Blog > Komentarze do wpisu

-> „Miniatury miłosne”: Film klasy „B”

Pamiętasz? Nie musieliśmy iść do kina. Nie było nam ani blisko, ani na tyle zimno, by szukać schronienia. Prowadziliśmy się przez szerokie planty na wprost, a perspektywa liniowa układała drzewa w trójkąt. Nie było nic wokół z miękkiej i klimatycznej aury, przypisywanej miastu, nie było w nas magnetycznego odbicia przeciwieństw, a wszystko spływało wprost do rąk. Nadzieje, bezwstydnie, jak głodne gołębie nie opuszczały naszych cieni.


Pamiętam, zgubiłaś szalik, a ja bezradnie rozkładałem ręce. Miałaś sos pomidorowy na bluzce i gmatwała się estetyka. Czerwona kropla spadła z widelca, gdy padło moje proste pytanie - „Co dalej”. -  Przylepiła się do twojego serca, niczym plama zastygłej krwi. I chociaż mieliśmy jej na tyle, by pisać pamiętniki, ty ze wstrętem odepchnęłaś od siebie mój wzrok i odgrodziłaś się szalikiem. Coś chciałaś przysłonić, a ja myślałem, że się wstydzisz.   Mała kelnerka patrzyła na nas zza szynkwasu i widziałem w jej czarnych oczach przerażenie.  Empatia wykrzywiała jej twarz i zaciskała pięści, jakby chciała coś okrutnie zmiażdżyć.  Dziewczyna widziała w nas swój ból, może odległy i niezapomniany, a może ten wczorajszy, gdy on, jej chłopak, by nie było już, „co dalej”, wepchnął ją do bramy i kazał zostać. Zgubiony szalik odsłonił krwawy ślad, nie tylko w miejscu, gdzie powinno żyć twoje serce. Potem biegaliśmy pomiędzy drzewami, ławkami i szukaliśmy zguby.
       Nie wiem jak bardzo masz poważny wzrok, gdy nie odpowiadasz na pytania. Szliśmy do kina, a ja znowu złapałem się nadziei i pomiędzy promieniami uśmiechnąłem się do ciebie, i zapytałem, „co dalej”. Twój spokój prysł i wlał się we mnie. Poczuliśmy magnetyczne odbicie przeciwieństw, wielką ulgę, że to pytanie nie wymaga odpowiedzi, że wszystko jest gdzieś w świecie, nieubłaganym i bardziej okrutnym niż twoje myśli, twoje odpowiedzi.
Od teatru „Bagatela” mam do ciebie dwa tysiące czterdzieści pięć kroków, to jest trzy przystanki tramwajowe i kilkadziesiąt metrów przez park. W tej fizycznej odległości, wymierzonej skrzętnie i szarpanej gorączką rozdygotanego ciała, jestem zawsze na dystansie dwudziestominutowej wędrówki. Dopiero, gdy wracam do siebie odczuwam magię upływu czasu. Zamykam oczy i jestem przy tobie, bo wolę tę słodką i skrzętnie zamazywaną obojętność, niż zimną ścianę, o którą często opieram wzrok. Gdy idę, licząc kroki, tworzę mentalną, neurolingwistyczną mapę wspólnych snów i wiem, kiedy owiniemy się kołdrami, oddalając, odwracając jak dwa sprzęgnięte trybiki, każde w swoją stronę. Odchodząc w sen klepniesz mnie jeszcze po ramieniu, zawsze trzy razy i odwrócisz się, a potem dotrwamy tak do rana, jak dwa niezależne kokony.
Snuliśmy się pomiędzy kinem, a naszą drogą w jesiennej nostalgii, byle bliżej. Ty zasłaniałaś się gazetą, a ja wymuszonym uśmiechem, by stwarzać równowagę i nie odbiegać od niedomówień.
- Każdy jest jakiś – powiedziałaś i przytuliłaś się do wiatru.
       Nie wiedziałem wtedy, czy to jest wybaczenie, czy twoja autoterapia, powiedziałaś „Każdy jest jakiś”, a we mnie wdarła się niedorzeczna wiara i najgłupsza z głupich, nadzieja.
- Robisz się tolerancyjna? – zapytałem.
- Muszę – odparłaś i przesunęłaś się obok mnie wymijająco.
       Całą drogę do kina toczyliśmy walkę. Twoje wszystkie „na nie” obijały o się boleśnie o moje „na tak”. Całą drogę do kina nie powiedzieliśmy ni słowa, bo, po co nam werbalne artykułowanie lęków. Nasza telepatyczna sfera dawała więcej przestrzeni i śmiałości, niż niejedno wyznanie.
- Jaki mamy film do przeżycia? – spytałaś.
- Jak zwykle, o miłości.
- Miłość jest dobra. Pocieszymy się, że ktoś potrafi kochać.
- Tak... Że jest kochany. 
       W tych kilku słowach powiedzieliśmy sobie nazbyt wiele, lecz nie wyjaśniło się, gdzie jest początek i kto bardziej pragnie, kto nie potrafi. Nasze fale uderzyły o siebie w przeciwnym kierunku i ponieśliśmy się w tej antyinterferencji pod wiatr. Tego dnia trzymałaś mnie za rękę końcami dwóch palców i nie wchodziłaś w moją dłoń głęboko.
       W kinie siedziałaś bardzo przejęta. Czerwona plama na bluzce ukryła się tłumie widzów, a ty jak małe dziecko otwierałaś szeroko usta. Na wielkim ekranie para pięknych ludzi toczyła bój o siebie. Ona z czerwoną emalią na ustach uśmiechała się dyskretnie, on głaskał jej ramię i szli spleceni gdzieś do siebie. Widownia niespokojnie oczekiwała na finał tej historii, a ty odsuwałaś swoje ramię od mojej głowy. W pewnym momencie piękna dziewczyna objęła pięknego mężczyznę, sala zamarła w ciszy, w oczekiwaniu na coś, co może zmienić kolor ich miłości. Dziewczyna dotknęła ustami jego ust i wydawało się, że zaraz pęknie cisza.
- Boże – szepnęłaś.
       Przez salę przeszedł lekki szmer. Zamarły wszystkie oczy i zawiesiły się na ekranie.
- Boże – powtórzyłaś i stało się coś, co zmieniło subtelność naszej ciszy.
       Ona uniosła się na palcach i powiedziała. – Kocham cię! 
       Po chwili ciszy napięcie spadło w dół, a sala zagrzmiała histerycznym śmiechem!
Tej nocy długo szukaliśmy się w swoich kokonach. Odwijaliśmy kołdry bez pośpiechu, odrzucali poduszki. Potem trzy klepnięcia w ramię i powrót do azylów. Seans obnażył nam nierealność naszych uczuć i zniżył aż do ziemi. Nad samym ranem, tuż po przebudzeniu zapytałaś. – Ty mnie kochasz?
Długo myślałem, bo cóż mogłem ci powiedzieć? Usiadłem, opierając się o zimną ścianę i nic nie mogłem z siebie wydusić, nic, co mogło oddać moje oddalenie.
Kochasz? – Pokiwałem głową i... parsknąłem histerycznym śmiechem.


Jerzy Reuter



niedziela, 04 stycznia 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -