Blog > Komentarze do wpisu

-> Milda zawsze przynosi nieszczęścia (cz.2)

Odetchnąłem z ulgą. Oksana – tak miała na imię dziewczyna, o czym poinformował mnie dyskretnie Wiktor, gdy udało mi się opuścić łóżko – była grodnianką. Wychowała się w polsko-białoruskiej rodzinie, przez co znała biegle zarówno polski jak i rosyjski.
Nie chciałem wprawdzie wikłać się w stałe związki, lecz dziewczyna – już po pierwszej nocy – sprawiała wrażenie przywiązanej i zaangażowanej. Ustaliliśmy w trakcie tak zwanej "poważnej rozmowy", że będziemy razem na okres próbny, do pierwszego poważnego zgrzytu. Przy okazji zaproponowałem – dość perfidnie, bo z myślą o dalszej przyszłości, tej po przewidywanym "zgrzycie" – żeby Oksana nauczyła mnie rosyjskiego.
Chyba nie byłem pojętnym uczniem. Poza opanowaniem podstaw cyrylicy, przyswoiłem ledwie kilkanaście słów i wyrażeń, z czego dwie trzecie to terminologia erotyczna. Cóż – nic dziwnego, skoro nauka polegała na nazywaniu otaczających nas rzeczy i wykonywanych czynności.
   Na zgrzyt nie musiałem natomiast długo czekać.
Puk puk – usłyszałem i po sposobie uderzenia o drzwi wiedziałem już, że za chwilę ujrzę Mildę.
– Priwiet! – powiedziała apodyktycznie, stojąc w progu. – Widziałeś? – spytała mnie, wskazując ruchem głowy korytarz. – Ktoś ściska twoją kobietę!
   I wybuchła z niejasnych przyczyn gwałtownym i szkaradnym śmiechem.
– Co? – wyjąkałem, wstając z łóżka.
   Mnie jakoś nie było do śmiechu.
– Idź – wydusiła wśród kolejnych spazmów – idź, ha ha ha, i zobacz! Ha ha ha!
   Wyszedłem na korytarz i – owszem – ujrzałem Oksanę w objęciach jakiegoś faceta. Zareagowałem tak jak mogłem zareagować. Najpierw posypały się przekleństwa, potem doszło do szarpaniny i krótkiej bijatyki, którą przerwał Niedźwiedź – Kazach, którego posturę opisywała w sposób wyczerpujący ksywka.
   Mój rywal, odchodząc w kierunku schodów, odwracał się kilkakrotnie i wykrzykiwał coś w zupełnie nieznanym mi języku. Wiedziałem jednak, że nie są to miłe słowa i niczego dobrego nie wróżą.
   Oksana tymczasem płakała, próbując mi wytłumaczyć, że to nie tak, nie to, o czym myślę, że to Demir, jej kolega, i on się tak wita ze wszystkimi, bo to taki zwyczaj.
Oczywiście nie uwierzyłem. Po zaledwie tygodniu znajomości wypowiedziałem magiczne "koniec". Nasz związek nie wytrzymał różnic kulturowych, w jak najbardziej dosłownym ich znaczeniu.
   Wieczorem spytałem znajomych, czy słyszeli o niejakim Demirze i czy to prawda, że ma on w zwyczaju wszystkich obejmować i przytulać. Prawda – usłyszałem – Demir jest Albańczykiem, i także ich już kilka razy uściskał i obmacywał w ramach powitania, podobnie jak jego koledzy. Taka ich tradycja, że podanie dłoni nie wystarczy.
Dzień później – oczywiście tuż po wizycie Mildy – grupka Albańczyków przybyła wytłumaczyć mi stanowczo panujące w ich kraju obyczaje, lecz po minach nieproszonych gości wywnioskowałem, że raczej nie mają zamiaru przytulać mnie na dzień dobry.
Chyba tylko dyplomatyczne umiejętności Wiktora zapobiegły linczowi.

   Po tym, jak rozstałem się z Oksaną, dziewczyna zachorowała na przewlekłą polonofobię, którą zaraziła niestety większość koleżanek z roku.
   Uzmysłowiła im, że Poliaki duraki, a one – chyba w ramach narodowej, a nawet ponadnarodowej solidarności – zakończyły czym prędzej swe kontakty z polskimi chłopakami i odtąd unikały ich jak ognia. Ola, Kazaszka, pokochała natomiast z wzajemnością pewnego Albańczyka i – w ciągu zaledwie miesiąca – niemal wszystkie dziewczyny poszły za jej przykładem, chcąc przynajmniej zbliżyć swe erotyczne i uczuciowe życia do poziomu, o którym Ola z wypiekami na twarzy opowiadała. Komunikat był jasny – nie masz Albańczyka, jesteś przegrana. Skończysz z jakimś durakiem, który porzuci cię jak ostatnią bliad'.
   Za trendem poszła też w końcu Oksana. Odtąd ściskała się z Demirem już oficjalnie i w zgodzie z wszelakimi kulturami.

   Nazywamy Mildę Faszystką. Przez jej szorstki, pewny siebie ton głosu i łotewskie pochodzenie, które Jura, często goszczący u nas znajomy z Mińska, skojarzył machinalnie z dyktaturą.
   Nikt z nas nigdy nie zastanawiał się, czy jest atrakcyjna. Ma długie do ramion, czarne, delikatnie kręcone włosy, owalną twarz, brązowe, moim zdaniem przesadnie duże oczy i zadarty nos skierowany w wąskie, zazwyczaj uśmiechnięte usta. Niżej – niewielkie, ale mimo to jakby nieco obwisłe piersi, całkiem zgrabny tyłek i długie, ale trochę krzywe nogi.
Gdyby nie otaczająca ją aura i łóżkowa przeszłość, pewnie mógłbym się za nią wziąć – wszak jako jedna z nielicznych nie uwierzyła w męskość i wyjątkowość Albańczyków.
Wiem jednak, że jeśli tylko bym to uczynił – byłbym pośmiewiskiem przez najbliższe lata i spłynęłyby na mnie nieznane dotąd nieszczęścia – bo nieszczęścia kilku, znanych do bólu, kategorii spływają na mnie nieustannie, choć przylegam swymi ustami do innych, fortunnych na pierwszy rzut oka, ust. Niepisana reguła nie pozwala nam tknąć Faszystki.
Bo Milda nie tylko przynosi nieszczęścia. Milda przespała się z Wielorybem.

   Wieloryb zrealizował nasze marzenie, wydawałoby się, że nieziszczalne w tej enklawie pijaństwa i rozpusty. Przespał się z dziewczyną cnotliwą. Ba, on przespał się z dziewicą.
Wieloryb nie pozbawił Mildy dziewictwa. Wieloryb nie pozbawił dziewictwa żadnej dziewczyny i nic nie wskazuje, by uczynił to w najbliższej przyszłości. Na wszelki jednak wypadek, gdy wieść o spędzonej z Wielkim nocy, zatoczyła szerokie kręgi, Faszystka zaczęła przesadnie akcentować swój dziewiczy status – do tego stopnia, że jej dotychczasowa ksywka omal nie została wyparta przez nową, podkreślającą jej cnotę. Ona dewstwennica, powtarzała wciąż, słysząc jakąkolwiek erotyczną aluzję, ona jaunava, i w ogóle.
   Zupełnie niepotrzebnie. Przecież wiedzieliśmy, że jedyne, czego Wieloryb – jeszcze do niedawna – nieustannie pozbawiał – to jedzenie, niezależnie od płci właścicieli.
Bo Wieloryb lubił sobie pojeść, lecz zazwyczaj nie miał wystarczającej ilości pieniędzy, by zaspokoić swój żołądek. Zazwyczaj nie miał żadnych pieniędzy.
   Był w tym pewien paradoks. Wieloryb – chyba jako jedyny student ze Wschodu, a już na pewno jedyny Ukrainiec – nie pił alkoholu. Był zupełnym abstynentem – zmuszany kilkakrotnie do żachnięcia choćby symbolicznej pięćdziesiątki, tłumaczył rozpaczliwie, że ma problemy z żołądkiem, lekarz mu zabronił, i tak dalej. Cóż – nie wierzyliśmy mu, ale w końcu skapitulowaliśmy i z niechęcią zaczęli tolerować jego zdeklarowaną trzeźwość. Nie pił więc, nie palił też papierosów, ale to właśnie jemu, a nie Paszy czy Wiktorowi – którzy tuż po odebraniu stypy zaczynali buchat' tak intensywnie, że przez dwa tygodnie nie pojawiali się na zajęciach – już po tygodniu kończyły się pieniądze, to on jako pierwszy się zadłużał.
   Nieprawdą jest jednak, że wszystkie pieniądze przejadał. W dniu odebrania stypendium, kupował za połowę, a nawet więcej kwoty, nową komórkę. Cieszył się nią zazwyczaj przez kilka dni, aż znów nie pojawiło się widmo głodu, a żołądek – nienasycony wykradanymi namiętnie z lodówek kotletami – domagał się uparcie choćby małej paczki "Laysów". Wieloryb sprzedawał wtedy telefon albo zastawiał go w lombardzie, często za nawet dziesięciokrotnie niższą cenę. Nawet jednak cierpienie – umiranie, jak mawiał – przez dwie kolejne dekady nie było go w stanie nic nauczyć. Miesiąc później odbierał stypę, szedł do salonu i znów wybierał z uśmiechem na twarzy nową komórkę, a wieczorem – wśród zgiełku imprez, inaugurującego dwutygodniową beztroskę – poznawał z wypiekami na twarzy funkcje telefonu, sięgając co chwila do leżącej obok paczki chipsów.

Koniec części drugiej


Maksymilian Fila



czwartek, 18 grudnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -