Blog > Komentarze do wpisu

-> Walentynkowo „Kaczo, byczo, indyczo”…

Wprawdzie najnowsza premiera Tarnowskiego Teatru odbyła się 31 grudnia 2008 roku wypełniając Wieczór Sylwestrowy w Solskim, nie mniej dopiero teraz dane było mi obejrzeć spektakl „Kaczo, byczo, indyczo”, którą to artystyczną prowokacją par excellence uczczono tegoroczne Święto Zakochanych. I od razu muszę stwierdzić, iż reżyserska propozycja Tomasza Piaseckiego, występującego już niegdyś za czasów dyrekcji śp. Ryszarda Smożewskiego na tarnowskiej scenie aktora, bardzo przypadła mi do gustu. Autor sztuki Bogusław Schaeffer, znany kompozytor i muzykolog, dramatopisarz i grafik podjął karkołomną próbę przeniesienia na scenę artystycznej techniki collage`u stosowanej głównie w sztukach plastycznych, a polegającej na tworzeniu „nowej jakości w oparciu o dokonaną uprzednio destrukcję otaczających nas rzeczy i przedmiotów”. Technikę tę zapoczątkowali i z powodzeniem uprawiali wielcy francuscy malarze, twórcy kubizmu George Braque i Pablo Picasso. Polskim prekursorem literackiego collage’u jest właśnie maestro Schaeffer, któremu z pod pióra wyszła rzecz nadspodziewanie dobrze napisana, precyzyjna niczym szwajcarski zegarek, smakowicie bawiąca czystą formą, iskrząca się dowcipem - tyleż finezyjnym co rubasznym, by nie rzec chamskim… . Ten sceniczny benefis, będący w istocie błyskotliwym popisem aktorskich możliwości dyrektora teatru Edwarda Żentary (Showman), któremu nie mniej udanie partnerują (lub jak kto woli: przeszkadzają) słowiańsko – hollywoodzka Anna Lenczewska (Ona) i grający siebie Tomasz Piasecki (On) – oboje bardzo dobrze dysponowani, sprawia, iż każdy (niekoniecznie walentynkowy) wieczór w Solskim staje się dzięki nim kaczy, byczy, indyczy… . Aliści zważywszy, iż aktor Żentara występuje w roli Showmana już po raz trzeci, wcześniej były teatry w Koszalinie i Kielcach, czego zapewne wypadkową jest jego nieco denerwująca manieryczność i zbytnia pewność siebie przyprawiona szczyptą nonszalancją wobec widowni, wyrażająca się nadmiernym szarżowaniem i przerysowywaniem granej postaci (obraża, tumani, przestrasza…) – teatralnie rzecz całą należy traktować ze zrozumieniem, a przede wszystkim z nadzieją na nowe naprawdę premierowe wcielenia Wesołego Edwarda.

kbi

Jak stworzyć collage na scenie? Czy jest to w ogóle możliwe? W Kaczo showman gra Showmana, aktorzy wcielają się piętrowe role, na scenie rozgrywają się prawdziwe sceny. Czy również zatem i widz zostaje zmuszony do odgrywania roli widza? Kaczo naciąga granice teatralności nie przekraczając ich; bawi się nimi, bawiąc zarazem - miejmy nadzieję - widzów; jest swobodnym collage'em filozoficznych monologów, przyziemnych, życiowych perypetii dramatycznych, dostrzeżemy w nim próby wdarcia się za kulisy teatru i poszukiwania odpowiedzi na pytanie zasadnicze: na czym polega zadanie showmana? Jestem za teatrem – dywaguje autor sztuki Bogusław Schaeffer -  którego przesłanie trzeba odgadnąć, za teatrem, którego akcja nie rozwija się logicznie, bo gdzie my w życiu mamy logikę?, w czym? Jestem za teatrem, który coś mówi, ale nie mówi o tym, o czym mówi, przynajmniej nie bezpośrednio…. I przekornie dodaje: Kto tego nie pojmuj, powinien sobie powiedzieć, że to nie dla niego, o co się nie pogniewam…”


A oto, co w tej sprawie ma do powiedzenia reżyser tarnowskiego przedstawienia Tomasz Piasecki: „Spektakl jest prowokacją, ale nie polityczną, lecz artystyczną. (...) „Kaczo...” – którego autorem jest Bogusław Schaeffer, kompozytor, muzykolog, dramatopisarz i grafik – jest próbą przeniesienia na scenę artystycznej techniki collage’u stosowanej głównie w sztukach plastycznych. (...) Jak stworzyć collage na scenie? Czy jest to w ogóle możliwe? W „Kaczo...” showman gra Showmana, aktorzy wcielają się piętrowe role, na scenie rozgrywają się prawdziwe sceny. Czy również zatem i widz zostaje zmuszony do odgrywania roli widza? Kaczo naciąga granice teatralności nie przekraczając ich; bawi się nimi, bawiąc zarazem – miejmy nadzieję – widzów (...)”



”Aby stworzyć collage musimy najpierw dokonać czegoś w rodzaju dekonstrukcji rzeczy i przedmiotów, które nas otaczają: rozbić je lub pociąć na drobne kawałki, a, jeśli jesteśmy mniej radykalni, po prostu pozbawić ich naturalnego kontekstu. Z powstałych fragmentów rzeczywistości stwarzamy nową całość, obdarzoną szczególnym artystycznym sensem. Innymi słowy, collage przenosi w przestrzeń artystyczną fragmenty rzeczywistości, która nas otacza, jest próbą skomponowania świata czysto artystycznego z kawałków i przedmiotów, które nie mają ze sztuką nic wspólnego. Jak stworzyć collage na scenie? Czy jest to w ogóle możliwe? W „Kaczo...” showman gra Showmana, aktorzy wcielają się piętrowe role, na scenie rozgrywają się prawdziwe sceny. Czy również zatem i widz zostaje zmuszony do odgrywania roli widza? Kaczo naciąga granice teatralności nie przekraczając ich; bawi się nimi, bawiąc zarazem – miejmy nadzieję – widzów; jest swobodnym collage’em filozoficznych monologów, przyziemnych, życiowych perypetii dramatycznych, dostrzeżemy w nim próby wdarcia się za kulisy teatru i poszukiwania odpowiedzi na pytanie zasadnicze: na czym polega zadanie showmana?”


Na koniec zamiast samemu się wymądrzać oddajemy głos fachowej recenzentce Agnieszce Setlik z portalu inTARnet.pl, która tak rzecz całą opisała:
„Prościutka scenografia: kilka krzeseł, ławeczka, stolik nakryty szkarłatnym obrusem. A w tej scenografii: showman (Edward Żentara), Ona (Anna Lenczewska) i On (Tomasz Piasecki). Nie jest łatwo streścić spektakl, bo jak to u Schaeffera, nie ma w nim banalnej fabuły, tylko wyjściowy pomysł. Na sztukę składa się kilkanaście luźno powiązanych ze sobą scen, które łączy motyw przewodni: teatr. Humorystyczne sytuacje, wyraźnie zarysowane postaci, a także dobra obsada, powodowały, że widzowie żywym i spontanicznym śmiechem reagowali na sceniczne wydarzenia. A jest się z czego śmiać. Teatr, który oglądamy w teatrze, obfituje w przezabawne sceny z życia artysty. Aktor, zamiast odprawić swoje „one man show”, co rusz zmaga się z kochanką i nie wiadomo przez kogo nasłanym tajniakiem, którzy skutecznie fragmentaryzują jego wystąpienia. Oboje potrafią przejść błyskawiczną transformację, przyjmują różne role, sprawnie zmieniają konwencje, gesty, mimikę, kreując wciąż nową sceniczną rzeczywistość. Stawiają tym samym showmana w niecodziennych, a czasem w całkiem zwyczajnych sytuacjach, próbując obnażyć jego prawdziwe oblicze. Między całą trójką trwa nieustanna zaczepna walka na różnych (artystycznych i prywatnych) niby improwizowanych poziomach. I tak Ona mówi do Niego: „W Kartotece byłeś dobry”, On do Showmana: „Dlaczego pan tak wszystko upraszcza? Aktor, reżyser, dyrektor, powołany przez pana prezydenta...”, On do Showmana: „Chce pan świat naprawiać zaczynając od teatru, a jak pójdzie do remontu i braknie panu środków na artystyczną produkcję, to co?” itp. Jednak bohaterowie nie zamykają się wyłącznie na rozmowy o teatrze, aktorstwie, kulturze, pseudowidzach, czy sensie sztuki. Sporo debatują też o naturze kontaktów międzyludzkich, na przykład o zdradzie i jej konsekwencjach. I to właśnie w sposobie dyskutowania, w wariackich wątkach pobocznych, w ironicznym gadulstwie postaci kryje się największa wartość sztuki. Najbardziej interesujący w „Kaczo, byczo, indyczo” jest język. Większość zdań to perełki, z których można by poskładać osobną książeczkę zabawnych i błyskotliwych cytatów na różne okazje, jak choćby: „Nie wiadomo dlaczego drogie restauracje robią z chamów dżentelmenów. Pewnie dlatego, że potrawy są tam równie drogie jak uprzejmość” albo „Mój tato był wzorowym ekonomistą: jak wydajesz na baby – powiadał - to patrz, żebyś po tygodniu mógł od niej pożyczać” itd. Te zabawne, nierzadko dopieszczone zdanka, dygresje, aforyzmy i bon mociki, mogłyby śmiało posłużyć za scenariusz skeczy najlepszych kabareciarzy. Owszem, nadmiar rozmaitych rzeczywistości scenicznych i bogactwo wątków może przeszkadzać w odbiorze spektaklu i na pewno nie służy smakowi (przesyt nie pozwala przejść widzowi ze stadium oglądu do stadium smakowania). Swoim rozbuchaniem przypomina nawet trochę... Liz Taylor. O aktorce mówiono, że budzi fascynację, bo wygląda jak pięciolitrowy worek, który wypełniono dziesięcioma litrami. „Kaczo, byczo, indyczo” ma podobną budowę, ale fascynacji nie budzi – choć na szczęście nie wywołuje także znużenia. Mimo tych drobnych, subiektywnych zastrzeżeń „Kaczo, byczo, indyczo” to jednak kawał dobrego teatru. Rozrywka nie dość, że na niezłym poziomie, to jeszcze dająca do myślenia. W sam raz na miły - nie tylko sylwestrowy - wieczór.



Ryszard Zaprzałka


foto by Paweł Topolski



wtorek, 17 lutego 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -