Blog > Komentarze do wpisu

-> Kartoteka, czyli dramat z brodą

„Rób coś, ruszaj się, myśl. On sobie leży, a czas leci. Mów coś, rób coś. posuwaj akcję, w uchu chociaż dłub!” nawołuje chór starców, zbiorowy bohater ostatniej premiery w Solskim, jaką dano tam 18 października. A nowy sezon pod nową dyrekcją otwarła na scenie przy ulicy Mickiewicza „Kartoteka”, antydramat Tadeusza Różewicza w reżyserii Tomasza Piaseckiego. „Kartoteka" Tadeusza Róźewicza powstała w latach 1958-1959. Została ukończona i po raz pierwszy wystawiona w 1960 r. na deskach Teatru Dramatycznego w Warszawie. Sztuka stanowi rodzaj collage'u, jakby mozaiki luźnych kartek z życiorysu Bohatera. Zaś sam tytuł oznacza, że utwór jest zbiorem informacji o Bohaterze. Stanowi rozbudowaną kartotekę, rodzaj segregator (całość składa się z prawie 30 scen), gdzie powpinane są kartki z jego życiorysu. Okazało się jednak, że uległy one przemieszaniu, dlatego w sposób niechronologiczny i na pozór nielogiczny dowiadujemy się o poszczególnych wydarzeniach z jego biografii. Wertując życiorys Bohatera, poznając go poprzez różne momenty z jego życia nie poznamy go tak naprawdę do końca, gdyż ukazane są nam tylko niektóre „wybiórcze” fakty z jego życiorysu. Są to jak gdyby kawałki rozbitego lustra, w którym odbija się życie Bohatera, a po przez nie po trosze i nasze…. . Szkoda, że do podobnej groteski sprowadziła nowa dyrekcja teatru kontakty z dziennikarzami lokalnych mediów, których przestano zapraszać na…. premiery. A ponieważ zgodnie ze starą tradycją po premierze grywa się w tarnowskim teatrze zupełnie inny repertuar, stąd i nasza nieco spóźniona relacja z tej szkolnej ściągawki, jaką niestety okazuje się być „Kartoteka” artystycznej spółki „Żentara – Piasecki”.

plak kart


Zdaniem Tadeusza Różewicza, sztuka teatru powinna polegać głównie na operowaniu słowem, stąd ograniczony do minimum ruch sceniczny: „Wystarczy, jeśli w ciągu tych godzin przestawi się krzesło". Nie najważniejsza jest także scenografia, którą Różewicz opisał w zaledwie kilku zdaniach.: „Oprawa plastyczna jest tu bez znaczenia". Bohaterem utworu jest postać nie posiadająca żądnych charakterystycznych cech, którego często zastępują na scenie inne postacie. Nie wiemy, ile ma lat, możemy jedynie przypuszczać, że reprezentuje pokolenie urodzone po roku 1920. Wydarzenia rozgrywają się w banalnie umeblowanym pomieszczeniu, przez które przewija się mnóstwo osób w codziennych, zwykłych ubraniach. Sam autor zwraca uwagę, że plastyka wnętrza jest nieistotna. W różnych miejscach pokoju, w którym rozgrywa się akcja utworu, rozmieszczeni są ludzie. Czasami coś wtrącają od siebie, niekiedy tylko przysłuchują się wypowiadanym kwestiom. Wygląda to tak, jak gdyby przez pomieszczenie przechodziła ulica, a na scenie pojawiali się przechodnie, ludzie spoza dramatu. Charakterystyczne dla tego dramatu jest to, że brakuje tu dokładnego określenia czasu i miejsca akcji. Właściwie wszystko dzieje się wokół łóżka Bohatera. Traci ono swoje znaczenie jako miejsce intymnego azylu. Korzystają z niego różne postacie m. in. Sekretarka czy Dziennikarka. Tadeusz Różewicz przedstawił w swojej sztuce, niczym w soczewce losy „Kolumbów" (nazywamy tak pokolenie Polaków urodzonych po roku 1920, którzy doświadczyli w młodości koszmaru wojny), którzy rezygnowali z własnych planów dla obrony ojczyzny. „Kolumbom", którym udało się przetrwać lata okupacji, trudno było przyzwyczaić się do powojennej sytuacji. Powrót do równowagi był utrudniony. Codzienne obcowanie z okropnościami wojny wywarto wielki wpływ na tych ludzi. Czy te intencje autora sztuki odnaleźć można w jej tarnowskiej inscenizacji? Trudno powiedzieć, ale w powszechnej opinii reżyser ledwie dotknął istoty tego egzystencjonalnego antydramatu i zrobił klasyczny szkolny „bryk”. A oto krytyczny dwugłos rodzimych żurnalistów.

kart1 kart2

„Jak zatem wygląda "Kartoteka" na tarnowskiej scenie w reżyserii i scenografii Tomasza Piaseckiego? – dywaguje na łamach TEMI (22.10.08) Beata Stelmach-Kutrzuba. Przede wszystkim jest to spektakl zachowujący proporcje między historycznym kontekstem, a pokusą bardziej współczesnego odczytania tekstu. Bohater w tarnowskiej inscenizacji należy niewątpliwie do pokolenia Kolumbów, o czym zaświadcza kartka z jego życiorysem, odczytana przez Gościa w Cyklistówce, czy scena rozmowy z młodą Niemką. Jednak pominięcie epizodu z Chłopem - partyzantem sprawia, że akcenty wojenne nie dominują, a rozterki i psychiczne zmagania głównej postaci nabierają bardziej uniwersalnego sensu. Są też wypunktowane kwestie Chóru, dotyczące Różewiczowskiej dyskusji z klasyczną koncepcją dramatu. Ogólnie rzec można, widowisko bliskie kanonicznemu tekstowi, wystawione "po bożemu", czyli tradycyjnie.
Ma ono jednak swój rys indywidualny. Od zamysłu autorskiego, wyrażonego w didaskaliach, mamy na przykład kilka odstępstw. Przez mieszkanie Bohatera, w którym oczywiście dominuje łóżko, nie przebiega ulica z przechodniami. Pojawiający się w pokoju rozmówcy wyłaniają się z szafy lub przynajmniej w niej nikną, przez co nabierają charakteru bardziej onirycznych zjaw niż żywych ludzi, a sam pokój staje się miejscem intymnych przeżyć związanych z ich irracjonalną obecnością - jak w II akcie "Wesela" Wyspiańskiego. Powaga na scenie wciąż sąsiaduje z humorem i groteską. W humorystycznej konwencji zagrane są postaci trzech starców, tworzące Chór. Komiczne sceny z Rodzicami czy Tłustą Kobietą wywołują śmiech publiczności. Zamiera on jednak na ustach, gdy Bohater ujawnia swą tragiczną, wewnętrzną pustkę. Ale jest on całkiem "nieporóżewiczowsku" aktywny, co raz zrywa się z łóżka, więcej zresztą na nim siedzi, niż leży. Jego zachowanie i emocje, jakie przeżywa, świadczą o tym, że nie popadł w całkowitą apatię, a przy okazji nadają widowisku tempa z korzyścią dla odbiorcy.
Wszystkie te innowacje nie są jednakże na tyle duże, by tarnowską inscenizację uznać za dalece oryginalną. Są natomiast dowodem przemyślanego stosunku reżysera do tekstu, z całym zachowaniem pierwotnych sensów "Kartoteki". Choć więc widz nie zostanie zaskoczony, zobaczy spektakl z nerwem i groteskowym humorem, inspirowany atmosferą surrealizmu, a co niezwykle ważne - dobrze zagrany. W roli głównej dobrze obsadzony Przemysław Sejmicki, towarzyszą mu panie: Marta Marianna Gortych, Anna Lenczewska, Bogusława Podstolska-Kras oraz panowie: Andrzej Popiel, Mariusz Szaforz, Robert Żurek.
Słowem: dobre przedstawienie dla odbiorcy myślącego, który niekoniecznie szuka łatwizny w teatrze.”

kart3 kart4

Sobotniej premiery „Kartoteki” nie widziałam – napisała na portalu inTARnet.pl Agnieszka Setlik w tekście opatrzonym tytułem „Oniryczna Kartoteka”. Obejrzałam ją niedawno wraz z licealistami, których stadnie przyprowadzono do Teatru Solskiego, by choć trochę ich ukulturalnić. Dramat w ujęciu reżysera nieźle się obronił. Wstydu nie było. Co więcej, młoda publiczność była autentycznie zainteresowana sztuką. Na przejawiające się gryzącą ironią poczucie humoru reagowała śmiechem, choć stać ją było też na refleksyjną powagę. Nie zobaczyliśmy jednak dzieła teatralnego o wysokich walorach artystycznych, sztuki prowokującej formą czy treścią. Wystawiono zwykły sceniczny bryk z „Kartoteki”. Przewidywalny i mało oryginalny, ale za to bardzo przyjemny w odbiorze. Niewątpliwie jest w tym duża zasługa tarnowskich aktorów. Dawno nie widziałam ich w tak dobrej formie.

Już sam początek spektaklu sugeruje imaginacyjną wędrówkę w astralno-ezoteryczny świat snów. Zanim zgasły światła na widowni, a rozświetliła się scena, z głośników rozbrzmiewa znany polski szlagier sprzed II wojny światowej „Ta ostatnia niedziela” w wykonaniu Mieczysława Fogga, który budzi mężczyznę (świetny Przemysław Sejmicki) leżącego na łóżku, zajmującym dużą część sceny. Jednak mężczyzna zamiast w realnym świecie, budzi się w onirycznym wymiarze majaków, fantasmagorii, iluzji i urojeń. Przez jego pokój co rusz przewija się korowód różnych postaci. Są to cienie przeszłości, może postaci ze snu, z różnych zaułków biografii i warstw pamięci Bohatera, a także z tradycji, jak choćby trzyosobowy Chór Starców (rewelacyjni Mariusz Szaforz, Robert Żurek i Andrzej Popiel), którego członkowie noszą jednakowe płaszcze, kapelusze i przyklejone brody. Swoim wyglądem i zachowaniem Chór wprowadza do przedstawienia dyskretny urok groteski i absurdalnego poczucia humoru. „Kartoteka” stanowi wzorcowe zaprzeczenie klasycznych reguł sztuki dramatycznej, zastępujących zasadę „wielości” czasu, miejsca i akcji. Bohater jest właściwie antybohaterem. Jak sak sam mówi o sobie, jest wewnętrznie pusty, samotny, rozczarowany i zmęczony życiem. Przez większą część akcji leży w łóżku na środku pokoju, który jest zarazem kawiarnią, biurem i ulicą. To człowiek, który utracił młodzieńczy entuzjazm, marzenia i chęć działania. Wojna spowodowała w jego psychice wielkie spustoszenie, doprowadzając go do dezintegracji osobowości, której nie umie (i chyba nie chce) przezwyciężyć. Jak to we śnie bywa, tożsamość Bohatera została zmącona. Bezimienny - a właściwie obdarzony wieloma imionami, bo zależnie od sytuacji jest Wackiem, Władziem, Dzidkiem, Kaziem, Jurkiem lub Tadkiem – mężczyzna jest jednocześnie dzieckiem i dorosłym, przeżywa zdarzenia z różnych okresów życia, a nie opuszczając swego pokoju, podróżuje w czasie i przestrzeni. Wizytę składają mu między innymi wyrozumiały Wuj, Olga, od której 15 lat temu odszedł "po papierosy", Tłusta Kobieta wypominająca mu, że jako nastolatek podglądał ją w kąpieli. Pojawiają się nawet rodzice, strofujący Bohatera, by nie bawił się brzydko pod kołdrą, a także Nauczyciel, jakby żywcem wyjęty z Gombrowicza, odpytujący "za co kochasz Chopina?". Bohater próbuje "przejrzeć się" w odwiedzających go postaciach i odnaleźć dzięki nim własną tożsamość. Sen jest tu więc przede wszystkim sposobem otwierania i uruchamiania wspomnień z przeszłości. Stanowi formę inicjacji w uzyskaniu nowej świadomości, nowej, wewnętrznej duchowej wiedzy. W jej trakcie następuje konfrontacja Bohatera z ideami, symbolami i archetypami kolektywnej nieświadomości. Konfrontacja ta jest procesem empirycznym, który pozwala na zasymilowanie pewnej wiedzy, a to z kolei pozwala na symboliczne odrodzenie. Inicjacja bowiem polega przede wszystkim na paradoksalnym, nadprzyrodzonym przeżyciu śmierci, zmartwychwstania i odrodzenia. Reżyser pod osłoną środków artystycznego wyrazu wydaje się transponować to pokrewieństwo na grunt sztuki. Oto bowiem jeszcze przed zapadnięciem kurtyny, po jednej z finałowych scen, w której dwie anonimowe postacie mierzą łóżko Bohatera, znów słychać poruszającą piosenkę „Ta ostatnia niedziela”, która po wojnie zyskała miano tanga samobójców. Nad onirycznym światem unosi się widmo śmierci. Śmierci, która bynajmniej nie oznacza końca. Wszak „Kartoteka” to dramat otwarty. Nie ma więc konkretnego zakończenia i wciąż żąda wysłowienia, kapryśnie poddając się kolejnym interpretacjom. Tomaszowi Piaseckiemu niestety zabrakło świeżego pomysłu na dramat. Wierny Różewiczowi reżyser w rezultacie zafundował nam bryk z „Kartoteki”. Zainscenizował tekst i gdyby nie wprowadzenie kilku nowych, ale zupełnie nieistotnych elementów, jak choćby szafy na scenie, mielibyśmy zwykłe przeniesienie w skali jeden do jednego. A „Kartoteka” zasługuje na coś więcej. To fascynujący tekst, a nie banalna szkolna czytanka. Myślę, że nawet licealistów - bo, jak rozumiem, to przede wszystkim do nich skierowany jest ten spektakl - ucieszyłaby bardziej oryginalna, twórcza interpretacja niż ta, która została zaprezentowana. Niemniej warto zobaczyć - dla poetyki snu i pierwszorzędnej gry ansamblu tarnowskiego teatru.”

kart5

Kartoteki mogą dziś już nie chcieć rozumieć i młodzi i starzy – mówi o swoim dziele reżyser Tomasz Piasecki.. Będą tedy mówić, że ten tekst jest tylko świadectwem pewnego czasu, zapisem stanu świadomości pełnej niepokoju, niepokoju, który dla nas jest niedostępny, bo dotyczy pokolenia powojennego, traumy Drugiej Wojny Światowej i tak dalej, i tak dalej. Ale Kartoteka nie jest zwykłym tekstem literackim i nie jest zwykłym przedstawieniem teatralnym: poszczególne jej kartki i sceny są próbą zapisu śladów Człowieka, śladów, które po nim ocalały po Katastrofach XX wieku. Człowiek jest jak jego kartoteka, akcja przedstawienia i świat, w którym żyje: nieciągły, niekompletny, niestały, brak mu tożsamości, jest rozbity i rozdrobniony, trwale okaleczony. Dlatego pytanie o ludzką kondycję, które w Kartotece zadaje Różewicz jest wciąż ważne dla nas - ludzi. Jeśli zaś nie słyszymy lub nie rozumiemy tego pytania, to nie dlatego, że Kartoteka przestała być aktualna, tylko dlatego że staliśmy się ofiarami jakiejś metafizycznej mutacji, że nie jesteśmy już ostatnimi z ludzi, ale post-ludźmi. Krótko: Kartoteka jest do głębi humanistycznym dramatem: zadaje pytanie o kondycję człowieka w obliczu Porażki, którą odniósł i której nie może nigdy wymazać ze swej kartoteki, ze świadomością której żyć musi aż do końca.”


Ryszard Zaprzałka


foto by Paweł Topolski



Tadeusz Różewicz
KARTOTEKA
Reżyseria i scenografia  Tomasz Piasecki.
Obsada:
Przemysław Sejmicki - Bohater
Marta Marianna Gortych - Kelnerka, Żywa Pani, Dziewczyna
Anna Lenczewska - Sekretarka, Olga, Pani
Bogusława Podstolska-Kras - Matka, Tłusta Kobieta
Andrzej Popiel - Pan z przedziałkiem, Nauczyciel, Gość w cyklistówce
Mariusz Szaforz - Ojciec, Gruby, Gość w kapeluszu
Robert Żurek - Wujek, Dziennikarz
oraz Chór Starców - Mariusz Szaforz, Robert Żurek, Andrzej Popiel


Premiera 18.10.2008 r. Duża Scena


czwartek, 04 grudnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -