Blog > Komentarze do wpisu

-> Policjant w teatrze (część 2)

Siedem strzałów, czyli geneza

Ta zbrodnia wstrząsnęła osiem lat temu nie tylko Tarnowem. Ofiarami było młode małżeństwo, planujące dopiero ułożenie sobie życia. Ich katem okazała się jedna z najbliższych osób. W dodatku czynny funkcjonariusz policji. Ten ostatni, odbierając sobie życie, zabrał z sobą całą wiedzę na temat motywów zabójstwa. To właśnie tamte wydarzenia stały się kanwą dla „Fabryki”, teatralnej sztuki pióra nadkomisarza Skóry. Piotr S. ciężko zarabiał na życie w Austrii. Radził sobie jednak nieźle, a dochody z pracy nad Dunajem były godziwe. W końcu razem z żoną Marią uznali, że najwyższa pora, by kupić sobie własne mieszkanie. Transakcję mieli przeprowadzić latem 2000 roku. 27-letni mężczyzna specjalnie w tym celu zjechał na weekend do kraju. Wszystko już było umówione. 26-letnia kobieta poprosiła swojego brata, by towarzyszył małżonkom tego ważnego dnia. Dla bezpieczeństwa. Mieli przecież zabrać z sobą całą zgromadzoną gotówkę. A brat na sprawach bezpieczeństwa znać się miał jak mało kto. Od dziesięciu lat pracował przecież w policji. Mieszkania jednak nie kupili. Nie pojawili się nawet u notariusza. Piotr i Maria przepadli bez wieści. I nie wiadomo, jak długo ich los pozostałby nieznany, gdyby ktoś nie zwrócił uwagi na porzucony w Podlesiu Machowskim samochód. Daewoo matiz miał uszkodzony tył i bok. Informacja o znalezisku dotarła na policję. Mniej więcej w tym samym czasie co zgłoszenie o zaginięciu małżeństwa S. Szybko okazało się, że właścicielami porzuconego samochodu byli właśnie zaginieni. Penetracja okolicy nie dała jednak rezultatu. Sprawę posunął do przodu dopiero anonimowy telefon. Ktoś twierdził, że daewoo matiza widział dwa dni wcześniej w Jodłówce-Wałki. Wskazany adres znajdował się na odludziu. Właścicielem niezamieszkanej posesji był Grzegorz Ż., 30-letni policjant, brat zaginionej. Początkowo wydawało się, że wizyta w tym miejscu będzie kolejną z serii rutynowych. Funkcjonariusz mógł się przecież na własnej działce umówić na spotkanie z siostrą i szwagrem. Gdy policjanci przyjechali na miejsce, Ż. już tam był. Towarzyszył rozglądającym się na miejscu kolegom po fachu. Gdyby nie tropiący pies, śledczy pewnie odjechaliby stamtąd z niczym. Ale zwierzak złapał jakiś trop. Pociągnął przewodnika w kierunku dołu znajdującego się na posesji. Nerwowo węszył, drapał łapami. Ż. próbował podpowiedzieć wytłumaczenie dziwnego zachowania psa. Twierdził, że rozlał w tamtym miejscu jakąś ciecz. Policjanci nie ustępowali. Koniecznie chcieli zbadać zawartość dołu. Wtedy Ż. podszedł do swojego samochodu, wyciągnął z niego pistolet i przystawił sobie do skroni. Padł strzał. Policjant zginął na miejscu. W przysypanym ziemią i wapnem dole znaleziono dwa ciała. Zwłoki Marii S. zawinięte były w wykładzinę. W jej ciele były ślady po czterech kulach. Szczątki Piotra S. zawinięte były w dywan. Zginął od trzech strzałów. Wszystkie oddano ze służbowej broni sierżanta Grzegorza Ż. Tej samej, z której potem zastrzelił się policjant. Wszystko wskazywało na to, że Maria i Piotr S. zostali zwabieni do Jodłówki-Wałki. W opuszczonym domu znaleziono łuski z pistoletu i ślady krwi. Przypuszczano, że tuż po zabójstwie Ż. wsiadł do samochodu siostry i porzucił go w Podlesiu Machowskim. Śledczy skłaniali się ku finansowemu motywowi zbrodni. W służbowej szafce policjanta znaleziono 3 tys. zł i 5,5 tys. austriackich szylingów. Do tej pory nie udało się jednak ustalić, co stało się z resztą pieniędzy małżonków.

Marcin Skóra z kryminalnymi związał całe zawodowe życie. Łapał dilerów narkotykowych, złodziei, rozwiązywał zagadki najgłośniejszych w Tarnowie morderstw. I robi to nadal, tyle że od czterech lat już jako szef sekcji kryminalnej w Komendzie Miejskiej Policji w Tarnowie. Po pracy czas dzieli między rodzinę i sztukę. – Film i teatr to moje drugie życie – przyznaje. W teatrze pojawia się na każdej tarnowskiej premierze. To stały bywalec teatrów w Krakowie, a gdy w delegację przychodzi mu wyjechać do Warszawy, zagląda i na tamtejsze sceny. Ścianę w gabinecie zdobi kilka fotografii nadkomisarza w towarzystwie osób znanych z dużego i małego ekranu. – My, kryminalni, musimy być trochę aktorami. Gdybyśmy byli schematyczni, wielu zagadek kryminalnych nigdy nie rozwiązalibyśmy – tłumaczy swoje teatralne fascynacje Marcin Skóra. „Fabryka” była jeszcze we wstępnym stadium, kiedy o opinię poprosił Edwarda Żentarę, dyrektora tarnowskiego teatru. Ten zachęcał do pisania, a lekturę gotowego scenariusza serialowy generał Sieradzki z „Fali zbrodni” skwitował słowami „wchodzimy w to”. – Sztuka jest interesująca. Niezwykle ciekawi mnie, jak wypadnie na scenie – ocenia Żentara. Zdecydował się ją wystawić, bo chce pokazywać nie tylko klasykę, ale także awangardę. – „Fabryka” to historia intrygująca, a ja chciałbym promować tarnowskich autorów – podkreśla. Koledzy z komendy o premierze dramatu napisanego przez naczelnika słyszeli niewiele. – Że ma takie ciągotki, dowiedziałem się latem. Na ostatnie święto policji napisał tekst, który zagrali aktorzy z „Pitbulla” – opowiada jeden z policjantów. Zbigniew Ostrowski, szef tarnowskiej policji, jest po prostu dumny z podopiecznego.

Glina, co teatr pokochał

Z Marcinem Skórą, policjantem, autorem sztuki teatralnej, rozmawia Andrzej Skórka

fab plak wyw

Policjant z szesnastoletnim stażem, pisząc scenariusz sztuki teatralnej, próbuje pogrzebać złośliwe stereotypy? Takie jak dowcipy o policjancie, który przyszedł do biblioteki tylko dlatego, że pada deszcz?
Ale ten stereotyp już się zmienia. Badania opinii społecznej pokazują rosnące zaufanie do policji. Tamten dowcip powstał chyba w latach 70. czy 80., kiedy milicjant kojarzony był z osobą o bardzo przeciętnej inteligencji. Dziś większość pracujących u nas to osoby z wyższym wykształceniem mnóstwem zainteresowań.
Konikiem szefa kryminalnych stał się teatr?
Praktycznie od dziecka się nim interesowałem. Jako nastolatek startowałem w konkursach recytatorskich. Polonistka ze szkoły średniej zauważyła moje zainteresowania. Namawiała mnie nawet, żebym próbował dostać się do szkoły aktorskiej.
Nie posłuchał Pan...
Ale teatr i film pozostał moim drugim życiem. Jestem praktycznie na wszystkich premierach w tarnowskim teatrze. Kiedy tylko mam czas, odwiedzam teatry w Krakowie. A jak w delegację trzeba jechać do Warszawy, tam także szukam ciekawych spektakli.
Podobno jest Pan widywany nawet na próbach...
W teatrze znikają wszystkie problemy. Ludzie tam pracujący są niesamowici. Dają mi mnóstwo potrzebnego na co dzień optymizmu.
Sztuka i praca śledczego to bardzo odległe światy?
Przeciwnie. Jako kryminalni wyprawiamy trochę sztuczek. Musimy być w pracy trochę aktorami. Gdybyśmy byli schematyczni, wielu zagadek nie udałoby się rozwiązać.
Brzmi pięknie, ale jak to się ma do rzeczywistości?
Mieliśmy w Tarnowie serię napadów rabunkowych na kobiety. Sprawcy byli brutalni. Wpadliśmy na pomysł, żeby podsunąć im policjantów przebranych za panie. Stroje pochodziły z garderoby teatru, korzystaliśmy z pomocy charakteryzatorni. I udało się.
Od takich sztuczek do pisania i desek teatru droga jednak daleka. A Pan mały debiut sceniczny ma już przecież za sobą.
Na ostatnie Święto Policji napisałem inscenizację opartą na anegdotach z naszego życia. Udało się sprowadzić do Tarnowa aktorów – Marcina Dorocińskiego i Michała Kulę, którzy to zagrali.
Teraz będzie premiera sztuki dramatycznej, której scenariusz wyszedł spod Pańskiej ręki.
Kręgosłup tej historii to autentyczna historia, która stała się również moim osobistym dramatem. Mam nadzieję, że wtedy pierwszy i ostatni raz widziałem tak tragiczną śmierć. Ale to tylko kręgosłup tego, co chciałem opowiedzieć o policjantach.
Ile z autora jest w postaci głównego bohatera?
Główny bohater to tylko w pewnym stopniu ja. To człowiek, który kocha swoją pracę i zrobiłby dla niej wszystko, ale nie ma patentu na nieomylność. Ten spektakl nie będzie laurką. Chciałem pokazać, że życie to nie tylko dobre i złe uczynki, a policjanci wcale nie są herosami.
Jak długo pisywał Pan wcześniej „do szuflady”?
Kiedyś, w szkole średniej, sporo. Teraz już wcale.
Nie mając do czynienia z literackim językiem, napisał Pan sztukę teatralną?
Ale ja wcale tak nie twierdzę. Weźmy na przykład taki protokół z oględzin miejsca zdarzenia. Tam naprawdę jest pole do wykazania się spostrzegawczością i sprawnością we władaniu językiem literackim.
Długo pracował Pan nad tekstem „Fabryki”?
Kilka miesięcy. Nie siedziałem nad nim cały czas. Ot, tak, wieczorami przy papierosku. To był dla mnie relaks.
Żona z córką zerkały przez ramię?
W domu wyremontowałem suterenę i ochrzciłem mianem lochów. Nawet rodzina ma tam ograniczony wstęp. To tam pisałem. Na jakimś etapie poprosiłem o ocenę dyrektora teatru Edwarda Żentarę. Przeczytał i zachęcił do kontynuowania. Gdy całość była gotowa, powiedział – „wchodzimy w to”. Na początku był problem z pieniędzmi. Brakowało 10 tysięcy złotych. Zapukałem wtedy do Bruk-Betu i pani Maria Witkowska dała się przekonać, że warto zaryzykować w„policyjną” sztukę.
Rodzina chyba dzieli z Panem teatralną pasję? Córka zagra przecież jedną z ról w „Fabryce”.
Wspólnie z żoną chodzimy na premiery. Córka Ola miała już okazję występować w trzech spektaklach. Też strasznie lubi przebywać w teatrze. Chciałbym, żeby kiedyś poszła do szkoły aktorskiej.
Zastanawia się Pan, jak sztuka zostanie przyjęta?
Póki co, jestem strasznie szczęśliwy, bujam w obłokach. Chciałbym nawet jeszcze wyżej polecieć. Ale jednocześnie obawiam się, że 6 marca spadnę na ziemię i potłukę sobie tyłek.

Andrzej Skórka
                                                                               Gazeta Krakowska


poniedziałek, 09 marca 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -