Blog > Komentarze do wpisu

-> THE ROLLING STONES – STICKY FINGERS (felieton nr 26)

W tym roku minęła 38 rocznica wydania „Lepkich paluchów” - jednej z ważniejszych płyt w historii rock and rolla i z całą pewnością jednej z najlepszych w dyskografii The Rolling Stones.

sf

       Płyta ukazała się równolegle w większości krajów normalnego świata, wzbudzając sensację swoją okładką. Błyskawicznie stała się artystyczno-obyczajowym i - co nie mniej istotne - muzycznym wydarzeniem.
       Autorem projektu okładki był mistrz pop-artu, szaman nowojorskiej bohemy – Andy Warhol. Jego pomysł zapewnił płycie stałe miejsce w historii rockowej grafiki.
       Okładka przedstawiała fragment męskiej sylwetki, od pasa do połowy ud, ubranej w jeansy ze skórzanym paskiem. Jak podawały źródła do zdjęcia pozował aktor awangardowych filmów Warhola Joe Dallesandro. W rozporku jeansów wstawiony był prawdziwy zamek błyskawiczny, po rozpięciu, którego ukazywała się soczysta czerwień wielkiego języka wydrukowanego na obwolucie płyty. Ów jęzor stanowił nowe logo zespołu, które po raz pierwszy zaprezentowane zostało na „Brown Sugar” - wydanym tydzień wcześniej singlu promującym płytę.
       Z okładką „Sticky Fingers” było jednak tu i ówdzie trochę hec. Oto w Hiszpanii lokalny oddział Atlanticu zaproponował „grzeczniejszą” wersję. I niestety bezmyślnie zaprezentowano kiczowatą makabrę. Fotografia przedstawiała puszkę syropu cukrowego Fowler’s Treacle, z której wynurzały się trzy kobiece palce. Obok leżał otwieracz do konserw, a wszystko ociekało melasą. Cenzura wprost rewelacyjna! Jeden z brytyjskich krytyków skomentował to „dzieło” jako bardziej lepkie niż oryginał.
       Ale mniejsza z okładką. „Sticky Fingers” to płyta prezentująca znakomitą, doskonale zagraną muzykę. Stonesi wiedzieli, że w lata siedemdziesiąte muszą wejść brawurowo i nienagannie technicznie, tak, jak przystało na najlepszy rock and rollowy band świata. Od początku nikt nie miał wątpliwości, że im się to w pełni udało.
       Płytę otwierał wspomniany już, promujący całość kawałek „Brown Sugar”. Ten będący powrotem do pierwotnego rock nad rolla numer brzmiał czadowo i emanował wulkaniczną wprost energią. Z nim jednak było też trochę problemów, wynikających nie tylko z tytułu, ale także z tekstu: „Brązowy cukiereczku – jak to jest, że tak bardzo smakujesz. Brązowy cukiereczku – właśnie tak, jak powinna smakować młoda dziewczyna”. Kapelę, a w szczególności Micka Jaggera zaatakowano za seksizm, rasizm i antyfeminizm. Nie przeszkodziło to jednak temu, że kawałek bardzo szybko dotarł na czoło list przebojów po obu stronach Atlantyku.
       Drugim numerem na płycie stał się utwór „Sway”, skomponowany jak i wszystkie inne, z wyjątkiem „You Gotta Move”, przez spółkę Jagger-Richards. „Wild Horses” z kolei - nastrojowa ballada, trzecia kompozycja na krążku, była autentyczną, kameralną perełką, zaśpiewaną przy akompaniamencie gitary akustycznej. Piosenka była ponoć adresowana do Anity Pallenberg, kręcącej się blisko Keitha Richardsa, ale gotowej też zająć miejsce Marianne Faithfull u boku Micka Jaggera. „Wild Horses” to niewątpliwie najbardziej znany nastrojowy kawałek pochodzący z tamtej dekady, obok - rzecz jasna - dwa lata późniejszego hitu Angie. Czwarty utwór na krążku to tryskający rock and rollową ekspresją, transowy, ponad siedmiominutowy „I Can’t Hear Your Knocking”. Świetna, szalenie energetyczna jazda, dla wielu osób będąca najlepszym numerem na płycie.
       Tu słów kilka o muzykach. Obok bardzo stałego składu z tamtych lat, czyli Jaggera, Richardsa, Wymana i Wattsa, gra tu świetny gitarzysta Mick Taylor, wówczas piąty Stones, którego obecność, stanowiąca wyzwanie dla Richardsa, w dużym stopniu wzbogaciła brzmieniowo krążek. Ale to nie wszystko. Są na płycie znakomite dęciaki z saksofonem Bobby Keysa na czele. Są świetne klawisze dzięki obecności takich muzyków, jak Billy Preston (grający z Beatlesami na albumie „Let It Be”), Ian Stewart czy Nicky Hopkins. Słychać też jednego z moich ulubionych gitarzystów - Ry Coodera, o którym niżej.
       Bil Wyman powiedział, że płyta „Sticky Fingers” jest powrotem do bluesa, z którego Stonesi powstali. Jak blisko bluesa znalazł się zespół dowodzą kompozycje „You Gotta Move” (Freda Mc Dowell) oraz „I Got The Blues”. Przedziela je kolejny ostry hicior „Bitch”. Ten czadowy rock and roll był z początku zakazany przez większość stacji radiowych. Wreszcie narkotyczny „Sister Morphine”, do którego współautorstwa rościła sobie pretensje Marianne Faithfull. Ten wstrząsający obraz uzależnienia pochodziłby zatem z pierwszej ręki. „Sister Morphine” to jeden z moich ulubionych numerów, nie tyle - rzecz jasna - ze względu na tekst, ile na rozwiązania brzmieniowe. Duża w tym zasługa Ry’a Coodera, którego gitara gra w tle absolutnie niepowtarzalnie. W „Dead Flowers” - kolejnym utworze słyszymy: „Możesz przysłać zwiędłe kwiaty na mój ślub / Ja zaś nie zapomnę złożyć róż na twoim grobie”. Ten nieco ironiczny kawałek, pokazuje, że okolice country rocka Stonesom również nie są obce. I wreszcie finał: „Moonlight Mile”. Ta pobrzmiewająca orientalnymi reminiscencjami kompozycja jest stosownym ukoronowaniem całości.
       No i to właściwie tyle, acz myślę sobie, że dla każdej młodej kapeli, która chce dziś grać prawdziwego rock and rolla ten krążek jest jazdą absolutnie obowiązkową.


Krzysztof Borowiec



czwartek, 26 marca 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -