast pod prysznicem, mył się w śniegu. Publicznie. Nurkował w śniegowych pryzmach, ku uciesze kolegów studentów z ASP. Także za studenckich czasów starał się dorobić do stypendium. Założył wówczas jednoosobową firmę nazwaną Zakład Wypychania Zwierząt, Ryb i Ptaków, gdzie zdobywał wiedzę o budowie organizmów zwierzęcych. Gdy Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt zorganizowało kwestę na bezdomne psy, Starowieyski przyszedł z niezwykłym pupilem: ogromnym pająkiem krzyżakiem. Hodował go rok, dokarmiając muchami i utuczył do monstrualnych rozmiarów. Podobno August (jak nazwał stawonoga) zebrał więcej niż zwyczajne pieski i kotki.

l

Przede wszystkim uwielbiał gorszyć rodzinę. – Był rok 1955, stryj postanowił wprowadzić mnie w dorosłe życie na spotkaniu rodzin ziemiańskich – wspominał Starowieyski. – Stawiłem się odziany w elegancki strój wieczorowy, zachowywałem nienagannie. Wszyscy wydawali się zawiedzeni. Do momentu, gdy ktoś szepnął: tu śmierdzi diabłem… Wtedy zauważono, że spod smokingowej marynarki wystaje mi długi, cuchnący ogon! Zrobiłem go sobie przed przyjęciem z upapranego smołą kabla. Familia odetchnęła z ulgą – tego właśnie się po mnie spodziewano.”

Ryszard Zaprzałka

foto by Michał Stańczyk


czwartek, 23 kwietnia 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

  • -> Cztery kobiety - cztery nie - pokoje...

    Zupełnie wyjątkowy charakter miał ostatni w tym roku wernisaż w Galerii Miejskiej BWA, zlokalizowanej pod znanym wszystkim miłośnikom sztuki adresem czyli dworc

  • -> Najstarsze istniejące...

    Tarnów ma najstarsze w Polsce muzeum diecezjalne. Placówkę założył w 1888 r. ks. Józef Bąba. W ten sposób uratował wiele bezcennych dzieł. Muzeum mieści się prz



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -