Blog > Komentarze do wpisu

-> Milda zawsze przynosi nieszczęścia (cz.1)

 Maksymilian Fila, rocznik 1981, Tarnowianin. Debiutował w kwartalniku artystycznym „Szafa”. Pisze prozę. Od niedawna rozpoczął pisanie cotygodniowych felietonów, z których dwa już zamieściliśmy na naszych łamach. Teraz publikujemy jedno z jego opowiadań. Jego fascynacje M. Kunderą, B. Hrabalem i J. Pilchem ogniskują się w twórczości mocno osadzonej w realiach, a jednocześnie dotykają w sposób często absurdalny niebanalnych bohaterów. Treść większości utworów, mocno osadzonych we współczesności, oplata się wokół zagadnień uczuć, często przerodzonych w obsesję, szeroko pojętej obyczajowości i wewnętrznego świata jednostki. Dystans do siebie/autora i postaci wytwarza empatyczny klimat i wiarygodność.


Milda zawsze przynosi nieszczęścia

   Milda przynosi nieszczęścia – wiemy o tym, od kiedy poznaliśmy ją w pewien październikowy wieczór na pierwszej w tym roku, integracyjnej imprezie.
– Priwiet! – powiedziała głosem tak donośnym, że Wiktor, mój współlokator, Ukrainiec spod Żytomierza, z wrażenia upuścił pełną prawie butelkę Nemiroffa. Szkło rozprysło się po pokoju, a wódka, wąskimi strugami, dopłynęła aż pod drzwi, do stóp stojącej w progu dziewczyny.
– Milda!
   Przedstawiła się, zupełnie nie zwracając uwagi na dramat, który rozegrał się na jej oczach i rzucane zewsząd przekleństwa w przynajmniej trzech językach, po czym oznajmiła, najpierw apodyktycznie, po rosyjsku, a potem, niepewnie, po polsku – że mieszka naprzeciwko i będzie jej miło nas poznać.
   Zaprosiliśmy dziewczynę, trochę niechętnie, do stołu, a Pasza ostrożnie otworzył następną butelkę – Berjezowają – i napełnił kieliszki. Wznieśliśmy toast – za nową koleżankę. Za Mildę.
   Od tego wieczoru minęło pół roku, lecz już wiemy, ze to stłuczone szkło było jedynie nieśmiałą zapowiedzią nieprzyjemności i utrapień, które dziewczyna, zupełnie nieświadoma, będzie każdorazowo przynosić.
   I nawet teraz – gdy siedzimy beztrosko w pokoju, tocząc wśród wybuchów śmiechu niezobowiązujące rozmowy, a za oknem piękny, wiosenny dzień – czujemy jej bliskość, wiemy, że w każdej chwili może nastąpić trach, a ściślej – usłyszymy puk, puk – dwa subtelne, rytmiczne uderzenia z półtorasekundową pauzą – puk, puk, jak zwiastun nieprzyjemności.
   A potem ujrzymy jej uśmiechniętą twarz w drzwiach pokoju i nad dniem zawiśnie kasandryczna przepowiednia. Może dla uspokojenia skoczymy do pobliskiego sklepu, kupimy kilka piw – i będziemy w napięciu czekać, wspominając ostatnie zdarzenia i snując przypuszczenia, co do kolejnych.
   Cóż – może wtargnięcie policji w poszukiwaniu narkotyków albo choćby kierownika w poszukiwaniu diabli wiedzą czego, miłosne nieporozumienie, niezapowiedziana wizyta, która zakłóci noc – bo nasz pokój zwykli, z niejasnych przyczyn, odwiedzać nieznajomi z różnych zakątków Polski – a może nawet czyjaś śmierć, tak jak w zeszłym miesiącu, gdy z okna naszego pokoju wyskoczył kolega Paszy...
   Pomieszał alkohol z ecstasy, a może jeszcze z jakimś innym syfem i chyba uwierzył, że potrafi latać. Nie potrafił.
   Zawsze po wizycie Mildy wydarzy się coś dziwnego, nieprzyjemnego, a czasem nawet tragedia.
   A jeśli już wydaje się, że to tylko nasz głupi przesąd, gdy uśmiechamy się niepewnie, kpiąc z kretyńskich zabobonów, ktoś upuści sobie ciężki przedmiot na nogę, komuś na głowę spadnie doniczka z usychającym już kaktusem albo – w najbardziej korzystnej sytuacji – pręt nad kącikiem sanitarnym, na którym wieszamy zwyczajowo pranie, jak to spadł w zeszłym tygodniu na moją łepetynę, wraz ze slipami Wiktora.
Milda zawsze przynosi nieszczęścia.

   To był bodajże pierwszy października. Stałem – jak zwykle o tej porze roku – pod oknem, paląc kolejnego papierosa i patrząc wnikliwie na kwaterujących się studentów – moich przyszłych sąsiadów. Pamiętam dwie długonogie dziewczyny – jak się później okazało Rosjanki z Syberii. Tuż po zakwaterowaniu, otworzyły na oścież drzwi, i puściły – na cały regulator – muzykę.
Łaskaja nocz', kosnis', mienia
Imia tiebie – iskuszenje* – wychwyciłem.
   A później przybył Wiktor i wiedziałem już, że to właśnie w moim skrzydle kierownik urządził w tym roku etniczny tygiel. Odprowadzałem wzrokiem kolejne dziewczyny – większość z nich była bardzo ładna, a przynajmniej dwie przecudne, i pożałowałem, że nie znam rosyjskiego w stopniu umożliwiającym swobodną czy nawet jakąkolwiek komunikację. Dziewczyny – młode, więc z pewnością z zerówki, pomyślałem  – z reguły nie mówiły jeszcze dobrze po polsku.
Daj mie
Bol'sze czem prosto lubow
Daj mie
Bol'sze, czem strast'** – leciało z głośników.

   Przypomniałem sobie rozjuszoną twarz wychowawcy mojej klasy w podstawówce, po tym jak młoda nauczycielka angielskiego z płaczem opowiedziała mu burzliwy przebieg kolejnej lekcji.
– Jeśli to się powtórzy – mówił, kiwając groźnie palcem. – Choćby jeden ogryzek na panią poleci, ba, jeden papierek choćby, nawet kreda, długopis, cokolwiek, to pożałujecie, naprawdę pożałujecie! Zobaczycie wtedy, sami zobaczycie – uśmiechał się diabelsko pod wąsem. –  Już ja mam na was genialny sposób!
   Nasze trzynastoletnie oczy połyskiwały wzbierającymi łzami, bo też nigdy nie widzieliśmy wychowawcy aż tak wściekłego. Zastanawialiśmy się, co to za drastyczny sposób wytrąci nam ogryzki i papierki z rąk, zanim zdążymy je cisnąć w przestraszoną twarz nauczycielki.
Może powie o tych wygłupach naszym rodzicom bądź przeniesie niektórych uczniów do innej klasy albo nawet do innej szkoły, ocenę z zachowania wszystkim obniży? Nie – sposób był o wiele bardziej okrutny, a wychowawca wyjawił go po długiej pauzie dramatycznej:
– Zobaczycie! Jeden ogryzek i będziecie się ruskiego uczyć!
Drżeliśmy z trwogi, jak to – ruskiego – dopiero, co wolność odzyskaliśmy, demokrację mamy, fajowe filmy amerykańskie w telewizji, a on nas ruskim straszy?
   Ale na następnych lekcjach siedzieliśmy jak trusie, dopóki nie uznaliśmy, że z tym ruskim to ściema zwyczajna, i w panią od angielskiego znów nie poleciał pierwszy triumfalny ogryzek naszej językowej suwerenności.

   Wszelkie braki językowe straciły znaczenie podczas pierwszej w tym roku imprezy. Nazajutrz po niej stwierdziłem, że integracja udała się w pełni. Może nawet za bardzo.
– Priwiet – wyjąkałem niepewnie.
– Dzień dobry – odpowiedziała, płynną polszczyzną, leżąca u mego boku blondynka.

Koniec części pierwszej


Maksymilian Fila



czwartek, 18 grudnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -