Blog > Komentarze do wpisu

-> TOTENTANZ – ROCKOWI OBSERWATORZY

Krzysztof Borowiec

Część pierwsza

Kwartet Totentanz jest kolejną tarnowską grupą rockową, która znalazła się w mediach ogólnopolskich. Muzycy mają szansę zdobyć Fryderyka w kategorii album roku - heavy metal. Sama nominacja jest sporym sukcesem. Ich płyta - Zimny dom - to krążek udany, zawierający potencjalne hity, z których tytułowy znalazł się już na liście przebojów radiowej Trójki. Z muzykami Totentanzu - gitarzystą Adrianem Bogaczem oraz gitarzystą i wokalistą Rafałem Huszno umówiłem się w śnieżne, zimowe popołudnie, aby - przy herbacie z cytryną - pogwarzyć o różnych sprawach.

 

Jakie były wasze inspiracje. Co niegdyś was kształtowało, a co kształtuje was teraz?

Adrian: Inspiruje nas to, co widzimy, co obserwujemy na co dzień. Idąc po ulicy, widzimy kogoś, kto nagabuje o pieniądze. Ten ktoś być może przegrał życie, może przez przypadek. Widzimy też tych, którym się powiodło, a co, być może, jest tylko fasadą. Taki ktoś może jeździć drogim samochodem, a tak naprawdę nie jest szczęśliwy.

Rafał: Dodałbym do tego moje obserwacje, poczynione przy okazji wykonywanego zawodu - ponieważ na co dzień jestem ratownikiem pogotowia ratunkowego. W mojej pracy mam czasem do czynienia z ludźmi, którzy wcześniej wspaniale prosperowali, byli - jak się to mówi - kimś, w cudzysłowie. Natomiast dzisiaj, mówiąc również w cudzysłowie, są nikim, a przecież pozostali nadal ludźmi.
Jeśli chodzi o moje inspiracje to jest to film, książka... lubię teatr. Ale to wszystko musi być na pewnym poziomie. Nie lubię na przykład głupawego kina akcji. Przemawia do mnie coś, co jest autentyczną sytuacją, a nawet jeśli jest fikcją, to taką, która zwraca uwagę na rzeczy ważne. Z książek lubię te autorstwa Paulo Coehlo. Z klasyki kilka razy czytałem Lalkę, bo też lubię.

Adrian: Dzisiaj wymieniamy się Suworowem

Rafał: Właśnie, są też książki Suworowa. Do tego dochodzi kino. Monty Python i ten jego absurdalny humor, który obaj z Adrianem uwielbiamy. Znamy na pamięć zarówno skecze, jak i filmy. Jeśli o chodzi o kino, to w dużym stopniu jestem zwolennikiem kina polskiego. Tu na czoło wysunę Bareję i to, co w krzywym zwierciadle pokazywał. Był dobrym obserwatorem. Ja też jestem obserwatorem i to chyba od dziecka.

Adrian: Ja natomiast lubię wracać do absolutnej klasyki - kina i literatury w jednym – czyli Potopu. Ile razy będzie pokazywany w telewizji, tyle razy będzie mi się podobał.

Rafał: Nas po prostu stworzyła inna literatura i inne kino, a nie te głupoty, które istnieją dziś dookoła.

Jak sądzicie, jaka jest rola dzisiejszych mediów w kształtowaniu tego, co nazywamy popkulturą?

Adrian: Jeżeli coś jest warte tego, aby szary człowiek to zobaczył, to media powinny zwracać na to uwagę, ale niestety to jak powinno być, a jak jest - różni się diametralnie. Dlatego też mamy do czynienia z przekaźnikami pseudoinformacji o wydźwięku pseudokulturalnym - kreującymi pięciominutowe wydarzenia, które za tydzień nie mają już żadnego znaczenia. Potrafią robić sensacje artystyczną tylko i wyłącznie z czyjegoś wyglądu, bo nie mogą mówić o talencie.

Rafał: Zatraciło się to, co kiedyś media wykonywały, chodzi mi tu przede wszystkim o radio, które pełniło kiedyś funkcję kreatora kultury. Dziś na szczęście został jeszcze Program III Polskiego Radia, czy Radio Kraków, które mają inny charakter. Natomiast cała ta papka, którą serwują radia komercyjne – moim zdaniem – jest wyrazem braku szacunku dla słuchacza. To jakby działanie według zasady, że głupi motłoch przyjmie tylko to, co my im powiemy lub zagramy. Tak jednak nie jest. Polacy są mądrzy i nie zasłużyli na to, żeby mieć jedno, czy dwa radia w Polsce, które coś innego próbują powiedzieć. To samo dzieje się z telewizją. Mówi się o abonamencie w tej chwili. Jeśli telewizja państwowa ma wyglądać tak, jak wygląda, to abonamentu nie powinno być.

Adrian: Zapomniałeś o mediach papierowych. Ja, na przykład, o bardzo wielu rzeczach dowiadywałem się z gazet i czasopism.

Rafał: W czasach kiedy nie ma już cenzury, kiedy dziennikarz może pisać o tym, o czym chce i jak chce, nagle zabrania się pewnych rzeczy robić. Komercja i kasa są w tym momencie ważniejsze. Dlaczego odchodzą dziennikarze z komercyjnych stacji, czy gazet? Bo nie mogą się rozwijać i realizować. Robią coś wbrew sobie, dla pieniędzy i - po kilku latach - stwierdzają: kurcze nie będę tego programu, czy tej audycji robił, nie będę tych artykułów pisał, bo one nie są szczere, a ja jestem tylko wyrobnikiem.

Adrian: To, co kiedyś było bardzo ważnym elementem w prasie, czyli recenzje i opinie na pewne tematy, teraz zostało upchnięte do jakiegoś kącika.

Zrobiłem wybiórczą listę frekwencyjna słów, które częściej niż inne pojawiają się w waszych tekstach. Oto one: śmierć, cień, gaśnięcie czyli odchodzenie, a także Bóg, grzech i raj. Czy są one przejawem pewnej – nazwijmy to umownie - poetyki gatunku, czy też są to słowa klucze do tego - co wam w duszy gra?

Adrian: Skłaniałbym się ku tej drugiej interpretacji, chociaż teraz słuchając tego, co mówisz, dostrzegam więcej moich inspiracji literackich z przeszłości, jak chociażby Raj utracony Johna Miltona, który kontrowersyjnie traktuje zarówno grzech, jak i bunt.
Warto się zastanowić, co tak naprawdę jest moralne, a co nie. Czy ja, postępując tak jak postępuję, popełniam grzech, czy może normy się zmieniły. Teksty takie, jak Raj pokazują, że patrząc na coś z innej strony może wydawać się to lepsze, bogatsze. Ktoś może wydawać się osobą sukcesu, a tak naprawdę być wrakiem człowieka.

Rafał: Wszystkie te teksty, które napisałem są efektem moich przemyśleń. Jeśli pojawia się w moich tekstach słowo grzech, to w formie dosłownej. Ludzie mylą pojęcia. Bo, jeżeli dziewięćdziesiąt kilka procent społeczeństwa deklaruje swój katolicyzm, a równocześnie daje przyzwolenie na grzech, to mnie to bardzo zastanawia.
Natomiast śmierć, która się pojawia w moich tekstach, nie jest traktowana w sensie dosłownym – jako umieranie, to jest to jest refleksja, że jesteśmy tutaj tak krótko i, że w zasadzie mamy tak mało czasu żeby przeżyć to życie dobrze i zostawić coś po sobie, nie krzywdząc przy tym nikogo. Zastanawiają mnie rzeczy, które nie powinny mieć miejsca, a dzieją się na naszych oczach.

Adrian: Przykładem może być tutaj tekst Nikt.

Rafał: On jest bardzo dosłowny, to chyba najmocniejszy tekst na płycie, a przynajmniej tak o nim mówią. Nie dało się go napisać używając przenośni i parafraz, trzeba go było napisać bezpośrednio. Są tam pewne porównania, jak na przykład szklany miś. Skąd się wziął? Z życia, dziecko nie miało misia innego, a tylko butelkę ojczyma-pijaka. W takich sprawach nic się jednak nie dzieje. Od czasu, kiedy powstała ta piosenka, było już kilka takich zdarzeń w Polsce. Zbiera się gremium w telewizji - psychologowie, socjologowie, politycy. Debata jest tygodniowa, po czym zamyka się temat i koniec. Więc gadajmy, gadajmy i nic nie róbmy.
Przez swoją muzykę i teksty staramy się zwrócić uwagę - i młodego człowieka, i człowieka dojrzalszego, i ludzi starszych, którzy też słuchają naszej muzyki i czytają nasze teksty – nie na to, że jesteśmy mroczni, tylko na to, że tak jak jest dookoła, być nie powinno. Sporo osób utożsamia się z naszymi tekstami. To ważne, że człowiek, którego nigdy wcześniej nie widziałem, przychodzi po koncercie i mówi mi, że po przesłuchaniu tej płyty, czy akurat tego kawałka coś zmienił w swoim życiu, że dziękuje za to. I nie są to piętnastolatki, tylko ludzie, którzy już coś przeżyli.
 
Poniekąd odpowiedzieliście mi na kolejne pytanie, bo chciałem zapytać o to przeciwko czemu, jako kapela rockandrollowa, buntujecie się w swoich tekstach.

Adrian: Mało kto mówi o tym, o czym my mówimy, a jeżeli próbuje, to - być może - wymyśla to na siłę. Można bardzo łatwo wyczuć, czy coś jest szczere, czy nie. W naszym przypadku sfera tekstowa powstawała szybko. Kiedy pojawił się w głowie któremuś z nas temat, to pojawiał się tekst, co może świadczyć o tym, że jest to naturalne tworzenie, a nie wymyślanie i specjalne preparowanie po to, żeby komuś się spodobało.

Rafał: To nie są teksty pisane na zamówienie. Ani ja, ani Adrian nie jesteśmy tekściarzami, którzy piszą teksty na telefon. U mnie albo coś leży lata w szufladzie i wracam do tego, albo też piszę na bieżąco o tym, co się dzieje i o tym, co zaobserwowałem. Nie jestem rzemieślnikiem, który produkuje teksty, a tak jest w przypadku właśnie tej papki, o której wcześniej mówiliśmy. Jest jeden tekściarz, jeden kompozytor, a pisują dla wielu. To słychać. A teksty są o tym, że albo ona  o nim, albo on o niej, że cały czas płaczą, że się rozstali, albo właśnie się ze sobą spotkali, ale nic z tego nie będzie, bo on odjechał samochodem, a ona pociągiem, potem wrócili, ale okazało się ona już jest z innym. Oczywiście można i tak. W ciągu godziny można napisać całą płytę, lecz nie w tym rzecz.

Czy nazwa Totentanz ma coś wspólnego z Todentanz – czyli tańcem śmierci?

Adrian: Tak, choć w tym przypadku nie w dosłownym znaczeniu, że kostucha biega z kosą między nami. To nawiązuje jednak do naszych utworów. Według nas wszyscy jesteśmy równi, niezależnie od tego czy mam pałac wybudowany i jeżdżę ferrari, czy jestem kimś, kto mieszka na ulicy. W pewnym momencie spotkamy się, być może na noszach u Rafała, być może na sąsiednich łóżkach w szpitalu, a już z całą pewnością na cmentarzu.


poniedziałek, 16 marca 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -