Blog > Komentarze do wpisu

-> TOTENTANZ – ROCKOWI OBSERWATORZY (część 2)

Krzysztof Borowiec

 

Część druga

Mówi się, że w jednym kawałku brzmicie jak Foo Fighters, w innym jak Rammstein. Bardziej interesuje mnie jednak to - kiedy o Totentanzu jeszcze wam się nie śniło –  jacy wykonawcy was najmocniej kręcili?

Rafał: Wszystko się zaczęło od grupy Smokie. Kiedy jako siedmiolatek usłyszałem ich numer Next Door To Alice, a do tego ich jeszcze zobaczyłem w telewizji, to zwariowałem. Wtedy zapragnąłem zostać Chrisem Normanem – śpiewającym gitarzystą. Mikołaj przyniósł mi gitarę i zacząłem grać. Za rok grałem już całą płytę Smoków. Za dwa lata, czyli kiedy byłem dziewięciolatkiem, doszedł do tego jeszcze Slade, który był moją kolejną inspiracją. Potem byli Beatlesi, a później – w wieku jedenastu, dwunastu lat - przeskoczyłem na odmiany bardziej rockowe, ale to nie był jeszcze heavy metal. Pojawili się Purple, Black Sabbath, AC/DC i Judas Priest. Natomiast potem, wśród tego wszystkiego, co nazywało się mocnym rockiem, przyszedł czas na Dire Straits i Pink Floyd. Wtedy dojrzałem do tego, żeby zrozumieć muzykę Floydów. Potem Genesis, a po drodze zdarzyły się jeszcze klimaty country, które – jako dziesięciolatek – bardzo lubiłem. Zakończyłem na grunge’u, choć nigdy nie byłem fanem zespołów grających grunge. W momencie, kiedy odkryłem Rammstein doszedłem do wniosku, że nie ma do chwili obecnej mocniejszej grupy. Tyle energii, ile jest w tym zespole, nie ma żaden inny band. Od wszystkich tych zespołów, które można by zakwalifikować jako walec lub bombę atomową, Rammstein ma o jeden ładunek więcej. Z rzeczy lżejszych natomiast jest dla mnie Travis, jest James Blunt, ale wszystko zaczęło się od Smoków.

Adrian: U mnie cała przygoda zaczęła się od zespołu Queen, w którym jestem zakochany po dziś dzień. Jak zobaczyłem dawno temu w telewizji koncert z Budapesztu, powiedziałem: ja muszę grać na gitarze, tak jak Brian May, to na pewno nie jest takie trudne. Mnie też święty Mikołaj przyniósł gitarę i zdzierałem palce, aż były fioletowe. Bardzo, bardzo długo nie byłem w stanie zagrać Queenu, bo to jest tak specyficzny gitarowo zespół, że brzmi ładnie, fajnie i prosto, ale żeby to zagrać, to trzeba się strasznie napocić. Nie znam kogoś, kto podrobiłby takie brzmienie. Później były klimaty Deep Purple, Black Sabbath. Płyty przynosił mój brat i to on karmił mnie taką muzyką.

Rafał: Przypomniał mi się teraz jeszcze jeden mój „inspirator” – duet Simon & Garfunkel. Uwielbiałem go słuchać. Piosenkę z „Absolwenta” – Mrs. Robinson słuchałem zapętlonej tak długo, aż zarżnąłem taśmę. 

Kiedyś Carlos Santana powiedział, że jest miliony gitarzystów na świecie, a tylko setka z nich jest rozpoznawalna. Którzy z nich są dla was szczególnie ważni?

Adrian: Brian May na pewno, jest brzmieniowo bardzo rozpoznawalny, a przy tym jest nie do podrobienia. Myślę, że Carlos Santana. On zdecydowanie znajduje się w czołówce. Dla mnie również gitarzyści z bardziej metalowej półki. Alex Scolnick, który teraz znów gra z Testamentem, a przez długi czas grał jazz i nadal ma tę swoją Trans-Siberian Orchestra. Świętej pamięci Dimebag Darrell z zespołu Pantera, Zakk Wylde, który grywa z Ozzy Osbornem, Tony Iommi z Black Sabbath.

Rafał: Dla mnie Richie Blackmore na pewno. Purple mieli tylu innych gitarzystów, ale on jeden jest niepowtarzalny. Mark Knopfler – wspaniały gitarzysta. Gilmour z Floydów, który gra pięć prostych dźwięków, a one są nie do powtórzenia  przez najlepszych gitarzystów na świecie, oczywiście ze względu na swój klimat. Ja też je zagram, ale jak... ukuśkam tego Gilmoura. Z gitarzystów, którzy na pewno mają swój styl jest Satriani, wydaje mi się, że Steve Vai. Natomiast z metalowych gitarzystów bardzo lubiłem granie Tiptona z Judas Priest. Te jego specyficzne solówki, nawet próbowałem je powtarzać, ale nie wiedziałem gdzie on je gra, w którym miejscu gryfu. O, Chris Rea, jego bym jeszcze dodał. Lubię ten jego slajdzik i tę jego ciepłą gitarę.

Zadowoleni jesteście z brzmienia Zimnego domu?

Adrian: Tak, jesteśmy zadowoleni. Piotr Wojtanowski zrobił dobrą robotę. Teraz jednak, o czym rozmawialiśmy ostatnio z Rafałem, pododawalibyśmy jeszcze trochę smaczków gitarowych.

Rafał: Oczywiście chcielibyśmy tego - jako gitarzyści, ale to jest normalne, każdy muzyk chciałby żeby jego instrument brzmiał jeszcze lepiej. Jesteśmy zadowoleni i z formy i z brzmienia płyty. Natomiast, gdyby Zimny dom był jeszcze raz nagrywany,   dodalibyśmy trochę delikatnych smaków gitarowych. Brakuje nam gitary Adriana i tego, że powinna być jeszcze w kilku innych miejscach.

Adrian: Ale brzmieniowo, to co chcieliśmy uzyskać - uzyskaliśmy.

Jak powstawał „Zimny dom” i jak taki proces twórczy u was przebiega?

Adrian: Zwykle zaczyna się to od kilku dźwięków i jakiegoś charakterystycznego riffu. Ktoś go przynosi. Zaczynamy nad nim pracować, tak naprawdę jammując, rozszerzając, dodając, zmieniając.

Rafał: Ale cały czas z założeniem, żeby nie przekombinować

Adrian: Tak, właśnie. Później dodajemy do tego kolejną część. Ktoś wymyśla na poczekaniu motyw i próbujemy połączyć te dwa elementy. I tak kawałek po kawałeczku składamy te utwory. Najczęściej jest tak, że powstaje najpierw muzyka, a później próbujemy dopasować tekst.  I to nie jest tak, że piszemy go specjalnie pod muzykę. Często jest tak, że ileś tych tekstów jest gotowych i nagle stwierdzamy: o ten będzie pasował.

Rafał: Kiedy powstaje klimat jakiegoś numeru to robi się jego formę – bryłę w całości i albo numer nam się podoba i zostaje, albo coś jest nie tak i wówczas nie ma go. Takich pomysłów mieliśmy sporo, a nie trafiły ani na pierwszą, ani na drugą płytę i już pewnie nie trafią. Nie mamy do nich przekonania. Lepiej było zrobić dziesięć piosenek na tę płytę niż piętnaście, z czego pięć niepotrzebnych. 
Tekst o Krzysztofie Porębie w tytułowym Zimnym domu przeleżał długo, niemal bez zmian. Krzysiek był przed laty moim kolegą, też muzykiem – pianistą. Pracowaliśmy razem w pogotowiu. Był tym samym znakiem zodiaku co ja, czyli rybą. Kiedy mieliśmy wspólne dyżury, to potrafiliśmy ze sobą rozmawiać dwanaście godzin i nie kończyły się nam tematy. Mieliśmy taki zamysł, żeby grac wspólnie. Niestety, któregoś wieczoru Krzysztof powiedział, że jest chory. To był nowotwór. Miał dwadzieścia cztery lata. W przeciągu dziewięciu miesięcy już go nie było. Do końca jednak walczył. Był już słaby, a jeszcze zabieraliśmy go na ogniska, żeby do ostatniej chwili żył życiem, takim jak my. Nie zostawiliśmy go z tą chorobą. Umierał z uśmiechem na twarzy, jakby był przygotowany. Chciałbym kiedyś, gdyby mnie coś takiego spotkało, być otoczonym - podobnie jak on -  dobrym serdecznym towarzystwem. Krzysiek zapominał o chorobie przy nas, natomiast na nasz smutek, a odchodził w oczach, uśmiechał się. W refrenie Zimnego domu, jest o tym, że zostają szarfy i wieńce po człowieku, a po Krzyśku zostało to, że nie ma nikogo, kto by go źle wspominał. Zdążył to swoje króciutkie życie przeżyć tak, że pozostawił po sobie jak najwięcej dobrego.

Zrobiło się refleksyjnie. Zatem pytanie z innej beczki: lubicie grać trasy?

Adrian: Lubimy, acz jest to męczące.

Czym jest dla was trasa?

Rafał: To jest właśnie rock and roll.

Adrian: To jest też papierek lakmusowy, który zabarwia się na odpowiedni kolor, kiedy widzimy reakcje ludzi. Nie ma nic fajniejszego niż widzieć, że ludzie bawią się razem z nami. Czasami jest tak, że mamy tremę.

Rafał: Myślę, że trema to jest zdrowy objaw. Kiedy ktoś przestaje mieć tremę i przestaje być pokorny to najczęściej bardzo szybko upada. Widz, słuchacz, fan są podstawą dla muzyka. Jeżeli ma tych fanów i robi szczerze to, co robi i ma w sobie na tyle pokory, żeby wiedzieć, że nie jest najlepszy i jest człowiekiem takim, jak oni  to prędzej, czy później fani to docenią 

Adrian: Kolejna piękna rzecz to widzieć wśród fanów przyjaciół, choć nie każdemu musi podobać się nasza muzyka

Rafał: Właśnie, nasi przyjaciele rzeczywiście mówią nam, że coś im się tam nie podoba. Ja to doceniam, że są szczerzy. Jeżeli ktoś mnie klepie po ramieniu i mówi, że wszystko jest świetnie, super - to znaczy, że kłamie, albo nie wie o czym mówi.

Adrian: Możemy się szczycić tym, że mamy sporo przyjaciół, którzy nas wspierają. Kochamy tych ludzi, spotykamy się z nimi. Jesteśmy normalni, tak samo jak każdy inny, a bez fanów, bez przyjaciół nie byłoby nas, gralibyśmy sobie sami dla siebie.

Jakie są wasze plany, te najbliższe?

Rafał: Na pewno, w tym roku, trochę koncertów to jest pierwsza rzecz, promocja Zimnego domu to rzecz druga.

Adrian: Szczególnie tam chcemy zagrać, gdzie najmniej graliśmy, na północy Polski oraz zachodzie. Bo w regionie wschodnim i południowym czujemy się jak w domu.

Rafał: Mamy sygnały, że ludzie chcą żeby zagrać w Gdańsku, Gdyni, żeby wystąpić w Malborku, Szczecinie, czy w Toruniu. W lipcu zagramy w Węgorzewie - jako gwiazda, wytypowana przez internautów. Mamy też w planach koncert z orkiestrą kameralną. Być może uda się go wydać na DVD.

Adrian: Na razie koncert ten jest to rzecz, o której nie chcemy za dużo mówić. Ponieważ jest to w pewnym sensie niespodzianka dla naszych miłośników. Możemy jedynie powiedzieć, że chcemy to zrobić u nas w Tarnowie. 

Rafał: Tutaj ukłony w kierunku Urzędu Miasta Tarnowa, który wspiera nas, a my promujemy miasto, z czego jesteśmy dumni, bo czujemy się Tarnowianami.

No właśnie, a zatem kiedy słyszycie Tarnów to co sobie myślicie?

Adrian: Nie wstydzimy się - jadąc do Warszawy - mówić, że jesteśmy z Tarnowa, mimo że ktoś może nawet nie wiedzieć, gdzie ten Tarnów jest. Być może łatwiej jest mieszkać gdzie indziej. Ja jednak zawsze czułem, że jestem stąd i kocham to miasto.
Nasz basista, który pochodzi ze Stanów Zjednoczonych – Erik Bobella -  zamieszkał tutaj i też utożsamia się z Tarnowem. Krytykuje tych, którzy narzekają na Tarnów i Polskę.

Rafał: Erik mówi, że mieszka w pięknym mieście Tarnowie i jest zadowolony z tego.
Perkusista nasz – Sebastian, też jest Tarnowianinem, od zawsze. Czuje się bardzo związany z Tarnowem.
Ja natomiast, nie bardzo wyobrażam sobie to, że mógłbym mieszkać gdzie indziej.

rozmawiał Krzysztof Borowiec


poniedziałek, 16 marca 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -